18 września 2016

Szczyty BezKitu!

Uwaga! Mam pół godziny na napisanie tego posta, więc po pierwsze trzymajcie kciuki, żeby mi się udało, po drugie, muszę napisać go teraz, bo nie mam żadnych notatek i jutro już nic nie będę pamiętać, a po trzecie zdarzyła się okazja nie do przepuszczenia - Inauguracja Roku Harcerskiego!! Przepraszam, jeśli będzie chaotycznie i nie po polsku, bo jednak chyba trochę wyszłam z wprawy, a chciałabym najprościej jak się da przekazać Wam to wszystko. Nie planowałam o niej pisać (w ogóle nie planowałam czegokolwiek pisać...), ale uznałam, że skoro napisałam już o trzech (Tarnów, Nowy Sącz, Wieliczka), to napiszę też o czwartej! 
Ogólnie, uważam, że IRH to jedno z najlepszych wydarzeń w całym roku harcerskim. Jednak po ostatniej takiej imprezie byłam pełna obaw co do tegorocznej organizacji. Na szczęście myliłam się. Myliłam się ogromnie.


16 września, piątek

Około godziny 17 byliśmy już na miejscu - w Mszanie Dolnej! Bardzo miła druhna, która dowodziła całym budynkiem harcerzy starszych, przydzieliła nam salę. Założyliśmy mundury, poczekaliśmy na drugą drużynę starszoharcerską z naszego hufca, po czym wspólnie udaliśmy się na apel. Takie rzeczy nigdy nie zaczynają się punktualnie, więc zanim wszystkie drużyny były gotowe, my zdążyliśmy popląsać, zaśpiewać Grażkę, Techno i jeszcze parę innych piosenek! Pozdrawiam Jędrka, który mnie wtedy poznał! xD W końcu apel się zaczął, meldowania, powitania i te wszystkie sprawy. Następnie rozmundurowaliśmy się i poszliśmy na superkolację - zapiekanki i frytki, a przy okazji również do Tesco, pod którym śpiewaliśmy Kluski. Chwilę po godzinie 20 zaczęliśmy grę wieczorną. Łaziliśmy sobie po Mszanie Dolnej do punktów zaznaczonych na mapce, czasami udawało nam się zdobyć wiadomość, czasami nie, ale ogólnie zadania były naprawdę ciekawe, przy okazji śpiewaliśmy sobie jakieś Czy słońce, czy deszcz albo Pokonać grawitację. Na ostatnim punkcie, nad rzeką, stał druh ze skrzypcami i grał piosenki, które musieliśmy rozpoznać. Jeżeli chcesz się dowiedzieć kim się okazał, zapraszam dalej! Do szkoły wróciliśmy przed północą, byliśmy tak zmęczeni, że prawie od razu poszliśmy spać.



17 września, sobota
Ten dzień był tak epicki, że ja nie wiem czy o wszystkim pamiętałam!
Wstaliśmy o 6:15. Tak, na wyjeździe harcerskim. Tak, w sobotę. Aż trudno uwierzyć, no nie? Migusiem zjedliśmy śniadanie, przy okazji obczailiśmy, że na jednym z korytarzy rewelacyjnie śpiewa się Z tamtej strony jeziora w kanonie i na głosy! Wpakowaliśmy się do autokaru, który zawiózł nas do Rabki, skąd żółtym szlakiem wyruszyliśmy na Luboń! Wspinaliśmy się na szczyt przez lasy, rumowiska skalne, wśród jaskiń, gołoborza, błota i innych harcerzy. Jednej druhnie z sąsiedniego hufca udało się nawet zgubić buta... Na szczycie, w schronisku, usiłowaliśmy uzupełnić zadania, które przydzielono nam na ten dzień. Rozwiązywaliśmy zagadki, rysowaliśmy Baden-Powella, wypisywaliśmy szlaki prowadzące na Luboń. Schodząc czerwonym szlakiem trochę śpiewaliśmy Domowe, trochę Metro. Ogólnie było bardzo ślisko i błotniście (nie podkreśliło, więc uznajmy, że jest takie słowo!), a do tego padało, więc nasze trepy po takim przejściu nie były jakoś bardzo czyste...

Czy to Złote Orły, jedzące paluszki i bigos? :o
Chwilę po godzinie 12 byliśmy już w szkole. Przebraliśmy się, umyliśmy (czy to pierwsza inauguracja na której są prysznice?! :o), po czym poszliśmy na obiad! Moi drodzy, tego nawet nie można było porównać z zeszłorocznym głównym posiłkiem! Obiad był tak pyszny, tak duży i tak gorący, że jedli wszyscy, bez wyjątku! Hehe, ale znowu była pomidorowa...
Następnie ktoś wpadł na genialny pomysł, iż skoro wybieramy się na jarmark, do ludzi, to musimy się jakoś usolidaryzować (naprawdę nie ma takiego słowa? :(), a w jaki sposób? Pomalujemy sobie rzęsy na zielono, jeeej! I tak oto udaliśmy się na jarmark w zielonych rzęsach! Niektóre drużyny miały swoje stoiska z różnymi ciekawymi rzeczami, więc chwilę poszwędaliśmy się wśród nich. Zagraliśmy również w żywe piłkarzyki, dziewczyny na chłopaków, niestety jakimś dziwnym trafem, przegrałyśmy...
Po powrocie do szkoły, podczas gdy większość drużyny grała sobie w siatkówkę, razem z Szymkiem, Weroniką i Bladą, usiłowaliśmy wymyślić wierszyk z podanymi słowami (nos, dym, kapibara, frędzel, kaktus, balsam, czajnik, masło, piorun, leżak). Wyszło na to, że ja tylko pisałam, a Szymek z Bladą co chwilę rymowali coś super. Pozwolę sobie przedstawić Wam wybiórcze fragmenty tego cudownego wiersza! :D

Nieopodal piorun trzasnął,
błoto ślizga się jak masło
Choć pod górę długa droga,
nóg nam dziś nie będzie szkoda!

Leje deszcz, zgasło ognisko,
dobrze, że do szkoły blisko,
bo padamy już na nosy,
wszyscy chcemy umyć włosy.

Frędzel odpadł od śpiwora,
w sumie dobrze, bo już pora.
Buty wszyscy odkładają,
leżą i odpoczywają.

Już zasypiam, w mojej głowie
co się dzieje - nie wysłowię!
Kaktusy i kapibary,
Harry Potter, magia, czary;

Konie kocią karmę jedzą,
jak to robią - nie powiedzą,
wszystko to w krainie mitu,
bo to szczyty są BezKitu!

Dobra, dobra, wiersz wierszem, ale lecimy dalej!
Przez jakieś pół godziny usiłowałyśmy kupić koszulki inauguracyjne, na szczęście w końcu się udało! Zastanawialiśmy się też czy iść na koncert, ponieważ pogoda za oknem nie była zbyt ciekawa, ale w końcu postanowiliśmy, że pójdziemy i najwyżej szybko wrócimy, jeżeli nam się nie spodoba.
Kiedy dotarliśmy pod scenę, akurat grał pierwszy support - Góralki! :D Typowa weselna, góralska kapela, więc uznaliśmy że zostajemy 40 minut i wracamy. Zaczęliśmy się jednak dość dobrze bawić, tańczyliśmy, robiliśmy meksykańską falę, śpiewaliśmy „Czerwone korale". Pozdrawiam Gabrysię! ^^ Mimo wszystko, to dopiero drugi support okazał się być rewelacją. Był to zespół Delskins! Typowy rock, perkusja, bas i wokal, którym okazał się być... gościu od skrzypiec z piątkowej gry o wdzięcznym imieniu Witek! A więc staliśmy prawie przy samej bramce, skakaliśmy, śpiewaliśmy, klaskaliśmy, piszczeliśmy i było po prostu genialnie! Ogólnie jest to totalnie nie moja muzyka, ale nie pamiętam kiedy ostatnio tak świetnie bawiłam się na jakimkolwiek koncercie. W końcu przyszedł czas na gwiazdę wieczoru, Kasię Moś, uczestniczkę Must Be The Music czy czegoś podobnego. Ładnie śpiewała, nie powiem, ale nasze środowisko zdecydowanie bardziej zainteresowane było chłopakami, którzy obiecali wrócić po koncercie Kasi i w zasadzie głównie dla nich tam zostaliśmy dłużej. Nie obyło się też bez zdjęć, a kiedy Witek z Norbertem i resztą wbili drugi raz, ochrona wpuściła nas pod samą scenę! :D
Taka krótka zajawka tego, co się tam działo :D


Nie wiem co mam pisać dalej, bo było po prostu epicko. Jeszcze wracając do szkół wszyscy nucili tuturutututuru! 
Ja chwilę po północy poszłam spać, jednak wiele osób zostało jeszcze na śpiewograniu. Normalnie również bym poszła, żeby już całkiem zryć sobie głos, ale wyjątkowo chciałam się oszczędzać. Następnego dnia miałyśmy z Bladą na mszy zaśpiewać psalm, a moje gardło po krzyczeniu na koncercie musiało trochę odpocząć.

18 września, niedziela
Kurcze, przecież to dzisiaj! Wszystko zleciało tak szybko, że ja nawet nie wiem kiedy, jak, gdzie!
Wstaliśmy nieco później niż w sobotę, bo chwilę po 7, a obudził nas cudowny budzik Braśki, którego potem wszyscy mieli serdecznie dość.
Czy to nie jest straszna piosenka?! ;-;

 Ekspresowo zjedliśmy śniadanie, po czym zabraliśmy się za ogarnianie! Z pakowaniem i sprzątaniem sali poszło nawet szybko, zostało nam nawet trochę czasu na śpiewanie i granie na ukulele. Gdy w końcu przyszedł ten właściwy czas, znieśliśmy plecaki do wyjścia, zameldowaliśmy się na apelu końcowym, otrzymaliśmy dyplom za udział i ruszyliśmy na mszę, która miała świetną oprawę muzyczną, z resztą nie tylko dzięki mnie i Bladej, ale też  dzięki genialnym harcerzom z Hufca Gorczańskiego, z Witkiem na czele i niezawodnym, najlepszym na świecie kapelanem naszej chorągwi, księdzem Filipem! :D
Po mszy szybko ustawiliśmy się do apelu kończącym inaugurację, komendant ogłosił wyniki, ale tym razem niestety żaden patrol z naszego hufca nie znalazł się na podium. Mimo wszystko, pełni pozytywnej energii wróciliśmy po plecaki, wpadliśmy szybko na zapiekanki i kebsy, po czym po prostu wsiedliśmy do autobusu i wróciliśmy do domu.

Kurcze, wydaje mi się, że gdyby nie inauguracja w Tarnowie, na której wygraliśmy, zdecydowanie to właśnie Szczyty BezKitu mianowałabym najlepszą inauguracją, na jakiej byłam. Genialny program, świetna organizacja, dobre jedzenie, świetna atmosfera i rewelacyjny koncert! Tak naprawdę, jeżeli tego typu impreza właśnie tak wygląda, rywalizacja schodzi na drugi plan i liczy się po prostu to, że się tu jest. I tyle. Najbardziej niesamowite jest chyba to, że to właśnie na IRH możesz porozmawiać z ludźmi, których poznałeś trzy lata temu. Przez cały rok nie utrzymujesz z nimi kontaktu, ale łączy Was jedno - harcerstwo i właśnie to jedno,  coroczne, wyjątkowe wydarzenie. 
No i w końcu spotykamy się w gronie około 1000 osób! Łaaa!
Dziękuję! 



Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

20 maja 2016

1. Ulubiony program telewizyjny?
Problem tkwi w tym, iż nie oglądam telewizji. Jednak jeżeli idzie The Voice of Poland, zdarza mi się włączać to bezużyteczne urządzenie. I oglądam jeszcze Na dobre i na złe (śmiejcie się ze mnie, ale to jest super!), ale to w Internecie.

2. Ulubiony film? (możesz wymienić parę)

Marzyciel! <3 W oryginale Finding Neverland, czyli The Story of How Peter Became Pan! ^^  Historia po prostu opowiada o tym skąd wziął się nasz cudowny Piotruś Pan, a na jej podstawie powstał nawet spektakl na Broadwayu! Co ciekawe, piękną muzykę do tego filmu napisał nasz, polski kompozytor - Jan Kaczmarek! :)

















3. Czy jest jakiś kraj, którym się fascynujesz? Jeśli tak, to jaki?
Nie, nie ma takiego kraju. Bardzo lubię naszą Polskę. ^^

4. Gdzie chciałabyś pojechać na wakacje?

Uuu, no to tak: do Londynu, do Irlandii, do Paryża, do Chin, do Indii, do Norwegii, na Mazury i jeszcze w masę innych miejsc! ^^ A jadę nad morze z moimi zuchami i na obóz wędrowny w Góry Stołowe! ^^

5. Jakie jest Twoje największe marzenie? (może być kilka)

Mam mnóstwo marzeń, ale aktualnie moim największym jest po prostu to, żeby robić w życiu coś, 
w czym czuję się naprawdę dobra :).

6. Masz wattpada?

Nie.

7. Jaka jest Twoja ulubiona potrawa? (również może być kilka)

Pierogi ruskie, definitywnie.

8. Wolisz gdy jest bardzo zimno czy bardzo gorąco?

Zimno. Uwielbiam łazić w grubych swetrach, bluzach, kocach i wszystkim innym co ciepłe! <3

9. Jaki jest Twój ulubiony napój?

Uwielbiam herbatę i lemoniadę! <3

10. Jakie zwierzęta lubisz najbardziej?

Nie przepadam za zwierzętami. Możecie mnie zabić.

11. Lubisz pisać? Jeśli tak, to jaki gatunek?
Nie, nie piszę. :)




Za nominację dziękuję Jess! <3
Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

3 kwietnia 2016

Hej!
Tak sobie wpadłam, żeby polecić Wam kilka rzeczy.
A więc:

TA PIOSENKA
To jest typowa muzyka, której ostatnio słucham. Takie Pawłowe klimaty. Tyle.


To jest druga typowa muzyka jakiej słucham. I jaką wykonuję. Uwielbiam wszystkim znane i cudowne All of me Johna Legenda, ale wersja Jona jest zupełnie inna. I trudna ^^.

Nie umiem robić zdjęć. Ale starałam się.
A to książka. Kolejne dwia dzieła tego autora są już w drodze do mnie. Amber Appleton jest jedną z najgenialniejszych głównych bohaterek literackich, z jakimi miałam okazję się spotkać ^^.
Nie zamawiajcie przez Internet książek z Empiku. Przyszła właśnie z taką okładką na dole, jak widać na załączonym obrazku.



Mówiłam już kiedyś, że Zaplątani to najmądrzejsza i najpiękniejsza bajka na świecie? I że nie jest dla dzieci? I że wnosi dużo więcej niż przeciętny film? I że nie da się niczego zdubbingować (?) lepiej niż Julia Kamińska zdubbingowała Roszpunkę?

Dziękuję za uwagę i do napisania ^^.

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

...

6 lutego 2016

176. Chwilowy powrót, do którego zmotywowała mnie sobota!

Nie uwierzycie. Jest weekend, a ja siedzę w domu. I nie mam pojęcia co mogłabym robić, więc wymyśliłam, że coś napiszę. A tak się genialnie składa, że akurat wczoraj obejrzałam chyba jeden z najlepszych filmów jakie widziałam w ostatnim czasie i skończyłam czytać jedną z najlepszych książek jakie powstały. I właśnie o tym chcę dzisiaj napisać, chociaż nie mam pojęcia czy choć trochę pamiętam jak się pisze.
Wicked

Może ktoś słyszał, może ktoś nie słyszał, ale w każdy razie Wicked to dość popularny musical, który został napisany na podstawie książki, od której z resztą podobno bardzo się różni. Ja niestety nie miałam okazji zobaczyć musicalu, ponieważ nigdzie w Polsce go nie grają, a filmu również nie ma, została mi więc książka, którą ujrzałam kiedyś na półce koleżanki, która to zgodziła mi się tą książkę podarować! :D
Akcja toczy się w Krainie Oz i opowiada o Złej Czarownicy z Zachodu, która zresztą chyba pojawiła się w Czarnoksiężniku z Krainy Oz (czytałam jakieś 8 lat temu, więc nic nie pamiętam, a filmu nie oglądałam). Elfaba, bo tak nazywa się główna bohaterka, rodzi się zielona. Jest bardzo zaborczym i drapieżnym dzieckiem, a gdy kończy szesnaście lat (chyba?) udaje się do szkoły w Shiz. Tam Elfaba dowiaduje się, że ma umiejętności magiczne i może spotkać się z Czarnoksiężnikiem, który jest głową Oz. Wyrusza tam razem ze swoją przyjaciółką Glindą. Niestety okazuje się, że Czarnoksiężnik wcale nie jest taki super, jaki miał być. Potem dzieje się jeszcze bardzo dużo, Elfaba poznaje Fijero, rozstaje się z Glindą, ginie jej siostra i w ogóle wszystko się komplikuje.
Po przeczytaniu tej książki byłam pod ogromnym wrażeniem. Do tego w tle przeważnie leciały mi piosenki z Wicked, które są równie niesamowite jak opowieść. Wicked pokazuje jak każdy z nas może się zmienić, i że Dobro nie zawsze musi wygrać ze Złem. Elfaba jest według mnie bardzo barwną i oryginalną postacią, ale moją miłością w tej książce zdecydowanie był jej przyjaciel - Boq! 
Bardzo rozpoznawalną piosenką z tego musicalu jest Defying Gravity, którą swoją drogą uwielbiam całym sercem i bardzo pozytywnie mi się kojarzy, chociaż wcale nie jest taka super-pozytywna. Ale myślę, że jeśli wstawię Wam tu medley Petera Hollensa i Nicka Pitery, niepotrzebne będzie już nic więcej. :D


Once

Wydaje mi się, że Once nie jest jakoś bardzo znanym filmem, ale na pewno każdy kojarzy piosenkę Falling slowly (Masz jeszcze czas w wersji Accantusa). Jest to film musicalowy, opowiadający historię dwojga ludzi, Glena i Markety, których łączy odkurzacz zamiłowanie do muzyki. Swoją drogą: Glen zajmuje się naprawianiem odkurzaczy i śpiewaniem na ulicy, a Marketa sprząta w bogatych domach i gra na pianinie. Niektórym mogłoby się wydawać, że ich historia jest banalna i nie ma w niej nic wyjątkowego, ale ja na końcu ryczałam jak bóbr. Film jest bardzo smutny, ale myślę, że przez to tym bardziej naprawdę warto go obejrzeć.
Falling slowly ma cudowny tekst, ale jeśli chodzi o muzykę, to wygrywa Lies. 
Właściwie nie wiem co mogłabym więcej napisać, bo Once po prostu trzeba obejrzeć i zrozumieć.
EDIT: Przypomniało mi się jeszcze, że przecież ten film w 2008 roku dostał Oscara za muzykę. I jeszcze w ramach ciekawostki: Once miało światową premierę w lipcu 2006, a w Polsce dopiero prawie dwa lata później.


Tak w ogóle to pozdrawiam serdecznie, ponieważ brakło mi 1%, aby dostać się do finału w konkursie kuratoryjnym z polskiego xD. Zwalam to na to, że rejon był pisany w szkołach, przez co wiele osób oszukiwało (test był naprawdę wymagający myślenia, a jedna dziewczyna w te 2 godziny, przez które nie wszyscy zdążyli się wyrobić, napisała wszystko ołówkiem i poprawiła długopisem). Więc dostawały się osoby od 83%, a w konkursach z polskiego baardzo rzadko aż tyle podwyższają punktację. Ale w zasadzie wiem, że mogłam się do tego przyłożyć jeszcze więcej, więc jest to tylko moja wina. ^^

W następny wolny weekend zabieram się za czytanie Waszych postów! ^^
Pozdrawiam serdecznie!
~Ola