30 września 2015

173. KWIntesencja COOLtury, czyli Inauguracja Roku Harcerskiego 2015!

 piątek
O siedemnastej spotkaliśmy się na przystanku autobusowym. Padał deszcz. Znaczy w sumie to lał. Mam z domu do przystanku 5 minut, a byłam cała przemoczona. Zrobiłam wielki błąd, biorąc dwa plecaki - jeden mały z jedzeniem i wszystkimi innymi ważnymi rzeczami i drugi trochę większy z ubraniami. Do tego miałam jeszcze ukulele, więc w busie trudno się z tym wszystkim zmieścić, tym bardziej, że jechaliśmy kursowym. No właśnie! Bo przecież inauguracja miała być w Wieliczce, czyli baardzo blisko naszego miasta! :D Kiedy tylko wysiedliśmy na miejscu, już zaczął do mnie ktoś machać z drugiej strony ulicy. Okazało się, że były to dziewczyny ze stronki Po co być normalnym? Skoro można być harcerzem!, które poznałyśmy na inauguracji rok temu. A kto szedł za nimi? Drużyna Gosi, Gabrysi i Magdy, które także mnie rozpoznały! :D W drodze do szkoły mijało nas mnóóstwo harcerzy. To był naprawdę cudowny widok dla takiej osoby jak ja, która nie była w tym roku na żadnym obozie harcerskim. W szkole właściwie tylko zostawiliśmy plecaki i zostaliśmy zaobrączkowani. Mieliśmy spać na sali gimnastycznej, przed którą mieściła się sala artystyczna czy coś takiego z lustrami, więc nie obyło się bez robienia cudownych zdjęć w tych cudownych lustrach! :D Śpiewając, udaliśmy się do kopalni soli. Chcieliśmy zwiedzać ją wszyscy razem, ale niestety nie wypaliło, więc w grupie, w do której trafiłam był od nas tylko Burek, Gubi, Ola, Kasia i Olek oraz oczywiście harcerze z innych hufców, np. taki, w którym wszyscy mówili do druhów proszę pana o.O. Trochę nas to zastanawiało, bo u nas, nawet jeśli ktoś jest powyżej trzydziestki, mówi się zawsze po imieniu lub po prostu druhu, druhno. W kopalni najpierw bardzo długo schodziliśmy po schodach, co było chyba najuciążliwszym etapem. Jeżeli jesteś w trepach i chcesz nadążyć za innymi drużynami po stromych stopniach w dół, naprawdę nie jest to łatwe, a jeszcze nigdy nie schodziłam do tej kopalni po schodach... Spędziliśmy tam coś koło dwóch godzin (ogólnie w kopalni, nie na schodach). Nie ukrywam, że podczas zwiedzania troszkę nam się nudziło, bo w zasadzie każdy z nas był tam już przynajmniej dwa razy. Ale kopalnia jest naprawdę warta zobaczenia, więc jeśli będziecie w okolicy - wstępujcie!
To zdjęcie zrobiłam właściwie już po przyjeździe do domu. Cudowny odblask i papierek, którym nas obrączkowali.

Gdy skończyliśmy, chwilę czekaliśmy na resztę drużyny, która zwiedzała z późniejszą grupą. Kiedy przyszli, wszyscy wróciliśmy do szkoły, ściągnęliśmy mundury i poszliśmy coś zjeść. Stanęło na pizzerię, w której prawie wszyscy zamówili zapiekanki, na które czekaliśmy 45 minut. Ale przynajmniej nie byliśmy już głodni! Następnie udaliśmy się na grę terenową. Polegała ona na tym, że musieliśmy odnaleźć punkty zaznaczone na mapie, wykonać na nich zadania, a za każde zadanie otrzymywaliśmy od punktowego kartonik z literką i cyferką do 6 (trochę jak w scrabblach). Mogliśmy też walczyć między patrolami o te kartoniki, ale w zasadzie wyzwaliśmy tylko jedną drużynę, z którą wygraliśmy i zdobyliśmy jedną dodatkową literkę. Po mieście chodzili też harcerze z różnymi słownikami. Na przykład kiedy trafiło się na ortograficzny, trzeba było przeliterować słowo, które się wylosowało, kiedy na wyrazów obcych, wytłumaczyć dane słowo, itd. Jeśli zadanie wykonało się prawidłowo, dostawało się pusty kartonik, tzw. masło, który mógł służyć za każdą literę, jaką tylko się chciało. Czas mieliśmy do wpół do pierwszej w nocy, więc wyrobiliśmy się prawie idealnie. W szkole rozłożyliśmy swoje rzeczy i usiłowaliśmy utworzyć z naszych liter jak najdłuższe słowo. W końcu wyszły aż 53-punktowe destylatorkiNie pytajcie mnie co to jest. Kiedy wrócił drugi patrol, w zasadzie siedzieliśmy, graliśmy i śpiewaliśmy. Na chwilę przyłączyliśmy się też do innej drużyny. Koło drugiej ktoś zgasił światło i trzeba było iść spać, ale nie było to łatwe, bo praktycznie cały czas nad naszymi głowami latały lightsticki...

sobota
Rano w kolejce do łazienki stałam coś koło dwudziestu minut. Kazali nam się spakować, bo na naszej cudownej sali gimnastycznej miały być zajęcia wędrowników. Na śniadanie zjadłam kilka słodkich bułek z Nutellą. W ten dzień były przewidziane zajęcia programowe. Nie wiem czy były one jakoś losowane czy coś, ale podczas gdy inne patrole miały zajęcia z aktorstwa, hip hopu, karate i innych takich rzeczy, okazało się, że nasz patrol ma w planie... barycz. Nikt nie wiedział co to jest, ale poszliśmy w miejsce, w które nam kazano (szkoła zuchów (y)). Na miejscu jakiś gościu powiedział nam, że owszem, są tu zajęcia, ale z jakiegoś tańca, który raczej nie nazywa się barycz. W końcu wyjaśniło się, że mamy wsiąść do autokaru, który stał przed tą szkołą. Jechaliśmy jakieś 10 minut i wysiedliśmy przy... wysypisku śmieci. Dosłownie. Najpierw weszliśmy do sali, w której opowiedziano nam o sektorach wysypiska i o tym co robi się z plastikowych butelek. Następnie wyruszyliśmy na krótki obchód (okropnie lało...) po tymże wysypisku. Potem jakieś pół godziny czekaliśmy na autokar, grając w różne gry i ogarniając zdjęcia na telefonach.
W końcu zawieziono nas pod szkołę, ale byliśmy już spóźnieni na kolejne zajęcia - taniec szwedzki. Poobserwowaliśmy sobie chwilę jak inni wywijali na parkiecie i uznaliśmy, że chyba nie chcemy na nie iść (to ewidentnie był jakiś arizoński taniec, który jako 9-latka tańczyłam na zespole wokalno-rytmicznym w szkole muzycznej, edidentnie!). Siedliśmy sobie więc na stołówce i piliśmy herbatkę. Drugi patrol naszej drużyny jeszcze nie powrócił ze swoich zajęć (oni mieli przynajmniej coś o filmach, a nie wysypisko śmieci ;-;), więc uznaliśmy, że zagramy w karteczki (pisałam o tej grze gdzieś tutaj). Oczywiście jakieś genialne osoby wpisywały na karteczki wyrazy typu dezerter, elektroda, konwój czy epitet (powodzenia życzę w etapie z kalamburami!)Byłam w parze z Olkiem i wprawdzie na zimowisku razem wygraliśmy, ale tym razem zajęliśmy trzecie miejsce.

Gramy w karteczki ^^
W końcu wrócił drugi patrol. Moi grali w karteczki jeszcze raz i nawet chciałam grać z nimi i napisać jakąś antropomorfizację czy coś takiego, ale w końcu poszłam do drugiego patrolu, na salę gimnastyczną, gdzie razem z Bladą i Nikolą śpiewałyśmy sobie i grałyśmy na ukulele, czekając na obiad. Graliśmy też w dziesiątki ten pląs jest cudowny!, patrzyliśmy jak inne drużyny grają w C4 lub mieszankę stary niedźwiedź mocno śpi i kanapki. Były też wyścigi w śpiworach czy noszeniu się na barana oraz oczywiście łapki. W końcu przyszedł czas na obiad. A obiad to kwestia, której wolałabym nie poruszać, ale potem będzie, że moja końcowa opinia jest nieuzasadniona, więc jednak coś o tym napiszę. Czas przeznaczony na obiad był od godziny 13 do 15. O 13:30 powiedzieli nam, że obiad już jedzie. Przyjechał o 15:30. Ustawiliśmy się na końcu długaśnej kolejki, po czym przybiegła do nas Werka, obwieszczając, iż jest pomidorowa! Więc co zaczęliśmy robić? Śpiewać!

Pozdro z kolejki!
Tutaj czekaliśmy na obiad, grając w łapki. ^^ Możecie podziwiać cudowne koszulki! <3
Tak, to na środku to fanty.
W końcu doczekaliśmy się! Pomidorową nawet dało się zjeść, ale było jej trochę mało, za to drugie danie to całkowita porażka. Wszystko było zimne. Ziemniaki nieposolone. Groszek z marchewką jakby trochę sfermentowany. A kurczak może byłby smaczny, gdyby nie to, że był zimny. Raczej nie dało się tego jeść, więc poszliśmy do tej samej pizzeri, co poprzedniego dnia, na pizzę. Następnie zwiedziliśmy muzeum żup krakowskich z solniczkami i wannami dla lalek Polly (pozdrawiam Nikolę!). Potem w zasadzie znów mieliśmy czas wolny, aż do dwudziestej. Mianowicie o dwudziestej wszyscy poszliśmy na koncert! Szczerze mówiąc, właśnie tego koncertu obawiałam się z całej inauguracji najbardziej. Występowali Buka i Rahim. Tak - raperzy. Do mnie taka muzyka nie specjalnie przemawia, wręcz w ogóle tego gatunku nie słucham i za nim nie przepadam. Podobne zdanie na ten temat miało jeszcze chyba pięć osób, za to reszta drużyny tylko wyczekiwała tego właśnie wydarzenia, dlatego się na nie wybraliśmy.  Stałam przy scenie (czytaj: gdzieś w tym tłumie ludzi) przez dwie piosenki, ale uznałam, że to całkowicie nie jest dla mnie. Przez kolejną godzinę siedziałam sobie na doniczce i jadłam słoną bułkę (na zewnątrz pobijali rekord Guinessa w jedzeniu bigosu, ale padało). No i ogólnie to mi się bardzo nudziło. Po koncercie masa ludzi ustawiła się w kolejce po autografy i zdjęcia i właśnie wtedy puścili Jak  - najcudowniejszą piosenkę, jaką usłyszałam tego wieczoru. :D Wróciliśmy do szkoły po 22, a potem jeszcze parę osób skoczyło na wykład o motywacji, na który też bardzo chciałam iść, ale miałam lekką chrypę, a nie zamierzałam rozchorować się jeszcze bardziej. Na sali gimnastycznej baardzo długo nikt nie gasił świateł ani nie gwizdał na ciszę nocną, więc wszędzie było okropnie głośno, a ja z Nikolą siedziałyśmy sobie cichutko i śpiewałyśmy jakieś smęty, bo na nic innego nie miałyśmy już ochoty. Koło pierwszej zasnęłyśmy. Następnego dnia Burek opowiadał, że kiedy chwilę po drugiej wrócili z wykładu, w całej szkole siedzieli jeszcze ludzie i światła nie były zgaszone.

Jeśli od głowy tego bez czapki (Buka?) spojrzycie lekko w prawo i w górę, to zauważycie dwie osóbki siedzące pod jakimś krzewem iglastym w czarnych koszulkach i żółto-białych chustach. To ja i Nikola.


niedziela

W nocy bardzo dużo osób źle się czuło i najprawdopodobniej było to spowodowane obiadem. Rano szybko się spakowaliśmy, a niektóre osoby przez chorobę pojechały wcześniej do domu. Potem ubraliśmy mundury i dosyć długo czekaliśmy na apel podsumowujący, śpiewając z wszystkimi harcerzami starszymi A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy, toczy, toczy się los... i inne piosenki. ^^ W końcu przyszedł czas na ogłoszenie wyników. Tak jak się spodziewaliśmy, tym razem nic nie zajęliśmy. I w zasadzie mieliśmy rozkminę na jakiej podstawie zostały przyznane miejsca w rywalizacji, skoro w rywalizację zaliczała się tak naprawdę tylko krótka, piątkowa gra, ale w to w końcu nie nasza działka. Następnie wszyscy razem mieli iść na mszę i ogólny końcowy apel z pozostałymi pionami, ale my tylko wzięliśmy rzeczy i poszliśmy na busa. Koło 11 wróciłam do domu.

Ogólnie daje tej inauguracji 4/10. Jak dla mnie zdecydowanie za mało współzawodnictwa, a to chyba na tym powinny głównie opierać się inauguracje. Dodatkowy minus za brak jakiegoś wspólnego kominka lub czegokolwiek innego z wszystkimi harcerzami starszymi. Niby byliśmy razem na tej sali gimnastycznej, ale i tak nie wszyscy, poza tym to jednak coś innego. Oczywiście kolejny minus leci za obiad. To może też nie do końca ich wina, no, ale jednak... I pogoda, która też nie była zależna od organizatorów. Koncert nie podobał się mi, ale jest to tylko moje zdanie, bo wiele osób bawiło się na nim naprawdę świetnie. :)
Zdaję sobie sprawę z tego, że cała ta relacja wyszła jak jeden wielki hejt. Jest to tylko i wyłącznie moja, subiektywna ocena i każdy może mieć na ten temat inne zdanie. Ale ja się szczerze zawiodłam.

Mimo wszystko uważam, że warto było jechać, choćby dlatego, że udało mi się poznać kolejnych fantastycznych ludzi, więc z tego miejsca chciałabym pozdrowić Karolinę, Kasię, Dominikę, Olę, Jędrzeja, Bartka i Tomka oraz Magdę, Gosię i Gabrysię (nie wiem czy się z Tobą w końcu widziałam, ale na pewno tam byłaś! :D) oraz wszystkie osoby, z którymi tam przebywałam lub poznałam w trakcie! Byłabym wdzięczna za wyrażanie swoich opinii na temat tego wyjazdu w komentarzach, bo jestem ciekawa jak oceniacie całą inaugurację i mam nadzieję, że nie tylko mi się nie za bardzo podobała. Do zobaczenia za rok! :D

Nie umiem pisać negatywnych relacji.
***
Wszystkie zdjęcia są autorstwa Burka, a te z koncertu pochodzą z fanpage'a.
Moje relacje z ostatnich dwóch inauguracji znajdziecie tutaj --> Nowy SączTarnów.
I taak! Wreszcie udało mi się stworzyć normalne, czytelne archiwum na pasku bocznym! Mam do Was teraz takie małe pytanie: usuwać zakładkę było, minęło, bo w zasadzie już nie jest potrzebna, czy wolicie, żeby takie coś jednak zostało?
A gdybyś ktoś przypadkiem zapomniał, że dzisiaj wróciło Studio Accantus, to odsyłam do genialnego filmiku :D


Pozdrowień w tym poście trochę już jest, ale chciałabym przekazać je też osobom, których imiennie nie wymieniłam, dlatego
Pozdrawiam serdecznie! ^^
~Ola

19 września 2015

172. Czego nie wiesz jeszcze o bajkach?

Hej!
Tak, wiem, że znowu długo mnie nie było, ale to się póki co nie zmieni. Do szkoły muzycznej wędruję codziennie, do tego dochodzą dwie zbiórki tygodniowo + sporo nauki, którą oferują mi nauczyciele z mojej szkoły. Chyba powoli wpadam już w tą rutynę roku szkolnego, ale na początku było trudno. Bardzo trudno. Ale! Wiecie co jest za tydzień? Inauguracja Roku Harcerskiego! Radujmy się więc! ^^ Będzie to moja trzecia inauguracja, z pozostałych dwóch pisałam relacje (klik klik) i z tej także mam zamiar napisać i mam nadzieję, że będzie o czym. :D Trzymajcie kciuki, żeby było super! ^^

A dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam efekty mojego ponad tygodniowego przeszukiwania Internetów, edytowania zdjęć i pisania. Przed Wami ciekawostki o bajkach Disneya, Pixara oraz Dream Worksa! Miłego czytania! :)

Zacznijmy od filmu, który wszyscy znają i uwielbiają - 'Król Lew'! Otóż utwór Can you fell a love tonight początkowo nie miał znaleźć się w ścieżce dźwiękowej tej bajki, jednak Elton John po zobaczeniu filmu wymógł na producentach, aby jego piosenka jednak się tam znalazła. Wyobrażacie sobie w ogóle 'Króla Lwa' bez miiiiiłość roośnie wookół naaas? Bo ja nie!

Ja zawsze znajdę sposób, żeby wcisnąć gdzieś Accantusa, nie martwcie się!
A już trzydziestego wracają! <33

Każdy z nas na pewno zdaje sobie sprawę z faktu, że Myszka Miki była jedną z pierwszych postaci stworzonych przez Disneya, ale tylko nie liczni wiedzą, że gdyby nie żona artysty, mówilibyśmy na tą postać... Mortimer! Właśnie tak początkowo chciał nazwać ją pan Disney, jego małżonka na szczęście wybiła mu z głowy ten pomysł, uznając, że imię to brzmi zbyt pompatycznie jak na małego gryzonia.


Za to bohater 'Zaplątanych', Flynn, pierwotnie miał być Bastianem, Olaf z 'Krainy Lodu' - pingwinem, a Puszek, śnieżny gigant z tej samej bajki - wielkim niedźwiedziem polarnym.

'Księga dżungli' powstawała pod czujnym nadzorem samego Walta Disneya. Film trafił do kin w roku 1967, 10 miesięcy po jego śmierci.


W wielu filmach Pixara pojawia się kod A113. Jest w 'Toy Story'...


 W 'Dawno temu w trawie'...


I w 'Autach'...


W 'Potworach i spółce'...


I w 'Księżniczce i żabie' też!

 Jakie jest rozwiązanie tej dziwnej zagadki? Otóż A113 to numer pokoju w California Institute of Arts, gdzie wielu animatorów, pracujących w Pixarze, stawiało swoje pierwsze kroki w filmowej animacji. Umieszczenie tego znaku w bajkach jest jak pomachanie ręką do kolegów ze studiów i innych uczniów, którzy kiedykolwiek przewinęli się przez to pomieszczenie.

W wielu filmach Disneya, Pixara i Dream Works'a kryją się również inne tajemnice. Na niektórych kadrach pojawiają się postacie, których... chyba nie powinno tam być. :D
Na przykład w 'Meridzie Walecznej' w domku wiedźmy na desce możemy zauważyć Sully'ego z bajki 'Potwory i spółka'.


A w 'Małej Syrence', na dalekim, drugim planie, znajduje się Myszka Miki wraz z Kaczorem Donaldem i Goofym!


A tutaj? Widzicie kogoś znajomego?


Płynnie przejdziemy teraz do 'Krainy Lodu'!
Podobno Elsa i Anna były kuzynkami Roszpunki, a ich rodzice:
- zginęli w rejsie, którym płynęli na ślub Roszpunki
- Ariel widziała ich rozbijający się statek, kiedy jeszcze była małą syrenką
- nie umarli - morze wyrzuciło ich na wyspę, gdzie urodziło im się dziecko - Tarzan.

A czy wiecie, że instrument Kristoffa (mandolina?) posiada cztery struny, a tylko trzy kołki? Zastanawiające, nieprawdaż?


Teraz przenieśmy się 12 lat wstecz od pierwszego wyświetlenia na ekranach 'Krainy Lodu'. Bo właśnie w 2001 roku wyszedł drugi film animowany wytwórni Dream Works, a mowa tu o bajce, którą wszyscy znamy i kochamy całym sercem - 'Shreku'!

Pierwszą bajką, którą stworzył Dream Works była 'Mrówka Z' (Antz), w której bohaterowie byli mrówkami (kto by pomyślał!), więc przy stwarzaniu Shreka, Fiony i innych bohaterów bardziej podobnych do ludzi niż do czegoś innego, twórcy musieli się nieźle natrudzić! W 'Mrówce' wszystkie postacie były podobnej wielkości, ale Shrek, Osioł, Fiona i Farquaad nie mogliby przecież nie różnić się od siebie wzrostem! Czasami musiano użyć klasycznych trików filmowych, aby kompozycja była w miarę zrównoważona.

Niemałym problemem było też stworzenie realistycznej skóry, szczególnie dla Fiony. Użyto do tego celu programu, który określał w jaki sposób dana powierzchnia reaguje na światło i kreował odpowiednie nasilenie cieni. Bardzo trudno było wszystko zrównoważyć, ponieważ zbyt duży strumień światła mógł spowodować wrażenie plastikowego manekina. Doszło też do sytuacji, w której twórcy lekko 'przedobrzyli' Fionę. Jej wygląd w pewnym momencie nabrał tak realistycznych cech, że trzeba było zrezygnować z paru narzędzi, żeby księżniczka pasowała do bajkowego świata.
Wyzwaniem był także tłum gapiów, włosy bohaterów oraz ziejący ogniem smok.


A jak już jesteśmy przy smokach, to oczywiście pora na 'Jak wytresować smoka'! ^^ Przyznam, że aktualnie jest to jedna z moich ulubionych bajek, zarówno pierwsza jak i druga część. :D Ciekawostki:
  • Astrid nie pojawiła się w pierwotnym scenariuszu.
  • Zażarta rywalizacja między Czkawką i Sączysmarkiem zaczęła się już gdy mieli 5 lat.
  • Czkawka jest oburęczny, ale posługuje się głównie lewą ręką.
  • W 2017 roku ma wyjść 'Jak wytresować smoka 3'! ^^


Na koniec łapcie cudownego Petera Hollensa i cudowną jego żonę w cudownej piosence z tej cudownej bajki! Tak, uwielbiam słowo cudownie.

obrazki:
Pozdrawiam serdecznie!
~Ola