15 sierpnia 2015

170. Dużo gór, czyli uroki Słowenii cz. II!

 Hej!
Wiem, że z tej Słowenii wróciłam już dość dawno i przepraszam za takie opóźnienie, jeśli chodzi o tą drugą część relacji, ale jakoś najpierw nie mogłam się za to zabrać, następnie byłam chora, a jeszcze później nie miałam żadnych zdjęć ;-;. Pierwszą część możecie zobaczyć tutaj. :) Zapraszam do czytania!

DZIEŃ SZÓSTY, ŚRODA
Wstaliśmy jak zawsze chwilę po godzinie ósmej. Dwa dni wcześniej mój tata dokładnie tłumaczył nam gdzie możemy iść, kiedy oni będą schodzić z Triglavu (nie wiem czy dobrze to odmieniam, poprawcie mnie jakby coś), ale kiedy przy śniadaniu usiedliśmy przy mapie nie mogliśmy zlokalizować prawie nic. W końcu postanowiliśmy udać się do wodospadu, który był jakieś pół godziny od schroniska, a potem wyruszyć dalej autokarem. Po drodze spotkaliśmy dwie grupy skautów, z którymi nawet chciałam porozmawiać, ale osoba, na którą padło albo była bardzo nieśmiała, albo nie znała angielskiego, więc nie udało mi się dowiedzieć skąd byli. Przy wodospadzie posiedzieliśmy przez chwilę, porobiliśmy zdjęcia i poszliśmy z powrotem. Zapakowaliśmy rzeczy do autobusu, podziękowaliśmy miłym paniom ze schroniska i udaliśmy się w dalszą podróż. Naszym pierwszym punktem była skocznia narciarska w Planicy, przy której złapał nas niezły deszcz. Następnie dotarliśmy do przełęczy Vrsic, gdzie po zjedzeniu naleśników z czekoladą ruszyliśmy na bardzo mało wymagający szczyt Vrsic, z którego widoki były po prostu nieziemskie! Gdyby nie chmury, byłoby jeszcze piękniej! Po zejściu ruszyliśmy do Trenty, gdzie zrobiliśmy małe zakupy i w końcu doczekaliśmy się na ekipę, która była na Triglavie. Od razu udaliśmy się do Oazy Miru, naszego następnego noclegu. Rozdzieliliśmy pokoje, a potem do późnej nocy siedzieliśmy pod wiatą.
Zdjęcie Agaty, chyba moje ulubione.
Kamienna gigantka
Taka duża góra i taka mała Ola ^^
DZIEŃ SIÓDMY, CZWARTEK
Zaraz po śniadaniu ruszyliśmy mulatierą pod Rombon, Fortu Herman. Próbowaliśmy znajdować różne przejścia z piętra na piętro lub inne wejścia do fortu. Następnie udaliśmy się do Triglavskiego Parku Narodowego, gdzie bardzo miło sobie pospacerowaliśmy. Pojechaliśmy też do Kobaridu. Tam straciliśmy pół godziny czasu wolnego na szukanie restauracji z kotletami schabowymi, ale że nie znaleźliśmy, musieliśmy szybko jeść coś innego. Przeszliśmy się też wzdłuż stacji drogi krzyżowej do bardzo ładnego kościoła. Kolejnym punktem był wodospad Kozjak, w którym niektórzy mimo dość niskiej temperatury wody, zdecydowali się wykąpać. Wprawdzie w porównaniu do Soczy, w której kąpali się chwilę później, Kozjak był bardzo ciepły. Gdy wróciliśmy do Oazy Miru, udaliśmy się do jeszcze jednego wodospadu, który również sprawiał cudowne wrażenie. Przy budynku znajdowało się pole golfowe, więc próbowaliśmy też swoich sił w golfie, jednak mi nie szło specjalnie dobrze. xD
Fort Heman.
Triglavski Park Narodowy.
fot. Przemek
Kozjak.
fot. Przemek
Kościół w Kobaridzie.
Mój kochany Beskid Wyspowy i wodospad przy Oazie Miru!
DZIEŃ ÓSMY, PIĄTEK
Z samego rana wróciliśmy do przełęczy Vrsic. Tym razem jednak było tam dużo zimniej niż ostatnio, a my mieliśmy w planach inny szczyt - Małą Mojstovkę. Najpierw szliśmy baardzo stromo pod górę przez kosówkę, jednak kiedy pierwszy etap był za nami, okazało się, że drugi jest jeszcze gorszy niż pierwszy - piargi. Trzeba było okropnie uważać, gdzie stawia się nogi, bo kamienie mogły w każdym momencie ześlizgnąć się po stromym zboczu, a my razem z nimi. W końcu dotarliśmy na szczyt, z którego roztaczały się przepiękne widoki. Schodzenie piargami było już totalną masakrą. Gdyby Jola nie pożyczyła mi kijka, to już dziesięć razy zdążyłabym się zabić. Po południu udaliśmy się na rafting po Soczy! Najpierw dostawaliśmy specjalne kombinezony, bluzy, kamizelki i buty, po które podchodziliśmy do poszczególnych lad.  Płynęłam w pontonie z Agatą, tatą, sternikiem i dwójką Słoweńców, którzy skakali do wody z najwyższych skał. My także próbowaliśmy z tych niższych, ale w tych dziwnych strojach dość trudno było utrzymać na wodzie równowagę :D. Uderzaliśmy o skały, kilka razy się zaklinowaliśmy i na koniec byliśmy cali mokrzy, ale było naprawdę genialnie i chciałabym kiedyś to powtórzyć! :D Po powrocie do Oazy Miru, Ania postanowiła upiec ciasto, które jeśli zjadło się max. 2 kawałki było dość strawne. Wojtek i Jędrek zaprosili nas też na swój makaron z sosie z wszystkiego, do którego zabierali się od kilku dni. I to też nawet im wyszło. Do tego wszystkiego urządziliśmy sobie grilla! xD Po cieście i makaronie nie dałam rady zjeść już byt wiele, do tego byłam bardzo zmęczona, więc poszłam spać!
Widok z Małej Mojstovki i moje zielone trepy. Na zdjęciu nie widać, że są zielone, ale są. I to jest ważne.
DZIEŃ DZIEWIĄTY, SOBOTA
Z samego rana wrzuciliśmy wszystkie bagaże do autobusu i powoli udaliśmy się w stronę Polski. Po drodze zatrzymaliśmy się na zwiedzanie jaskini Postojnej. Jaskinia robi naprawdę niesamowite wrażenie, zwiedza się ją wprawdzie dość długo, ale jest tam tyle przeróżnych zakamarków, że to wszystko jest naprawdę wspaniałe. W naszej grupie było nawet kilku Polaków. :D Następnie udaliśmy się do stolicy Słowenii - Lublany. Zjedliśmy lody, kupiliśmy słoną czekoladę, zobaczyliśmy słoweński ślub, zjedliśmy obiad, zrobiliśmy sobie zdjęcia ze smokami i trochę pospacerowaliśmy. A w niedzielę nad ranem byliśmy w Krakowie!

CIEKAWOSTKA NAMBER FRI (nie zapisałam reszty, a teraz już nic nie pamiętam...):
W Lublanie na rynku w lato zawsze pada deszcz. Naprawdę. Są tam nawet postawione znaki, które przed tym ostrzegają.
To zdjęcie jest z internetu, moje zostało na domowym komputerze :c
źródło
A tutaj niebieska Fanta! Wiecie, że smakowała mi bardziej niż ta pomarańczowa lub cytrynowa? :D
Skończyłam. Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo jestem z siebie dumna.
Na rok szkolny mam już zaplanowane kilka notek, ale przez najbliższy czas raczej nie będę pisać, chyba że tylko odpowiem na jakąś nominację, bo mam na głowie trochę rzeczy.

W ostatnim czasie obejrzałam 'Metro' chyba trzy razy. Może nie dorównuje 'Nędznikom', ale mimo wszystko zdecydowanie jest w mojej czołówce ulubionych musicali. I zawsze ryczę przy końcówce. ;-; Naprawdę, warto to zobaczyć, nawet na YouTubie. :D


Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

8 komentarzy :

  1. Ten kościół chyba najbardziej skradł mi serce :O Piękne schody! Ogólnie świetnie widoki :)
    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja Droga!
    Nawet nie wiesz jak Ci w pozytywny sposób tego wyjazdu zazdroszczę! Kocham góry, a w tym roku po nich nie łaziłam (minus mieszkania po drugiej stronie Polski). Słowenia to ładny kraj, prawda? Rynek, na którym zawsze pada deszcz mnie zaciekawił :D Jaki smak ma ta niebieska Fanta?
    Ściskam i pozdrawiam
    A.C.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam gory! Dlatego tez mieszkanie w Norwegii ma wielki plus! Patrzysz przez okno i piekne gory ♥ Fajnie spedzilas ten czas, slowenia jest mega! :)

    olqa-olqaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. O, fajnie że napisałas drugą część. Po przeczytaniu relacji stwierdziłam,że jeszcze bardziej chciałabym odwiedzić Słowenię. Może kiedyś uda mi się to zrobić. Widoki są świetne! Rynek na którym ciągle pada deszcz mnie zaciekawił. A może jest w tym jakiś haczyk i ciągle podlewają to miejsce? Nie no,żartuję sobie. Znając siebie, gdybym była na tym rynku, postałabym sobie przez jakiś czas i czekała aż deszcz przestanie padać. Ciekawe,czy by zadziałało. Ten cały rafting brzmi na prawdę niesamowicie. Sama chciałabym kiedyś tego spróbować. Co z tego,że mozna być całym mokrym, liczą się przeżycia! Zdjęcia ogólnie wszystkie są bardzo ładne. Chyba szczególnie urzekł mnie Triglavski Park Narodowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem,że trochę późno odpisuję, ale lepiej później niż wcale. Wygląda na to,że ten rynek to taka kurtyna wodna. Szczerze mówiąc myślałam,że to jest jakoś bardziej ukryte, tak,żeby na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Poza tym jestem ciekawa, czy kiedykolwiek to wyłączają. Masz rację, sam pomysł stworzenia takiego czegoś był ciekawy.

      Usuń
  5. Nigdy nie byłam w Słowenii, ale kurczę... po Twojej relacji chcę tam pojechać!:D Wygląda na to, że musi być tam niesamowicie. Przepiękne góry, wygląda to świetnie. Niestety nie jestem wytrawnym górołazem, więc chyba byłoby mi trudno na takich szlakach, jakie Wy przemierzaliście, ale i tak bardzo bym chciała powspinać się po takich pięknych wzniesieniach.
    Rafting również brzmi ciekawie, chętnie bym wzięła w czymś takim udział:) I bardzo chętnie pojechałabym do tej deszczowej Lublany!
    Słona czekolada i niebieska Fanta?:O Kurczę, nie wiedziałam nawet, że coś takiego istnieje!
    W sumie ostatnio odkryłam taki zespół 2cellos i jeden z wiolonczelistów pochodzi właśnie ze Słowenii:D
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czeeeeść!
    Nareszcie napisałaś (ekhm, to "nareszcie" wydarzyło się już jakiś czas temu, ale ja nareszcie mogę przeczytać!). Jestem z Ciebie dumna, że mimo braku chęci zabrałaś się za opis podróży po Słowenii, a wyszło Ci to tak świetnie, że mam ochotę natychmiast spakować manatki i jechać w te wspaniałe góry! Wiesz, popadłam w refleksję i stwierdziłam, że skoro Ola (nałogowa wspinająca się po górach) nazywa jakiś odcinek "wymagającym" musi być on zabójczy i nie dla zwyczajnych śmiertelników! Podziwiam, naprawdę, że dałaś radę, a post ten nie był przepełniony lamentacjami, ani nie przypominał ody do "utraconej sprawności w nodze"! Kiedy tak opisywałaś kąpiele w lodowatej wodzie, przypomniałam sobie naszą kochaną wędrowną i przedzieranie się przez chaszcze (i pokrzywy) by dojść do strumienia i zmyć z siebie trudy wędrówki :) Zdjęcia umieszczone przez Ciebie są po prostu cudowne! Zwłaszcza to Agaty. Zastanawiam się jakim cudem Twoje buty w ogóle nie wyglądają na zielone :o Myślę, że małomówny osobnik, którego spotkałaś mógł nie umieć mówić po angielsku. Z własnego doświadczenia wiem, że takich osób trochę pałęta się po tym świecie. Cieszę się więc, że mówisz po polsku, bo jak kiedyś miniemy się w górach, to nie będę się na Ciebie tępo wgapiać! :D Ten znak ostrzegający przed deszczem jest naprawdę genialny! Hmm... co by tu jeszcze..? O! Jak w tym roku mieliśmy jechać z tatą w góry, zastanawialiśmy się czy by nie jechać w Beskid Wyspowy, a ja tak z zaskoczeniem wpatruję się w mapę, na której widnieje ogromne "Dobczyce". Padło jednak na bliższy Beskid Śląski :(

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. O jaaa, ale Ci zazdroszczę! Słowenia jest zachwycająca - a przynajmniej tak sądzę, bo nigdy tam nie byłam :) Ja zapewne bym tamtych gór nie przetrwała, cóż... Ale i tak nabrałam ochoty, żeby tam pojechać! Zdjęcia są po prostu cudne! Kościół totalnie mną zawładnął.
    A ten znak ostrzegający jest świetny.
    "Metra" nie widziałam, ale Youtube kusi... Mimo wszystko chcę zobaczyć ten musical po raz pierwszy w Studiu Buffo w Warszawie (szkoda tylko, że to tyle kosztuje, że Warszawa tak daleko). Aha, a niebieska Fanta jest przepyszna!
    Pozdrawiam!
    Muminek

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ♥