19 lipca 2015

168. Mnie tam chyba nie było...

Hej!
Wiem, że obiecałam drugą część relacji ze Słowenii, ale później nie zdołałabym opisać tego, co dzisiaj chciałabym opisać. Chodzi mi właśnie o recital Sylwii Banasik, w którym miałam okazję ostatnio wziąć udział.

Dla niewtajemniczonych: Sylwia Banasik jest jedną z wokalistek Studia Accantus, które zajmuje się rozpowszechnianiem musicalu i polskiej muzyki. Co tydzień na ich kanale na YouTubie pojawia się nowy cover piosenki z jakiejś bajki, filmu, serialu czy musicalu. Możecie kojarzyć ich między innymi z tych wideł:



Udało mi się zarezerwować miejsce w drugim rzędzie przed sceną, więc byłam z siebie bardzo zadowolona. Przed samym koncertem niesamowicie się stresowałam, czułam się dziwnie na myśl, że zobaczę i usłyszę ludzi, których do tej pory mogłam tylko oglądać na ekranie komputera.

Nagle zgasły wszystkie światła. Na scenę weszły dwie osoby. Jedna usiadła przy fortepianie i zaczęła grać. Druga - śpiewać. Stopniowo rozjaśniało się, aż w końcu mogliśmy ujrzeć niesamowitą Sylwię Banasik. Kiedy witała publiczność, widać było, że się stresowała. Mimo tego, wszystkie dźwięki wychodziły jej czyściutko. 
Wykonała kilka piosenek z cudownym muzykiem i gitarzystą o bardzo przepięknej barwie głosu, którego swoją drogą uwielbiam - Pawłem Izdebskim, między innymi Masz jeszcze czas oraz polską wersję Somewhere over the rainbow, które, mam nadzieję, ukaże się kiedyś na YouTubie, bo po prostu podbiło moje serce! ^^ Paweł miał chyba akurat jakiś zły dzień, bo zdarzyło mu się kilka dość słyszalnych fałszów. Mimo wszystko ich wspólne piosenki wyszły naprawdę rewelacyjnie!  Niżej na recitalu w grudniu.
Over the rainbow - Paweł z ukulele oraz Sylwia ze swoją 'melodyką'! ^^
fot. Borys Kozielski
fot. Borys Kozielski
Po piętnastu minutach przerwy wszyscy powrócili do auli. Sylwia czuła się na scenie już zdecydowanie pewniej. Wszystkich na pewno zaskoczyło niespodziewane wejście Sylwii Przetak przy Pierwszy raz jak sięga pamięć. Ta piosenka również wyszła im rewelacyjnie i także mam nadzieję, że wkrótce ukaże się w Internecie. Sylwie wykonały także wspólnie Weź mnie całą lub wcale, które jednak wolę chyba w wykonaniu Sylwii z Natalią (której niestety nie było :c) oraz Chcę być jedną z gwiazd ze Smasha.


fot. Borys Kozielski
fot. Borys Kozielski
Gościnnie z Sylwią wystąpił również uwielbiany przez wszystkich Kuba Jurzyk! Wykonali wspólnie dwie piosenki z Afery Mayerling - Coś więcej oraz finał Afery, którego tytułu nie znam, ale był równie genialny jak Coś więcej, nie wiem czy nawet nie lepszy. Jest on wprawdzie na YouTubie, ale w nieoficjalnej wersji, więc także mam nadzieję, że i ta piosenka doczeka się publikacji. :D


fot. Borys Kozielski
Czas płynął niezwykle szybko! Miałam wrażenie, że minęła chwila, a tu ogłaszają mi, że zbliżamy się do końca recitalu! No co to ma być? Przecież ja tu dopiero weszłam! Po ostatnim numerze - Czarodziej i ja, aplauz był tak ogromny, że Sylwia w końcu dała się doprosić bisu! Wykonała Si petite z repertuaru Miry Zimińskiej. I też chciałabym, żeby ten utwór doczekał się publikacji! Po tej piosence, Sylwia spotkała się z brawami na stojąco i to bardzo głośnymi i długimi. Nie miała wyjścia - zaśpiewała jeszcze raz Czas na grzech z serialu Smash. I tak oto zakończył się koncert!

A co potem? Oczywiście autografy i wspólne zdjęcia! Po kolei zaliczyłam wszystkich wykonawców, którzy pojawili się na recitalu. Najtrudniej było dopchać się oczywiście do Kuby Jurzyka! :D Najbardziej magiczne było chyba to, że wokaliści mieli czas dla każdego widza z osobna. Z wszystkimi zamieniłam przynajmniej jedno zdanie, a z Bartkiem i Pawłem rozmawiałam, jakbyśmy znali się od dawna. Z Kubą za to gadałam przez pięć minut, jak nie więcej. Obie Sylwie, kiedy tylko dowiedziały się, że aby je spotkać przejechałam ponad 400 kilometrów, ogromnie mi dziękowały. To był tak niesamowity wieczór, że gdy chwilę przed dwudziestą drugą wyszłam z budynku, nie mogłam uwierzyć, że tam naprawdę byłam, że rozmawiałam z każdym z nich, że udało mi się spełnić jedno z największych marzeń.

Kiedy widziałam ich w Internecie, wiedziałam, że śpiewają rewelacyjnie. Ale słysząc to wszystko na żywo, każdy dźwięk przeżywa się inaczej, każdy wzbudza dużo większe emocje, każdy jest jeszcze bardziej niepowtarzalny. I dopiero, kiedy słyszy się to wszystko na żywo, wie się na pewno, że śpiewają rewelacyjnie. Mam nadzieję, że nie ostatni raz miałam okazję pojawić się którymś z koncertów Studia Accantus. 
Zgadnijcie kogo jest największy autograf :D
Niżej wstawiam zdjęcia z kilkoma wokalistami, które są jako-takiej jakości. Nie miałam aparatu, więc wszystko było robione telefonem, do tego na zdjęciach wyszłam naprawdę dziwnie, ale ważne, że w ogóle są! :D








A na koniec nieaccantusowy akcent w postaci Lindsey Stirling i mojego ulubionego medleya Upiora w operze. :)


Od jutra biorę się za komentowanie Waszych postów! Na pewno!

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

15 lipca 2015

167. Uroki Słowenii cz. I

Hej, hej, hej!
Wróciłam! Wprawdzie w jednym kawałku, ale okropnie posiniaczona i otarta! Na szczęście za tymi wszystkimi niedogodnościami stoją naprawdę cudowne momenty, które raczej trudno będzie mi tutaj opisać. W Słowenii byłam z biurem podróży Horyzonty, z takiej okazji, że mój tata był na tej wycieczce przewodnikiem, tak więc byłam tam najmłodsza (wszyscy pozostali uczestnicy byli dorośli). Relację podzielę na dwie części i może od razu zapowiem, iż obie nie będą długie, bo w zasadzie chcę Wam tylko krótko sprostować gdzie byłam i ukazać piękno tego cudownego kraju, a nie rozwodzić się po pięć linijek nad jedną chwilą. :) Osobiście wolę czytać relacje właśnie takie, które zawsze pisałam, ale na tym wyjeździe niestety w ogóle nie miałam czasu robić notatek. :( Mam nadzieję, że taka forma tego wszystkie również Wam się spodoba. :)

DZIEŃ PIERWSZY, PIĄTEK
Wstałam z łóżka gdzieś koło szóstej, skończyłam pakowanie i zaniosłam wszystkie rzeczy do samochodu. Wpół do ósmej byliśmy w Wieliczce, a następnie udaliśmy się do Krakowa, gdzie pijąc kawę czekaliśmy na uczestników wycieczki. Było parę osób z Warszawy, kilka z Krakowa, a w Katowicach dosiadły się jeszcze trzy. Ogólnie z kierowcą i moim tatą było nas tylko piętnaście, czyli bardzo mało. W busie większość osób zajmowała po dwa siedzenia, więc było naprawdę wygodnie. Jechaliśmy calutki dzień. Podczas podróży głównie czytałam i słuchałam muzyki, a że mój telefon raczej nie posiada wielkich zbiorów piosenek, udało mi się nauczyć na pamięć wszystkich kwestii 'One day more'! :D Co z tego, że połowę wymawiam źle? ^^ Około godziny dwudziestej drugiej dojechaliśmy do pierwszego schroniska. Szybko i krótko każdy powiedział coś o sobie, po czym wszyscy udali się do łóżek, bo już następny dzień wymagał od nas trochę więcej wysiłku.

ciekawostka namber łan:
W Słowenii napój powszechnie znany w Europie i nazywany herbatą jest raczej rzadkością. W większości schronisk, jeśli o niego poprosimy, popatrzą na nas jak na przybyszów z kosmosu, po czym dostaniemy herbatkę z miętą lub melisą, typową na choroby.



DZIEŃ DRUGI, SOBOTA
Wstaliśmy już koło godziny ósmej, zjedliśmy śniadanie, a niektórym udało się nawet wybrać do pobliskiego wodospadu. Spakowaliśmy rzeczy do busa i podjechaliśmy pod Śnieżną Jamę. Ubraliśmy się dość ciepło, ponieważ w jaskini było naprawdę chłodno. Na początku trzeba było zejść na dół ciągiem metalowych drabin, a ja drabin nienawidzę, więc zajęło mi to okropnie dużo czasu. Każdy dostał także lampę karbidową, z którą trzeba było nieźle uważać. W Jamie znajdowały się cudowne stalagmity, stalaktyty oraz inne rzeźby natury. Po wyjściu z jaskini udaliśmy się na Raduhę (2062 m.n.p.m.). Podejścia na pewno nie należały do najłatwiejszych, ale jakoś daliśmy radę i dotarliśmy na szczyt, skąd rozciągał się wspaniały widok na Alpy Kamnicko-Sawińskie i Karawanki. Następnie zeszliśmy do schroniska, zjedliśmy co kto posiadał, po czym przyjechał nasz busik i zawiózł nas do kolejnego schroniska - do Barbary, która okazała się naprawdę miłą i ciepłą osobą. ^^ Szybko rozdzieliliśmy pokoje, zjedliśmy kolację i poszliśmy spać.





DZIEŃ TRZECI, NIEDZIELA
Zaraz po śniadaniu spakowaliśmy małe plecaki i ruszyliśmy w góry! Na początku było nawet dobrze, ale gdzieś w połowie drogi zaczął się istny koszmar - skały. Zakosami, w południowym słońcu, wychodziliśmy pod okropnie strome Savijskie Siodło (2106 m.n.pm.). Kiedy w końcu udało nam się dotrzeć do celu, znaczna część grupy postanowiła wyjść Ledynski Vrch, ale ja, a wraz ze mną Agata i Wojtek, zostaliśmy, czekając na nich jakąś godzinkę i przy okazji dyskutując o urokach oraz wadach Krakowa i Warszawy. Gdy reszta wróciła, zaczęliśmy schodzić na dół, w stronę Logarskiej Doliny. Zahaczyliśmy o schronisko z małym drzewkiem pomarańczowym! ^^, po czym udaliśmy się do wodospadu przy Orlim Gnieździe (pozdrawiam harcerzy ze szczepu o takiej samej nazwie! ^^). Wodospad był prześliczny, a woda w nim lodowata, ale to nie odstraszyło śmiałków, którzy postanowili się wykąpać! :D Kupiliśmy pocztówki i zjechaliśmy do schroniska Barbary.

ciekawostka namber tu:
Dominującą w Słowenii skałą jest wapień, który, jak wszyscy wiemy, wchłania wodę. Z tego też powodu woda w większości rzek płynie tylko na wiosnę, po roztopach śniegu. Jadąc przez miasteczka możemy zauważyć po prostu wyschnięte koryta rzek, zapełnione białymi kamieniami.



DZIEŃ CZWARTY, PONIEDZIAŁEK
Celem tego dnia było wypoczęcie przed dwoma następnymi dniami, które część wycieczki miała spędzić dość męcząco. Niestety pogoda trochę popsuła nam plany - było okropnie gorąco. Jak zwykle już o dziewiątej wszyscy siedzieliśmy w busie. Naszym pierwszym przystankiem była Skofia Loka z przepięknymi włoskimi kamieniczkami na każdej ulicy. Tam zwiedziliśmy zamkowy ogród. Po zjedzeniu lodów w tym urokliwym miasteczku udaliśmy się do Kranju, gdzie przespacerowaliśmy się skalną ostrogą między Sawą i Kokrą. Następnie udaliśmy się do Bledu, w którym znajduje się przepiękne jezioro z wysepką i kościołem na niej. Mieliśmy dwie godziny na zrobienie rundki wokół niego, ale ledwo zmieściliśmy się w czasie. Widoki były naprawdę cudowne. Tak właśnie zakończyliśmy ten upalny dzień i dotarliśmy do schroniska Jany.


Nie pytajcie mnie czemu ta woda wyszła czerwona...
A tam zapisana jest 'Oda do radości'! :D

DZIEŃ PIĄTY, WTOREK
Gdzieś koło siódmej znaczna część grupy spakowała się, by wyruszyć na dwudniową wyprawę na najwyższy szczyt Słowenii - Triglav. Jest to bardzo wymagająca góra, więc ja, razem z Agatą, Wojtkiem i Marzeną, uznaliśmy, że nie damy sobie tam rady i zostaliśmy w schronisku. Wstaliśmy wpół do dziewiątej i przespacerowaliśmy się cudownym lasem nad jezioro Bohinj. Jego obejście zajęło nam calutki dzień, ale po drodze widzieliśmy naprawdę śliczne krajobrazy. ^^ Zjedliśmy pyszne ryby w pobliskiej restauracji, wyjechaliśmy kolejką na Vogel i popływaliśmy trochę w jeziorze, a następnie wróciliśmy do schroniska i zjedliśmy kolację. Marzena z Wojtkiem i kierowcą jeszcze długo dyskutowali nad czasami PRL-u i komuny, a my z Agatą poszłyśmy spać. Przy okazji (już w schronisku) odkryłam jak w moim aparacie włącza się makro i próbowałam z tym trochę eksperymentować. :D

ciekawostka namber fri:
Jeśli w słoweńskich rzekach już jest woda, ma ona kolor czystego szmaragdu i jest najzwyczajniej w świecie zielona lub niebieska, co daje niesamowity efekt. Jest to spowodowane po prostu jej krystaliczną czystością.


Rezultat mojej zabawy ostrością. :D

Jutro jadę do Warszawy, a mam do rozpisania jeszcze jedną nominację, więc nie wiem kiedy ukaże się druga część relacji. Wiem, że zdjęcia są średniawej jakości, ale wydaje mi się, że w aparacie wyglądały dużo lepiej i to chyba znów jest wina bloggera. :( Ogólnie napiszcie w komentarzach co o nich sądzicie, co byście w nich zmienili. :)

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

9 lipca 2015

Harcerstwo z perspektywy Gabrysi

Hej :) Dzisiaj poczytacie sobie moje przemyślenia. Moje czyli czyje? Mam na imię Gabrysia i prowadzę swojego bloga. Razem z Olą postanowiłyśmy trochę urozmaicić swoje wpisy i wymienić się nimi. 

Bardzo długo zastanawiałam się nad tematem tego postu. Postanowiłam napisać o harcerstwie. Ola często pisze na ten temat, ale ze swojej perspektywy. Teraz moja kolej :)


Są ludzie, którzy uważają harcerstwo za takie jakie pokazywane jest w amerykańskich filmach. Harcerki sprzedające ciasteczka i przeprowadzające starsze panie przez ulicę. Otóż nie! Harcerstwo to jedna wielka przygoda, nauka samodzielności, odpowiedzialności, poznawanie nowych ludzi i pozytywna energia. Jestem harcerką od 4 lat i nigdy nie sprzedawałam ciastek.

Kocham harcerstwo. Poświęcam całkiem sporo czasu na zbiórki. Najpierw byłam tylko członkiem drużyny, potem zastępową a teraz jestem przyboczną w tej samej drużynie. To tam nauczyłam się odpowiedzialności. Kiedy dołączyłam do harcerstwa byłam takim totalnym "nie ogarem".  Teraz jestem nim już trochę mniej xD.


Bywają dni, w których po prostu jestem smutna. Wszystko wtedy jest bez sensu, ja jestem bez sensu i tak dalej... Czasami są to piątki czyli dni moich zbiórek harcerskich. Kiedy tylko wchodzę do harcówki wypełniam się pozytywną energią, zapominam o wszystkich problemach co prawda kiedy wychodzę one wracają, ale ciii... i od razu się uśmiecham. 



Obozy. Jak ja kocham obozy. Należę do tej nielicznej grupy ludzi, która wakacje lubi, ale nie uwielbia. Nie przepadam za wakacjami ponieważ mieszkam w innym miejscu od moich wszystkich znajomych i każdy sierpniowy dzień spędzam sama ze sobą. Jedyną rzeczą ratującą wakacje jest obóz. Obóz mojego hufca odbywa się w lipcu. Poznałam tam tyle ludzi! Nie ma słów jakie opisują obozy.

W sumie to nie wiem co jeszcze napisać. Dla tych, którzy nie lubią długich postów- krótki spis powodów dla których warto dołączyć do ZHP!
  • Pozytywna energia
  • Ciekawi ludzie
  • Mile spędzony czas
  • nauka odpowiedzialności
  • i samodzielności
  • chwile pełne łez szczęścia
  • mówiłam już o pozytywnej energii?
  • przygody!
  • możliwość rozwijania zainteresowań
  • w harcerstwie nigdy nie znikniesz w tłumie!
  • nowe umiejętności
  • i dużo, dużo więcej...
To pora się pożegnać. Serdecznie zapraszam na mojego bloga (może wam się spodoba) oraz na stronę na Facebooku -> KLIK. Mam nadzieję, że nie ostatni raz miałam okazję pisać coś u Oli. :)

1 lipca 2015

165. Trzymajcie kciuki, żebym się tam nie połamała!

Hej!
Tak jak już pisałam, tegoroczne wakacje w moim wydaniu będą trochę spontaniczne, więc dzisiaj tylko chciałabym Was powiadomić o moim pierwszym wyjeździe. W piątek wyruszam z moim tatą do Słowenii, w góry. Szczerze mówiąc trochę się boję i nie jestem na 100% przekonana do tego wyjazdu, ale będzie to coś a'la obóz wędrowny, więc jednak się zdecydowałam i jadę!
No, powiedzmy, że to tam.
A w tej chwili chciałabym w końcu wziąć się w końcu za tag, który chyba nie ma nazwy, ale polega na wymieniu pięciu blogów, które się czyta i uzasadnieniu dlaczego właśnie te blogi się wybrało. :) Dość trudno było mi się zdecydować, bo czytam ich naprawdę dużo, ale wreszcie mi się to udało. :D

Muminkowy Świat prowadzi Muminek! Ale niespodzianka! Na blogu Oli można znaleźć recenzje, różnorodne tagi oraz, od niedawna, Muminkowe Wywody. Ola ma naprawdę genialne poczucie humoru, do tego jest fanką Accantusa oraz Ricka Riordana, więc w zasadzie można by stwierdzić, że jesteśmy jakimiś sobowtórami! :D

Autorką tego bloga jest Gabrysia, którą w zasadzie znam osobiście, ale widziałam się z nią tylko dwa razy w życiu... Blog jest raczej typu blogów lifestylowych, za to można znaleźć na nim także dużo relacji, ponieważ Gabi dość często podróżuje. :) Z resztą już niedługo będziecie mieć świetną okazję, żeby trochę lepiej ją poznać. :)

Na tym blogu mamy do czynienia z Karoliną! Jest to bardzo pozytywna i optymistyczna pasjonatka książek! ^^ Wśród jej twórczości możemy znaleźć recenzje, tagi, poradniki fotografowania, a przede wszystkim bardzo dużo zdjęć! :) Karolina ma też kanał na YouTubie, na który także bardzo serdecznie Was zapraszam! :D

Jess bardzo dawno w blogosferze nie widziałam, ale mam nadzieję, że wkrótce wróci. Marta za to, tak jak ja, uwielbia „Hobbita" i „Władcę Pierścieni"! Stworzyła nawet trochę do tego wszystkiego podobne opowiadanie - „Elfa", którego ja po prostu uwielbiam! ^^ Jess zdarza się też pisać inne opowiadania lub cosie na podstawie tłumaczeń piosenek. Jej styl jest naprawdę ciekawy, więc myślę, że warto chociaż na chwilę zajrzeć na tego bloga. :)

Biblioteka Radosnego Człowieka
Wbrew pozorom nie jest to blog tylko o książkach! Jego autorką jest Stasia, którą większość z Was kojarzy pewnie z Radosnej Wariatki. Stasia została obdarzona ogromnym dystansem do samej siebie i wprost nadziemskim poczuciem humoru! :D Na Bibliotece publikuje w zasadzie wszystko. :D Pisze bardzo oryginalnie, więc warto zaglądnąć. ^^

Na rozpoczęcie wakacji łapcie Accantusa! Wierzę, że będą udane! 
Z kim widzę się już 17 lipca na recitalu Sylwii Banasik? ^^ #Ola_spełnia_marzenia


Pozdrawiam serdecznie!
~Ola