1 marca 2015

153. Końskie samoloty i bojlery indygo!

25 lutego, środa
Mniej-więcej około godziny 12 w południe w końcu zaczęłam się pakować. Przeważnie robię to już kilka dni wcześniej, ale ostatnio jakoś nie miałam czasu i po prostu mi się nie chciało. Efekt końcowy tego pakowania był taki, że o 14:30 do samochodu taty Gabi załadowałam mój wielgachny plecak z przytroczoną karimatą i Panem Brokułem, mały plecak z rzeczami, które nie zmieściły mi się do tego dużego, pełny mundur na wieszaku i ukulele. Chwilę przed 15 dojechaliśmy do cudownej szkoły w Porębie. Prawie wszyscy już tam byli, więc tylko zostawiłyśmy w sali plecaki i razem z resztą harcerzy udaliśmy się na salę gimnastyczną. Tam Blada wyprawiła nam kazanie na temat zgód rodziców na wyjazd, ponieważ były osoby, których zgoda była pomięta, nie było na niej umieszczonego imienia i nazwiska biwakowicza lub po prostu w ogóle jej nie było. Następnie rozpoczęła się dyskusja na temat tego, czy zastępy mają być mieszane, czy nie. W końcu udało nam się przekonać kadrę i tak oto trafiłam do cudownego zastępu, w którego skład oprócz mnie wchodziła Kasia, Krzysiek i Kuba, którego właśnie wybraliśmy na zastępowego. Na sam początek każda grupka losowała 3 karteczki, na których były napisane różne słowa, przy pomocy których trzeba było wymyślić scenkę. Co znalazło się na karteczkach mojego zastępu? Kłótnia, koń, łaźnia. Dosyć długo układaliśmy wszelkiego rodzaju scenariusze, aż w końcu uznaliśmy, że to nie ma sensu i będziemy improwizować. W efekcie końcowym na prezentacji wszystkich zastępów nasza scenka wyglądała następująco: ja i Kasia wchodziłyśmy do rzekomej łaźni, kłócąc się o to, która pierwsza pójdzie pod prysznic. Nagle w łaźni pojawił się koń (Kuba i Krzysiek z kartką, na której widniał napis koń). Zaczęłyśmy więc kłócić się z koniem o to, że nie mógł tutaj wejść, a kiedy nam odpowiedział, kłóciliśmy się o to, że przecież nie potrafi mówić. Potem koń nagle zniknął, więc Kasia i ja zaczęłyśmy kłócić się o to, jak on tędy wyszedł, aż w końcu znów się pojawił na co my zareagowałyśmy czymś w typie „O! Jest koń! Możemy iść się myć!". W porównaniu do innych, przemyślanych scenek innych zastępów, wypadliśmy naprawdę źle... Jako że próbnych kartek z napisem koń było mnóstwo, nasza czwóreczka zaczęła robić z nich samolociki! Z okazji, że samoloty moje i Krzyśka były dosyć koślawe i dziwacznie nurkowały, Kuba uznał, że latają jak konie...
Chwilę przed kolacją polecono nam wymyślić nazwy zastępów związane z obrzędowością zimowiska - starożytnym Rzymem. I w tym momencie na chwilę pożałowałam, że trafiłam właśnie do tego zastępu. Wszyscy wymyślali nazwy typu Tantum Verde, a nasza brzmiała następująco: Kłócące Się Starorzymskie Samoloty Końskie Pod Pędzącym, Pustynnym, Podmokłym Prysznicem, czyli w skrócie KSSSKPPPPP. Na początku nie chciałam się zgodzić, ale demokracja sprawiła, że przegrałam.
Po kolacji ogłoszono wyniki scenki i o dziwo znaleźliśmy się na pierwszym miejscu. W nagrodę dostaliśmy talon na jedzenie słodyczy oraz pisiont bladencji. Tak - bladencji. W końcu porządne zimowisko musi mieć własną walutę. Nasze monety zaprojektował mistrz gimpa - Karol.
Polecono nam włożyć mundury i udać się na kominek. Na początku po kolei podążaliśmy za świeczkami na salę gimnastyczną, czytając po drodze różne cytaty. Na sali każdy ściągnął chustę, po czym związaliśmy je wszystkie supełkami. Ostatnie dotarły do nas Ola i Kasia, które są w naszej drużynie od niedawna. Oczy miały zawiązane swoimi starymi chustami, ale nowe już na nie czekały. W końcu pozwoliłyśmy im rozwiązać oczy i założyć nasze barwy. Następnie graliśmy w bardzo ciekawą grę. Każdy na trzech karteczkach pisał jakieś przedmioty typu skrzypce albo okno, po czym Vika pomieszała to wszystko w menażce. Odliczyliśmy tak, żeby dobrać się parami i tym oto cudownym sposobem trafiłam do pary z Olkiem. Były trzy rundy. Każdy miał 30 sekund, w ciągu których musiał po kolei losować kartki i a) w pierwszej rundzie jakoś opisać słowa, które się na nich znajdowały b) w rundzie drugiej opisać je tylko jednym słowem c) w rundzie trzeciej pokazać je na migi. Sorry, nie umiem tłumaczyć. Najlepsze było to, że nie wszyscy wiedzieli co to jest indygo lub autonomia (tak, znalazły się osoby, które napisały takie rzeczy), więc zdarzały się sytuacje takie jak kiedy w rundzie drugiej Vika na hasło Koptusia niebieski odpowiedziała bojler. Na końcu gry podliczyliśmy punkty i kolejnym dziwnym zbiegiem okoliczności wygrałam właśnie ja z Olkiem. Dostaliśmy po dwaścia bladencji. Po kominku umyliśmy się, przebraliśmy w piżamy, po czym zaśpiewaliśmy piosenkę na zakończenie dnia i poszliśmy spać. Zawieranie trzech godzin w jednym zdaniu zawsze spoko.
Dwaścia bladencji. Przepraszam za jakość, ale zgubiłam gdzieś mój portfelik i nie mogłam zrobić lepszego zdjęcia. :(
26 lutego, czwartek
Zostaliśmy brutalnie obudzeni gwizdkiem gdzieś koło godziny siódmej. Ubrałam buty i powoli zawlokłam się na korytarz. Zaśpiewaliśmy piosenkę na powitania dnia (właśnie uświadomiłam sobie, że to brzmi jakbyśmy byli jakimiś Indianami...), po czym udaliśmy się na rozgrzewkę. Po śniadaniu dostaliśmy chwilę na ubranie i umycie się. Ten dzień miał być dniem naszych zajęć, więc zaczęliśmy go od gry Karola i Wojnar. Na początku szyliśmy portfele, w których mieliśmy trzymać nasze bladencje. Następnie udzielaliśmy pomocy Vice, która przy pożarze złamała nogę i rozwaliła głowę. W sumie żadne z nas w pierwszej pomocy nie orientowało się zbyt dobrze, ale wspólnymi siłami jakoś daliśmy radę. Wyznaczaliśmy też azymut (to już nam totalnie nie wyszło) i graliśmy w Raz, dwa trzy, baba jaga patrzy. Kolejnymi zajęciami był quiz wiedzy prowadzony przez Kubę, Dominikę i Olka. Były trzy kategorie pytań: ogólne, harcerskie i piekielne. Mojemu zastępowi w sumie też nie poszło tu najlepiej... Po quizie przyjechał obiad! ^^ Zjedliśmy sobie kotlety z ziemniakami i surówkami, po czym zaczęłyśmy z Olą przygotowywać się do swoich zajęć, pompując balony. W międzyczasie odbyły się zajęcia Braśki i Kasi. Na pierwszym punkcie u Viki musieliśmy złapać się mocno za ręce, a osoby z drugiego zastępu musiały po kolei się przez nie przebić. Następnie u Kasi musieliśmy z odległości dwóch metrów rzucać w balona kredkami tak, żeby go przebić. To było prawie niewykonalne, ale jakimś cudem w końcu nam się udało. U Bladej zawiązaliśmy Kubie oczy i instruowaliśmy go tak, żeby narysował wielbłąda, który pije wodę z wiadra. W sumie nie zrobiłabym tego lepiej, ale nasz wielbłąd niestety wielbłąda nie przypominał. Wróciliśmy do Kasi, u której to dostaliśmy za zadanie ułożyć jak najwyższą wieżę z kart. Tutaj naprawdę się postaraliśmy i chociaż nie była jakaś mega wysoka, to bardzo ją rozbudowaliśmy i podobała mi się. ^^ Wróciliśmy też do Viki, u której musieliśmy związać się nogami (na szczęście tylko parami) i przejść przez pajęczynkę. Kasia była na punkcie, więc w zastępie była nas tylko trójka i oczywiście to właśnie ja musiałam przechodzić przez to drugi raz...
Następnymi zajęciami były Igrzyska Olimpijskie w przygotowaniu Oli i moim. Na początku rozpaliliśmy Znicz Olimpijski, a następnie każdy zastępowy odpalił od niego zimne ognie. Zawodnicy staczali walki w czterech konkurencjach: skoku w dal (piłeczki odbijające się od stołu i wpadające do kubeczków z wodą), wyścigach (układanie butów do wyznaczonego celu na czas), biegach (zwykła sztafeta z torem przeszkód) oraz zapasach (walce na podłużne balony). Zapasy wyszły według mnie najlepiej, było przy nich dość dużo zabawnych sytuacji. Na koniec urządziliśmy zawody frizbee, w których mój zastęp zajął drugie miejsce. Zjedliśmy kolację, po czym dostaliśmy chwilę czasu wolnego. Koptuś wziął akustyka Viki, Olek marakasy, a ja moje ukulele. Prawie całą drużyną usiedliśmy na korytarzu i zaczęliśmy śpiewać Radioactive. Po tegorocznym obozie miałam dość tej piosenki, ale coś sprawiło, że dosłownie wszyscy znali prawie calutki tekst, a źle raczej nie śpiewamy, więc brakowało tylko osoby, która by to nagrała. :D W każdym razie zaproszono nas na stołówkę. Usiedliśmy sobie przed wyświetlaczem. Oglądaliśmy zdjęcia z obozów wędrownych, wyłapywaliśmy na nich Burka i druha Adama jakieś sześć lat temu, słuchaliśmy ciekawych historii, oczywiście co chwilę wtrącając coś typu łaaał, ale mega, o jaaa lub tam musiało być super. Takim sposobem dużą część naszej drużyny udało zachęcić się do tegorocznego obozu wędrownego. Po slajdowisku polecono nam ubrać mundury. Udaliśmy się na kominek, na którym rozmawialiśmy o tym kim jesteśmy, jak czuliśmy się w roli prowadzących zajęcia oraz podsumowaliśmy je wszystkie. Igrzyska Olimpijskie wygrał właśnie mój zastęp i chociaż nie pomogłam im zbyt wiele w tej wygranej, podzielili się ze mną lizakami. ^^ Na koniec zawiązaliśmy krąg, po czym przebraliśmy się w piżamy i zaśpiewaliśmy piosenkę na pożegnanie dnia. Już zasypiając na kanadyjce rozmyślałam nad sensem tej piosenki, ponieważ jeden wers głosi „W cichym śnie zaśnij już" i postanowiłam, że nie będę śpiewać zaśnij, tylko spocznij!
Nasz domek z kart w trakcie budowy.
27 lutego, piątek
Pozwolono nam spać do ósmej! ^^ Zamiast standardowej rozgrzewki postanowiliśmy zagrać w koszykówkę, co chyba nie było dobrym pomysłem... Zjedliśmy śniadanie, po czym włożyliśmy mundury i wzięliśmy udział w apelu. Moim ulubionym momentem było meldowanie, kiedy to Kuba musiał wypowiedzieć ciągiem calutką nazwę naszego zastępu. Po apelu mieliśmy chwilę dla siebie, ale nie pamiętam co wtedy robiliśmy, bo w moich przecudnych notatkach mam zapisane tylko słowo gitara, a na gitarze graliśmy praktycznie zawsze w czasie wolnym, więc wnioskuję, że tym razem tylko graliśmy na gitarze, chociaż wydaje mi się to mało prawdopodobne. Następnie mój zastęp udał się na stołówkę, gdzie razem z Bladą robiliśmy pamiątki zimowiskowe - pomponiki. Mój pierwszy nie wyszedł totalnie, ale po małych poprawkach drużynowej wyglądał cudnie. ^^ Kiedy wszyscy skończyli, udaliśmy się na salę gimnastyczną, gdzie wszyscy grali w C4. Dołączyłam się do nich, ale po jakimś czasie zrobiło się nudno, więc wróciłam na stołówkę, gdzie jeszcze jakiś zastęp robił pomponiki. Skorzystałam więc z okazji i zrobiłam jeszcze dwa - dla siebie i dla Braśki, która akurat była na konkursie pierwszej pomocy. Pech sprawił, że nie miałam na co nawinąć włóczki, więc wykorzystałam do tego słoik dżemu. Oczywiście okazało się, że aby ściągnąć włóczkę, muszę otworzyć nowiutki dżem, z czego Blada nie była specjalnie zadowolona, więc musiałam jej obiecać, że go potem zjem... W oczekiwaniu na obiad uczyłam Słowika śpiewać (jakkolwiek to dziwnie nie brzmi), a on mnie grać paru piosenek na gitarze. Dołączyła do nas też Blada, ale tylko na chwilę, bo okazało się, że przyjechał obiad - ryba, ziemniaki i surówki.
Po jedzeniu nie mieliśmy ciszy. Szybko zapakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy do małych plecaków i ruszyliśmy na Suchą Polanę. Po drodze nie obyło się bez rzucania śnieżkami i wymyślania dziwnych piosenek. Oczywiście prawie wszystkim przemokły buty, więc kiedy dotarliśmy do celu i rozpaliliśmy ognisko, wszyscy byli bardzo szczęśliwi. ^^ Upiekliśmy sobie kiełbaski, ulepiliśmy bałwana, poopowiadaliśmy trochę sucharów, po czym wróciliśmy do szkoły. Na miejscu przebraliśmy skarpetki i w miarę możliwości umyliśmy nogi. Blada puściła nam Czarne Stopy, ale oglądaliśmy ten film chyba nawet krócej niż pół godziny. Więc znowu snuliśmy się po korytarzach z ukulele i gitarami lub robiliśmy porządki w plecakach. W końcu kazano wszystkim zejść na stołówkę. Ola akurat obchodziła urodziny, więc zaśpiewaliśmy jej Sto lat i zjedliśmy wielkie opakowanie mieszanki krakowskiej. Potem chcieliśmy grać w kalambury, ale Blada zagwizdała na alarm mundurowy, więc wszyscy rozbiegli się do sal. Gdyby nie uparty pas Kasi, bylibyśmy na alarmie pierwsi. W każdym razie udaliśmy się na salę gimnastyczną, gdzie zagraliśmy w tą skomplikowaną grę, której nikt z Was nie zrozumiał, co w środę.
Tym razem było trochę łatwiej, więc ja i Dominika zajęłyśmy drugie miejsce. Następnie ustawiliśmy się w kolumnie dwójkowej. Ubraliśmy kurtki i buty. Vika zawiązała nam mowę. Udaliśmy się w kierunku Suchej Polany. Dotarliśmy do pomnika ku pamięci ofiar pacyfikacji. Właśnie w tym miejscu Weronika złożyła Przyrzeczenia Harcerskie i dostała Krzyż! ^^ Po Przyrzeczeniu oczywiście zaczęły się gratulacje oraz robienie zdjęć. W drodze powrotnej wspominaliśmy swoje własne Przyrzeczenia, przypominaliśmy sobie świadków, opisywaliśmy pamiątkowe świeczki. Pisząc ten fragment, słuchałam Będę wracał, co skończyło się tym, że się poryczałam. Wyjątkowo przedłużono nam ciszę nocną, więc wykorzystaliśmy to nosząc się na barana i w różne inne dziwne sposoby. Chciałyśmy zrobić chłopakom zieloną noc, nawet Burek się na to zgodził, ale niestety Vika była nieugięta, więc poszłyśmy spać.

Podwieczorek. ^^
Pan Brokuł podczas Czarnych stóp.
Mój pomponik w barwach drużyny. ^^

 28 lutego, sobota
Znów wstaliśmy dopiero o ósmej. Po śniadaniu zaczęliśmy się pakować, w czym przerwano nam zbiórką na zewnątrz (mój zastęp był pierwszy! ^^). Gra polegała na tym, że musieliśmy znaleźć Adama, którego porwał Neptun, dając bogu wieniec z liści laurowych. Na początku wszyscy polecieli do Neptuna, którym był Burek, a my uznaliśmy, że skoro tam jest taki tłum, to pójdziemy do Bladej. Nasza drużynowa była boginią Wenus. Żeby dała nam wskazówkę, musieliśmy przynieść jej pomarańczę. Pobiegliśmy więc do Viki, która okazała się Minerwą. Zadała nam kilka z pytań z dziedziny pierwszej pomocy, po czym w końcu dała pomarańczę. Zanieśliśmy ją do Wenus, która uznała, że teraz chce jabłko. Poszliśmy więc do Neptuna i kupiliśmy jabłko za 100 bladencji (;-;). Wenus uznała, że chce od nas jeszcze wodę herosów. Poszliśmy więc do Minerwy, u której w zamian za to, że powie nam czy ma tą wodę, musieliśmy wymyślić o niej wiersz. Wprawdzie trochę nam nie wyszedł, ale dowiedzieliśmy się przynajmniej, że ma wodę. Dowiedzieliśmy się, bo żeby powiedziała nam co mamy zrobić, żeby nam ją dała, musieliśmy ją jakoś rozśmieszyć. (To zdanie jest dziwne). Przedstawiliśmy więc scenkę, w której Krzysiek udawał Biedrona wykonującego operację i reanimującego Kubę. xD Nawet jak sobie to teraz przypominam, ogromnie chce mi się śmiać. xD W każdym razie Minerwa też zaczęła się śmiać i powiedziała, że w zamian za wodę musimy przynieść jej bursztyn. Pobiegliśmy więc do Neptuna, u którego w zamian za bursztyn musieliśmy zjeść po łyżce rozcieńczonej musztardy z dodatkiem kawy... Zanieśliśmy bursztyn do Minerwy, która kazała nam jeszcze ułożyć piosenkę, w której czcilibyśmy jej osobę, z czym poszło dość szybko. W końcu bogini zgodziła się dać nam wodę. Zanieśliśmy ją do Wenus, która oddała nam wieniec. Poszliśmy z nim (oczywiście ukrywając go, żeby inne zastępy nie zorientowały się, że już wygraliśmy) do Neptuna, który zdradził nam położenie Adama. A więc w kuchni znaleźliśmy druha Adama, przyrządzającego obiad, czym wygraliśmy całą grę! ^^ Kiedy wszystkie zastępy wróciły, graliśmy w śledzia i wymyślaliśmy piosenkę o całym zimowisku. Edit: W końcu Blada zabrała nas na salę gimnastyczną, gdzie obradowaliśmy na temat tego, czy zmiany w Prawie i Przyrzeczeniu są konieczne, ponieważ na najbliższym zjeździe ZHP zespół do tych spraw chce uchwalić nową wersję tych tradycyjnych już rzeczy, między innymi wykluczyć z Przyrzeczenia Boga, co według mnie nie ma najmniejszego sensu, ponieważ harcerze od zawsze byli z tą wiarą kojarzeni, a jeśli ktoś wierzy w coś innego, to na Przyrzeczeniu po prostu umyślnie pomija Boga. Nie rozumiem więc dlaczego całe ZHP od razu ma przestawiać się na inne Przyrzeczenie. Zmiany Prawa Harcerskiego też nie rozumiem. Takie jakie jest aktualnie jest bardzo dobre, poza tym wszyscy znają je na pamięć, więc naprawdę nie rozumiem po co zmieniać niektóre punkty. Kiedy w domu dyskutowałam o tym z rodzicami, nawet moja babcia uznała, że to wszystko jest głupie... Jeśli ktoś chciałby sobie na to dokładnie popatrzeć - klik. *Blada, co ja bym bez Ciebie zrobiła?* Po sądzie udaliśmy się na obiad, na który zastęp kuchenny przygotował coś, co nazywa się chyba ragu. To było coś podobne do leczo, tyle że ja za leczo nie przepadam, a to coś było naprawdę pyszne! ^^ Po posiłku sprzątaliśmy sale i kończyliśmy się pakować. Po jakimś czasie Blada gwizdnęła na apel, więc wszyscy ubrali mundury i stawili się na sali gimnastycznej. Odbyły się podziękowania całej kadrze i ogłoszenie wyników rywalizacji indywidualnej i zastępów, w której wygrały właśnie Kłócące Się Starorzymskie Samoloty Końskie Pod Pędzącym, Podmokłym, Pustynnym Prysznicem, czyli my! ^^ Dostaliśmy ślicznego bałwanka ze skarpetek i guzików i dość trudno było nam ustalić kto z nas zabierze go do domu. Kuba wpadł na zostawienie go w harcówce, ale uświadomiliśmy mu, że przecież nie mamy harcówki... W końcu wziął go Krzysiek. Każdy z nas dostał jeszcze po czekoladzie. Po apelu ściągnęliśmy mundury i wynieśliśmy na korytarz plecaki oraz wszystkie inne graty. Ułożyliśmy ławeczki, pozamiataliśmy i posprzątaliśmy stołówkę. Przed piętnastą zaczęli przyjeżdżać pierwsi rodzice. Kiedy Krzysiek wychodził ze szkoły, podarował mi bałwanka. ^^ W końcu zostało już naprawdę niewiele osób, przybył dyrektor szkoły, a ja i Gabi odkurzyłyśmy sale. Koło piętnastej trzydzieści przyjechała moja mama.
Z dedykacją dla Karola i Bladej, którzy zostali uwiecznieni na tym zdjęciu. :D
Czekolady oraz bałwanek mojego zastępu i Oli (za rywalizację indywidualną).
Bałwanek w pokrowcu na ukulele.
Bałwanek za czekoladą.
Bałwanek na tle cudownego dywanu w naszej sali.

***
Podsumowując: był to chyba jeden z najlepszych biwaków, na jakich miałam okazję być. Bardzo cieszę się, że trafiłam właśnie do takiego zastępu, nawet nie dlatego, że wygraliśmy. Mimo różnicy wieku dogadywaliśmy się naprawdę świetnie i chociaż Krzysiek z Kubą nieraz mnie zdenerwowali, nie zamieniłabym ich na nikogo innego.

Tak w ogóle, to na tym biwaku mieliśmy sąd na temat tego, czy zmiana Przyrzeczenia Harcerskiego i Prawa jest konieczna, który naprawdę bardzo mi się podobał. Niestety nigdzie w moich notatkach o tych zajęciach nie napisałam, więc nie wiedziałam gdzie trzeba je wcisnąć... Już nieaktualne. :D

Kolejny wyjazd = kolejne zaległości w komentowaniu. Mam nadzieję, że pomimo końca ferii znajdę chwilę czasu na przeczytanie tych wszystkich czekających na komentarze opowiadań, recenzji, relacji i wszystkich innych rzeczy. Do tego przypominam o konkursie na coś, co w jakiś sposób wiąże się z tym blogiem lub ze mną. Prace możecie przysyłać do 15 marca na adres lalalatoja@gmail.com. Przyszło już do mnie kilka bardzo ciekawych rzeczy, mam nadzieję, że będzie ich jeszcze więcej. :D

Długa mi ta notka wyszła...


Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

9 komentarzy :

  1. Ojej, jaki świetny wyjazd! Kiedy czytam Twój opis, to po prostu aż tchnie od niego taką radością, zadowoleniem i generalną epickością całego przedsięwzięcia. Po prostu widać, ze to była dobra (bardzo dobra) zabawa i że naprawdę, naprawdę Ci się podobało. Jejku, aż zazdroszczę :P Macie genialną kadrę. A poza tym KSSSKPPPPP (pozdrawiam kopiuj wklej :D), Pan Brokuł, dwaścia bladencji i skondensowana uroczość w osobie bałwanka zawładnęły mym sercem! Serio dobrze się czytało, i w ogóle. :]
    Jestem wzruszona: wasza drużyna też ma pomarańczowe barwy? :') Łączmy się w pomarańczu!
    Przekaż Oficjalne Bukwiaste Pozdrowienia (OBP) wszystkim bohaterom wydarzeń, ze szczególnym uwzględnieniem bałwanka i ukulele.
    No, i przyjmij je również dla siebie, ponieważ oto serdecznie pozdrawiam! *serdecznie pozdrawia*

    B.

    PS Postaram się wymyślić coś na ten konkurs, ale nie obiecuję czy dam radę, bo ostatnio moja sfera twórcza, na blogu i w ogólności, jest nieco zablokowana. Ale pomyślę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sąd możesz wcisnąć w sobotę do południa :D
    Tu masz do niego materiały, to naprawdę głupie....
    http://zhp.pl/wp-content/uploads/2015/02/PiPH_dyskusjainstruktorska.pdf

    A mnie jak zwykle brakowało czasu na śpiewanie :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Cała sesja dla bałwanka, nie ma co :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha ha, masz rację, grunt to fajni ludzie do pomocy :D Ogólnie wysłałam ci coś na konkurs, ale nie jestem pewna czy na pewno to zrobiłam i czy zrobiłam to na dobry adres...wyjdzie w praniu :D Już raz wysłałam piosenki mojego zespołu na zły adres i to była naprawdę niezła sprawa! mam nadzieję, ze tym razem wykazałam się wiekszym ogarnięciem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ejj musiałaś na samym końcu dać moje zdj? :/ jutro szkoła a ja czytam bloga żeby widzieć jak mi Blada mysje włosy.. ejj ;/ :D ale i tak mycie włosów było kochanee <3 :D POZDRAWIAM BLADĄ bo mamy te same mysli :D

    OdpowiedzUsuń
  6. hihi, o Ola Ola :D Mam nadzieję, że się świetnie bawiłaś na tym biwaku i wypoczęłaś bo szkoła czeka ^^ haaha.. Zazdroszczę Ci tego podwieczorku *-* A czy mi zdołasz też zrobić taki pomponik w barwach mojej drużyny? :D Też chcę takiego bałwanka :> Noo długa długa notka ale bardzo super Ci wyszła, oby więcej takich mega fajnych notek :D <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale świetny biwak! Musieliście mieć niesamowitą zabawę:) Bladencje, KSSSKPPPPP (ten fragment absolutnie mnie rozwalił! Nazwa Waszej grupy była po prostu genialna), gra terenowa z bogami rzymskimi, scenka o kłótni z koniem w łaźni, pomponiki, boskie gry (mam nadzieję, że nie obrazicie się, jeśli być może wykorzystam te pomysły kiedyś:D)... super! Aż Ci zazdroszczę:)
    A Pan Brokuł i Bałwanek są po prostu przesłodcy, naprawdę! Po prostu się rozczuliłam...
    Kurczę, szkoda, że zmienili Wam te prawa harcerskie, skoro wszystko było z nimi w porządku... niestety, sporo jest takich bezsensownych działań...
    Post trochę długi, ale naprawdę ciekawie się czytało, z uśmiechem na ustach:) Poza tym niesamowicie intrygujący tytuł;)
    Pozdrawiam ciepło!
    Pola

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyli można powidzieć,że to był kolejny świetny i udany biwak. Już sobie wyobrażam waszą scenkę z łaźnią i koniem. To musiało być na prawdę śmieszne. Nazwę też mieliście bardzo oryginalną. Zastanawiam się jak wyście to w ogóle zapamietali. Ogolnie mówiąc to widać,że było wiele atrakcji. Spodobały mi się te różne zabwy, choć wiem,że poległabym na czymś w stylu "opisz to jednym słowem", ponieważ ja nie umiem nic krótko tłumaczyć,zawsze tłumaczę w dziesięciu zdaniach. Gra z bogami rzymskimi była też ciekawa, jednak pewnie męcząca, bo musieliście latać od jednej osoby do drugiej i z powrotem. Fajnie,że biwak się udał :)
    Tak samo jak ty muszę nadrobić zaległości,których nie udało mi się zrobić od razu po feriach, z powodu oczywiście nauki. Dlatego też chyba ominął mnie post z konkursem, ale zaraz się do niego wrócę

    OdpowiedzUsuń
  9. Zachciało mi się popisać o harcerstwie. I o obozie. (obozach) Przypomnij mi, plis. :D
    Musiało być genialnie! (i na pewno było)
    Przeczytałam tylko pierwsze dwa dni, bo jest już późno. ;) Jutro nadrobię. ^^
    Pozdrawiam serdecznie! <3 ;*
    P.S. Genialna tematyka!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ♥