23 lutego 2015

152. Dużo orczyków, pingwinów i Studia Accantus!

środa
Ha! Jaka niespodzianka! Pierwszy raz w życiu zaczynam relację od innego dnia tygodnia niż poniedziałek lub piątek! Znaczy się, ja chciałam zacząć od poniedziałku, ale uznałam, że usnęlibyście przy takim czymś, więc proszę - zaczynajmy!

W sumie, to jednak muszę się trochę cofnąć w czasie... Otóż we wtorek, kiedy zmęczona i wyczerpana wróciłam z „Pingwinów z Madagaskaru", na których miałam okazję być z moimi zuchami, zastałam w domu bardzo miłą niespodziankę. Oto przyjechali nasi długo wyczekiwani znajomi z Wielkopolski - Weronika, Szymek i Jasiek!

W środę musieliśmy wstać dosyć wcześnie, ponieważ zamierzaliśmy jechać na stok, a wcześniej dobrać cały sprzęt. Bardzo długo dyskutowaliśmy o tym, gdzie w końcu na te narty pojedziemy, ponieważ chłopaki upierali się przy Śnieżnicy, z kolei reszta osób wolała Siepraw. W końcu zdecydowaliśmy, że wybierzemy coś pomiędzy tymi dwoma stokami - Skomielną Czarną! Musieliśmy dosyć długo jechać, ale było warto. Każdy dobrze wie, że pierwszy raz na stoku, którego się nie zna raczej nie jest najlepszy, a w moim przypadku sprawdziło się to w 100%. Zjeżdżając nie oceniłam sytuacji i totalnie nie wiedziałam gdzie mam jechać, do tego nabrałam ogromnej szybkości (a ostatnio jakoś za szybką jazdą nie przepadam), więc najlepszym wyjściem było oczywiście przewrócenie się. Na szczęście kolejne zjazdy szły mi już normalnie. ^^ Zjazdy, bo z wyjazdami było różnie. Ostrzegam: czerwone orczyki to zło! Kiedy jeździłam na czarnych, wszystko było dobrze, ale kiedy tylko wsiadłam na czerwony, od razu narty nie jechały po śladzie, którym miały jechać! Przy okazji nagrywaliśmy też z Weroniką film, w którym podawaliśmy różnice między naszymi środowiskami harcerskimi. Do domu wróciliśmy chwilę po siedemnastej. Zjedliśmy obiad, po czym genialna Ola zorientowała się, że mamy środę. A co jest w każdą środę? Nowe nagranie Studia Accantus!

I właśnie przez to cudowne nagranie, poryczałam się jak bóbr. Kiedy Weronika usłyszała głos Kuby, od razu spodobało jej się Studio Accantus (która to już osoba, zarażona nimi przeze mnie?), więc potem praktycznie do samego wieczora słuchaliśmy ich coverów. Weronice ogromnie spodobało się jedno z wykonań Sylwii Banasik.
Znalazłyśmy podkład i kombinowałyśmy z różnymi drugimi głosami, dzieleniem się na zwrotki i tym wszystkim, a w efekcie końcowym nagrałyśmy cudowny teledysk do tej właśnie piosenki. Planowałyśmy obejrzeć jeszcze „Herkulesa", ale byłyśmy już dość zmęczone, więc poszłyśmy spać.

czwartek
Znów obudzono nas dość wcześnie rano. I znów pojechaliśmy dobrać sprzęt. I znów były to narty, tyle że tym razem biegowe. Mi dostały się seledynowe, bardzo ładne. ^^ Naszym celem było zdobycie Turbacza właśnie na biegówkach, ale większość z nas (w tym ja) miała takie narty na nogach po raz pierwszy w życiu, więc szło nam dość mozolnie. Do tego okazało się, że moje narty są dla mnie za długie i za twarde, przez co okropnie się ślizgały. W połowie góry musieliśmy zawrócić, bo dalej było dość stromo, a oprócz mnie było jeszcze kilka osób, które nie wyrabiały. Na szczęście Jasiek był tak miły i zamienił się ze mną nartami, przez co zjeżdżanie było bardzo miłą i łatwą czynnością. :D Po tej wyprawie uznałam, że narty zjazdowe są dużo lepsze niż biegowe. Wróciliśmy do domu koło piętnastej, zjedliśmy obiad, po czym razem z Weroniką poszłyśmy na plac zabaw nagrać jeszcze kilka rzeczy do filmiku z różnicami i podobieństwami między naszymi drużynami. Wieczorem Weronika wzięła się za montowanie filmiku (za co ogroomnie jej dziękuję ), a ja razem z Olą pisałam konspekt zajęć na zimowisko starszoharcerskie. Okazało się, iż przez to, że nagrywałyśmy scenki różnymi aparatami, w tle nie da się wstawić muzyki. :( W każdym razie efekt końcowy bardzo mi się podobał. ^^ Po zjedzeniu kolacji i umyciu się, oglądaliśmy z chłopakami „Tajemnice Zielonego Królestwa" (jak nie będzie drugiej części tej bajki, to nie wiem co ja zrobię!).

Weronika, składająca filmik.
Narty, bodajże moje, Jaśka i Weroniki.
piątek
Wstałyśmy dopiero koło dziesiątej. Zjedliśmy śniadanie, po czym ruszyliśmy na stok. Każdy dostał karnet na dziesięć zjazdów, więc nie było zamieszania. Było super, gdyby nie to, że orczyk był meega wolny, więc wyjeżdżało się jakieś 3 razy dłużej niż zjeżdżało. Kolejne ostrzeżenie: nigdy nie śpiewajcie, jadąc na nartach. W radiu leciało chyba akurat Royals, czy coś takiego, a ja byłam taka genialna i podczas zjazdu zaczęłam sobie nucić tą piosenkę pod nosem. Doszłam do takiego ładnego przejścia w zwrotce i chciałam wejść w taki idealny zakręt, a wyszło mi to tak, że obróciłam się, przez kilka setnych sekundy jechałam tyłem, po czym skrzyżowały mi się narty, a ja położyłam się na śniegu i zaczęłam śmiać z samej siebie. Na szczęście na stoku nie było dużej ilości osób. :D Kiedy wszystkim skończyły się karnety, zjedliśmy frytki, po czym wróciliśmy do domu. Była szesnasta, a ja wpół do osiemnastej miałam zbiórkę, więc zjadłam obiad, pograłyśmy sobie trochę z Weroniką na pianinie, po czym ruszyłyśmy na zbiórkę. Weronika należy do drużyny harcerskiej u siebie, w Poznaniu. Na zbiórce wymyślaliśmy jak na Dniu Myśli Braterskiej w niedzielę zaprezentować fundację, żeby zachęcić harcerzy do wspierania jej. Prezentowaliśmy fundację Herosi, organizującą akcje, w których znani sportowcy pomagają chorym dzieciom. Nagraliśmy filmik, w którym rodziców dziewczynki chorującej na białaczkę nie stać na operację, ale zjawiają się Herosi, a pięć lat później dziewczynka jest zdrowa właśnie dzięki ich pomocy. ^^ Nagrywaliśmy to mnóstwo razy, co chwilę zamieniając się rolami, bo on nie umie, ale w końcu wyszła z tego jakaś całość. Napisaliśmy także cudowną piosenkę, która nie miała prawie żadnego sensu... Po powrocie do domu usiłowałam wysłać Bladej nasz przepiękny filmik, niestety nie mieścił się ani na facebooku, ani na mailu, ale w końcu mojej drużynowej udało się go odtworzyć! :D
Genialne selfie w szybie samochodu (y)
sobota
Wstałyśmy koło dziewiątej. Zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy do Krakowa! Na początku wyszliśmy sobie na Kopiec Kościuszki i zwiedziliśmy muzeum figur woskowych, w którym był mistrzowski punkt akustyczny. Śpiewało się tam lepiej niż w mojej łazience, a w mojej łazience śpiewa się naprawdę genialnie. Naszym następnym punktem były znane przez wszystkich doskonale cudowne podziemia krakowskiego rynku! Nie wiem ile razy tam byłam, ale cały czas jest to jedno z moich ulubionych muzeum. ^^ O wpół do piętnastej mieliśmy w kinie „Pingwiny z Madagaskaru", ale podziemia tak nas wciągnęły, że oczywiście spóźniliśmy się na tramwaj w kierunku kina. Na następny musieliśmy niestety dość długą chwilę poczekać. Wysiedliśmy z komunikacji miejskiej *synonimy zawsze spoko* właśnie wpół do piętnastej i gdyby nie reklamy, w życiu byśmy nie zdążyli. Weszliśmy do sali, kiedy akurat szło intro 20th Century Fox. :D Wprawdzie byłam na tym filmie wcześniej, nawet w tym samym tygodniu, ale znowu poryczałam się, kiedy *KTOŚ MOŻE POTRAKTOWAĆ TO JAKO SPOILER* Szeregowy był w tej maszynie i przykładał rękę do płetwy Skippera oraz kiedy na sam koniec rozbiło się jajko *KONIEC CZEGOŚ, CO KTOŚ MOŻE POTRAKTOWAĆ JAKO SPOILER*. Po filmie zjedliśmy sobie frytki i tortille w KFC, po czym wróciliśmy do domu. Przypomniałam sobie, że muszę dokończyć przepiękny plakat zuchów na niedzielny Dzień Myśli Braterskiej, więc na szybko wzięłam się za kolorowanie literek.
Wyjątkowo bardzo łatwo było dostać się do wagi. Zawsze, kiedy tam byłam, ustawiała się do niej długaśna kolejka.

niedziela
Wstałyśmy jakoś wpół do dziewiątej. O dziesiątej mszą rozpoczynał się hufcowy Dzień Myśli Braterskiej, więc spokojnie zjadłam śniadanie, ubrałam mundur, spakowałam torbę i poszłam. Przed kościołem spotkałam Bladą z potłuczoną nogą, po czym dołączyłam do moich zuchów. Po mszy pożegnałam się z Weroniką i chłopakami, po czym razem z harcerzami udaliśmy się na salę gimnastyczną, usiedliśmy całym hufcem w kręgu i rozpoczęliśmy grę planszową. Na różnych polach trzeba było odpowiadać na różne pytania, robić zadania, czytać ciekawostki. Jednym z zadań było stworzenie z członków drużyn jak najwyższej wieży, a pech sprawił, że akurat Ania i ja byłyśmy z gromady najcięższe, więc dano nas na sam spód. Kiedy kolejne zuchy zwalały się na nasze plecy, zaczynało mi brakować powietrza, a na końcu wszystko mnie bolało... Było też zadanie z układaniem ze sznurka serduszka z zamkniętymi oczami, konstruowaniem jak najdłuższej liny i wiele innych bardzo ciekawych rzeczy. Oczywiście prezentowaliśmy też nasze fundacje i według mnie mojej drużynie wyszło świetnie. :D Obchody zakończyły się koło godziny siedemnastej.

***

Kurcze, jak te ferie szybko mijają... Został jeszcze tylko jeden tydzień i idę do szkoły. Ta perspektywa jest przerażająca! I znowu narobiły mi się zaległości w komentowaniu Waszych blogów. Naprawdę nie wiem kiedy to wszystko nadrobię, bo dzisiaj wyjeżdżam do babci, a w środę na zimowisko starszoharcerskie. Accantusa mieliście wcześniej, więc dzisiaj na koniec Connie Talbot.


P.S. Wszystkim harcerzom życzę wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Myśli Braterskiej! ^^
P.S. II  Nigdy w życiu nie pisałam tak krótko relacji, a ta jest do tego wszystkiego dość długa...
P.S. III  Przypominam o konkursie! ^^ Przedłużam czas nadsyłania prac do 15 marca. Szczegóły możecie znaleźć tutaj -> klik.

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

7 komentarzy :

  1. O, podziemia Krakowa! Też czeka mnie ich zwiedzanie, ale dopiero w czerwcu, kiedy jadę tam z wycieczką szkolną. Wejdziemy też na kopiec Kościuszki - niestety, mam bliżej do paskudnego morza niż do pięknych gór i Kraków jest naaprawdę daleko....Chyba nawet nie ma tam żadnego bezpośredniego pociągu.
    Ja już teraz zaczynam życie szkolne, czyli szuka swoich podręczników, bo to ostatnie dni niezapełnione czymś meczącym w ferie :P To, jak bardzo nie chce mi się uczyć, jest porównywalne tylko do tego, jak bardzo chce mi się gdzieś wyjechać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie jeździłam na żadnych nartach... No cóż, nie mam warunków.
    Zaczęłam czuć już koniec ferii, oczywiście przez naglące terminy wykonania prac do szkoly :P Jak ja kocham być zawalona szkołą.
    Zazdroszczę bliskości gór i Krakowa, naprawdę, moim zdaniem to najpiękniejsze okolice Polski. Całe południe jest piękne :D
    "Pingwiny z Madagaskaru" też oglądałam, ale na laptopie,w kiepskiej wersji z napisami, co mi trochę zepsuło odbiór. No ale ja nie płakałam, jakoś mnie to nie wzrusza. Wkurzam się, kiedy twórcy filmu specjalnie tak minipulują mi emocjami, bym non stop na filmie ryczała. Dlatego lubię komedie...
    pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż dzięki tobie naszła mnie chęć na nagranie jakiegoś filmu :D Muszę koniecznie obejrzeć Pingwiny z Madagaskaru, ostatnio miałam iść na nie do kina ale ostatecznie postawiłam na Anioła Śmierci i to nie była dobra decyzja :P Ja na nartach jeszcze nigdy w życiu nie jeździłam, jedynie na snowboardzie i wtedy na stoku pamiętam, że przez pierwsze dni z wjazdem miałam nie małe trudności xD Bardzo fajne covery, ahh te piosenki mnie w taki miły nastrój wprowadziły :) Chociaż ogólnie bardziej podobał mi się wokal tej dziewczyny, a to dziwne bo ogólnie za damskim wokalem nie przepadam ;) Fajne zdjęcia, moje ferie już się dawno skończyły ale mam nadzieję, że tobie następny tydzień tak szybko nie minie ;)
    Pozdrawiam ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post i zdjęcia :))))

    Zajrzysz?:)
    iamfuckingcrazybutiamfreee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Na nartach jeździć niestety nie za bardzo umiem, chociaż kiedyś, w wieku bodajże lat ośmiu, umiałam. Ha, ponoć się tego nie zapomina... ale z drugiej strony, myślę, że po prostu przydałyby mi się jakieś profesjonalne zajęcia z instruktorem, to może wtedy by coś z tego wyszło?... może kiedyś:)
    O, narty biegówki! Zawsze podziwiałam ludzi, którzy potrafili się na tym poruszać i to w dodatku szybko! To musi być niesamowity wysiłek...
    Podziemia Krakowa! Świetne miejsce, byłam na feriach. No po prostu niesamowite! Dowiedziałam się tylu rzeczy i to w tak ciekawej formie... kiedy ja tam byłam, to w sumie nie było wielu ludzi przy wadze, potem, gdy chciałyśmy z mamą pokazać to tacie, jakoś się ich namnożyło...
    Ferie mają niestety to do siebie, że mijają szybko... ale za miesiąc Wielkanoc! A potem już zleci szybko do wakacji:)
    A historia o jednoczesnym śpiewaniu i jeździe na nartach nieźle mnie ubawiła:D
    O, super, że przedłużasz termin nadsyłania prac! Na pewno się przyda, zwłaszcza, że szkolnych obowiązków ostatnio się u mnie namnożyło...
    Pozdrawiam ciepło!
    Pola

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też nie lubię orczyków. W zasadzie krzesełkowych wyciągów też nie :) .Haha, zabawna historia z tym śpiewaniem :D . Ja też mam skłonności do różnych dziwnych zdarzeń będąc na nartach. Ostatnio na szkolnym wyjeździe na narty złamałam karnet (tak, jest to możliwe). Mało tego potem jego połowa spadła mi z wyciągu... A to wszystko na oczach moich kolegów z klasy, którzy nabijają się ze mnie już od miesiąca. Potem jeszcze wywaliłam się na taśmie wyciągu i musieli zatrzymać całą kolejkę. Ech, chyba muszę się pogodzić z tym jaką jestem niezdarą :D . A na biegówkach nie jeździłam jeszcze nigdy, ale muszę spróbować!
    To prawda, ferie mijają błyskawicznie. Jeszcze niecałe trzy dni i trzeba iść do szkoły... No ale szkoła też ma swoje plusy.
    Pozdrawiam i mam nadzieję, że spotkamy się niedługo, bo dawno się nie widziałyśmy :D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jupi! Wezmę udział w konkursie! :DDD
    Baaaaaaaaaaaaaaardzo ciekawy post. :))))
    Dziękuję i wzajemnie! ^.^ (spóźnione życzenia z okazji DMB)
    Pingwiny były genialneeee! *.* <33333
    Kraków musiał być genialny, tak samo jak i na stoku musiało być genialnie. ^^
    Pozdrawiam serdecznie! ;3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ♥