29 stycznia 2015

147. Warszawo, nadchodzę!

O 4;30 obudziło mnie ukochane Hakuna Matata. Od razu zerwałam się na nogi. Była środa, za godzinę wyjeżdżałam z chórem do Warszawy. Wzięłam do ręki kamerton, stuknęłam o biurko, policzyłam dźwięki i usiłowałam zaśpiewać gamę C-dur. Zatrzymałam się przy fa. Dalej nie dałam rady, a przecież jeszcze niedawno zdawałam Fis-dur'a bez zmiany rejestru! Od kilku dni moja chrypa cały czas się pogarszała i totalnie nie dałam rady śpiewać. Ale nie specjalnie miałam wyjście - moja błękitna spódnica czekała już wyprasowana na spakowanie jej do zielonego plecaka. Włożyłam do niego też termos, kilka kanapek i buty na zmianę. Ubrałam białą bluzkę i dżinsy, po czym mniej-więcej ogarnęłam włosy.

Chwilę przed wpół do piątej byłam pod gimnazjum. Kiedy pani Magda usłyszała mój głos, nie była zadowolona, ale jako główna bohaterka musiałam jechać do tej Warszawy. Pamiętacie stewardessę - Ulę, James'a Bonda - Jaśka i ośmiornicę - Martynę? Od premiery naszego cudownego przedsięwzięcia minęły trzy miesiące, a my, jako jedna z dwóch szkół muzycznych z całej Polski, zostaliśmy wytypowani do zaśpiewania głównych piosenek z musicalu na koncercie ku pamięci pani Małgosi, która zmarła na raka, a bardzo dużo zdziałała w kierunku naszej opery.

Przez większość drogi tak naprawdę spałam. A jeśli akurat nie spałam, to albo czytałam streszczenie Krzyżaków, albo opowiadałam i słuchałam durnych sucharów typu 'Jak czuje się ogórek w śmietanie? Mizernie!', albo zażywałam jakieś tabletki na gardło i próbowałam cokolwiek zaśpiewać, albo po prostu gadałam z kim popadnie.
Mam bardzo mało zdjęć, a to jest jedno z tych lepszych, więc wyobraźcie sobie jaka jest reszta...
Do Warszawy dojechaliśmy po dwunastej. Szczerze mówiąc... zawiodłam się. Zależy z jakiej strony patrzeć, ale jeśli jedzie się przez stolicę busem, to  jest to po prostu taki Kraków z większymi budynkami... Może zmieniłabym zdanie, gdybym trochę pozwiedzała, ale Warszawa nie zrobiła na mnie dużego wrażenia. A wiecie kto szedł sobie po chodniku, kiedy my akurat czekaliśmy na światłach? Sylwia Banasik! ^^ Na początku myślałam, że się pomyliłam, ale przypatrzyłam się chwilę i doszłam do wniosku, że to nie może być nikt inny. Chciałam zrobić zdjęcie, ale oczywiście nie zdążyłam. :(
Na miejscu zostawiliśmy stroje w bibliotece, w której było strasznie mało książek i poszliśmy przećwiczyć nasze hity. Na początku Martyna w stroju ośmiornicy miała zaśpiewać swoją Barcarolę, a my wejść przy drugiej zwrotce z cudownym aaaa. Następna była Oda do muzyki z okropnie długą przygrywką nagrana w dość wysokiej tonacji, więc szanse, że przy tej piosence wydobędę z siebie jakiekolwiek dźwięki, były niewielkie. Jako ostatnią mieliśmy zaprezentować Sambę, do której na poczekaniu wymyślaliśmy układ taneczny. Na koniec mieliśmy się przepięknie ukłonić i najzwyczajniej na świecie zejść ze sceny.

Czekając w bibliotece na swoją kolej, robiliśmy sobie zdjęcia, zajadaliśmy ciasteczka maślane oraz precelki i popijaliśmy to Ice Tea, które wcale nie wylało się trzy razy. Wysyłaliśmy snapy, obwieszczaliśmy całemu światu, że przybyliśmy do stolicy, narzekaliśmy na nauczycieli i robiliśmy mnóstwo, niekoniecznie normalnych rzeczy. W końcu do pomieszczenia weszła jakaś pani, obwieszczając, że za dwie minuty mamy wejść na scenę. Wyszliśmy więc na korytarz, ustawiliśmy się we wcześniej ustalonej kolejności i czekaliśmy. W końcu ktoś otworzył drzwi. Klaudia w stroju papugi wprowadziła naszą zgraję w kolorowych spódniczkach lub nietypowych strojach na salę. Ustawiliśmy się w dwóch rzędach. Usłyszeliśmy pierwsze dźwięki gitar do Barcaroli. Martyna spisała się rewelacyjnie. Przy Odzie tak naprawdę tylko ruszałam ustami, ale również wyszło bardzo dobrze. Przy Sambie trochę pomyliły nam się ruchy, a przy ukłonie lekko się nie zgraliśmy, ale ogólny efekt nie był najgorszy.

Po przebraniu się w normalne ubrania, zaproszono nas na obiad. Każdy dostał miskę z okropnie słodką zupą pomidorową, która smakowała jakby wsypano do niej kilka łyżek cukru. Nie wiem, może tam, w Warszawie taka zupa wszystkim smakuje, ale dla mnie nie było to nic dobrego. Na drugie danie dostaliśmy ziemniaki z dość smacznym mięsem i surówką z jabłka i marchewki. Gdy wszyscy zjedli, bardzo miła pani rozdała każdemu z nas torebkę z książką z jakimiś azteckimi wzorami, ołówkiem i długopisem, po czym zapakowaliśmy się do busa i ruszyliśmy do domu.
Ach, ta jakość zdjęcia robionego przez szybę autobusu...
Głównie gadaliśmy o horrorach i dziwnych, dość strasznych sytuacjach z naszych żyć (?), w czym trochę przeszkadzały nam tyły, które wymyśliły sobie, że będą śpiewać piosenki, które akurat leciały w radiu. Zatrzymaliśmy się w McDonaldzie, gdzie Martyna dostała gratisowe frytki i nikt nie wiedział dlaczego... Wiecie jak miło było zobaczyć nasz kochany Kraków? Pięknie oświetlony Wawel i kolorowy komin Bonarki? Ostatnie odcinki drogi przespałam. W domu byłam chwilę przed północą.

Dzisiaj nie poszłam do szkoły. Nie wyrobiłam. Nie dość, że zaspałam, to jeszcze jestem w lekko masakrycznym stanie. Najlepsze jest to, że jutro mam konkurs piosenki angielskiej z Viką, a moje kochane gardło średnio pozwala na śpiewanie jakichkolwiek piosenek. :(
Moje plany na dzisiaj są następujące:
- przeczytać streszczenie drugiego tomu Krzyżaków, ewentualnie jeszcze kilka charakterystyk i biografii
- poćwiczyć na flecie, bo odkryłam, że jednak dam radę grać i jest nawet trochę lepiej niż przedtem ^^
- nadrobić zaległości z wczoraj i dzisiaj
- rozczytać lewą rękę na fortepian do He's Pirate i spróbować połączyć ją z głównym sondtrack'iem
- kurować się, żeby jutro móc iść do szkoły.

Mam nadzieję, że uda mi się to wszystko przynajmniej w jakimś stopniu zrealizować. Mam dość duże zaległości w komentowaniu Waszych blogów, ale postaram nadrobić się to w weekend. Na koniec tradycyjnie zostawiam Was ze Studiem Accantus, tym razem w trochę starym, ale w dalszym ciągu przepięknym nagraniu. :) Dalej nie mogę uwierzyć, że widziałam Sylwię Banasik! ^^


Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

24 stycznia 2015

146. O tym, jak praktyczny może być kawałek materiału!

Hej!
Spadł śnieg! ^^ Większość z Was ma aktualnie ferie, a jeśli nie ma, to będzie je mieć już za tydzień, czego ogromnie Wam zazdroszczę. Małopolska w tym roku jest ostatnia, więc muszę sobie jeszcze trochę poczekać na moje wolne. Mam nadzieję, że do tego czasu utrzyma się śnieg...

Podczas zimy zakładamy przeróżne czapki, szaliki, kominy i mnóstwo innych rzeczy! Za to jakaś genialna osoba wpadła na świetny pomysł i zmieściła te wszystkie rzeczy w jednym, niewielkim kawałku materiału. I tak oto powstała jedna z najpraktyczniejszych rzeczy, z jakimi miała okazję się spotkać - buff, zwany też przez niektórych baffem, ale ta nazwa za bardzo kojarzy mi się z wanną.

Wzorów jest naprawdę mnóstwo.
Osobiście posiadam chyba pięć takich chust wielofunkcyjnych, z czego dwie dodatkowo zaopatrzone są w cieplutki polarek. :D Moją ulubioną jest czarno-niebieska z jakimiś azteckimi wzorami i czaszkami. Kupowałam ją bezpośrednio jadąc na stok, więc zorientowałam się, że ma te czaszki dopiero w domu... Takie buffy to po prostu skarb w górach, można z nich zrobić tak naprawdę... wszystko!

Ja najczęściej stosuję buff w kilku podstawowych formach: jako komin, ale dodatkowo z ciepłym polarkiem, jako kominiarkę, co bardzo przydaje się przy jeżdżeniu na nartach i jako różnego rodzaju czapki, bo przy odrobinie kreatywności można z tego wykombinować naprawdę ciekawe nakrycie głowy. Taka chusta jest według mnie dużo praktyczniejsza niż zwyczajne szaliki, a w górach sprawdza się naprawdę mistrzowsko.

Gadam o górach, a tymczasem mało brakuje mi do zachorowania. :( Okropnie kaszlę, a kilka dni temu założyli mi na zęby kawałek drutu, przez co nie mogę jeść praktycznie nic. Ale nie to jest najgorsze! Kiedy przykładam do ust flet, wszystko mnie boli, a jeśli już uda mi się wydobyć z niego jakiś dźwięk to jest on strasznie zapowietrzony i nieczysty. :( A ostatnio odkryłam takie ładne utworki! W każdym razie to zmobilizowało mnie do nauczenia się czegoś nowego na pianinie, z czego bardzo się cieszę, bo już zdobyłam przecudne nuty! ^^ Przez ten aparat mam też problemy z wymową niektórych głosek, a w piątek biorę z Viką udział w konkursie piosenki angielskiej, który miał być już w ten piątek, ale go przełożyli, z czego niezmiernie się cieszę! :)
Poza tym w środę wybieram się z chórem z mojej szkoły muzycznej do Warszawy! ^^ W sumie nie wiem czy jest się z czego cieszyć, ponieważ wyjazd jest o 5:30, na miejscu śpiewamy piosenki z musicalu dla jakichś vip'ów (w mojej kochanej, niebieskiej spódnicy ), a powrót jest przewidziany koło północy...

*w formie przerywnika wrzucam zdjęcia z weheartit*





Tak a propos: powiedzcie mi, że nie tylko ja poryczałam się wczoraj na 'Zaplątanych'!

A tak w ogóle, to macie znajomych, którzy czytają Wasze blogi? Ja mam i zawsze uważałam to za minus (znaczy nie to, że ich mam, tylko, że czytają mojego bloga), ale niedawno przekonałam się, że nie do końca. W ostatniej notce wspomniałam, że zaginęły moje marakasy z wielorybkiem, a dzień później pojawił się anonimowy komentarz, którego autor widział te marakasy i to całkiem niedawno! Napisałam chyba do dziesięciu osób, zanim w końcu zdemaskowałam Tajemniczego Komentatora. I odzyskałam marakasy! ^^ Tajemniczy Komentatorze, naprawdę bardzo Ci dziękuję .


Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

19 stycznia 2015

145. Instrumentalna rodzinka!

Hej!
Coś dawno nie było tu żadnej porządnej notki... Przepraszam, że ostatnio piszę tak w kratkę, bo w moim jakże emocjonującym życiu dzieje się mnóstwo nowych, ciekawych rzeczy, ale nie wiem czy jest sens pisać posta dla jednej, krótkiej, do tego nieudanej audycji fletowej czy każdej zbiórki harcerskiej lub zuchowej. W ferie powinnam się poprawić, ponieważ obliczyłam już sobie, że ogólnie tylko 5 dni w ciągu tych dwóch tygodniu będę w domu... Ale ferie mam dopiero od 16 lutego, a ostatnio musiałam nieźle harować w szkołach, żeby oceny na półrocze były w miarę dobre. Ogólnie rzecz biorąc, myślałam, że będzie gorzej. Wprawdzie te oceny nie są jakieś rewelacyjne, ale biorąc pod uwagę to, ile tak naprawdę czasu poświęcam na naukę (a nie specjalnie mam na nią jakikolwiek czas), są bardzo dobre. :) Dziwnym trafem z zespołu w szkole muzycznej wyszła mi szóstka, co było dla mnie dużym zdziwieniem, bo nie pamiętam, żebym w ciągu półrocza robiła coś dodatkowego... Ale nie narzekam!
Niezbyt na temat, ale ogromnie spodobał mi się ten obrazek. ^^
weheartit.com
Ostatnio głosowaliście w ankiecie na imię dla mojego nowego instrumentu. Na początku powodzeniem cieszył się Tadzio, jednak potem nagle na prowadzenie wysunął się i tym samym wygrał... Rysio! Mam nadzieję, że wielbiciele Tadzia nie czują się urażeni. W sumie największy dylemat miałam właśnie między tymi dwoma imionami... Bardzo dziękuję za wszystkie oddane głosy. A dzisiaj chciałabym Wam przedstawić wszystkie moje instrumenty - od najmłodszego. :)

Na pierwszy ogień pójdzie właśnie ukulele Rysio, którego widzieliście w poprzedniej notce. Miałam spory problem z założeniem mu strun, bo cały czas się okropnie szybko rozstrajał, ale w końcu doszliśmy do porozumienia i już jest wszystko dobrze. ^^ Ma przecudne, trochę hawajskie brzmienie. Kiedy gra się na nim przez pół dnia, potem strasznie trudno przestawić się na gitarę...

No właśnie - gitara! Na zdjęciu powyżej pięknie prezentuje się mój klasyk, Hanka, oraz ja odbita w Hance... Dostałam ją w tamtym roku na imieniny i naprawdę bardzo ją lubię. ^^ Ma taki śliczny, zielony wzorek wokół otworu rezonansowego i genialne kołki! Gram na niej głównie dla siebie, bardzo rzadko pojawia się ze mną gdzieś w terenie.

Mój kochany, najpiękniejszy na świecie Grzesiu! Nie umiem robić zdjęć fletom, więc zapożyczyłam to wyżej od mojego wujka. Wprawdzie Grzesio jest własnością szkoły muzycznej, ale skoro mieszka u mnie w domu to przecież musiałam go jakoś nazwać. Jeśli się postaram, to potrafię wydobyć z niego naprawdę śliczne dźwięki, co w połączeniu akompaniamentem fortepianu zawsze brzmi rewelacyjnie (oczywiście pod warunkiem, że pamiętam o wszystkich czynnikach, które wpływają na barwę dźwięki, z czym różnie bywa).

A tutaj Tosia. Dostałam ją jakieś cztery lata temu (używaną) i to właśnie na niej uczyłam się grać. Jest już trochę obita, ma parę rys, ale w dalszym ciągu świetnie nadaje się do taszczenia po wszelkiego rodzaju Dusiołkach i takich rzeczach. Ostatnio rzadko na niej gram, ale nie mam serca sprzedawać gitary, od której zaczęła się moja przygoda z instrumentami strunowymi.

A to Marakas. Marakas nazywa się po prostu Marakas. Do takiej nazwy już się przyzwyczaiłam i nie mam zamiaru jej zmieniać. Miałam już mnóstwo instrumentów perkusyjnych tego typu, ale Marakas ten jest zdecydowanie najstarszy. Wprawdzie był jeszcze Wieloryb, ale z nieznanych powodów zaginął jakieś półtorej roku temu. Marakas uczestniczy ze mną w prawie wszystkich wyjazdach harcerskich, jest mały, poręczny i wszędzie się zmieści.

I tak właśnie zaznajomiliście się z moją małą, instrumentalną rodzinką. ^^ Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze pianino, ale zastanawiam się czy nie zrobić o nim osobnej notki. Jeszcze raz bardzo dziękuję za pomoc w wybraniu imienia dla (już teraz) Rysia! :D Na koniec łapcie trochę Studia Accantus. ^^

Zawsze kiedy słyszę ostatni refren, odruchowo się uśmiecham. ^^

Tutaj mamy do czynienia z mistrzowską grą aktorską pana Jarka! 

Promocyjnie dorzucam też Taylor Davis w jednym z moich ulubionych soundtrack'ów. :)

P.S. Obiecałam i słowa dotrzymuję! Link do filmu z przekazania do harcerzy starszych: klik.

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

13 stycznia 2015

144. Rysio, Edzio, Tadzio...

Hej!
Dzisiaj wpadam tylko na chwilkę, ponieważ mam mały problem, w którego rozwiązaniu możecie mi pomóc. Otóż zakupiłam jeden z najcudowniejszych instrumentów na świecie - ukulele! ^^

Dłuugo zastanawiałam się na czymś kolorowym, ale od bardzo miłego pana, który obsługiwał mnie w sklepie dowiedziałam się, że te instrumenty są z jakiegoś sztucznego tworzywa i grają bardzo cicho. I tak oto stanęło właśnie na ten, przepiękny model - KA-15S. Korpus i gryf z mahoniu, podstrunnica z palisandru i prześliczny wzorek wokół otworu rezonansowego! ^^ Od razu chce się na nim grać!

Jak wiecie, a jeśli wiecie to już będziecie wiedzieć, każdy z moich instrumentów ma swoje imię. Wymyśliłam też kilka imion dla ukulele, jednak nie potrafię powiedzieć, które najbardziej do niego pasuje. Mogłabym Was prosić o zagłosowanie w ankiecie na bocznym pasku bloga? Z góry bardzo dziękuję. :)

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

6 stycznia 2015

143. Czego słucha Ola? cz.2 + LBA

Hej!
Kilka miesięcy temu pisałam gdzieś tutaj o muzyce, której lubię słuchać. Dzisiaj część druga, ale troszkę zainspirowana Polą z Takiego Zwyczajnego Bloga, mianowicie moi ulubieni wykonawcy roku 2014! Zapraszam! ^^

Studio Accantus
Wiecie jak trudno było mi znaleźć zdjęcie, na którym byłaby przynajmniej większość członków tego studia? Na nagraniach, które można znaleźć na YouTubie występują przeważnie pojedynczo lub w kilkuosobowych zespołach. Wykonują muzykę musicalową, głównie z bajek. W nagraniach bierze udział około 15 stałych wykonawców, większość z nich nie ma żadnego wykształcenia muzycznego. Wiecie ile bym dała, żeby śpiewać w takim czymś? Uwielbiam ich! ^^


To chyba mój ulubiony cover nagrany w tym studiu. ^^

Jon Cozart (Paint)
W zasadzie w internecie trudno znaleźć jakiekolwiek informacje na jego temat. W każdym razie Jon jest amerykańskim youtuberem, którego na pewno każdy z Was kojarzy, chociaż może o tym nie wie. Stał się sławny dzięki swojemu filmowi Harry Potter in 99 Seconds. Aktualnie ma ponad 2,5 miliona widzów. We wszystkich poniższych filmikach jest sporo spojlerów, więc jeśli ktoś dopiero ma zamiar przeczytać Harry'ego Pottera, to może lepiej będzie jeśli tego nie obejrzy.

To właśnie najpopularniejszy filmik Paint'a. 

A to moje ulubione! ^^ Kocham bajki Disneya i śpiew wielogłosowy, a tutaj mamy z nimi trochę do czynienia. :) Polecam przerzucić się na YouTube, gdzie powinny Wam się wyświetlić polskie napisy.

Lena Osińska
Stała się popularna dzięki piątej edycji The Voice of Poland, w której doszła niestety tylko do nokautów (na początku w drużynie Justyny Steczkowskiej, jednak w bitwie ukradli ją Tomson i Baron). Mimo wszystko po udziale w tym programie zdobyła mnóstwo fanów. Niedawno w końcu nagrała swoją pierwszą piosenkę. Jej kanał na YouTubie może się pochwalić bardzo ciekawymi i oryginalnymi coverami. Posłuchajcie jej cudnego głosu!

Tu mamy nagranie właśnie z programu. Przepiękny duet z Gracjanem Kalandykiem! 

Mój ulubiony cover Leny. ^^



Marika
Tą panią też znamy z The Voice of Poland, mianowicie prowadziła II, III oraz VI edycję tego programu. Wiele osób kojarzy ją z dziwnymi fryzurami, jednak mało kto wie, że ona także zajmowała się śpiewaniem. W 2007 wyszedł jej pierwszy singiel - Moje serce. Następnie nagrała jeszcze cztery, a w tegoroczną jesień razem z Anią Rusowicz, Marceliną oraz jeszcze kilkoma wykonawcami wydała album Panny Wyklęte. 
Piosenka Mariki, właśnie z najnowszego albumu. 

Billy Boyd
Przez większość osób kojarzony głównie z roli Pippina w filmowej adaptacji trylogii Władca Pierścini. W roku 2014 (już chciałam napisać 'w tym' roku!)napisał i wykonał przepiękną piosenkę na zakończenie filmowych adaptacji innej powieści Tolkiena - Hobbita. W sobotę w końcu miałam okazję wybrać się na ten cudowny film! ^^ Czy ta piosenka nie jest prześliczna?


O niektórych wykonawcach nie wiedziałam zbyt dużo, a nie wszyscy są umieszczeni w Wikipedii, więc nie wykluczone, że jakieś fakty, o których napisałam nie są zgodne z prawdą.

Niedawno zostałam nominowana do zabawy blogowej Liebster Blog Award! W sumie sama nie mam nic przeciwko tej nominacji, więc bardzo chętnie ją rozpisuję. ^^ A podziękować za ten zaszczyt mogę tym razem Bukwie z Otchłani Internetu

1. Jaki jest Twój ulubiony bohater literacki?
Tylko jeden? Kurcze, muszę pomyśleć, mam mnóstwo ulubionych bohaterów! [pół godziny później] Leo Valdez! Uwielbiam tego chłopaka! ♥ Ma mistrzowskie poczucie humoru, uwielbia wpakowywać się w tarapaty, jego ręce zawsze są w ruchu - no po prostu ideał!

2. Jak chciałabyś umrzeć?
Bukwa, ja się zaczynam Ciebie bać... Jeśli już miałabym umrzeć, to raczej śmiercią naturalną. A jeśli ktoś z jakiegokolwiek powodu chciałby zabić mnie wcześniej, to fajnie byłoby gdyby wykazał się kreatywnością. Bo na pewno nie chciałabym umrzeć, mając wbity w plecy nóż! O! Mogłabym zostać czymś otruta! Tylko czymś przepysznym, co ogromnie by mi smakowało! Tak, chciałabym umrzeć czując najwspanialszy smak na świecie! 

3. Jadłaś kiedyś masło orzechowe?
No jasne! ^^ Uwielbiam masło orzechowe! 

4. Gdybyś miała jedno życzenie, ale do wykorzystania tylko na poproszenie o rzecz materialną, to co byś wybrała?
Poprosiłabym o zielono-czerwone ukulele!

5. Co sądzisz o wysokości?
Hmm, nie powiem, zdziwiło mnie to pytanie... To w sumie zależy, bo kiedy idę po jakimś wąskim mosteczku nad czterdziesto-metrową przepaścią - boję się jej. Ale jeśli jestem w jakimś dokładnie izolowanym pomieszczeniu i patrzę gdzieś tam, pod ziemię zza szyby - bardzo to lubię. Chciałabym też zobaczyć jak to jest z tej drugiej strony - z góry. Nigdy jeszcze nie miałam takiej okazji.

6. Wolałabyś być jednorożcem, pegazem czy leniwcem?
Jednorożcem raczej nie, bo jest duże prawdopodobieństwo, że ktoś, kto akurat powie 'oj tam, oj tam!' mnie zabije. :( Zastanawiam się między leniwcem a pegazem i chyba wybiorę pegaza. Leniwce mają fajnie, bo praktycznie cały czas nic nie robią. Ale pegazy są takie magiczne! Tak, wybieram pegaza. ^^

7. Gdybyś miała zmienić nazwisko, na jakie byś zmieniła?
Mi moje nazwisko odpowiada. Nie jest jakoś mega popularne, łatwo się je zapamiętuje, nie można w nim popełnić żadnego błędu, chyba że ktoś by się serio postarał. Ciekawe są nazwiska typu Jolanta Mądra. :D Ale nie, nie chciałabym się tak nazywać. Moje nazwisko serio mi odpowiada! W ostateczności, jeśli byłabym kiedyś kimś sławnym i chciała jakoś się ukryć, to zmieniłabym na coś dziwnego, oryginalnego. O, na przykład Kabelek. Aleksandra Kabelek. Jak to śmiesznie brzmi. XD

8. Jaka jest Twoja ulubiona roślina?
Wszelkiego rodzaju drzewka bonsai! ^^ Bardzo chciałabym kiedyś takie mieć! ^^
źródło
9. Co sądzisz o pisaniu listów?
Szkoda, że teraz tak mało osób to robi. :( Jeszcze niedawno utrzymywałam listowy kontakt z koleżanką z Wielkopolski, jednak kilka miesięcy temu przeszłyśmy na maile, ponieważ bieganie na pocztę zajmowało mi cenny czas. Jeśli tylko byłaby gdzieś bliżej, to bardzo chętnie pisałabym mnóstwo listów!

10. (Że tak sparafrazuję słowa z tylnej okładki książki "Kto to być może o tej porze?") Kto stoi za Twoimi plecami?
[ogląda się] Aktualnie nikt. ^^ Wisi tam za to, na białej ścianie przepiękna abstrakcja mojej siostry!


No, to byłoby na tyle. Mam nadzieję, że wybaczycie mi, że nikogo nie nominuję, ale zwyczajnie nie chce mi się już wymyślać tych pytań. Jeżeli ktoś bardzo by chciał, to może sobie przeglądnąć posty oznaczone etykietą nominację, wybrać moje pytania, które mu się spodobają i na nie odpowiedzieć. Niech czuje się nominowany! ^^

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

1 stycznia 2015

142. Ale ten czas szybko leci!

Hej!
Podczas gdy wszyscy zabierają się teraz za podsumowania statystyk, ja jeszcze chwilę sobie z tym poczekam. W sumie nie czuję jakoś specjalnie tego nowego roku. Przecież wszystko idzie tak jak dawniej, poza tym, że jesteśmy rocznikowo już o rok starsi. Postanowiłam przypomnieć sobie niektóre z ważniejszych dla mnie wydarzeń tego roku. Pewnie o wielu rzeczach zapomniałam, ale mam nadzieję, że umieściłam na tej liście przynajmniej połowę tych najlepszych chwil.

luty
Nie pamiętam dokładnie kiedy, ale na pewno jakoś w ferie miałam okazję uczestniczyć w jednym z najcudowniejszych śpiewograń na świecie. Nie wiem czy kiedykolwiek zapomnę o tym wieczorze. ^^
Takie przepiękne zdjęcie, które znalazłam w komputerze...
maj
Ostatnia wycieczka z moją klasą. Do tego w takich przepięknych górach, jakimi są Bieszczady. ♥ Podczas tego wyjazdu doświadczyłam mnóstwa niesamowitych przygód (m.in. przechodzenie przez rzekę, w której woda sięgała pasa ). 
Moje ukochane zdjęcie. ^^ Połonina Wetlińska.
czerwiec
Koniec roku szkolnego. Pożegnanie z klasą, która może nie należała do tych najbardziej zgranych, ale tam każdy był inni, każdego zapamiętałam inaczej. Oprócz tego miałam okazję stawić się na koncercie dyplomatów z mojej byłej klasy w szkole muzycznej. Podczas tego koncertu poryczałam się chyba z dziesięć razy.

lipiec/sierpień
Obóóóz! Najlepszy na świecie zastęp Zgubiliśmy się! zostanie w mojej pamięci już na zawsze. Chociaż w naszym namiocie zdarzały się kłótnie, naprawdę świetnie się zgrałyśmy. Poznałam mnóstwo nowych, cudownych osób, doświadczyłam przepięknych chwil. Kurczę! I znowu chcę tam wrócić!
Herba z Cytrą ♥ .
wrzesień

Najlepszy koncert w moim życiu, podczas którego dziwnym trafem wylądowałam na scenie, śpiewając moją ukochaną piosenkę razem z zespołem. W sumie cała IRH była bardzo udana! ^^
Uwielbiam to zdjęcie! ♥ 
We wrześniu miały miejsce także inne wydarzenia, które były dla mnie czasem wstrząsające. Opuszczałam drużynę harcerską i wkraczałam na ścieżkę harcerzy starszych. Zaczynałam pełnić funkcję przybocznej w gromadzie zuchowej. Wstąpiłam do gimnazjum. Wrzesień przyniósł wiele zmian w moim jakże wspaniałym życiu.

październik
Próby, próby i jeszcze raz próby! Sama premiera musicalu także była wspaniała, ale niektórych prób nie zapomnę nigdy. Podczas nich poznałam kilka wspaniałych osób, o których istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia, a na pewno jeszcze długo będę utrzymywać z nimi kontakt.

Podsumowując: śpiewogranie, Bieszczady, pożegnanie z klasą, obóz, koncert i próby były wydarzeniami, które będę jeszcze pamiętać przez długi czas. Ciekawa jestem czy 2015 rok przyniesie więcej takich wspomnień. Tyle się teraz dzieje!

Jeśli chodzi o mojego sylwestra - spędziłam go z Anią. Bardzo dużo grałyśmy na fletach - w końcu kiedy ma się książkę ze świetnymi utworami na dwa głosy, grzechem byłoby z niej nie korzystać. Dzień wcześniej nagrałyśmy ciekawy challenge, który można zobaczyć na kanale Ani - klik.

Kochani Blogerzy! Z okazji rozpoczęcia nowego roku, chciałabym Wam życzyć wysokich statystyk, wiernych czytelników, większej ilości notek, jedzenia, snu, czasu, dobrych ocen w szkole i żeby udało Wam się zrealizować postanowienia noworoczne! Szczęśliwego Nowego Roku! ^^
Olaf też ma dla Was życzenia! ^^
http://weheartit.com/
Pozdrawiam serdecznie!
~Ola