21 grudnia 2015

175. „Od gwiazd pochodzimy i ku gwiazdom zmierzamy!"

Jest mi strasznie przykro i strasznie głupio. Naprawdę nie mam kiedy pisać, a ostatnie miesiące były dla mnie po prostu jednym wielkim koszmarem. Mimo wszystko przeczytałam bardzo dużo książek, których może kiedyś, kiedy już wrócę, zamieszczę recenzje. Napisałam rejonowy etap konkursu kuratoryjnego z polskiego na 80% (dwie godziny na 21 zadań otwartych, w tym rozprawkę, maila, reklamę i opis przeżyć wewnętrznych - nie polecam), więc wychodzi na to, że mam szanse na województwo, ale wyniki są dopiero 18 stycznia. 

Kurcze, naprawdę głupio czuję się z tym, że już nie będę czytać i komentować Waszych postów. Poza tym ostatnio mam masę pomysłów na swoje własne notki, ale brakuje mi czasu na ich realizację. Wszystko mi się miesza, dużo rzeczy w ostatnim czasie było zwalone na moją głowę. W sumie możecie mnie teraz znaleźć tylko na snapchacie (olabajer), bo w tej chwili korzystam z internetu praktycznie tylko w celu słuchania nowych nagrań Accantusa.
Ale hej, mamy Święta! *Uśmiecha się i mówi, że nie ma co narzekać, bo będzie lepiej!* Chciałabym Wam tylko życzyć dużo Weny i wewnętrznej motywacji. I żebyście zawsze spodziewali się zmian, byli na nie przygotowani i gotowi do dalszego działania.

Pozdrawiam serdecznie!
Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!
Powodzenia! ^^
~Ola

31 października 2015

174. Żyję!

Hej!
Tak, wreszcie się pojawiam! Nie było mnie ponad miesiąc, ale tak naprawdę dopiero teraz jestem tego świadoma. Wyobrażacie sobie, że już jest 31 października? To trochę nie do ogarnięcia... Na ten rok szkolny postanowiłam sobie masę rzeczy, ale wszystko raczej średnio mi wychodzi. Tydzień temu byłam na wymianie w Niemczech, przeżyłam tam naprawdę niezapomniane chwile i poznałam niesamowitych ludzi, ale po przyjściu w poniedziałek do szkoły po prostu się załamałam, a dodatkowo w czwartek byłam tylko na dwóch lekcjach, z powodu warsztatów fletowych z pewnym Francuzem (ale było warto!). Do tej pory nie nadrobiłam wszystkiego, a czeka mnie kilka zaległych sprawdzianów i kartkówek. Plus 'Quo Vadis', bo tak, niby przeszłam do rejonu w kuratoryjnym z polskiego, niby, ponieważ wyniki są dopiero 16. listopada, ale nie mam zamiaru czekać tyle, bo boję się, że gdybym się faktycznie dostała, nie wyrobię się z wszystkim. Z jednej strony mam nadzieję, że jednak przejdę dalej, ale z drugiej chciałabym już mieć z tym spokój, pisać to, co chcę, czytać to, co chcę, uczyć się normalnie, dostawać normalne oceny i mieć czas. 

Tak się zastanawiam co tu jeszcze napisać i w zasadzie nic nie przychodzi mi do głowy. Jeśli mnie natchnie, to coś napiszę, a jak nie - to nie. Będę się starała komentować na bieżąco, ale z tego co widzę w domach innych mieszkańców Blogosfery Wena także nie jest ostatnio częstym gościem, więc właśnie jej Wam i sobie życzę!
A za tydzień kończę czternaście lat. To niby mało, ale jednak coś. Moi znajomi już mi zapowiedzieli, żebym się bała tego dziesiątego listopada i szczerze mówiąc zaczynam się go faktycznie bać...

A, no i przegapiłam koncert Ciszy Jak Ta w Krakowie, bo byłam wtedy za granicą, ale za przyczyną kilku osób dostawałam nagrania i zdjęcia na bieżąco, do tego mam autografy członków tego zespołu, więc czułam się jakbym tam była. :D Swoją drogą: wiecie, że pierwsza dziewczyna Michała (wokalista, gitarzysta, autor tekstów Ciszy) nazywała się dokładnie tak samo jak ja? xD 

„Najpiękniej wiatr układa piach tam, gdzie nas nie ma" 

Na koniec wrzucam Wam jeszcze Accantusa, żebyście się uśmiechnęli. ^^

Bussa Simba! I Paweł! 

Trzymajcie kciuki, żebym jutro rano nie zamarzła sprzedając znicze z harcerzami i zuchami!

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

30 września 2015

173. KWIntesencja COOLtury, czyli Inauguracja Roku Harcerskiego 2015!

 piątek
O siedemnastej spotkaliśmy się na przystanku autobusowym. Padał deszcz. Znaczy w sumie to lał. Mam z domu do przystanku 5 minut, a byłam cała przemoczona. Zrobiłam wielki błąd, biorąc dwa plecaki - jeden mały z jedzeniem i wszystkimi innymi ważnymi rzeczami i drugi trochę większy z ubraniami. Do tego miałam jeszcze ukulele, więc w busie trudno się z tym wszystkim zmieścić, tym bardziej, że jechaliśmy kursowym. No właśnie! Bo przecież inauguracja miała być w Wieliczce, czyli baardzo blisko naszego miasta! :D Kiedy tylko wysiedliśmy na miejscu, już zaczął do mnie ktoś machać z drugiej strony ulicy. Okazało się, że były to dziewczyny ze stronki Po co być normalnym? Skoro można być harcerzem!, które poznałyśmy na inauguracji rok temu. A kto szedł za nimi? Drużyna Gosi, Gabrysi i Magdy, które także mnie rozpoznały! :D W drodze do szkoły mijało nas mnóóstwo harcerzy. To był naprawdę cudowny widok dla takiej osoby jak ja, która nie była w tym roku na żadnym obozie harcerskim. W szkole właściwie tylko zostawiliśmy plecaki i zostaliśmy zaobrączkowani. Mieliśmy spać na sali gimnastycznej, przed którą mieściła się sala artystyczna czy coś takiego z lustrami, więc nie obyło się bez robienia cudownych zdjęć w tych cudownych lustrach! :D Śpiewając, udaliśmy się do kopalni soli. Chcieliśmy zwiedzać ją wszyscy razem, ale niestety nie wypaliło, więc w grupie, w do której trafiłam był od nas tylko Burek, Gubi, Ola, Kasia i Olek oraz oczywiście harcerze z innych hufców, np. taki, w którym wszyscy mówili do druhów proszę pana o.O. Trochę nas to zastanawiało, bo u nas, nawet jeśli ktoś jest powyżej trzydziestki, mówi się zawsze po imieniu lub po prostu druhu, druhno. W kopalni najpierw bardzo długo schodziliśmy po schodach, co było chyba najuciążliwszym etapem. Jeżeli jesteś w trepach i chcesz nadążyć za innymi drużynami po stromych stopniach w dół, naprawdę nie jest to łatwe, a jeszcze nigdy nie schodziłam do tej kopalni po schodach... Spędziliśmy tam coś koło dwóch godzin (ogólnie w kopalni, nie na schodach). Nie ukrywam, że podczas zwiedzania troszkę nam się nudziło, bo w zasadzie każdy z nas był tam już przynajmniej dwa razy. Ale kopalnia jest naprawdę warta zobaczenia, więc jeśli będziecie w okolicy - wstępujcie!
To zdjęcie zrobiłam właściwie już po przyjeździe do domu. Cudowny odblask i papierek, którym nas obrączkowali.

Gdy skończyliśmy, chwilę czekaliśmy na resztę drużyny, która zwiedzała z późniejszą grupą. Kiedy przyszli, wszyscy wróciliśmy do szkoły, ściągnęliśmy mundury i poszliśmy coś zjeść. Stanęło na pizzerię, w której prawie wszyscy zamówili zapiekanki, na które czekaliśmy 45 minut. Ale przynajmniej nie byliśmy już głodni! Następnie udaliśmy się na grę terenową. Polegała ona na tym, że musieliśmy odnaleźć punkty zaznaczone na mapie, wykonać na nich zadania, a za każde zadanie otrzymywaliśmy od punktowego kartonik z literką i cyferką do 6 (trochę jak w scrabblach). Mogliśmy też walczyć między patrolami o te kartoniki, ale w zasadzie wyzwaliśmy tylko jedną drużynę, z którą wygraliśmy i zdobyliśmy jedną dodatkową literkę. Po mieście chodzili też harcerze z różnymi słownikami. Na przykład kiedy trafiło się na ortograficzny, trzeba było przeliterować słowo, które się wylosowało, kiedy na wyrazów obcych, wytłumaczyć dane słowo, itd. Jeśli zadanie wykonało się prawidłowo, dostawało się pusty kartonik, tzw. masło, który mógł służyć za każdą literę, jaką tylko się chciało. Czas mieliśmy do wpół do pierwszej w nocy, więc wyrobiliśmy się prawie idealnie. W szkole rozłożyliśmy swoje rzeczy i usiłowaliśmy utworzyć z naszych liter jak najdłuższe słowo. W końcu wyszły aż 53-punktowe destylatorkiNie pytajcie mnie co to jest. Kiedy wrócił drugi patrol, w zasadzie siedzieliśmy, graliśmy i śpiewaliśmy. Na chwilę przyłączyliśmy się też do innej drużyny. Koło drugiej ktoś zgasił światło i trzeba było iść spać, ale nie było to łatwe, bo praktycznie cały czas nad naszymi głowami latały lightsticki...

sobota
Rano w kolejce do łazienki stałam coś koło dwudziestu minut. Kazali nam się spakować, bo na naszej cudownej sali gimnastycznej miały być zajęcia wędrowników. Na śniadanie zjadłam kilka słodkich bułek z Nutellą. W ten dzień były przewidziane zajęcia programowe. Nie wiem czy były one jakoś losowane czy coś, ale podczas gdy inne patrole miały zajęcia z aktorstwa, hip hopu, karate i innych takich rzeczy, okazało się, że nasz patrol ma w planie... barycz. Nikt nie wiedział co to jest, ale poszliśmy w miejsce, w które nam kazano (szkoła zuchów (y)). Na miejscu jakiś gościu powiedział nam, że owszem, są tu zajęcia, ale z jakiegoś tańca, który raczej nie nazywa się barycz. W końcu wyjaśniło się, że mamy wsiąść do autokaru, który stał przed tą szkołą. Jechaliśmy jakieś 10 minut i wysiedliśmy przy... wysypisku śmieci. Dosłownie. Najpierw weszliśmy do sali, w której opowiedziano nam o sektorach wysypiska i o tym co robi się z plastikowych butelek. Następnie wyruszyliśmy na krótki obchód (okropnie lało...) po tymże wysypisku. Potem jakieś pół godziny czekaliśmy na autokar, grając w różne gry i ogarniając zdjęcia na telefonach.
W końcu zawieziono nas pod szkołę, ale byliśmy już spóźnieni na kolejne zajęcia - taniec szwedzki. Poobserwowaliśmy sobie chwilę jak inni wywijali na parkiecie i uznaliśmy, że chyba nie chcemy na nie iść (to ewidentnie był jakiś arizoński taniec, który jako 9-latka tańczyłam na zespole wokalno-rytmicznym w szkole muzycznej, edidentnie!). Siedliśmy sobie więc na stołówce i piliśmy herbatkę. Drugi patrol naszej drużyny jeszcze nie powrócił ze swoich zajęć (oni mieli przynajmniej coś o filmach, a nie wysypisko śmieci ;-;), więc uznaliśmy, że zagramy w karteczki (pisałam o tej grze gdzieś tutaj). Oczywiście jakieś genialne osoby wpisywały na karteczki wyrazy typu dezerter, elektroda, konwój czy epitet (powodzenia życzę w etapie z kalamburami!)Byłam w parze z Olkiem i wprawdzie na zimowisku razem wygraliśmy, ale tym razem zajęliśmy trzecie miejsce.

Gramy w karteczki ^^
W końcu wrócił drugi patrol. Moi grali w karteczki jeszcze raz i nawet chciałam grać z nimi i napisać jakąś antropomorfizację czy coś takiego, ale w końcu poszłam do drugiego patrolu, na salę gimnastyczną, gdzie razem z Bladą i Nikolą śpiewałyśmy sobie i grałyśmy na ukulele, czekając na obiad. Graliśmy też w dziesiątki ten pląs jest cudowny!, patrzyliśmy jak inne drużyny grają w C4 lub mieszankę stary niedźwiedź mocno śpi i kanapki. Były też wyścigi w śpiworach czy noszeniu się na barana oraz oczywiście łapki. W końcu przyszedł czas na obiad. A obiad to kwestia, której wolałabym nie poruszać, ale potem będzie, że moja końcowa opinia jest nieuzasadniona, więc jednak coś o tym napiszę. Czas przeznaczony na obiad był od godziny 13 do 15. O 13:30 powiedzieli nam, że obiad już jedzie. Przyjechał o 15:30. Ustawiliśmy się na końcu długaśnej kolejki, po czym przybiegła do nas Werka, obwieszczając, iż jest pomidorowa! Więc co zaczęliśmy robić? Śpiewać!

Pozdro z kolejki!
Tutaj czekaliśmy na obiad, grając w łapki. ^^ Możecie podziwiać cudowne koszulki! <3
Tak, to na środku to fanty.
W końcu doczekaliśmy się! Pomidorową nawet dało się zjeść, ale było jej trochę mało, za to drugie danie to całkowita porażka. Wszystko było zimne. Ziemniaki nieposolone. Groszek z marchewką jakby trochę sfermentowany. A kurczak może byłby smaczny, gdyby nie to, że był zimny. Raczej nie dało się tego jeść, więc poszliśmy do tej samej pizzeri, co poprzedniego dnia, na pizzę. Następnie zwiedziliśmy muzeum żup krakowskich z solniczkami i wannami dla lalek Polly (pozdrawiam Nikolę!). Potem w zasadzie znów mieliśmy czas wolny, aż do dwudziestej. Mianowicie o dwudziestej wszyscy poszliśmy na koncert! Szczerze mówiąc, właśnie tego koncertu obawiałam się z całej inauguracji najbardziej. Występowali Buka i Rahim. Tak - raperzy. Do mnie taka muzyka nie specjalnie przemawia, wręcz w ogóle tego gatunku nie słucham i za nim nie przepadam. Podobne zdanie na ten temat miało jeszcze chyba pięć osób, za to reszta drużyny tylko wyczekiwała tego właśnie wydarzenia, dlatego się na nie wybraliśmy.  Stałam przy scenie (czytaj: gdzieś w tym tłumie ludzi) przez dwie piosenki, ale uznałam, że to całkowicie nie jest dla mnie. Przez kolejną godzinę siedziałam sobie na doniczce i jadłam słoną bułkę (na zewnątrz pobijali rekord Guinessa w jedzeniu bigosu, ale padało). No i ogólnie to mi się bardzo nudziło. Po koncercie masa ludzi ustawiła się w kolejce po autografy i zdjęcia i właśnie wtedy puścili Jak  - najcudowniejszą piosenkę, jaką usłyszałam tego wieczoru. :D Wróciliśmy do szkoły po 22, a potem jeszcze parę osób skoczyło na wykład o motywacji, na który też bardzo chciałam iść, ale miałam lekką chrypę, a nie zamierzałam rozchorować się jeszcze bardziej. Na sali gimnastycznej baardzo długo nikt nie gasił świateł ani nie gwizdał na ciszę nocną, więc wszędzie było okropnie głośno, a ja z Nikolą siedziałyśmy sobie cichutko i śpiewałyśmy jakieś smęty, bo na nic innego nie miałyśmy już ochoty. Koło pierwszej zasnęłyśmy. Następnego dnia Burek opowiadał, że kiedy chwilę po drugiej wrócili z wykładu, w całej szkole siedzieli jeszcze ludzie i światła nie były zgaszone.

Jeśli od głowy tego bez czapki (Buka?) spojrzycie lekko w prawo i w górę, to zauważycie dwie osóbki siedzące pod jakimś krzewem iglastym w czarnych koszulkach i żółto-białych chustach. To ja i Nikola.


niedziela

W nocy bardzo dużo osób źle się czuło i najprawdopodobniej było to spowodowane obiadem. Rano szybko się spakowaliśmy, a niektóre osoby przez chorobę pojechały wcześniej do domu. Potem ubraliśmy mundury i dosyć długo czekaliśmy na apel podsumowujący, śpiewając z wszystkimi harcerzami starszymi A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy, toczy, toczy się los... i inne piosenki. ^^ W końcu przyszedł czas na ogłoszenie wyników. Tak jak się spodziewaliśmy, tym razem nic nie zajęliśmy. I w zasadzie mieliśmy rozkminę na jakiej podstawie zostały przyznane miejsca w rywalizacji, skoro w rywalizację zaliczała się tak naprawdę tylko krótka, piątkowa gra, ale w to w końcu nie nasza działka. Następnie wszyscy razem mieli iść na mszę i ogólny końcowy apel z pozostałymi pionami, ale my tylko wzięliśmy rzeczy i poszliśmy na busa. Koło 11 wróciłam do domu.

Ogólnie daje tej inauguracji 4/10. Jak dla mnie zdecydowanie za mało współzawodnictwa, a to chyba na tym powinny głównie opierać się inauguracje. Dodatkowy minus za brak jakiegoś wspólnego kominka lub czegokolwiek innego z wszystkimi harcerzami starszymi. Niby byliśmy razem na tej sali gimnastycznej, ale i tak nie wszyscy, poza tym to jednak coś innego. Oczywiście kolejny minus leci za obiad. To może też nie do końca ich wina, no, ale jednak... I pogoda, która też nie była zależna od organizatorów. Koncert nie podobał się mi, ale jest to tylko moje zdanie, bo wiele osób bawiło się na nim naprawdę świetnie. :)
Zdaję sobie sprawę z tego, że cała ta relacja wyszła jak jeden wielki hejt. Jest to tylko i wyłącznie moja, subiektywna ocena i każdy może mieć na ten temat inne zdanie. Ale ja się szczerze zawiodłam.

Mimo wszystko uważam, że warto było jechać, choćby dlatego, że udało mi się poznać kolejnych fantastycznych ludzi, więc z tego miejsca chciałabym pozdrowić Karolinę, Kasię, Dominikę, Olę, Jędrzeja, Bartka i Tomka oraz Magdę, Gosię i Gabrysię (nie wiem czy się z Tobą w końcu widziałam, ale na pewno tam byłaś! :D) oraz wszystkie osoby, z którymi tam przebywałam lub poznałam w trakcie! Byłabym wdzięczna za wyrażanie swoich opinii na temat tego wyjazdu w komentarzach, bo jestem ciekawa jak oceniacie całą inaugurację i mam nadzieję, że nie tylko mi się nie za bardzo podobała. Do zobaczenia za rok! :D

Nie umiem pisać negatywnych relacji.
***
Wszystkie zdjęcia są autorstwa Burka, a te z koncertu pochodzą z fanpage'a.
Moje relacje z ostatnich dwóch inauguracji znajdziecie tutaj --> Nowy SączTarnów.
I taak! Wreszcie udało mi się stworzyć normalne, czytelne archiwum na pasku bocznym! Mam do Was teraz takie małe pytanie: usuwać zakładkę było, minęło, bo w zasadzie już nie jest potrzebna, czy wolicie, żeby takie coś jednak zostało?
A gdybyś ktoś przypadkiem zapomniał, że dzisiaj wróciło Studio Accantus, to odsyłam do genialnego filmiku :D


Pozdrowień w tym poście trochę już jest, ale chciałabym przekazać je też osobom, których imiennie nie wymieniłam, dlatego
Pozdrawiam serdecznie! ^^
~Ola

19 września 2015

172. Czego nie wiesz jeszcze o bajkach?

Hej!
Tak, wiem, że znowu długo mnie nie było, ale to się póki co nie zmieni. Do szkoły muzycznej wędruję codziennie, do tego dochodzą dwie zbiórki tygodniowo + sporo nauki, którą oferują mi nauczyciele z mojej szkoły. Chyba powoli wpadam już w tą rutynę roku szkolnego, ale na początku było trudno. Bardzo trudno. Ale! Wiecie co jest za tydzień? Inauguracja Roku Harcerskiego! Radujmy się więc! ^^ Będzie to moja trzecia inauguracja, z pozostałych dwóch pisałam relacje (klik klik) i z tej także mam zamiar napisać i mam nadzieję, że będzie o czym. :D Trzymajcie kciuki, żeby było super! ^^

A dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam efekty mojego ponad tygodniowego przeszukiwania Internetów, edytowania zdjęć i pisania. Przed Wami ciekawostki o bajkach Disneya, Pixara oraz Dream Worksa! Miłego czytania! :)

Zacznijmy od filmu, który wszyscy znają i uwielbiają - 'Król Lew'! Otóż utwór Can you fell a love tonight początkowo nie miał znaleźć się w ścieżce dźwiękowej tej bajki, jednak Elton John po zobaczeniu filmu wymógł na producentach, aby jego piosenka jednak się tam znalazła. Wyobrażacie sobie w ogóle 'Króla Lwa' bez miiiiiłość roośnie wookół naaas? Bo ja nie!

Ja zawsze znajdę sposób, żeby wcisnąć gdzieś Accantusa, nie martwcie się!
A już trzydziestego wracają! <33

Każdy z nas na pewno zdaje sobie sprawę z faktu, że Myszka Miki była jedną z pierwszych postaci stworzonych przez Disneya, ale tylko nie liczni wiedzą, że gdyby nie żona artysty, mówilibyśmy na tą postać... Mortimer! Właśnie tak początkowo chciał nazwać ją pan Disney, jego małżonka na szczęście wybiła mu z głowy ten pomysł, uznając, że imię to brzmi zbyt pompatycznie jak na małego gryzonia.


Za to bohater 'Zaplątanych', Flynn, pierwotnie miał być Bastianem, Olaf z 'Krainy Lodu' - pingwinem, a Puszek, śnieżny gigant z tej samej bajki - wielkim niedźwiedziem polarnym.

'Księga dżungli' powstawała pod czujnym nadzorem samego Walta Disneya. Film trafił do kin w roku 1967, 10 miesięcy po jego śmierci.


W wielu filmach Pixara pojawia się kod A113. Jest w 'Toy Story'...


 W 'Dawno temu w trawie'...


I w 'Autach'...


W 'Potworach i spółce'...


I w 'Księżniczce i żabie' też!

 Jakie jest rozwiązanie tej dziwnej zagadki? Otóż A113 to numer pokoju w California Institute of Arts, gdzie wielu animatorów, pracujących w Pixarze, stawiało swoje pierwsze kroki w filmowej animacji. Umieszczenie tego znaku w bajkach jest jak pomachanie ręką do kolegów ze studiów i innych uczniów, którzy kiedykolwiek przewinęli się przez to pomieszczenie.

W wielu filmach Disneya, Pixara i Dream Works'a kryją się również inne tajemnice. Na niektórych kadrach pojawiają się postacie, których... chyba nie powinno tam być. :D
Na przykład w 'Meridzie Walecznej' w domku wiedźmy na desce możemy zauważyć Sully'ego z bajki 'Potwory i spółka'.


A w 'Małej Syrence', na dalekim, drugim planie, znajduje się Myszka Miki wraz z Kaczorem Donaldem i Goofym!


A tutaj? Widzicie kogoś znajomego?


Płynnie przejdziemy teraz do 'Krainy Lodu'!
Podobno Elsa i Anna były kuzynkami Roszpunki, a ich rodzice:
- zginęli w rejsie, którym płynęli na ślub Roszpunki
- Ariel widziała ich rozbijający się statek, kiedy jeszcze była małą syrenką
- nie umarli - morze wyrzuciło ich na wyspę, gdzie urodziło im się dziecko - Tarzan.

A czy wiecie, że instrument Kristoffa (mandolina?) posiada cztery struny, a tylko trzy kołki? Zastanawiające, nieprawdaż?


Teraz przenieśmy się 12 lat wstecz od pierwszego wyświetlenia na ekranach 'Krainy Lodu'. Bo właśnie w 2001 roku wyszedł drugi film animowany wytwórni Dream Works, a mowa tu o bajce, którą wszyscy znamy i kochamy całym sercem - 'Shreku'!

Pierwszą bajką, którą stworzył Dream Works była 'Mrówka Z' (Antz), w której bohaterowie byli mrówkami (kto by pomyślał!), więc przy stwarzaniu Shreka, Fiony i innych bohaterów bardziej podobnych do ludzi niż do czegoś innego, twórcy musieli się nieźle natrudzić! W 'Mrówce' wszystkie postacie były podobnej wielkości, ale Shrek, Osioł, Fiona i Farquaad nie mogliby przecież nie różnić się od siebie wzrostem! Czasami musiano użyć klasycznych trików filmowych, aby kompozycja była w miarę zrównoważona.

Niemałym problemem było też stworzenie realistycznej skóry, szczególnie dla Fiony. Użyto do tego celu programu, który określał w jaki sposób dana powierzchnia reaguje na światło i kreował odpowiednie nasilenie cieni. Bardzo trudno było wszystko zrównoważyć, ponieważ zbyt duży strumień światła mógł spowodować wrażenie plastikowego manekina. Doszło też do sytuacji, w której twórcy lekko 'przedobrzyli' Fionę. Jej wygląd w pewnym momencie nabrał tak realistycznych cech, że trzeba było zrezygnować z paru narzędzi, żeby księżniczka pasowała do bajkowego świata.
Wyzwaniem był także tłum gapiów, włosy bohaterów oraz ziejący ogniem smok.


A jak już jesteśmy przy smokach, to oczywiście pora na 'Jak wytresować smoka'! ^^ Przyznam, że aktualnie jest to jedna z moich ulubionych bajek, zarówno pierwsza jak i druga część. :D Ciekawostki:
  • Astrid nie pojawiła się w pierwotnym scenariuszu.
  • Zażarta rywalizacja między Czkawką i Sączysmarkiem zaczęła się już gdy mieli 5 lat.
  • Czkawka jest oburęczny, ale posługuje się głównie lewą ręką.
  • W 2017 roku ma wyjść 'Jak wytresować smoka 3'! ^^


Na koniec łapcie cudownego Petera Hollensa i cudowną jego żonę w cudownej piosence z tej cudownej bajki! Tak, uwielbiam słowo cudownie.

obrazki:
Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

31 sierpnia 2015

171. Kto powiedział, że post musi mieć tytuł?

Hej!
Dzisiaj, z okazji, że jest ostatni dzień wakacji, miałam w planach zupełnie inną notkę, którą swoją drogą kiedyś na pewno napiszę, bo ten temat łazi za mną już naprawdę długo. Ale na razie odpowiadam na LBA. Tylko odpowiadam. Nie każcie mi 31 sierpnia myśleć nad kolejnymi pytaniami, bo w mojej głowie powstaje ich już wystarczająco dużo. Na przykład czy Cath zdąży skończyć fanfiction przed premierą i jak poukładają się sprawy z Levim? Tak w ogóle przydzielili mnie do zespołu z altówką i akordeonem, więc na pewno wyjdzie z tego z tego coś bardzo ciekawego! ^^ Przechodząc do rzeczy: pierwsza nominacja jest od Ani, a druga od Jess, którym baardzo dziękuję! :)

1. Czym się zajmujesz na co dzień?
W roku szkolnym z reguły zajmuję się głównie harcerstwem, fletem i śpiewaniem. :)

2. Co lubisz robić w wolnym czasie?
Śpiewać, czytać i dużo myśleć.

3. Czytasz mojego bloga? Jeśli tak to co byś w nim zmieniła?
Hah, jasne, że czytam! :D Nie wiem czy bym cokolwiek zmieniła, bo każdy blog powinien być inny, a Twój bardzo mi się podoba. Jedyne do czego ewentualnie mogłabym się przyczepić to czcionka, za którą po prostu nie przepadam, ale to tylko moje zdanie ;).

4. Jaki gatunek filmów lubisz najbardziej?
Odpowiedź chyba nikogo nie zdziwi, bo są to oczywiście filmy musicalowe i bajki! ^^



5. Jakiej muzyki słuchasz?
Więc głównie musicalowej i filmowej (kto by się spodziewał...). Bardzo lubię też poezję śpiewaną. :)

6. Jak długo prowadzisz bloga?
Ponad dwa lata.

7. W jakim zawodzie widzisz siebie w przyszłości?
Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Zastanawiam się czy po skończeniu szkoły muzycznej nie wybrać się do drugiego stopnia, ale przez to musiałabym zrezygnować z harcerstwa, czego robić nie zamierzam. Więc nie wiem.

8. Masz jakieś zwierzątko?
Mam żółwia, ale w sumie nie tyle ja, co mój brat.

9. Malujesz się na co dzień? Jeśli tak to czy jest to ciężki makijaż czy delikatny?
Nie maluję się w ogóle. :)

10. Oglądasz Youtube? Jeśli tak to w jakiej tematyce?
Jasne, że oglądam! :D Trudno mi jest powiedzieć co konkretnie, ponieważ śledzę kanały w baardzo różnorodnej tematyce. :D

11. Jak często wstawiasz wpisy na bloga? 
Staram się, żeby przynajmniej raz na dwa tygodnie coś się tu pojawiło, ale nie zawsze mi wychodzi. :D
„De kokonat nat is na dżajent nat, if ju it tu macz jul get weri fan!"
Pozdrawiam fanów coconatowej piosenki! ^^ Wiecie jakie to jest dobre? :D
1. Masz jakieś plany, postanowienia na nowy rok szkolny?
Chciałabym się bardziej zająć nauką niż wszystkim innym. I jakoś ogarnąć wszystkie zajęcia.

2. Czy jest coś, co chciałabyś w sobie zmienić?

Jest kilka takich rzeczy, głównie w moim charakterze :)

3. Masz ulubionego/ną piosenkarza/piosenkarkę bądź zespół?

Studio Accantus rządzi! ^^ Oprócz tego uwielbiam też Domowe Melodie, Wolną Grupę Bukowinę i Petera Hollensa! <33




4. Jakie filmy lubisz?

Hah, wyżej było bardzo podobne pytanie. :D Więc filmy musicalowe i bajki. ^^

5. Wolisz kino czy teatr? Dlaczego?

Odpowiedź jest chyba oczywista! Teatr! Powiedzcie mi jak można nie kochać teatru? W teatrze wszystko przeżywa się razem z aktorami, wszystko widzi się zupełnie inaczej niż na ekranie. Teatr jest cudowny!

6. Ulubiony kraj, kultura?

Yyym... Polska?

7. Ulubiony przedmiot?

Szkolny, tak? Bardzo lubię język polski, ale ulubionego przedmiotu nie mam. :)

8. Co chciałabyś dostać w prezencie (np. na urodziny)?

W tej chwili byłabym przeszczęśliwa, dostając Wróć, jeśli pamiętasz lub bilet na jakiś spektakl na Broadwayu. Zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest to pierwsze, ale dużo bardziej cieszyłabym się z drugiego. :D

9. Lubisz słuchać muzyki? Jeśli tak to najczęściej w jakich sytuacjach (przy pisaniu, czytaniu, uczeniu się itp.)?

Tak, lubię. Najczęściej słucham muzyki podczas komentowania Waszych blogów i kiedy sprzątam. :D

10. Masz jakieś zainteresowania? Jeśli tak, to jakie?

Pingwiny z Madagaskaru!

11. Jest miejsce, do którego bardzo chciałabyś pojechać? Jeśli tak, to jakie?

Broadway! ^^

Pozdrawiam serdecznie i życzę szczęśliwego nowego roku szkolnego! ^^ Taaa....
~Ola

15 sierpnia 2015

170. Dużo gór, czyli uroki Słowenii cz. II!

 Hej!
Wiem, że z tej Słowenii wróciłam już dość dawno i przepraszam za takie opóźnienie, jeśli chodzi o tą drugą część relacji, ale jakoś najpierw nie mogłam się za to zabrać, następnie byłam chora, a jeszcze później nie miałam żadnych zdjęć ;-;. Pierwszą część możecie zobaczyć tutaj. :) Zapraszam do czytania!

DZIEŃ SZÓSTY, ŚRODA
Wstaliśmy jak zawsze chwilę po godzinie ósmej. Dwa dni wcześniej mój tata dokładnie tłumaczył nam gdzie możemy iść, kiedy oni będą schodzić z Triglavu (nie wiem czy dobrze to odmieniam, poprawcie mnie jakby coś), ale kiedy przy śniadaniu usiedliśmy przy mapie nie mogliśmy zlokalizować prawie nic. W końcu postanowiliśmy udać się do wodospadu, który był jakieś pół godziny od schroniska, a potem wyruszyć dalej autokarem. Po drodze spotkaliśmy dwie grupy skautów, z którymi nawet chciałam porozmawiać, ale osoba, na którą padło albo była bardzo nieśmiała, albo nie znała angielskiego, więc nie udało mi się dowiedzieć skąd byli. Przy wodospadzie posiedzieliśmy przez chwilę, porobiliśmy zdjęcia i poszliśmy z powrotem. Zapakowaliśmy rzeczy do autobusu, podziękowaliśmy miłym paniom ze schroniska i udaliśmy się w dalszą podróż. Naszym pierwszym punktem była skocznia narciarska w Planicy, przy której złapał nas niezły deszcz. Następnie dotarliśmy do przełęczy Vrsic, gdzie po zjedzeniu naleśników z czekoladą ruszyliśmy na bardzo mało wymagający szczyt Vrsic, z którego widoki były po prostu nieziemskie! Gdyby nie chmury, byłoby jeszcze piękniej! Po zejściu ruszyliśmy do Trenty, gdzie zrobiliśmy małe zakupy i w końcu doczekaliśmy się na ekipę, która była na Triglavie. Od razu udaliśmy się do Oazy Miru, naszego następnego noclegu. Rozdzieliliśmy pokoje, a potem do późnej nocy siedzieliśmy pod wiatą.
Zdjęcie Agaty, chyba moje ulubione.
Kamienna gigantka
Taka duża góra i taka mała Ola ^^
DZIEŃ SIÓDMY, CZWARTEK
Zaraz po śniadaniu ruszyliśmy mulatierą pod Rombon, Fortu Herman. Próbowaliśmy znajdować różne przejścia z piętra na piętro lub inne wejścia do fortu. Następnie udaliśmy się do Triglavskiego Parku Narodowego, gdzie bardzo miło sobie pospacerowaliśmy. Pojechaliśmy też do Kobaridu. Tam straciliśmy pół godziny czasu wolnego na szukanie restauracji z kotletami schabowymi, ale że nie znaleźliśmy, musieliśmy szybko jeść coś innego. Przeszliśmy się też wzdłuż stacji drogi krzyżowej do bardzo ładnego kościoła. Kolejnym punktem był wodospad Kozjak, w którym niektórzy mimo dość niskiej temperatury wody, zdecydowali się wykąpać. Wprawdzie w porównaniu do Soczy, w której kąpali się chwilę później, Kozjak był bardzo ciepły. Gdy wróciliśmy do Oazy Miru, udaliśmy się do jeszcze jednego wodospadu, który również sprawiał cudowne wrażenie. Przy budynku znajdowało się pole golfowe, więc próbowaliśmy też swoich sił w golfie, jednak mi nie szło specjalnie dobrze. xD
Fort Heman.
Triglavski Park Narodowy.
fot. Przemek
Kozjak.
fot. Przemek
Kościół w Kobaridzie.
Mój kochany Beskid Wyspowy i wodospad przy Oazie Miru!
DZIEŃ ÓSMY, PIĄTEK
Z samego rana wróciliśmy do przełęczy Vrsic. Tym razem jednak było tam dużo zimniej niż ostatnio, a my mieliśmy w planach inny szczyt - Małą Mojstovkę. Najpierw szliśmy baardzo stromo pod górę przez kosówkę, jednak kiedy pierwszy etap był za nami, okazało się, że drugi jest jeszcze gorszy niż pierwszy - piargi. Trzeba było okropnie uważać, gdzie stawia się nogi, bo kamienie mogły w każdym momencie ześlizgnąć się po stromym zboczu, a my razem z nimi. W końcu dotarliśmy na szczyt, z którego roztaczały się przepiękne widoki. Schodzenie piargami było już totalną masakrą. Gdyby Jola nie pożyczyła mi kijka, to już dziesięć razy zdążyłabym się zabić. Po południu udaliśmy się na rafting po Soczy! Najpierw dostawaliśmy specjalne kombinezony, bluzy, kamizelki i buty, po które podchodziliśmy do poszczególnych lad.  Płynęłam w pontonie z Agatą, tatą, sternikiem i dwójką Słoweńców, którzy skakali do wody z najwyższych skał. My także próbowaliśmy z tych niższych, ale w tych dziwnych strojach dość trudno było utrzymać na wodzie równowagę :D. Uderzaliśmy o skały, kilka razy się zaklinowaliśmy i na koniec byliśmy cali mokrzy, ale było naprawdę genialnie i chciałabym kiedyś to powtórzyć! :D Po powrocie do Oazy Miru, Ania postanowiła upiec ciasto, które jeśli zjadło się max. 2 kawałki było dość strawne. Wojtek i Jędrek zaprosili nas też na swój makaron z sosie z wszystkiego, do którego zabierali się od kilku dni. I to też nawet im wyszło. Do tego wszystkiego urządziliśmy sobie grilla! xD Po cieście i makaronie nie dałam rady zjeść już byt wiele, do tego byłam bardzo zmęczona, więc poszłam spać!
Widok z Małej Mojstovki i moje zielone trepy. Na zdjęciu nie widać, że są zielone, ale są. I to jest ważne.
DZIEŃ DZIEWIĄTY, SOBOTA
Z samego rana wrzuciliśmy wszystkie bagaże do autobusu i powoli udaliśmy się w stronę Polski. Po drodze zatrzymaliśmy się na zwiedzanie jaskini Postojnej. Jaskinia robi naprawdę niesamowite wrażenie, zwiedza się ją wprawdzie dość długo, ale jest tam tyle przeróżnych zakamarków, że to wszystko jest naprawdę wspaniałe. W naszej grupie było nawet kilku Polaków. :D Następnie udaliśmy się do stolicy Słowenii - Lublany. Zjedliśmy lody, kupiliśmy słoną czekoladę, zobaczyliśmy słoweński ślub, zjedliśmy obiad, zrobiliśmy sobie zdjęcia ze smokami i trochę pospacerowaliśmy. A w niedzielę nad ranem byliśmy w Krakowie!

CIEKAWOSTKA NAMBER FRI (nie zapisałam reszty, a teraz już nic nie pamiętam...):
W Lublanie na rynku w lato zawsze pada deszcz. Naprawdę. Są tam nawet postawione znaki, które przed tym ostrzegają.
To zdjęcie jest z internetu, moje zostało na domowym komputerze :c
źródło
A tutaj niebieska Fanta! Wiecie, że smakowała mi bardziej niż ta pomarańczowa lub cytrynowa? :D
Skończyłam. Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo jestem z siebie dumna.
Na rok szkolny mam już zaplanowane kilka notek, ale przez najbliższy czas raczej nie będę pisać, chyba że tylko odpowiem na jakąś nominację, bo mam na głowie trochę rzeczy.

W ostatnim czasie obejrzałam 'Metro' chyba trzy razy. Może nie dorównuje 'Nędznikom', ale mimo wszystko zdecydowanie jest w mojej czołówce ulubionych musicali. I zawsze ryczę przy końcówce. ;-; Naprawdę, warto to zobaczyć, nawet na YouTubie. :D


Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

6 sierpnia 2015

169. Bluzwis, Izdebski, Mówiąc Inaczej i jeszcze kilka innych rzeczy!

Hej, hej!
Witam Was bardzo serdecznie po tej dość długiej przerwie! W zasadzie nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, ponieważ ostatnie tygodnie przesiedziałam u babci, namiętnie wchłaniając książki Terry'ego Pratchett'a i Agathy Christie oraz oglądając bajki Disneya... Aktualnie siedzę w domu i ubolewam nad tym, że nie mogę jechać z moimi zuchami na kolonię. :c

Bluzwis dobry na wszystko! ^^ Czy tylko ja uważam, że Kuba Jurzyk (drugi od lewej w pierwszym poziomym rzędzie) i Adrian Wiśniewski (pierwszy od lewej w tym samym rzędzie) brzmią ze sobą cudownie i powinni razem coś nagrać? <3

W ogóle polecam Wam polski musical "Metro", z którego właśnie ta piosenka pochodzi. 


Dzisiaj o Pawle Izdebskim! Odkryłam go właściwie już dużo wcześniej, ale ostatnio miałam czas, żeby posłuchać więcej jego piosenek i jestem w nim po prostu zakochana! Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak ciepłym, barwnym i oryginalnym głosem równocześnie, jak ten Pawła. Do tego artysta ma niesamowite poczucie humoru, o czym przekonałam się na recitalu Sylwii Banasik i mam nadzieję, że będzie dane mi usłyszeć go na żywo i porozmawiać jeszcze nie raz. Jest leworęczny, więc gra na takiej gitarze jak Kaczmarski. Ma dużo coverów, jednak wśród jego zasobów można znaleźć też kilka autorskich piosenek. Niżej przedstawiam Wam kilka moich ulubionych nagrań. :)


Tutaj akurat z Sylwią Przetak, która według mnie w tej piosence spisała się średnio, jednak całość wyszła naprawdę genialnie! ^^ Polecam zostać lub ewentualnie przewinąć do końcowej pogadanki (zaczyna się gdzieś w połowie) w wykonaniu Pawła i Bartka, bo moim zdaniem  jest to jedna z najlepszych pogadanek Studia Accantus. ^^


Cała naprzód kotki psotki!   Wytrzymajcie do refrenu, bo brzmi naprawdę cudownie! ^^ Ostatnio męczę tą piosenkę całymi dniami na ukulele (zwrotka: GDCeGDCD, refren: AC x3GD, te chwyty obczajałam sama, ale chyba wszystko jest ok) tak, że moja czteroletnia siostra biega po domu, nucąc 'Hej, droga jest daleka przed nami!'. :D A, i jest wiolonczela! ;)


A tutaj najnowsza piosenka Pawła - Czekam na Ciebie. Pokochałam ją głównie ze względu na ukulele, ale też dlatego, że wokalista prezentuje tu swoje zadziwiające jak na mężczyznę umiejętności wyśpiewania czysto wysokich dźwięków! ^^ W ogóle ta piosenka tak ślicznie brzmi...

Ostatnio w otchłaniach YouTuba znalazłam również bardzo ciekawy kanał, tym razem raczej nie w temacie muzyki, a bardziej języka polskiego. Mowa tu o Paulinie, która co czwartek w swoich filmikach opowiada o zagadkach naszej mowy, rozwiewa wątpliwości, odpowiada na pytania. Dowiedziałam się od niej już wielu rzeczy, o których nie miałam pojęcia, więc i Wam polecam zerknąć sobie na jej filmiki, ponieważ dla nas, blogerów, mogą być naprawdę pomocne. Link do kanału.

A tą relację ze Słowenii skończę, nawet już się pisze, ale nie mam pojęcia kiedy ją dodam. W każdym razie kiedyś będzie, na pewno! xd

I jak już tu coś piszę, to chciałabym zaprosić wszystkich fanów Studia Accantus na zlot AccantusFamily, który odbędzie się 28 sierpnia (piątek) najprawdopodobniej o godzinie 11 na rynku w Myślenicach. Dlaczego właśnie w Myśleniach? Otóż okazało się, że z tych okolic jest naprawdę duża część ludzi, którzy słuchają Studia, a póki co nie doczekaliśmy się gdzieś tutaj koncertu, więc organizujemy przynajmniej zlot. ^^ Jest też wydarzenie na Facebooku, więc jeśli jesteście zainteresowani to możecie sobie znaleźć lub napisać do mnie na maila, a wtedy podam Wam całe info (jeśli już wszystko będzie ustalone).

Jak tam obchody 71. rocznicy Powstania Warszawskiego? Staliście o siedemnastej na baczność? Chodziliście w koszulkach z symbolem Polski Walczącej? Jestem bardzo ciekawa jakie macie podejście do tego święta, więc piszcie komentarze! Ja osobiście pozostaję w wielkim podziwie dla wszystkich ludzi, którzy walczyli w Powstaniu, bo nie wiem czy sama miałabym na tyle odwagi.

Chciałabym Wam jeszcze pokazać Wam pewien jeszcze jeden bardzo mądry filmik, chyba najmądrzejszy z wszystkich w tym poście, który naprawdę warto przemyśleć. Może kiedyś zobaczy go cały świat i ludzie chociaż trochę się zmienią?

  
„Bo cuda dzieją sięęęę, gdy wierzysz w nieeee!"
Ta piosenka jest cudowna! <3


Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

19 lipca 2015

168. Mnie tam chyba nie było...

Hej!
Wiem, że obiecałam drugą część relacji ze Słowenii, ale później nie zdołałabym opisać tego, co dzisiaj chciałabym opisać. Chodzi mi właśnie o recital Sylwii Banasik, w którym miałam okazję ostatnio wziąć udział.

Dla niewtajemniczonych: Sylwia Banasik jest jedną z wokalistek Studia Accantus, które zajmuje się rozpowszechnianiem musicalu i polskiej muzyki. Co tydzień na ich kanale na YouTubie pojawia się nowy cover piosenki z jakiejś bajki, filmu, serialu czy musicalu. Możecie kojarzyć ich między innymi z tych wideł:



Udało mi się zarezerwować miejsce w drugim rzędzie przed sceną, więc byłam z siebie bardzo zadowolona. Przed samym koncertem niesamowicie się stresowałam, czułam się dziwnie na myśl, że zobaczę i usłyszę ludzi, których do tej pory mogłam tylko oglądać na ekranie komputera.

Nagle zgasły wszystkie światła. Na scenę weszły dwie osoby. Jedna usiadła przy fortepianie i zaczęła grać. Druga - śpiewać. Stopniowo rozjaśniało się, aż w końcu mogliśmy ujrzeć niesamowitą Sylwię Banasik. Kiedy witała publiczność, widać było, że się stresowała. Mimo tego, wszystkie dźwięki wychodziły jej czyściutko. 
Wykonała kilka piosenek z cudownym muzykiem i gitarzystą o bardzo przepięknej barwie głosu, którego swoją drogą uwielbiam - Pawłem Izdebskim, między innymi Masz jeszcze czas oraz polską wersję Somewhere over the rainbow, które, mam nadzieję, ukaże się kiedyś na YouTubie, bo po prostu podbiło moje serce! ^^ Paweł miał chyba akurat jakiś zły dzień, bo zdarzyło mu się kilka dość słyszalnych fałszów. Mimo wszystko ich wspólne piosenki wyszły naprawdę rewelacyjnie!  Niżej na recitalu w grudniu.
Over the rainbow - Paweł z ukulele oraz Sylwia ze swoją 'melodyką'! ^^
fot. Borys Kozielski
fot. Borys Kozielski
Po piętnastu minutach przerwy wszyscy powrócili do auli. Sylwia czuła się na scenie już zdecydowanie pewniej. Wszystkich na pewno zaskoczyło niespodziewane wejście Sylwii Przetak przy Pierwszy raz jak sięga pamięć. Ta piosenka również wyszła im rewelacyjnie i także mam nadzieję, że wkrótce ukaże się w Internecie. Sylwie wykonały także wspólnie Weź mnie całą lub wcale, które jednak wolę chyba w wykonaniu Sylwii z Natalią (której niestety nie było :c) oraz Chcę być jedną z gwiazd ze Smasha.


fot. Borys Kozielski
fot. Borys Kozielski
Gościnnie z Sylwią wystąpił również uwielbiany przez wszystkich Kuba Jurzyk! Wykonali wspólnie dwie piosenki z Afery Mayerling - Coś więcej oraz finał Afery, którego tytułu nie znam, ale był równie genialny jak Coś więcej, nie wiem czy nawet nie lepszy. Jest on wprawdzie na YouTubie, ale w nieoficjalnej wersji, więc także mam nadzieję, że i ta piosenka doczeka się publikacji. :D


fot. Borys Kozielski
Czas płynął niezwykle szybko! Miałam wrażenie, że minęła chwila, a tu ogłaszają mi, że zbliżamy się do końca recitalu! No co to ma być? Przecież ja tu dopiero weszłam! Po ostatnim numerze - Czarodziej i ja, aplauz był tak ogromny, że Sylwia w końcu dała się doprosić bisu! Wykonała Si petite z repertuaru Miry Zimińskiej. I też chciałabym, żeby ten utwór doczekał się publikacji! Po tej piosence, Sylwia spotkała się z brawami na stojąco i to bardzo głośnymi i długimi. Nie miała wyjścia - zaśpiewała jeszcze raz Czas na grzech z serialu Smash. I tak oto zakończył się koncert!

A co potem? Oczywiście autografy i wspólne zdjęcia! Po kolei zaliczyłam wszystkich wykonawców, którzy pojawili się na recitalu. Najtrudniej było dopchać się oczywiście do Kuby Jurzyka! :D Najbardziej magiczne było chyba to, że wokaliści mieli czas dla każdego widza z osobna. Z wszystkimi zamieniłam przynajmniej jedno zdanie, a z Bartkiem i Pawłem rozmawiałam, jakbyśmy znali się od dawna. Z Kubą za to gadałam przez pięć minut, jak nie więcej. Obie Sylwie, kiedy tylko dowiedziały się, że aby je spotkać przejechałam ponad 400 kilometrów, ogromnie mi dziękowały. To był tak niesamowity wieczór, że gdy chwilę przed dwudziestą drugą wyszłam z budynku, nie mogłam uwierzyć, że tam naprawdę byłam, że rozmawiałam z każdym z nich, że udało mi się spełnić jedno z największych marzeń.

Kiedy widziałam ich w Internecie, wiedziałam, że śpiewają rewelacyjnie. Ale słysząc to wszystko na żywo, każdy dźwięk przeżywa się inaczej, każdy wzbudza dużo większe emocje, każdy jest jeszcze bardziej niepowtarzalny. I dopiero, kiedy słyszy się to wszystko na żywo, wie się na pewno, że śpiewają rewelacyjnie. Mam nadzieję, że nie ostatni raz miałam okazję pojawić się którymś z koncertów Studia Accantus. 
Zgadnijcie kogo jest największy autograf :D
Niżej wstawiam zdjęcia z kilkoma wokalistami, które są jako-takiej jakości. Nie miałam aparatu, więc wszystko było robione telefonem, do tego na zdjęciach wyszłam naprawdę dziwnie, ale ważne, że w ogóle są! :D








A na koniec nieaccantusowy akcent w postaci Lindsey Stirling i mojego ulubionego medleya Upiora w operze. :)


Od jutra biorę się za komentowanie Waszych postów! Na pewno!

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola