1 grudnia 2014

136. Teraz już wiem ile wody nalewa się do czajnika!

Przejrzyj sobie posty na tym blogu oznaczone etykietą harcerze. Jak bardzo łatwo zauważyć, większość biwaków, które tam opisuję odbywa się w szkołach. Ale z biegiem czasu przytulne, ciepłe sale zaczynają się ludziom nudzić i chcą spróbować czegoś innego. I tak właśnie narodził się pomysł zorganizowania tego, dość nietypowego biwaku.


29 listopada, sobota
Wstałam chwilę przed siódmą i skończyłam się pakować. Uznałam, że wybrałam zdecydowanie za mały plecak, ale nie miałam już czasu na zmianę. Zjadłam śniadanie i zaczęłam szukać trepów. Chwilę po wpół do ósmej w końcu się ogarnęłam. Kiedy wyszłam przed dom, Ala już na mnie czekała. Udałyśmy się na przystanek autobusowy, gdzie czekali już Blada i Burek. Ogólnie miało być nas ponad dziesięć, ale pogoda, choroby i lenistwo sprawiły, że w efekcie końcowym do busa w kierunku Wiśniowej wsiadło sześć harcerzy i jeden dosiadł się po drodze. A więc nasza siedmioosobowa ekipa w składzie: Blada, Burek, Ala, Weronika, Tomek, Kamil i ja, wylądowała w Ośrodku Wypoczynkowym w Wiśniowej. Nasza piątka dostała dwa pokoje ze wspólną łazienką, a Blada i Burek swój własny. W naszej całości były tylko cztery gniazdka elektryczne: jedno przy ubikacji w łazience, drugie zakopane za łóżkiem Kamila oraz trzecie i czwarte na balkonie, więc szanse podładowania telefonów były niewielkie. Zrzuciliśmy plecaki, przepakowaliśmy jedzenie do tych mniejszych, po czym ruszyliśmy w drogę! Na początek zmagaliśmy się z asfaltem, który po jakimś czasie w końcu zamienił się w polną drogę. Przypanoszyły się za nami trzy małe pieski, które dzielnie pokonywały trasę. A trasa do łatwych nie należała! Przy stromych, śliskich podejściach można było zauważyć coraz więcej śniegu. W końcu doszliśmy do pierwszego celu - na Suchą Polanę. Przez lód, który osiadł na łące, było widać zielone trawę i kwiatki. ^^ Napiliśmy się ciepłej herbatki z termosów i poszliśmy dalej! Śniegu było coraz więcej, a jeden z piesków cały czas za nami dreptał! Szliśmy sobie za szlakiem piękną, ośnieżoną drogą. Było strasznie zimno, a plecaki trochę ciążyły, ale jakoś daliśmy radę i w końcu dotarliśmy do schroniska na Kudłaczach! Usiedliśmy przy jednym z wolnych stolików i zabraliśmy się za jedzenie kanapek i picie pysznej, gorącej herbatki lub gorącej czekolady. Studiowaliśmy też mapę, szukając dziwnych nazw miejscowości i powiem Wam, że trochę tego było... Po ponad godzinnych obradach, ruszyliśmy dalej. Na szczęście piesek już się od nas odczepił, bo inaczej chyba trudno byłoby mu wrócić do domu. Po drodze, rzecz jasna, musieliśmy się zgubić. Straciliśmy z oczu szlak i próbowaliśmy ogarnąć w którą stronę trzeba iść. Na wszystkich drzewach był śnieg, więc niektórych oznakowań po prostu nie było widać. W końcu szczęśliwie dotarliśmy na Lubomir, gdzie czekając na wejście do obserwatorium astronomicznego, zajadaliśmy czekoladę i popijaliśmy ją herbatą. W końcu weszliśmy do środka. Okazało się, że pogoda nie pozwala na obserwowanie nieba, ale za to wysłuchaliśmy ciekawej historii obserwatorium i obejrzeliśmy jeden z najnowocześniejszych teleskopów w Polsce. Gdy wyszliśmy z budynku, było już dość ciemno. Zaczęliśmy więc wyciągać odblaski i latarki. Burek wziął ze sobą całą paczkę takich rurek, które po przełamaniu świeciły neonowymi kolorkami. ^^ Nie pamiętam dokładnie nazwy, ale wszyscy poprzyczepialiśmy sobie te świecidełka do plecaków i tak pięknie oświetleni wróciliśmy do ośrodka. Po chwilowym odpoczynku, wytypowaliśmy czajnik. Polecono mi nalać do niego wody, a ja jakoś tak się zamyśliłam, śpiewając coś pod nosem, że w efekcie końcowym woda podczas gotowanie troszkę nam wykipiała... W każdym razie wszyscy zaczęli robić sobie kisiele. Gdy wszyscy mieli już w rękach swoje kubeczki, Ala przyszła smutna, ponieważ nalała cały kubek wody, a kisiel zlepił jej się w grudki. Razem obradowaliśmy czemu tak się stało, aż w końcu Ala uznała, że zrobi sobie jeszcze raz kisiel. I wtedy odkryliśmy tajemnicę grudek! Ala, zamiast turystycznego kisielu biwakowego, który po prostu trzeba zalać wodą w kubeczku i voila!, kupiła zwykły kisiel do gotowania w garnku. :D Na szczęście miałam jedną dodatkową torebkę tej przewspaniałej mikstury, więc podarowałam jej ten właściwy, malinowy kisiel. Do naszej piątki wbili też Blada z Burkiem i gitarą, więc trochę sobie pośpiewałyśmy (w sumie tylko ja i Blada (y)), nauczyłam się kilku nowych piosenek i ogarnęłam kilka nowych drugich głosów. W ośrodku, w którym nocowaliśmy odbywały się andrzejki, więc po umyciu się i położeniu do łóżek nie dało się zasnąć. Schowałam głowę pod poduszkę, ale nie dało to wiele. Okropnie długo nie mogłam zasnąć przez tą durną trąbkę, która wygrywała jakieś melodie tam, na dole, do tego grała jeszcze jakieś ćwierć tonu wyżej niż reszta instrumentów w zespole. Nie wiem o której zasnęłam i czy w ogóle zasnęłam...



Gdzieś po drodze na suchą polanę.
A to Sucha Polana. Jestem z tego zdjęcia ogromnie zadowolona. ^^ Przerobione wygląda jeszcze lepiej, ale uznałam, że tutaj pochwalę się tym oryginalnym. :D
Idziemy sobie przez piękny las.
Aaa! Włosy nam zamarzają!

Piękna pajęczynka przy obserwatorium na Lubomirze. :)
30 listopada, niedziela
Wpół do ósmej do naszego pokoju wbił Burek i zwinął nam czajnik. Pół godziny później przyszła Blada, więc trzeba było wstać. Zaśpiewaliśmy piosenkę na powitanie dnia i zabraliśmy się za przebieranie, mycie zębów, pakowanie, robienie herbat do termosów i mnóstwo innych rzeczy na raz. Wyszliśmy z ośrodka chwilę przed dziesiątą. Na piętnastą zamierzaliśmy być na przystanku autobusowym w Szczyrzycu, więc musieliśmy trochę skrócić trasę, do tego wszyscy szliśmy z wielkimi plecakami. Na początek, idąc za strzałkami z napisem wieża widokowa, wspięliśmy się na Księżą Górę. Jak się okazało, na miejscu żadnej wieży widokowej nie było, ale za to odpięliśmy jedną z karimat i wzięliśmy się za jedzenie. Burek wreszcie nauczył Kamila jak kroi się pasztet, po czym ruszyliśmy dalej. Z górki nie schodziło się łatwo, było dość dużo lodu i kilka razy się poślizgnęłam. Po kilkugodzinnej wędrówce doszliśmy do Diabelskiego Kamienia, gdzie Burek krótko opowiedział nam historię pustelni, która się tam znajduje. Następnie ruszyliśmy asfaltem w kierunku centrum Szczyrzyca. Na miejscu, chodząc wokół klasztoru, szukaliśmy elementów architektury gotyckiej. Naprawdę bardzo fajna zabawa. ^^ Została nam jeszcze godzina do odjazdu busa, więc udaliśmy się do pizzeri, gdzie złożyliśmy się na przepyszną pizzę. :D W końcu o piętnastej zaczęliśmy się zbierać. Na przystanek trafiliśmy na styk - bus już dojeżdżał. W środku było okropnie ciasno, a nasze wielkie plecaki nie polepszały sprawy. Po ponad pół godzinie jazdy, wysiedliśmy (z tym też było ciężko) w naszym kochanym miasteczku. Niektórzy czekali na rodziców (Weronika i Tomek), inni na busa (Blada i Burek), a ja z Alą wróciłyśmy do ciepłych domków. ^^
„Znów wędrujemy ciepłym krajem..." 
Pizza w Szczyrzucu.
Czasem myślę sobie, że mam beznadziejną pasję. Łażę, łażę, jest mi zimno, niewygodnie, jestem okropnie zmęczona i nie mam z tego nic poza zakwasami. Ale robię to, ponieważ uczucie, kiedy już dojdzie się na szczyt jest cudowne. Bo mimo tych wszystkich słabości mówisz sobie: uda mi się. I udaje się! Jesteś z siebie mega dumny, bo zrealizowałeś jeden ze swoich małych celów. I właśnie dlatego kocham góry .


P.S. Wszystkie zdjęcia z wyjątkiem tego z zamarzającymi włosami są mojego autorstwa. Jeśli chcesz coś przygarnąć - śmiało, ale najpierw zapytaj o zgodę!
P.S. II Jeśli ktoś byłby zainteresowany obejrzeniem jeszcze paru zdjęć z biwaku, zapraszam na FP drużyny: klik.
P.S. III Mój artykuł o działalności drużyny w październiku po raz pierwszy pojawił się na stronach gminnej gazety. ^^ 

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

12 komentarzy :

  1. Masz wspaniałą pasję! :) Bardzo fajne zdjęcia ^ ^ To miło spędziłaś dni tylko szkoda, że akurat trafiliście na te andrzejki :/ Ja kisielu nigdy za bardzo nie lubiłam ale ciekawa historia ;)
    pusta-szklanka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Łaał, ale ja bym chciała łazić po górach zimną...Niestety, obecnie mam do dyspozycji tylko moje miasto posiadające ze dwa porządne wzgórza i tyle...Podejrzewam, że w końcu kiedyś zamieszkam w górach, tak mnie tam wiecznie ciągnie. Nie bez wpływu na to pozostaje słuchanie Wolnej Grupy Bukowina w dzieciństwie :D Nawet się zdziwiłam, że dałaś cytat nie z ich piosenek ale z Baczyńskiego. Bo ciepło to tam na pewno nie było :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oluś, aż żałuję że mnie tam nie było :D Baaaardzo piękne zdjęcia, są niesamowite.. pozdrawiam... <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Też kocham góry - to nie prawda, ze to tylko łażenie! Okolice są bajeczne, nawet nie umiałabym określić kiedy jest najpiękniej. Urzekające są jesienne kolory, zimowe śniegi, wiosenne kwiaty i letnie zielenie... W dodatku z wesołymi ludźmi :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, zapomniałam! Cudowne zdjęcia, zwłaszcza dwa pierwsze - mają takie niesamowite kolory

      Usuń
  5. Super post! Bardzo lubię to jak piszesz :)

    Zajrzysz?:)
    iamfuckingcrazybutiamfreee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny post! Robisz piękne zdjęcia, a to z Suchej Polany jest przecudne *_* Po przeczytaniu posta aż naszła mnie ochota na wędrówkę po górach, na szczęście zima już nadchodzi ♥ http://fairytaledreamcloudeen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Przypomniało mi się moje łażenie po górach w zimie. Nasza opiekunka była rozczarowana naszą słabą kondycją. Ja chodziliśmy w jednym miejscu był taki lód,że wszyscy zjechaliśmy,podobnie jak u ciebie. Poza tym na góra nie była jakaś wysoka, ale cieszę się,że udało nam się wejść,bo ja jakoś nie jeżdżę w góry. To znaczy w zimie bywam na zimowiskach,ale wtedy jeżdżę na nartach,a na wakacje jeżdżę zazwyczaj nad morze,żeby była jakaś różnorodność. Ostatnio też w zeszłym roku miałam wycieczkę klasową w góry. Muszę przyznać,satyswakcja jest wielka po wejsćiu na szczyt,szczególnie gdy weszła połowa grupy i w tym tylko cztery dziewczyny razem ze mną. A potem oczywiście się chwaliłam tym w domu. Dzięki tobke przywowałam wsomnienia z wyjazdów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po zdjęciach widać że fajnie się bawiłaś. Ja nie wystawiłabym nawet nosa po za swój dom a co dopiero pojechać na taki biwak.
    Ja lubie łazić po lesie ale tylko w zimie bo w cieplejszych miesiącach łapię kleszcze co nie jest fajnym uczuciem. W zimie las wygląda tak jak z bajki. Na swoim aparacie mam dużo zdjęć właśnie z drzewami przykrytymi białym puchem

    http://take-a-pencil-and-draw-a-f1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej :) Ola! jakże się u Ciebie pozmieniało, ale tu ślicznie! I tak przytulniasto! Nie no,ta wycieczka była świetna. Też bym taką chciała! Najbardziej zaskoczyłaś mnie śniegiem, już go widziałaś!!! Czekam aż do nas dojdzie :) takie kameralne wycieczki są najlepsze, taki spokój i jest bardzo miło choć zgaduję, że w harcerstwie zawsze jest miło! I jak fajniee! Śpiewać.duecik z Bladą, to musiało brzmieć ślicznie :) A zdjęcia są genialne! W Życiu nie pomyślałabym że to jedno nie było przerobione, ile jeszcze talentów kryje w sobie Ola? :D i i i bardzo bardzo bardzo gratuluję!!! Jesteś w gazecie!!! ^^
    Pozdrawiam cieplutko
    P.S. Wybacz że mnie tak długo tu nie było. Działalność bloga zawieszam chyba na dobre :|

    OdpowiedzUsuń
  10. Ło jaaa ale gęsta pajęczyna, 1 raz taką widzę. Ciekawe jakiego gatunku?

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję wydania Twojego artykułu, pozazdrościć. :) Bardzo ładne zdjęcia, ale pewnie nie oddają zabawy z całego biwaku. Ja chyba bym się nie zdecydowała, siedziałabym w domu. Lubię zimno, póki nie jest mi ZA zimno. Dodatkowo w trakcie długich wędrówek mam małe problemu z samopoczuciem, jeszcze nie odgadłam dlaczego. Po prostu nie mogę długo spacerować, głównie w górach.
    Pozdrawiam ciepło. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ♥