27 grudnia 2014

141. „Let it snow!"


Taak! Doczekaliśmy się! Oto spadł pierwszy śnieg! Wprawdzie bardziej cieszyłabym się, gdyby pojawił się przynajmniej w środę, ale ważne, że w ogóle jest! Boję się tylko, żeby nie złapało mnie jakieś choróbsko, bo nie chciałabym zmarnować tak długiej przerwy świątecznej, jaką mamy w tym roku! Dzisiaj rano miałam okazję asystować mojemu tacie przy obsługiwaniu grupy, która wybierała się na narty. W wypożyczalni nart było dość zimno (ale cieplej niż na dworze!), a siedziałam w niej od 6, więc kiedy wróciłam do domu miałam okropny katar. W poniedziałek za to wybieram się z harcerzami na kolejną akcję zarobkową - kolędowanie. Mam grać na flecie, a wątpię, żeby wtedy było ciepło, więc nie wiem jak moje palce to przetrwają.
Gif pochodzi z weheartit.com, oczywiście.
Moje święta Bożego Narodzenia wyglądały w sumie tak jak co roku. Najpierw razem z babcią i dziadkiem zjedliśmy kolację wigilijną, pośpiewaliśmy kolędy, rozpakowaliśmy prezenty, a następnie pojechaliśmy do drugiej babci, gdzie także każdy coś dostał. W tym roku pod choinką niestety nie znalazłam żadnych książek. Ale może to w sumie dobrze? I tak mam teraz mnóstwo rzeczy do czytania, między innymi moich kochanych „Krzyżaków". Dostałam za to mnóstwo ubrań, piżamę, słodycze i... uwaga, uwaga... kapodaster i stroik do gitary! ^^ Ten pierwszy zawsze robiłam z ołówka i gumek do włosów, ale ołówki okropnie się ścierały przez struny, a teraz ta dam! Mam profesjonalny spinacz do zmieniana tonacji! ^^ Stroik także jest dużym osiągnięciem, bo z moim słuchem to różnie bywa. :D Wprawdzie potrafię nastroić gitarę tak, żeby nie brzmiało to jakoś strasznie źle, ale na gitarze nawet 1/10 tonu robi dużą różnicę. Dostałam też dwie pary rękawiczek, z czego też niezmiernie się cieszę, bo mam ogromny talent do gubienia tej części garderoby. :D

Aaa, no i we wtorek byłam na przekazaniu Światła, tym razem w kościele w Raciechowicach. Oczywiście podczas mszy musiałam wylać wosk na moją kochaną spódnicę, a sam Płomień ledwo dowiozłam do domu, bo świeczka mi się kończyła...


Przez to zdjęcie, które umieściłam wyżej odruchowo chciałam życzyć Wam wesołych Świąt...

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

20 grudnia 2014

139. Pierwsze Wigilie już za mną!

Hej!
Wiecie co dzisiaj mamy? Sobotę! Ale wyjątkową sobotę! Nie poszłam do szkoły, ale nie pójdę też do niej w poniedziałek, wtorek, środę, itd. i tak aż do 7 stycznia! ^^ Jest jeszcze jedna okazja do tego, że ta sobota jest wyjątkowa. Jest to ostatnia sobota przed Wigilią i świętami Bożego Narodzenia! A takie soboty są przeważnie zaraz po piątkach, a chyba każdy wie, że piątek to najlepszy dzień tygodnia! W każdym razie ten wczorajszy był dla mnie bardzo wyjątkowy!

Rano, na roratach odbyły się rekolekcje. Skończyło się to tym, że w domu byłam za dziesięć ósma. Nie byłam totalnie przygotowana do szkoły, więc szybko wrzuciłam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy do torby i pobiegłam ubierać się. Po drodze zauważyłam, że nie wzięłam ze sobą fletu, więc musiałam się po niego wracać. Na szczęście zdążyłam na próbę! Tak, to właśnie nasza kochana klasa została wytypowana do przygotowania oprawy muzycznej na apel świąteczny! A mnie wybrano do zagrania trzech kolęd i zaśpiewania jednej. Przećwiczyliśmy sobie wszystko, co mieliśmy przećwiczyć i udaliśmy się do naszej sali, żeby przygotować ją do wigilii klasowej. Dzień wcześniej umówiliśmy się, że każdy napisze coś miłego o wszystkich osobach z klasy osobno. Rozdzieliłam więc moje karteczki do odpowiednich woreczków. W końcu jako tako się ustawiliśmy i ruszyliśmy na aulę! Najpierw obejrzeliśmy jasełka, które przygotowała inna klasa, a następnie przyszła kolej na nasz występ. Przez pierwszą kolędę po prostu stałam gdzieś z tyłu i śpiewałam z innymi. Niestety na drugą musiałam wyjść na środek sceny, przynajmniej razem z Klaudią. Przygotowałyśmy Gdy śliczna panna na dwa głosy, co w sumie średnio wyszło (głównie dlatego, że to mój flet był tym drugim głosem). Następnie dałam instrument do potrzymania Gabi, a sama znów wyszłam na scenę, tym razem z Julką. Śpiewałyśmy Świeć gwiazdeczko Arki Noego i oczywiście nie wyciągnęłam przy jednym wyższym podejściu, więc przez te pół sekundy była tam totalna cisza. Po brawach wróciłam po flet. Razem z gitarami zagrałyśmy sobie Jest taki dzień, w którym nie wyszła mi tylko przygrywka! ^^ Ostatnim numerem było solowe wykonanie Nikoli Lulajże, Jezuniu, a ja przygrywałam jej do tego linię melodyczną. Wyszło naprawdę magicznie! ^^ Po apelu udaliśmy się do klasy. Na początku przeczytaliśmy ewangelię, a następnie zaczęliśmy składać sobie życzenia. Niestety nie mieliśmy na to zbyt dużo czasu, więc nie połamałam się opłatkiem z kilkoma osobami. :( Potem chłopaki przenieśli krokiety i barszcz czerwony! ^^ W trakcie jedzenia Emilka rozdawała wszystkim woreczki, w których znajdowały się karteczki z miłymi rzeczami. :) Czytając niektóre teksty, chciało mi się płakać. Uwielbiam moją klasę!  O 13:30 musieliśmy się już zbierać z powrotem, więc szybko posprzątaliśmy klasę i wróciliśmy do domków.

O 15:30 razem z Alą udałam się na wigilię szczepową. Miałam duży dylemat jaką ubrać chustę, w końcu chciałam być tam jako członek Złotych Orłów i przyboczna Mini Kinderków w jednym. W końcu do munduru założyłam chustę zuchów, a tą harcerzy starszych zawiązałam węzłem przyjaźni, ale nie wyglądało to za pięknie. Chwilę przed szesnastą byłyśmy w małej szkole, gdzie przy stołach siedzieli już harcerze i zuchy. Znalazłam sobie jakieś miejsce między Gubi i Olą. Kiedy już nie mieściliśmy się przy stołach, postanowiliśmy po harcersku dzielić się opłatkiem (metoda ta opisana jest gdzieś tutaj), ale zuchy średnio to ogarniały, więc musieliśmy trochę uprościć zasady. W każdym razie i tak wyszło bardzo ciekawie. Następnie zabraliśmy się za jedzenie. Ala przyniosła ze sobą pysznego murzynka, do którego wszyscy się pchali, a mi jakimś cudem udało się zdobyć jeden kawałek! ^^ Rodzice zuchów mieli przyjechać już o siedemnastej, więc razem z Magdą i Gubi wzięliśmy je wszystkie na korytarz, gdzie zrobiliśmy sobie przepiękne zdjęcie. Przyszły do nas mamy niektórych zuchów z przecudną niespodzianką - wielką, oprawioną fotografią całej gromady! ^^ Kiedy wszystkie zuchy rozeszły się do domów, zmieniłam chustę na tą Złotych Orłów. W pewnym momencie przyjechał druh Romek z kamerą i zaczął wszystkich nagrywać, w tym mnie, kiedy zrobiłam coś bardzo głupiego, ale to zobaczycie na filmie, który być może ukaże się w następnej notce. Blada oczywiście miała gitarę, więc śpiewaliśmy dużo kolęd, między innymi właśnie Gdy śliczna panna na dwa głosy. Tomek przyniósł ze sobą takie magnetyczne kulki, które bardzo mocno się przyciągały, więc razem z Olą robiłyśmy z nich mnóstwo rzeczy, takich jak np. kolczyki, ale potem okropnie bolały uszy.

Zuchy! ^^
Prezent od rodziców! Czyż do nie jest przepiękne? ^^
Dzieło Oli z magnetycznych koralików. :D
Okazało się, że na osiemnastą trzeba jechać na wigilię jakiegoś stowarzyszenia i przekazać tam Światło. Grzela powiedziała, że zajmie nam to maksymalnie dziesięć minut, wytypowaliśmy więc trzyosobową delegację, w skład której wchodziła Gubi, Blada i oczywiście ja. Zostałyśmy podwiezione pod budynek. W recepcji wyjaśniliśmy kim jesteśmy i co polecono nam zrobić. Przyszła do nas pani, która to wszystko prowadziła, oznajmiając, że musimy poczekać jakieś dwadzieścia minut do rozpoczęcia całej wigilii. Kiedy wyjaśniłyśmy jej, że nasz kierowca nie ma tyle czasu, zaoferowała pomoc swojego męża, który nas odwiezie. Usiadłyśmy więc sobie na sofie na korytarzu i czekałyśmy. W końcu po jakichś czterdziestu pięciu minutach ta cała wigilia się zaczęła. Zaproszono nas na salę oznajmiając: Światło z Betlejem przekażą nam harcerze z hufca o nazwie Szczep Orle Gniazdo! Chyba nikt jeszcze nie popełnił tak głupiego błędu, jeśli chodzi o pomylenie hufca ze szczepem i odwrotnie. W każdym razie weszłyśmy do sali, w której siedziało może ze sto osób i stanęłyśmy sobie ładnie z boku. Zaczęło się witanie gości. Oczywiście każdy gość musiał coś powiedzieć, złożyć jakieś życzenia, itd. i chyba dopiero o dziewiętnastej dopuszczono nas do stolika ze świeczką. Ksiądz odpalił świeczkę, a nam polecono rozdać opłatki wszystkim obecnym na sali. Kiedy ta setka osób składała sobie życzenia, podeszłyśmy do pani, której mąż miał nas odwieść, a ona oznajmiając, że już go o to poprosi zaczęła łamać się opłatkiem z wszystkimi obecnymi na sali. Uznałyśmy, że nie ma sensu na nią czekać, więc Blada wyszła zadzwonić po druha Romka, a do mnie i Gubi podeszła pewna pani, podzieliła się z nami opłatkiem i złożyła życzenia. Zauważyła nawet nieregulaminowy sznur Gubi i od razu zorientowała się, że jest przyboczną. Trochę się zdziwiłyśmy, ale była naprawdę bardzo miła. Wróciła Blada, więc podziękowałyśmy pani, której mąż miał nas odwieść i wyszliśmy na dwór. Z dziesięciu minut zrobiło się półtorej godziny. Nawet nie chce mi się myśleć ile piosenek zdążyłybyśmy w tym czasie zaśpiewać i zagrać. Kiedy wróciliśmy do małej szkoły, ławki były już ładnie poukładane, po sali krzątało się jeszcze paru harcerzy. Zostało trochę jedzenia, przygarnęłam więc do siebie ciasteczka i sok jabłkowy, po czym wróciłam do domu.
Idziemy ze Światłem!
fot. Blada
Na zdjęciu widzimy Światło, które całą noc po przekazaniu w Krakowie paliło się w moim domu aż do południa, kiedy to moja genialna siostra wróciwszy ze szkoły, zdmuchnęła świeczkę...
Chyba nie chwaliłam się Wam jeszcze moją przecudną koszulką, którą dostałam od Magdy na biwaku zuchowym!  
Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam wszystkim wesołych Świąt!
~Ola

15 grudnia 2014

138. Połowa adwentu za nami! ^^

Hej!
Wyobrażacie sobie, że już za tydzień i kilka dni będzie nasze kochane Boże Narodzenie? Chyba każdy wie co robią harcerze zaraz przed tymi świętami! A jeśli ktoś nie wie, to po przeczytaniu tej notki będzie już wiedział!

Betlejemskie Światło Pokoju już jakieś trzydzieści lat temu zapoczątkowali austriaccy skauci. Od tego czasu każdego roku z Betlejem przewozi się Światło do Wiednia, skąd zostaje po kolei przekazywane do poszczególnych krajów. Harcerze z ZHP także zaangażowali się w akcję. Odbieramy Światełko w Krakowie, tam każdy harcerz może dostać płomień z Betlejem. Następnie zawozimy lampiony do swoich miasteczek i zanosimy do kościołów, urzędów i szkół, tak aby w każdym domu zapłonęła świeczka z Groty Narodzenia.
źródło
Nie wiem czy wszyscy zrozumieli o co w tym wszystkim chodzi, ale jest to naprawdę bardzo ciekawa akcja. Takie przekazanie miało miejsce właśnie wczoraj, w Krakowie, a wszystko zaczęło się w sumie już w piątek w Zakopanem. W każdym razie w niedzielę  o godzinie czternastej kilkunastu harcerzy z naszej drużyny wsiadło do autobusu. Blada wzięła gitarę, więc oczywiście śpiewaliśmy. Dużo śpiewaliśmy. Zatrzymaliśmy się jeszcze przy hufcu, żeby zabrać parę osób. W drodze do Krakowa podeszła do naszego śpiewającego tyłu Pacia.
- Kto ma rogatywkę? - Gubi i ja automatycznie podniosłyśmy ręce.
- O, super! - komendantka odwróciła się - Burek! Mamy chętne do sztandaru!
I tak oto zostałam wkopana do jednej z najgorszych rzeczy na świecie. Koło piętnastej trzydzieści byliśmy w Krakowie. Zebraliśmy się pod Wawelem, ubraliśmy pałatki i czekaliśmy na drużyny harcerskie, które wracały z gry miejskiej. Razem z Gubi i Radkiem zostaliśmy wypchani na przód kolumny. Poszliśmy na plac apelowy. Pacia zaprowadziła naszą delegację sztandarową do innych.
- Jakby coś, to róbcie to co inni. - dała bardzo pomocną radę i zginęła w tłumie.
I tak właśnie staliśmy sobie na baczność przez cały apel. Oczywiście Gubi i ja nie miałyśmy pojęcia kiedy salutować, więc wyszłyśmy na idiotki przed całą chorągwią. W końcu apel dobiegł końca, a my udaliśmy się do Kościoła Mariackiego. Okropnie współczułam Radkowi, że musi dźwigać ten ciężki sztandar. Nie wytrzymywałam, kiedy słyszałam gdzieś w tyle głos Zuzy, Kuby albo Bladej drących się na całą ulicę. Zawsze robiłam to razem z nimi, a teraz nie mogę. W końcu doszliśmy do bazyliki. Razem z innymi sztandarami ustawiliśmy się przy głównym ołtarzu. Naprzeciwko nas przy sztandarze stali jacyś harcerze ze szczepu Swarożyca (tyle udało mi się odczytać z ich polarków). Nie dość, że miałam wrażenie jakbym zaraz miała zemdleć, to jeden z nich non stop się na mnie gapił. Na mszy też nie specjalnie wiedzieliśmy co robić. Radek opuszczał sztandar wtedy co inni, a wszyscy pozostali patrzyli się na siebie jakby z pytaniem: Mamy teraz salutować?. A wiecie co było w tym wszystkim najgorsze? Że obok nas była puściutka ławka. Nikt w niej nie siedział, a my musieliśmy stać na baczność (chociaż z tym na baczność to różnie było). Ogromnie ucieszyłam się, kiedy w końcu wyszliśmy na zewnątrz. Nastąpiło przekazanie Światła, po czym próbowaliśmy znaleźć nasz hufiec. W końcu zauważył nas i przygarnął Burek. I tak oto wróciliśmy szczęśliwie do autokaru! W drodze powrotnej znów śpiewaliśmy, tyle że przysiadł się do nas jeszcze Krzysiek. Chwilę przed dwudziestą byliśmy już pod gimnazjum. Zawiązaliśmy krąg, obwieściliśmy wszystkim, że spotykamy się jutro na roratach, aby przekazać Światło do kościoła, po czym rozeszliśmy się do domów.
Wniosek: nigdy nie przyznawaj się do tego, że masz rogatywkę!
A, i jakby ktoś chciał sobie zerknąć na zdjęcia, to zapraszam na Fan Page'a chorągwi: KLIK.

Na mszy.
Lampiony ze Światłem z Betlejem.
Sobotę wyjątkowo spędziłam w domu. Wstałam sobie chwilę po dziewiątej i zabrałam się za sprzątanie pokoju i układanie książek na półkach. Kiedy przyjechała mama, zaczęłyśmy piec pierniczki. Uwielbiam ten piękny zapach, który tradycyjnie gości w naszym domu, podczas pieczenia. ^^ Ozdabianie zostawiłam moim kochanym siostrom, sama polukrowałam chyba tylko jedno ciasteczko.
Efekty układania książek. Rozpoznaje ktoś jakieś swoje ulubione dzieła (chociaż wątpię, że widać jakieś tytuły)?
Perełki, lukier i nie wiadomo co jeszcze!
A to moje ciasteczko.
I pochwalę się jeszcze moimi prezentami mikołajkowymi. :D Dostałam Pana Brokuła, cieplutką piżamę oraz dwustronną, różowo-czarną czapkę. Na zdjęciu uwieczniłam też prezent z mikołajek kadrowych - ślicznego bałwanka na choinkę. ^^ 
Jeśli chodzi o te właśnie mikołajki, to niektórzy dostali naprawdę ciekawe rzeczy. Ania znalazła w paczce swoją własną brytfankę, którą kiedyś zgubiła. Blada bombkę, w środku której była zamknięta jakaś karteczka. Próbowaliśmy odczytać co na niej pisze, ale było widać tylko słowa: Po stłuczeniu rozwinąć. Vika dostała mnóstwo dokładnie takich cukierków, jakimi pół godziny wcześniej zajadaliśmy się na zbiórce. Z moim prezentem było trochę zamieszania, ponieważ nigdzie go nie było, ale co poniektóre osoby upierały się, że na pewno został dostarczony do hufca. W końcu znalazł się - w prezencie Tysi. :D

Tak w ogóle, to pamięta ktoś jeszcze o Blogowym Klubie Książki? Jest nas już bardzo dużo, ale cały czas zapraszamy chętnych do współpracy! Zasady są bardzo proste, a samo założenie takiego czegoś było niesamowitym pomysłem. ^^ Wystarczy zapisać się i już można brać udział w wszystkich klubowych dyskusjach. Zapraszamy --> KLIK.


I na koniec klasycznie: świąteczne zdjęcia z weheartit.com!







Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

7 grudnia 2014

137. Święta nam się zbliżają!

Dam da da dam!
Witam Was serdecznie moi kochani Czytelnicy! Proszę, niech ktoś napisze, że u niego jest już jakaś tam warstwa pięknej, białej materii, którą potocznie nazywamy śniegiem, bo ja po prostu muszę ją gdzieś mieć! Wprawdzie przez ostatni weekend miałam go pod dostatkiem, ale tak strasznie chciałam, żeby szóstego grudnia już coś spadło u nas, na dole. Tak ogólnie rzecz biorąc, to przez szkołę muzyczną, zbiórkę starszoharcerską, Mikołajki kadrowe i spotkanie namiestnictwa zuchowe zapomniałam kogo imieniny obchodzimy szóstego grudnia! Zawsze cieszyłam się na ten dzień razem z rodzeństwem, a w tym roku zupełnie wyleciało mi to z głowy. Kiedy w sobotę rano wstałam i zobaczyłam obok łóżka jakiś prezent, przez chwilę zastanawiałam się skąd to się tutaj wzięło. Dopiero potem popatrzyłam w kalendarz i zorientowałam się o co chodzi...

Swoją drogą zbliżają nam się święta = więcej obowiązków = więcej sprawdzianów = więcej nauki. Do tego jeszcze dochodzę Wigilie: klasowe, harcerskie, zuchowe. No, ale na tą chwilę przeczytajcie sobie taki jakiś świąteczny TAG. 

1. Kiedy zaczynasz przygotowania do Bożego Narodzenia?
Zazwyczaj robię to jakiś tydzień przed Wigilią, chociaż nie wiem czy w tym roku uda mi się wypalić tak wcześnie.
2. Czy posiadasz kalendarz adwentowy?
W tym roku jakoś nie miałam czasu, żeby o tym myśleć, więc nie.
3. Jakie są Twoje ulubione filmy świąteczne?
Mam mnóstwo ulubionych filmów świątecznych, ale w czołówce stoją zdecydowanie „Listy do M." oraz legendarny „Kevin sam w domu".
4. Czy masz jakieś wesołe wspomnienia świąteczne?
Ja mam tylko wesołe wspomnienia świąteczne!
5. Jak wygląda Boże Narodzenie w Twoim domu?
W Wigilię rano ubieramy choinkę, a kiedy jest już ciemno zjeżdża się do nas cała rodzinka. Jemy sobie tradycyjnie mniej-więcej dwanaście potraw, potem rozpakowujemy prezenty i śpiewamy kolędy. W Boże Narodzenie przeważnie jedziemy do babci i siedzimy tam przez całą przerwę świąteczną.
6. Co najbardziej lubisz w świętach Bożego Narodzenia?
Barszcz z uszkami, ubieranie choinki, prezenty i jeszcze wiele innych rzeczy!
7. Czy macie jakieś tradycje świąteczne?
Nie wiem czy można to uznać za tradycję, ale co roku mamy prawdziwą choinkę z lasu. ^^
8. Jakie są Twoje ulubione piosenki świąteczne?
Te najpopularniejsze: „Jingle Bells", „Merry Christmas Everyone", „Deck The Halls", „Last Christmas" i jeszcze kilka innych.
9. Jaką będziesz miała choinkę w tym roku?
Tak jak napisałam wyżej - prawdziwą.
10. Jaki jest Twój ulubiony zapach świąteczny?
Zapach świerka i pierniczków.
11. Jaki kolor lampek choinkowych lubisz najbardziej? (Znowu choinki?!)
Lampki, które mam w pokoju są kolorowe, ale najbardziej podobają mi się żółte.
12. Czy odliczasz dni do świąt?
W tym roku jakoś nie.
13. Ulubiony zimowy lakier do paznokci?
Nie maluję paznokci.
14. Ulubiony zimowy napój?
Herbata, gorąca czekolada i kakao. 
15. Jak wygląda Twój pokój podczas okresu świątecznego?
Przeważnie wokół mojej tablicy korkowej wiją się lampki i w sumie to jest wszystko.

I klasycznie: kilka zimowo - świątecznych zdjęć z weheartit.com.








A jeśli chodzi o kategorię co u mnie słychać, to ogólnie nie jest źle. Tydzień temu biwak drużyny, w tym tygodniu biwak zuchowy, za tydzień przekazanie Betlejemskiego Światła Pokoju, a potem jeszcze tylko tydzień i nasze kochane święta. Będziemy jeszcze robić z drużyną kartki świąteczne, więc może wstawię zdjęcia naszych dzieł. Na mikołajki kadrowe dostałam takiego ślicznego bałwanka na choinkę i mamby (które zjadły mi Blada z Gubi). ^^ O! Teraz mi się przypomniało, że za tydzień jedziemy jeszcze z klasą do kina i na kręgle. Ciekawa jestem czy to wypali.

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

1 grudnia 2014

136. Teraz już wiem ile wody nalewa się do czajnika!

Przejrzyj sobie posty na tym blogu oznaczone etykietą harcerze. Jak bardzo łatwo zauważyć, większość biwaków, które tam opisuję odbywa się w szkołach. Ale z biegiem czasu przytulne, ciepłe sale zaczynają się ludziom nudzić i chcą spróbować czegoś innego. I tak właśnie narodził się pomysł zorganizowania tego, dość nietypowego biwaku.


29 listopada, sobota
Wstałam chwilę przed siódmą i skończyłam się pakować. Uznałam, że wybrałam zdecydowanie za mały plecak, ale nie miałam już czasu na zmianę. Zjadłam śniadanie i zaczęłam szukać trepów. Chwilę po wpół do ósmej w końcu się ogarnęłam. Kiedy wyszłam przed dom, Ala już na mnie czekała. Udałyśmy się na przystanek autobusowy, gdzie czekali już Blada i Burek. Ogólnie miało być nas ponad dziesięć, ale pogoda, choroby i lenistwo sprawiły, że w efekcie końcowym do busa w kierunku Wiśniowej wsiadło sześć harcerzy i jeden dosiadł się po drodze. A więc nasza siedmioosobowa ekipa w składzie: Blada, Burek, Ala, Weronika, Tomek, Kamil i ja, wylądowała w Ośrodku Wypoczynkowym w Wiśniowej. Nasza piątka dostała dwa pokoje ze wspólną łazienką, a Blada i Burek swój własny. W naszej całości były tylko cztery gniazdka elektryczne: jedno przy ubikacji w łazience, drugie zakopane za łóżkiem Kamila oraz trzecie i czwarte na balkonie, więc szanse podładowania telefonów były niewielkie. Zrzuciliśmy plecaki, przepakowaliśmy jedzenie do tych mniejszych, po czym ruszyliśmy w drogę! Na początek zmagaliśmy się z asfaltem, który po jakimś czasie w końcu zamienił się w polną drogę. Przypanoszyły się za nami trzy małe pieski, które dzielnie pokonywały trasę. A trasa do łatwych nie należała! Przy stromych, śliskich podejściach można było zauważyć coraz więcej śniegu. W końcu doszliśmy do pierwszego celu - na Suchą Polanę. Przez lód, który osiadł na łące, było widać zielone trawę i kwiatki. ^^ Napiliśmy się ciepłej herbatki z termosów i poszliśmy dalej! Śniegu było coraz więcej, a jeden z piesków cały czas za nami dreptał! Szliśmy sobie za szlakiem piękną, ośnieżoną drogą. Było strasznie zimno, a plecaki trochę ciążyły, ale jakoś daliśmy radę i w końcu dotarliśmy do schroniska na Kudłaczach! Usiedliśmy przy jednym z wolnych stolików i zabraliśmy się za jedzenie kanapek i picie pysznej, gorącej herbatki lub gorącej czekolady. Studiowaliśmy też mapę, szukając dziwnych nazw miejscowości i powiem Wam, że trochę tego było... Po ponad godzinnych obradach, ruszyliśmy dalej. Na szczęście piesek już się od nas odczepił, bo inaczej chyba trudno byłoby mu wrócić do domu. Po drodze, rzecz jasna, musieliśmy się zgubić. Straciliśmy z oczu szlak i próbowaliśmy ogarnąć w którą stronę trzeba iść. Na wszystkich drzewach był śnieg, więc niektórych oznakowań po prostu nie było widać. W końcu szczęśliwie dotarliśmy na Lubomir, gdzie czekając na wejście do obserwatorium astronomicznego, zajadaliśmy czekoladę i popijaliśmy ją herbatą. W końcu weszliśmy do środka. Okazało się, że pogoda nie pozwala na obserwowanie nieba, ale za to wysłuchaliśmy ciekawej historii obserwatorium i obejrzeliśmy jeden z najnowocześniejszych teleskopów w Polsce. Gdy wyszliśmy z budynku, było już dość ciemno. Zaczęliśmy więc wyciągać odblaski i latarki. Burek wziął ze sobą całą paczkę takich rurek, które po przełamaniu świeciły neonowymi kolorkami. ^^ Nie pamiętam dokładnie nazwy, ale wszyscy poprzyczepialiśmy sobie te świecidełka do plecaków i tak pięknie oświetleni wróciliśmy do ośrodka. Po chwilowym odpoczynku, wytypowaliśmy czajnik. Polecono mi nalać do niego wody, a ja jakoś tak się zamyśliłam, śpiewając coś pod nosem, że w efekcie końcowym woda podczas gotowanie troszkę nam wykipiała... W każdym razie wszyscy zaczęli robić sobie kisiele. Gdy wszyscy mieli już w rękach swoje kubeczki, Ala przyszła smutna, ponieważ nalała cały kubek wody, a kisiel zlepił jej się w grudki. Razem obradowaliśmy czemu tak się stało, aż w końcu Ala uznała, że zrobi sobie jeszcze raz kisiel. I wtedy odkryliśmy tajemnicę grudek! Ala, zamiast turystycznego kisielu biwakowego, który po prostu trzeba zalać wodą w kubeczku i voila!, kupiła zwykły kisiel do gotowania w garnku. :D Na szczęście miałam jedną dodatkową torebkę tej przewspaniałej mikstury, więc podarowałam jej ten właściwy, malinowy kisiel. Do naszej piątki wbili też Blada z Burkiem i gitarą, więc trochę sobie pośpiewałyśmy (w sumie tylko ja i Blada (y)), nauczyłam się kilku nowych piosenek i ogarnęłam kilka nowych drugich głosów. W ośrodku, w którym nocowaliśmy odbywały się andrzejki, więc po umyciu się i położeniu do łóżek nie dało się zasnąć. Schowałam głowę pod poduszkę, ale nie dało to wiele. Okropnie długo nie mogłam zasnąć przez tą durną trąbkę, która wygrywała jakieś melodie tam, na dole, do tego grała jeszcze jakieś ćwierć tonu wyżej niż reszta instrumentów w zespole. Nie wiem o której zasnęłam i czy w ogóle zasnęłam...



Gdzieś po drodze na suchą polanę.
A to Sucha Polana. Jestem z tego zdjęcia ogromnie zadowolona. ^^ Przerobione wygląda jeszcze lepiej, ale uznałam, że tutaj pochwalę się tym oryginalnym. :D
Idziemy sobie przez piękny las.
Aaa! Włosy nam zamarzają!

Piękna pajęczynka przy obserwatorium na Lubomirze. :)
30 listopada, niedziela
Wpół do ósmej do naszego pokoju wbił Burek i zwinął nam czajnik. Pół godziny później przyszła Blada, więc trzeba było wstać. Zaśpiewaliśmy piosenkę na powitanie dnia i zabraliśmy się za przebieranie, mycie zębów, pakowanie, robienie herbat do termosów i mnóstwo innych rzeczy na raz. Wyszliśmy z ośrodka chwilę przed dziesiątą. Na piętnastą zamierzaliśmy być na przystanku autobusowym w Szczyrzycu, więc musieliśmy trochę skrócić trasę, do tego wszyscy szliśmy z wielkimi plecakami. Na początek, idąc za strzałkami z napisem wieża widokowa, wspięliśmy się na Księżą Górę. Jak się okazało, na miejscu żadnej wieży widokowej nie było, ale za to odpięliśmy jedną z karimat i wzięliśmy się za jedzenie. Burek wreszcie nauczył Kamila jak kroi się pasztet, po czym ruszyliśmy dalej. Z górki nie schodziło się łatwo, było dość dużo lodu i kilka razy się poślizgnęłam. Po kilkugodzinnej wędrówce doszliśmy do Diabelskiego Kamienia, gdzie Burek krótko opowiedział nam historię pustelni, która się tam znajduje. Następnie ruszyliśmy asfaltem w kierunku centrum Szczyrzyca. Na miejscu, chodząc wokół klasztoru, szukaliśmy elementów architektury gotyckiej. Naprawdę bardzo fajna zabawa. ^^ Została nam jeszcze godzina do odjazdu busa, więc udaliśmy się do pizzeri, gdzie złożyliśmy się na przepyszną pizzę. :D W końcu o piętnastej zaczęliśmy się zbierać. Na przystanek trafiliśmy na styk - bus już dojeżdżał. W środku było okropnie ciasno, a nasze wielkie plecaki nie polepszały sprawy. Po ponad pół godzinie jazdy, wysiedliśmy (z tym też było ciężko) w naszym kochanym miasteczku. Niektórzy czekali na rodziców (Weronika i Tomek), inni na busa (Blada i Burek), a ja z Alą wróciłyśmy do ciepłych domków. ^^
„Znów wędrujemy ciepłym krajem..." 
Pizza w Szczyrzucu.
Czasem myślę sobie, że mam beznadziejną pasję. Łażę, łażę, jest mi zimno, niewygodnie, jestem okropnie zmęczona i nie mam z tego nic poza zakwasami. Ale robię to, ponieważ uczucie, kiedy już dojdzie się na szczyt jest cudowne. Bo mimo tych wszystkich słabości mówisz sobie: uda mi się. I udaje się! Jesteś z siebie mega dumny, bo zrealizowałeś jeden ze swoich małych celów. I właśnie dlatego kocham góry .


P.S. Wszystkie zdjęcia z wyjątkiem tego z zamarzającymi włosami są mojego autorstwa. Jeśli chcesz coś przygarnąć - śmiało, ale najpierw zapytaj o zgodę!
P.S. II Jeśli ktoś byłby zainteresowany obejrzeniem jeszcze paru zdjęć z biwaku, zapraszam na FP drużyny: klik.
P.S. III Mój artykuł o działalności drużyny w październiku po raz pierwszy pojawił się na stronach gminnej gazety. ^^ 

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola