19 października 2014

132. Musicalowo, dusiołkowo, a przede wszystkim pozytywnie!

Hej!
Do premiery naszego pięknego musicalu został jeszcze tydzień, a w poniedziałek mamy przedpremierowe występy dla szkół. Okropnie boję się, że zapomnę tekstu i zrobię coś w nieodpowiednim momencie. Nie wiem czy to w ogóle wyjdzie bez komentarzy ze strony pani reżyser, bo małe dzieci, które są wróblami, łabędziami, rybami i czymś tam jeszcze, w ogóle nie wiedzą co kiedy trzeba robić. Chyba wolałabym już być papugą albo kotem. Mogłabym być nawet ośmiornicą! Ale nie, wyjdę na debila przed całą moją szkołą grając główną bohaterkę i recytując te durne teksty. Uratujcie mnie od tego musicalu!
Tak a propos ośmiornicy - genialny rysunek z weheartit.com.
Wczoraj wzięłam udział w bardzo ciekawej imprezie, w której uczestniczyłam również w tamtym roku (notka z tamtej edycji - klik), mianowicie w VIII Dusiołku Górskim. Jest to bieg na orientację, który od kilku lat organizuje mój tata. Uczestnicy dostają mapę, gdzie zaznaczone są punkty kontrolne, na których muszą się stawić między danymi godzinami. Na przejście całej trasy ma się 8 godzin. Niektórzy biegną i kończą już po czterech godzinach, inni biorą wszystko na spokojnie, idą sobie na końcu i przychodzą dwie godziny po limicie czasu. Są też tacy, którzy w trakcie uznają, że nie dadzą rady iść dalej i rezygnują. I są tacy, którzy stoją i marzną na punktach kontrolnych. Ja byłam właśnie takim kimś.
Po piątkowej zbiórce, Gubi (tudzież Wiki, Szok) została u mnie na noc. W sobotę już o 6;45 obudziła nas piosenka Chcemy być sobą. Chociaż okropnie chciało nam się spać, zwlekłyśmy się na dół na śniadanie, a potem jakoś do samochodu. Chwilę przed ósmą byłyśmy w bazie rajdu. Okazało się, że będziemy stać na punkcie pierwszym, więc poczekałyśmy aż wszyscy uczestnicy wyruszą, po czym pojechałyśmy na Wierzbanowską Górę. Znalazłyśmy sobie bardzo ładne miejsce pod kapliczką (była tam nawet ławeczka) i czekałyśmy na pierwszych biegaczy. Jak wszystkim wiadomo jesteśmy ogromnymi szczęściarami, więc chwilę później zaczął lać deszcz. Około dziewiątej zaczęli pojawiać się pierwsi uczestnicy. Wiki podawała mi godzinę, a ja zapisywałam numer ludka, który przyszedł akurat o tej porze. Przy pierwszym punkcie zawsze jest najwięcej zamieszania - ludzie przychodzą dziesięcioosobowymi grupkami i nie łatwo jest nadążyć z uwiecznianiem ich nambera na mokrych kartkach. Do tego było okropnie zimno, a geniusz Ola założyła tylko jedną parę skarpetek. Wpadłyśmy na pomysł przyklapnięcia na pelerynie Szoka, ale zaczęło nam być jeszcze zimniej, więc szybko z tego zrezygnowałyśmy. O jedenastej miałyśmy zamknąć punkt, ale kilku osób jeszcze nie było, więc musiałyśmy czekać. Przeszły Panie w Krawatach, a nam ciągle brakowało jeszcze dwóch uczestników. Na szczęście z pomocą przyszła samotna starsza pani mieszkająca w pobliskim domu na kompletnym odludziu (jeszcze przy samym lesie!), częstując nas gorącą herbatą. W końcu pojawili się spóźnialscy, a po nas przyjechał mój tata.

Zdjątko z pierwszego punktu, kiedy jeszcze nie padało. Ach, te piękne słupy elektryczne!

W bazie rajdu wypiłyśmy jeszcze po jednej szklance herbaty. Kręciłyśmy się wokół budynku nic nie robiąc, kiedy dotarła do nas wiadomość, że ktoś jedzie na czwarty punkt - do Szczyrzyca. Nie miałyśmy wiele do stracenia, więc także wsiadłyśmy do samochodu. Szczyrzyc był ostatnim punktem. Stały tam moje kochane siostrzyczki - Renia i Magda. Okazało się, że nie jesteśmy tu potrzebne, zostałyśmy więc podwiezione na punkt trzeci - do Anety i Agnieszki. Okazało się, że jest to punkt z wodą, której na tym punkcie już nie ma. Razem z Gubi poszłam więc do sklepu. Z powrotem każda z nas taszczyła ze sobą dwie pięciolitrowe butelki, co chwilę zatrzymując się na tzw. przystankach. W końcu doszłyśmy do tego właściwego przystanku - autobusowego. Zapisywaniem ludzi i tymi sprawami zajmowały się Aneta i Agnieszka. W wolnych chwilach, kiedy uczestnicy nie oblegali nas ze wszystkich stron, Aneta uczyła się na pamięć fragmentów Pana Tadeusza, recytując je przed nami. Dziewczyny tak jak ja i Wiki należą do ZHP, dowiedzieliśmy się nawet, że Agnieszka była raz oboźną. Rozmawialiśmy głównie o szkole i uwielbianym przez nas języku - niemieckim. Wprawdzie uczestnicy już się rozwlekli i nie przychodzili takimi chmarami jak na punkcie pierwszym, ale czas minął bardzo szybko. Migiem przeszły Panie w Krawatach, a po nas znowu przyjechał mój tata. 
Wiem, że nie na temat, ale musiałam wcisnąć gdzieś to zdjęcie. ^^ Także z weheartit.com.

W bazie zjadłyśmy obiad i zabraliśmy się za czyszczenie krzeseł na ognisko. Myłyśmy szklanki, kierowałyśmy ludzi na posiłek i robiłyśmy wszystko co się dało. Próbowaliśmy też rozpalić ognisko, ale dosyć długo czasu zeszło nad na kłótni Szoka i Kuby o to, czy ułożyć drewno w piramidkę czy studnię Jakuba (Szok mówi na to stajnia Judasza, jeszcze nikt nie odkrył dlaczego). Powoli zaczynali się schodzić wszyscy uczestnicy. W końcu kiedy było już ciemno, odbyło się rozdanie nagród. Ja także dostałam swój przydział - dyplom oraz dżem wiśniowy. Mój tata musiał jeszcze zostać, ale ja byłam już okropnie zmęczona, więc razem z Magdą, Renią i Wiki pojechałyśmy do domu. Okropnie bolała mnie głowa, więc zaraz po obejrzeniu Voice'a poszłam spać.
Komputer zepsuł jakość, jak zawsze zresztą. W każdym razie widzimy tu piękne dżemy wiśniowe.
Ognisko. ^^
A niedawno zostałam nominowana do czegoś, czego chyba jeszcze w blogosferze nie było. Zasady wyjaśnię słowami autorki tej zabawy i osoby, która mnie nominowała - Szoka w Trampkach.

„Ice Bucket Challenge definitywnie dobiegło końca. Jednak facebookowe nominacje nie mają końca. U moich znajomych podpatrzyłam kolejną zabawę. Polega ona na tym, aby przez 7 dni codziennie pisać o trzech pozytywnych rzeczach, które nam się przytrafiły. Bardzo mi się to spodobało i postanowiłam przenieść zabawę na bloggera. Jednak chciałabym trochę zmienić zasady. Jako, że nie mam tak dużo czasu aby codziennie napisać posta, przez siedem dni będę spisywać te miłe sytuacje a w przyszłym tygodniu zrobię taki post podsumowujący i nominuję kilka osób. "


No to zaczynamy! ^^

Dzień I - 14.10
- poznałam Izę, która jest w pierwszej klasie II stopnia szkoły muzycznej w klasie skrzypiec
- wreszcie dogadałam się z Burkiem w sprawie pałatek na szkolne przedstawienie
- udało mi się złapać panią od fletu i wcisnąć jej pomadki, kiedy już wsiadała do samochodu

Dzień II - 15.10
- nieznajoma dziewczyna na ulicy odwzajemniła mój uśmiech

Dzień III - 16.10
- przeżyłam wielki atak śmiechu, kiedy jeden z zuchów powiedział, że na biwak nie wolno zabrać zgniłego plecaka

Dzień VI - 17.10
-  nauczyłam się wiązać beczkę wzrokowo
- oglądałam z Gubi filmiki, które nagrywałyśmy w wieku dziewięciu lat

Dzień V - 18.10
- samotna, mieszająca przy samym lesie na kompletnym odludziu starsza pani poczęstowała mnie herbatą
- prawie nauczyłam się na pamięć 30 wersów Pana Tadeusza

Wiem, że miało być siedem dni, dokończę więc w następnej notce. :) Nominuję:
Zuzę
Polę
Cośśkę
Harbivi-cus
Kaję

Tak w ogóle to ogromnie dziękuję za 100 obserwatorów! Pewnie większość z nich była na moim blogu nie więcej niż jeden raz, ale i tak bardzo się cieszę i serdecznie dziękuję tym, którzy są już ze mną od dłuższego czasu, a Ich komentarze pojawiają się pod prawie każdą notką! Jesteście wspaniali!

Taki ta piękny, harcerski, motywujący obrazek. ^^
Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

12 komentarzy :

  1. Gratuluje Ci tych stu oczywiście zasłużonych obserwatorów :)
    Trzymam kciuki za ten musical by wszystko poszło zgodnie z planem i żebyś wypadła świetnie :) Fajny taki rajd a nagroda najlepsza dżem wiśniowy :D
    Pozdrawiam przesyłam buziaki i trzymam kciuki za musical :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że mnie nie było... Bardzo chciałam przyjechać, ale złapałam jakieś okropne chorubsko i cały dzień leżałam w łóżku :( . Mam nadzieję, że uda mi się w przyszłym roku! Szkoda, że pogoda Wam nie dopisała, ale myślę, że i tak było super :) .
    O dzięki za nominację! Już niedługo wracam do blogosfery, a nie mam zbytnich pomysłów na notki, więc podwójnie dziękuję!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny pomysł z tą pozytywną grą, chętnie przeniosę to na mojego bloga. Postaram się nie zapomnieć wszystkiego spisywać, ostatnio mam tyle rzeczy na głowie... Pozdrawiam i powodzenia na występie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hłe hłe, jak bieg to musi padać, żeby nie było za dobrze :D Ale masz bardzo kreatywnego tatę. Dżem na nagrodę- mistrzostwo świata, tego jeszcze nie grali :D Napisz potem, czy dobry był. I czy nie było pestek, najważniejsza sprawa!

    OdpowiedzUsuń
  5. A-psik! Mam chrype po wczoraj :( Dobrze , że istnieją dobrzy ludzie ,którzy poją ciepłą herbatą ludzi w potrzebie.
    Dżem stoi na półce i aż żal go jeść ^^
    W dżemie siła dzremie :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam kciuki za musical ! Daj znać, jak Ci poszło!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale miałaś przygodę! A ja w sobotę się to leniłam, aż mi teraz głupio... x)
    Ale ambitnie z tym musicalem! U mnie w szkole pani z polskiego dała nam zadanie dodatkowe żeby wystawić fragment sceny balkonowej z "Romea i Julii". Zgłosiłam się, ale później zrezygnowałam bo jak patrzyłam na tekst i jego ilość... brrr! Także podziwiam i życzę powodzenia :)
    O, Ty też lubisz niemiecki :D Zufallen? Ich gelbe nicht...
    Dzięki za nominację, spróbuję nie zapomnieć o zapisywaniu tych małych radości : P
    Pozdrawiam! ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Musical na pewno się uda (y) To oglądanie filmu, który nagrałyście w wieku 9 lat musiało być śmieszne, aż mnie naszło na wspomnienia :D http://fairytaledreamcloudeen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapomniałam ci powiedzieć nominowałam cię już kilka dni temu do Tagu Socjal Media Book tag więc jeśli masz ochotę to na niego odpowiedz :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Strasznie fajnie, że tyle osób Ciebie, a raczej twojego bloga obserwuje^^ Gratuluję serdecznie takich wyników :)
    Ugh, moja przypadłość do czytania, a nie komentowania postów powoli staje się być męcząca również dla mnie samej >.<
    Wiesz co mnie jedynie martwi, że nie ogarnęłam sensu tego waszego musicalu :/ Beznadziejnie się coś ogląda po polsku, a ty i tak tego nie ogarniasz. To po prostu wkurzające! Ale nie winie Ciebie za to tylko siebie samą, że nie spytałam się, którejś z pań, które to wymyśliły o czym to będzie. Wtedy nie patrzyłabym rozkojarzonym wzrokiem i nie czuła się jak największy idiota świata!
    Pozdrawiam Alokin.

    OdpowiedzUsuń
  11. Występowałam już milion razy, ale nie w musicalach, tylko tematycznych przedstawieniach i przyznam, że już pozbyłam się tremy. Kiedyś się przyzwyczaisz i zobaczysz- nawet to polubisz.
    Pozdrawiam :)
    http://zlosnica-shrew.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam nadzieję, że musical Wam się uda! Oczywiście życzę Ci jak najbardziej powodzenia. Jestem pewna, że dasz radę i będziesz gwiazdą spektaklu:D
    Dusiołek... ale fajna nazwa! Był taki wiersz Leśmiana o Dusiołku, znasz go może? ,,Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża"... pamiętam ten wers, bo właśnie to on służył za przepiękny przykład neologizmów na lekcji ze środków stylistycznych. Ciekawe, czy organizatorzy inspirowali się Leśmianem podczas wymyślania nazwy?;) Gra ogólnie też musiała być bardzo fajna. Chociaż dla mnie raczej nie bardzo, bo u mnie z orientacją w terenie to, delikatnie mówiąc, słabo;)
    Ach, to zdjęcie z dżemami... mam teraz taką ochotę na dżem wiśniowy, no! Ale ślicznie wyglądała ta budowla ze słoiczków...
    Jaka fajna zabawa blogowa! Pięknie dziękuję za nominację, bardzo chętnie wezmę udział:D
    Pozdrawiam ciepło!
    Pola

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ♥