30 września 2014

130. O wszystkim i o niczym.

Hej!
Jak pewnie zauważyliście, zaczęła się jesień. Z tego co wiem, raczej mało osób lubi tę porę roku. Ostatnia notka pojawiła się już dosyć dawno, a ja nie wiem co dalej. Zastanawiam się nad chwilowym zawieszeniem bloga, ale robi to teraz tak dużo bloggerów, że chyba jednak się powstrzymam.
Wstaję, uczę się, chodzę na próby i zbiórki. A! I jeszcze na spotkania do bierzmowania! Nic poza tym, ale i tak nie wyrabiam. Myślałam, że zacznę ten rok szkolny trochę lepiej. Ale oczywiście nie wyszło.



Ze względu na to, że nie mam żadnego pomysłu na notkę, dzisiaj będzie trochę lifestylowo. Na początek taki piękny, jesienny TAG!

1. Ulubiony produkt do ust na jesień?
W sumie to czegokolwiek do ust używam tylko w zimie, więc nie ma czegoś takiego.

2. Ulubiony jesienny lakier, kolor na paznokciach?

Nie maluję paznokci.

3. Ulubiony jesienny napój?
Kakałko No i lubię też herbatkę, oczywiście!

4. Ulubiona świeca zapachowa? 
Zdecydowanie lawendowa.

5. Ulubiony akcesoria jesienne w garderobie lub w domu? 
Ciepłe skarpetki i kocyki ♥.

6. Ulubiona zmiana w przyrodzie?
Rzekomo są to liście na drzewach.

7. Ulubiony horror, film o duchach, film na Halloween?  
Po pierwsze - nie obchodzę Halloween.
Po drugie - nienawidzę horrorów.

8. Ulubiona jesienny potrawa?  
Kisiel, kisiel, kisiel! ^^ Najlepiej z jagodami! ^^

9. Gdybyś poszła na imprezę halloweenową za co byś się przebrała? 
Gdybym już poszła to pewnie za kogoś z Harry'ego Pottera. Albo za Tiffany z Zimistrza


10. Ulubiona muzyka na jesień? 
To co zawsze - poezja śpiewana, może coś angielskiego w stylu Lenki czy Imagine Dragons. No i Saszan - jeśli tylko uda mi się zdobyć jej płytę.

11. Ulubiona stylizacja na jesień?
Sweterek, spodnie i trampki, ewentualnie trepy lub kalosze. 

12. Ulubiona jesienna fryzura?
Klasycznie - kok, kucyk albo warkocz na bok.

13. Co lubisz, a czego nie lubisz w jesieni?
Lubię ciepłe skarpetki, kakałka, kisiele, herbatki, książki i czasem pogodę. Jeśli pogoda nie jest w kategorii lubię to, to znaczy, że jest w tej drugiej.


I na zakończenie kilka jesiennych zdjątek z weheartit. Bardzo mi się ta strona spodobała. ^^









No, to ja się z Wami żegnam! Nie mam pojęcia kiedy pojawi się nowy post, ale mam nadzieję, że wkrótce. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko mi się ułożyło! :)

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

18 września 2014

129. Inauguracja Roku Harcerskiego 2014!

12 września, piątek
Z kształcenia słuchu zwolniłam się piętnaście minut przed zakończeniem lekcji. Poleciałam do domu po plecaki, a chwilę później byłam już pod gimnazjum na zbiórce. Oczywiście autokar spóźnił się, więc w efekcie końcowym wsiedliśmy do niego dopiero 20 po 17. Przywitałam się z Sushi, Zuzą, Weroniką, Anią i wieloma innymi osobami, których dawno nie widziałam. Nasza kochana Sushi zajęła nam miejsca z tyłu, za co do tej pory jestem jej ogromnie wdzięczna. Niestety nie pozwolili nam wyciągnąć gitary, więc śpiewaliśmy tylko przy akompaniamencie moich marakasów. Podróż minęła bardzo szybko. Zdecydowanie za szybko. O 19 byliśmy już w Nowym Sączu. Rzecz jasna okazało się, że do końca zakwaterowania i rozpoczęcia apelu zostało tylko 15 minut, więc migiem rozbiegliśmy się do szkół, w których mieliśmy nocować. Przyszliśmy na miejsce w trakcie apelu, zrzuciliśmy plecaki i ustawiliśmy się gdzieś z tyłu w dwuszeregu. Na szczęście wszystko trwało nawet krótko, chwilę później byliśmy w naszej w sali. Zjedliśmy coś w stylu kolacji, po czym ruszyliśmy ze śpiewem na ustach na nowosądecki rynek, gdzie trwał już koncert harcerzy, którzy niedawno nagrywali płytę (wszyscy to robią, a my zatrzymaliśmy się na etapie zastanawiania czy jedziemy na HaReM). Następnie całą chorągwią (IRH organizowane są chorągwiami) ruszyliśmy  do Miasteczka Harcerskiego. Oczywiście nie obyło się bez Siała baba mak! oraz Dzie wanna du dzie wanna?. Na miejscu panował okropny ścisk, więc przesunęliśmy się za jakiś namiot. Gubi zauważyła dwie dziewczyny, które ponoć widziała kiedyś na jakimś FanPage'u harcerskim, ale nie chciała zapytać, więc poprosiła mnie. Okazało się, że owszem - to one (zapraszam do polubienia - klik). Pogadałyśmy sobie z nimi o chustach i organizacji imprezy. Nagle usłyszałyśmy huk. Zaczęli puszczać fajerwerki! Były przepiękne, a kiedy w końcu się skończyły, wszyscy zaczęli składać sobie życzenia noworoczne i przytulać. Chciałam uściskać Krzyśka, do którego równolegle stał Biedron, na przeciwko którego stała Vika, która chciała uściskać Biedrona, więc z tego wszystkiego wyszedł w końcu jeden wielki, zbiorowy misiu. Wracając do szkoły znowu darliśmy się na cały głos. Na miejscu kazano nam iść na kominek. Jeśli harcerze słyszą słowo kominek od razu kojarzy im się piękny krąg, gawęda oraz dużo śpiewania. To nie było takie coś. Na ścianie strasznie małej sali gimnastycznej wyświetlali filmiki reprezentacyjne wszystkich patroli. Organizacja była beznadziejna. Harcerze z Nowego Sącza - nie obraźcie się. Na 500 osób mieli malutką salę gimnastyczną i jedną gitarę, której w ogóle nie było słychać na końcu pomieszczenia. Mieli okropne problemy z odtwarzaniem filmików, więc w przerwach śpiewali, ale raczej nieznane piosenki. Kominek skończył się o pierwszej w nocy. Zmęczeni rozeszliśmy się do sal, w których przespaliśmy całą noc.


Buciki ^,^

13 września, sobota
Obudzili nas już o siódmej rano i zaprosili na zaprawę. Nikomu nie chciało się iść, więc zyskaliśmy dodatkowe 15 minut spania. Kiedy wszyscy byli już mniej-więcej ogarnięci, poszliśmy na śniadanie. W stołówce był wielki ścisk, więc skończyło się na siedzeniu na podłodze. Po zjedzeniu wróciliśmy na trzecie piętro (stołówka była w piwnicy ;-;) i zaczęliśmy się pakować na grę miejską. W chwili wolnego czasu skoczyliśmy kupić koszulki. Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś ładniejszego, ale i tak były lepsze niż w tamtym roku, no i co najważniejsze - tańsze. Rzecz jasna jak to czasem bywa, musiałam kupić workowatą Mkę, ponieważ Ski już się skończyły. Przebraliśmy się w nowe zdobycze lub koszulki hufcowe, po czym ruszyliśmy w dżunglę Nowego Sącza! Z naszego hufca zostały wystawione dwa patrole starszoharcerskie: Terranova - patrol składający się z obozowej drużyny starszoharcerskiej i Braśki oraz Złote Orły i Przyjaciele - wszyscy inni zaangażowani. Jako że pojechałam na obóz jeszcze jako harcerz, trafiłam do drugiego patrolu. Naszą patrolową okazała się Kremówka! ^^ Gra polegała na tym, że dostaliśmy kartkę ze zdjęciami różnych zdobień na kamieniczkach. Naszym zadaniem było te zdobienia (oraz kamieniczki) znaleźć i podpisać pod jakim znajdują się adresem. Po drodze spotykaliśmy też żywe punkty, na których między innymi pisaliśmy piosenkę, rozwiązywaliśmy krzyżówkę, udzielaliśmy pierwszej pomocy i walczyliśmy na miecze. Wszystko oprócz tych punktów nasze patrole robiły razem. Stawiliśmy się także na pokazie gadów. Na szczęście spóźniliśmy się na pająki (tak, wiem, pająki to nie gady, ale dziwnym trafem tam były). Zjedliśmy przepyszną zupkę pomidorową i ruszyliśmy dalej! Cały czas śpiewaliśmy. Wszyscy mieli już padnięte głosy, ale nie poddawaliśmy się! O 18 stawiliśmy się pod ratuszem na rynku. Czekając na swoją kolej przy ostatnim punkcie, pląsaliśmy w różne zabawy razem z innymi patrolami. W końcu nadeszła nasza kolej. Weszliśmy do ratusza, udaliśmy się na piętro i siedliśmy w fotelach. Pewien druh grał nam na fortepianie różne rzeczy, a my musieliśmy zgadywać co to za rzeczy. Potem szybko pokazał nam Nowy Sącz z balkonu i tak oto zakończyliśmy sobotnią grę miejską. Wróciliśmy do szkoły z okropnymi chrypami. A to jeszcze nie był koniec. 15 minut przed 20 patrol Złote Orły i Przyjaciele wyszedł z budynku. Terranova o 21 miała Grę dla Twardzieli, więc zostali. Za to nas dwie bardzo miłe druhny zaprowadziły do teatru, gdzie miał się odbyć koncert... uwaga, uwaga... Wołosatek! ^^ Kiedy tylko dowiedziałam się, że ten zespół będzie grał na inauguracji, mój patrol po prostu musiał wybrać opcję koncertu zamiast Gry. Wprawdzie nikt nie myślał, że to będzie w teatrze oraz że będziemy siedzieć. W każdym razie na tych bardziej weselszych piosenkach razem z Nikolą i Gabi wychodziłyśmy z rzędu (siedziałyśmy z samego brzegu) i tańczyłyśmy na wolnym metrze kwadratowym. Śpiewali na kilka głosów, mieli bas i marakasy, no po prostu rewelacja! Przy ostatniej piosence, którą okazał się Bieszczadzki Trakt uznałyśmy, że mamy za mało miejsca do tańczenia. Podeszłyśmy więc bliżej, pod same schodki na scenę. Jedna z wokalistek nas zauważyła i zaprosiła głową do wejścia na scenę. Dziewczyny chciały mnie tam wyciągnąć, ale ja mocno zaparłam się nogami. A ta dziewczyna cały czas nas zachęcała. W końcu Nikoli i Gabi się udało. Stałyśmy na scenie obok jednego z najcudniejszych zespołów na świecie. W mig przyleciały do nas też Zuza i Anka. Śpiewałyśmy ten Bieszczadzki Trakt razem z całym zespołem, a ja po prostu nie wierzyłam. Po koncercie rozdawali kalendarze ze zdjęciem Wołosatek. Niestety nie zdobyłam go, ale moja kochana Gabi oddała mi swój własny ♥. Do szkoły wróciłam ogromnie szczęśliwa, a kiedy Terranova przyszli z Gry dla Twardzieli z wszystkim od stóp do głów w błocie, po czym zorientowali się, że w całym budynku jest tylko jeden prysznic, większość mojego patrolu uznała, że bardzo cieszy się, że nie wybraliśmy Gry. To był najlepszy koncert w moim życiu. 
Gubi pięć minut przed koncertem przyszywa lilijkę do swojej rogatywki.
A tu mój kochany kalendarz. ^^ Na scenę zaprosiła nas ta pierwsza od prawej.


14 września, niedziela
Znowu obudzili nas o 7! No jak tak można?! Zjedliśmy śniadanie, ubraliśmy się w mundury i poszliśmy na mszę. Po drodze oczywiście cały czas śpiewaliśmy, ale z mniejszą siłą niż w poprzednie dni, ponieważ wiele osób miało już do reszty zjechane głosy. W kościele było okropnie ciasno i duszno. Co chwilę ktoś wychodził. Kiedy w końcu wyszliśmy na świeże powietrze, dołączyliśmy do harcerzy i wędrowników z naszego hufca. Dostało mi się od Paćki, że nie ubrałam spódnicy (była na samym dnie plecaka, a nawet gdybym ją założyła to byłaby okropnie pomięta!). Ustawiliśmy się w kolumnę czwórkową i ruszyliśmy na rynek. Stanęliśmy sobie ładnie obok tabliczki z napisem Myślenice. Niestety okazało się, że będziemy musieli oddać ten piękny podpis, więc zaczęliśmy go chować gdzieś z tyłu. Rzecz jasna chwilę później druh oboźny dosyć chamsko odebrał nam go siłą. Zaczął się apel. Zaczęto ogłaszać wyniki rywalizacji patroli na sobotniej grze. Harcerze niestety nic nie zajęli. My dalej czekaliśmy na wyczytanie miejsc wśród patroli starszoharcerskich. I wreszcie się doczekaliśmy. Kiedy tylko usłyszeliśmy słowa 9 MDSH Złote Orły'z Hufca Myślenice zaczęliśmy się drzeć. Krzyk zagłuszył nazwę patrolu, ale potem dowiedzieliśmy się, że to Terranova zajęła drugie miejsce, wygrywając z nami dosłownie kilkoma punktami. W każdym razie dostaliśmy pyszne jabłka, lizaki, odblaski, długopisy i jeszcze jakieś inne rzeczy. Burek powiedział, że jest z nas bardzo dumny i że to drugie miejsce powinniśmy zająć razem, ponieważ przesądziła o tym tylko walka na miecze (oni ją wygrali, a my nie). W sumie nie liczyło się to, że nic nie zajęliśmy tylko to, że pierwsze miejsce zajął jeden z naszych patroli! Wysłaliśmy Bladej zdjęcie dyplomu i wróciliśmy do szkoły. Ogarnęliśmy salę, w której spaliśmy i wzięliśmy plecaki. Podzieliliśmy się na dwie grupki. Jedna poszła do kebabu, a druha na lody. Ze względu na to, że nie byłam specjalnie głodna, trafiłam do tej drugiej. Poszliśmy do lodziarni, w której sprzedawano lody na gramy. Takie rozwiązanie jest według mnie świetne, bo można wziąć całe mnóstwo smaków. ^^ Oczywiście było pysznie, a kiedy wróciliśmy i okazało się, że drugiej grupy jeszcze nie ma poszliśmy też do spożywczaka. Spotkałam tam dziewczyny z Trzebini, z którymi na inauguracji rok temu dzieliłyśmy salę. Przy ladzie stała bardzo dziwna pani, która za wszelką cenę chciała namówić Sushi do kupienia dużego Prince Polo oraz jakichś miętowych draży. Potem siedzieliśmy sobie na ławeczkach, czekając na grupę od kebaba. Kiedy w końcu wszyscy się zebrali, ruszyliśmy w stronę autokaru. Nikt nie miał siły śpiewać, więc darowaliśmy sobie tą ostatnią godzinę. W autobusie było okropnie duszno. Większa część podróży minęła na gadaniu, śmianiu się i dzwonieniu do Krzyśka jako firma z kijami golfowymi A kij z tym. O 16 byliśmy w naszym kochanym miasteczku. Pożegnaliśmy się z Kremówką, Sushi, Zuzą, Anią i ogólnie z wszystkimi, zawiązaliśmy krąg i rozeszliśmy się do domów. 


Pyszne lody i Ula w tle. ^,^
Lizaczki! ^,^
I plakietka tegorocznej inauguracji. :)
***

Witam Was serdecznie! To coś wyżej to nieudana relacja z tegorocznej IRH. Mimo tego, że w tamtym roku w Tarnowie zajęliśmy pierwsze miejsce i więcej śpiewaliśmy, ten wyjazd naprawdę bardzo mi się podobał. A koncertu na pewno nie zapomnę jeszcze przez wiele lat!

Inauguracja była moim pierwszym biwakiem z drużyną starszoharcerską. Mimo zmiany pionu nie odczuwałam jakiejś bardzo znaczącej różnicy. Mam nadzieję, że następny rok harcerski będzie taki jak ten wyjazd - rozśpiewany, radosny i najlepszy. Podobno mamy napisany bardzo ciekawy plan pracy drużyny, więc zobaczy się jak to będzie. Wyżej wspomniałam o filmikach reprezentacyjnych patroli. Jeśli ktoś ktoś chce, zapraszam do obejrzenia naszego (klik). Ten skok gdzieś przy końcu nagrywaliśmy jakieś 5 razy, z czego wywaliłam się tylko raz i akurat właśnie ten jeden raz musieli wstawić do filmiku! Jeśli ktoś miałby ochotę zobaczyć jeszcze więcej zdjęć, zapraszam na FanPage'a naszej drużyny - klik.

Tak w ogóle to bardzo przepraszam, że ta beznadziejna notka ukazuje się dopiero dzisiaj, ale miałam okropne problemy ze zdjęciami, ponieważ mój komputer nie widział mojego telefonu! Poprosiłam więc brata, żeby zgrał te zdjęcia gdzieś indziej. I owszem, zgrał, tylko że zapomniał wziąć tego wszystkiego do domu! W każdym razie telefon i zdjęcia szczęśliwie do mnie dotarły i chociaż uznałam, że większość do niczego się nie nadaje, post wreszcie został opublikowany! Niestety nie miałam czasu na poprawienie go, więc przepraszam za wszystkie błędy, niedociągnięcia i dziwnie sformułowane zdania.

Dzisiaj dowiedziałam się, że będę grać główną rolę w musicalu organizowanym przez moją szkołę muzyczną. Premiera ma być już w październiku, więc mam miesiąc i naprawdę nie wiem jak nauczę się tego wszystkiego na pamięć. Do tego dochodzi jeszcze flet, kształcenie słuchu, na którym ostatnio trzeba tylko wkuwać, zbiórki zastępu, zuchowe, starszoharcerskie i comiesięczne odprawy funkcyjnych hufca oraz oczywiście normalna szkoła, do której też trzeba nieźle zakuwać. Nie zdziwcie się więc, jeśli większość następnych notek będzie pisana przez Gabi, która do premiery musicalu zostanie tutaj na 100% i trochę mi pomoże. Ja też nie mam ostatnio jakichś specjalnie superowych pomysłów na posty i mam nadzieję, że ogarnęliście tok rozumowania Czarnego Charakteru, ponieważ większość Jej notek będzie właśnie z przemyśleniami. 

Spadam uczyć się na polski!



Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

7 września 2014

128. Moje Przyrzeczenie z innej perspektywy.

Hej!
Wiem, że Ola pisała o moim Przyrzeczeniu, ale niektóre rzeczy pominęła, więc postanowiłam Wam opowiedzieć jak wyglądało ono z mojej perspektywy. :)

W ogóle to zaczęło się od tego, że ja bardzo chciałam dostać Krzyż na obozie i KTOŚ się troszkę wypaplał, że jest taka możliwość. :P  To była ostatnia noc i szczerze powiedziawszy już straciłam nadzieję, że wreszcie to nastąpi. W pewnym momencie, na ognisku pożegnalnym zorientowałam się, że nie ma żadnego z przybocznych i zaczęłam się zastanawiać, a może jednak będzie to Przyrzeczenie... Wreszcie Wiktoria powiedziała coś do Nikoli, a ona zaczęła się strasznie cieszyć. Gdy spytałam co się stało nie chciały mi powiedzieć. Wtedy i ja bardzo się ucieszyłam, bo czekałam na to naprawdę długo :). Nagle drużynowa powiedziała, że zmieniamy miejsce i od tej pory serce zaczęło mi walić, bo za chwilę miałam wdrożyć swój plan w życie. Byłam strasznie zdenerwowana, już miałam ochotę wycofać się i pozostać przy starym planie. Gdy szliśmy, nogi tak się pode mną uginały, że myślałam że się zaraz wywalę. Weszliśmy na wielkie pole otoczone lasem, a w trawie leżała chusta, na chuście dwa Krzyże , a wokoło były ustawione świeczki. Ciszę przerwała Aleksandra. Usłyszałam swoje i Szymona (brata Oli) nazwisko wraz z komendą wystąp. Byłam strasznie zdenerwowana.
Weszłam w tą trawę po kolana i sobie myślę: "Boże ile tam musi być robali! Nie ważne!" I stanęłam przed kadrą. Cały czas myślałam o moim planie, czy realizować go czy nie. Wreszcie nadszedł TEN moment...
- Teraz wybierzcie sobie świadków.
Szymon od razu powiedział.
-Druhna Aleksandra Bajer.
Była zaskoczona, bo Ola mi mówiła, że jej brat na pewno wybierze jakiegoś chłopaka z naszej drużyny. Nawet nie wiem dlaczego, ale wtedy zrobiłam taką dziwną minę... Oh ja chciałam mówić pierwsza! No dobra nie ważne. Teraz moja kolej. Antek. Byłam tak zdenerwowana, że powiedziałam to tak cicho, że nawet nie usłyszał -.-. (dopiero po Przyrzeczeniu uświadomiłam sobie, że powiedziałam to bez żadnego druh, bez nazwiska... Trudno, było mięło. xD) Majka na szczęście mnie uratowała i uświadomiła Antkowi, że jest świadkiem. Dlaczego akurat Antek? Zaczęło się od tego, że ja leżąc na kanadyjce zastanawiałam się kiedy będzie moje Przyrzeczenie, gdzie i czy w ogóle będzie i jakoś tak moje przemyślenia wreszcie dopadły świadka. Na samym początku przygody z harcerstwem miałam wziąć Olę, przed obozem wymyśliłam, że zrobię Nikoli niespodziankę i to ona będzie moim świadkiem, ale wreszcie wpadłam na pomysł, by moim świadkiem był jakiś chłopak. Z jednej strony uważałam, że to dobry pomysł, lecz z drugiej - nie. Na następny dzień z trudem, ale wreszcie powiedziałam Oli o moim planie (wcześniej się na nią fochnęłam, więc stąd ten opis u Alokina :D) mając nadzieję, że przekona mnie do końca, że to głupi pomysł. Ta stwierdziła, jak na ironię, że to dobry plan i żebym tak zrobiła. -.- Pozostało tylko pytanie kto? Wybór padł na Antka, ponieważ fajnie zareagował na wiadomość o problemach naszej drużyny, a poza tym uznałam, że skoro nie mogę mieć takiego brata, to będę mieć takiego świadka. xD Wracając do Przyrzeczenia... Potem było jeszcze gorzej. Cały czas się śmiałam (strasznie mi odwalało :P), a do tego nie mogłam przebić munduru Krzyżem. Potem on wymyślił, że lilijką zrobimy parę mniejszych dziurek i połączymy je w jedną większą. Prawie mnie zadźgał tą lilijką.-.- Mówię mu: "Antek może już wystarczy", a on "czekaj jeszcze tu i tu..." i chyba jeszcze z pięć tych dziurek zrobił, ale dalej się nie dało przyczepić Krzyża! Wreszcie wszyscy mi zaczęli gratulować. Dopiero po gratulacjach, na których otrzymałam od niektórych osób trawę, Maja jakoś przypięła mi Krzyż i wybrałam sobie świecę. Po powrocie do namiotu zaproponowałam dziewczynom z mojego zastępu, abyśmy razem ją zgasiły. Byłam taka szczęśliwa, że idąc na nasze legowisko (spaliśmy na polu) wyryłam na lince od namiotu :P. Potem bałam się spać, bo Rambo zatykał mi, Oli i Zuzie dziurki w nosie gdy próbowałyśmy zasnąć, -.- ale koniec końców dożyłyśmy następnego dnia :).




Pozdrawiam 
~Gabi

2 września 2014

127. Coś się kończy i coś się zaczyna...

- Olcia, przyszło coś do ciebie! - usłyszałam z dołu głos taty.
- Do mnie? Od kogo? - rzadko dostaję listy, więc byłam bardzo zaskoczona.
- Nie wiem, ale przed twoim imieniem jest jakiś skrót. „Dh" czy coś takiego.

W mojej głowie zaczęły formować się przeróżne pytania. Co to w ogóle ma znaczyć? Dh to skrót od słowa druhna, więc napisali do mnie jacyś harcerze. Ale skąd mieli mój adres i, co najważniejsze, czego chcą ode mnie w takie piękne, środowe popołudnie? Mimo wszystko szybko zbiegłam na dół i otworzyłam kopertę. Zaczęłam czytać.

Związek Harcerstwa Polskiego
Hufiec Myślenice
Szczep Orle Gniazdo


CZUWAJ!

Ogłaszam zbiórkę alarmową dnia
1 września 2014.
Miejsce zbiórki: Rynek w Dobczycach, 
Grób Nieznanego Żołnierza
Godzina: 19:30
Bądźcie tego dnia z nami, przyjdźcie
na miejsce w mundurach, aby z powagą
i odpowiedzialnością stawić czoła
czekającym nas wydarzeniom.



Czuwaj!
Komenda Szczepu
           
- Zaczyna się - pomyślałam.

***

I tak oto nastał wyczekiwany przez wszystkich dzień - pierwszy września! Co tu dużo pisać? Rano zaznajomiłam się trochę z moją nową klasą i uznałam, że może jakoś przeżyję z nimi te trzy lata. Po południu poleciałam z bratem na rozpoczęcie roku w szkole muzycznej, na którym dowiedziałam się, że dzięki Bogu nie będę mieć chóru!

Chwilę przed dziewiętnastą byłam już ubrana w mundur. Spodziewałam się co mnie czeka i szczerze mówiąc trochę się bałam.

Piętnaście po dziewiętnastej byłam na rynku. Niebo powoli stawało się coraz ciemniejsze. Oprócz mnie stało tam tylko kilka osób, ale już 5 minut później było nas ponad dziesięć.

- Dobra, harcerze! Teraz wszyscy odwracają się i zamykają oczy! Nie patrzymy na drugą stronę ulicy! - Biedron podbiegł do nas i zaczął sprawdzać czy ktoś przypadkiem nie podgląda.

Z pewnością nikt nie zauważył, że chodnikiem szła w pałatkach drużyna harcerzy starszych z naszego szczepu - Złotych Orłów - z pochodniami. Chwilę później cała 19 MDH Szkoła Orląt stała już w dwuszeregu. Odbyło się meldowanie, po czym Krzysiek rozdał każdemu zastępowemu karteczkę, patyczek i chusteczkę.

- Jak pewnie większość z was wie, obchodzimy dzisiaj siedemdziesiątą piątą rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej. Dla nas, harcerzy, jest to bardzo ważna data, dlatego zorganizowaliśmy dla was grę poświęconą właśnie temu wydarzeniu. Zasady poznacie za chwilę. - Aleksandra starała się mówić poważnie, niestety średnio jej to wychodziło.

Ustawiliśmy się w kolumnę dwójkową i ruszyliśmy w stronę zamku. Druh Romek cały czas nas nagrywał. Ach, i pomyśleć, że wtedy miałam pod szyją coś, co od niedawna spoczywa sobie spokojnie w mojej szufladzie...

Zatrzymaliśmy się przed bramą. Druh Burek wygłosił przemowę, która trafiła do mojej świadomości dopiero, gdy skończył mówić. Przemowa nie dotyczyła Szarych Szeregów. Nie dotyczyła  w ogóle wojny. Przemowa dotyczyła nas, a konkretnie tej części nas, która w tym roku wstąpiła do gimnazjum.
W życiu prawie każdego członka ZHP przychodzi taki czas, kiedy musi opuścić swoją macierzystą drużynę harcerską i wstąpić na nową ścieżkę. Na ścieżkę harcerzy starszych.
I to był właśnie nasz czas.

Kazano ustawić się nam w kolejce i po kolei podchodzić do Aleksandry, Krzyśka i Biedrona, którzy stali za bramą. Przed decydującym sądem miałam okazję pożegnać się z takimi osobami jak Kasia czy Zosia, które zostają w Szkole Orląt.

W końcu od bramy nie dzieliło mnie nic, mogłam iść. Popatrzyłam na druha Burka. Kiwnął głową. Ja przecząco nią pokręciłam, ale on znowu kiwnął. Zrobiłam kilka kroków do przodu. Odwróciłam się i pomachałam osobom, które zostaną w drużynie harcerskiej. Następnie podeszłam do Aleksandry. Mocno się przytuliłyśmy. W moich oczach pojawiły się łzy. Kiedy w końcu się puściłyśmy, Krzysiek złożył mi życzenia. Prawie nie docierało do mnie co mówił. Biedron i Aleksandra co chwilę mu przerywali i dopowiadali coś od siebie. Nie wiedziałam gdzie patrzeć, płakałam. Nie, to nie dzieje się naprawdę, nie mogę opuścić Szkoły Orląt. Kiedy skończył, uścisnęłam mu rękę, przytuliłam Biedrona i poszłam dalej. Do białych schodków po lewej stronie. Dotarłam do wejścia na basztę. Stała tam w pałatce Oliwia z pochodnią. Pokazała głową schody, które prowadziły na wieżę. Weszłam tam. Moje kroki wydawały mi się okropnie głośne. Po drodze zauważałam świeczki. Każdy stopień oddalał mnie od drużyny harcerskiej.

W końcu doszłam na górę. Stanęłam przed kadrą drużyny starszoharcerskiej. Blada podeszła i mocno mnie przytuliła. Trwałyśmy w tym uścisku bardzo długo. Przytuliłam też moją nową przyboczną - Viktorię - po czym dołączyłam do reszty dziewczyn. Znowu płakałam. Co kilka minut przychodzili starzy członkowie Szkoły Orląt. Ale Szkoła Orląt to nie była już nasza drużyna. Teraz stały się nią Złote Orły.

Kiedy wszyscy dotarli na wieżę, zeszliśmy na dół, ustawiliśmy się w kolumnie dwójkowej i ruszyliśmy na zamek. Tam, na moście czekało na nas coś, przez co znowu musiałam zacząć płakać. Chusty. Były związane supełkami. Każdy stanął przed jedną, po czym rozwiązał węzełek po swojej prawej stronie. Ze łzami w oczach zdjęłam starą chustę, złożyłam ją i schowałam do kieszeni. Założyłam nowe barwy drużyny. Odezwała się Blada:

- Chciałabym, żebyście czuli się w tej drużynie tak jak w Szkole Orląt. Jesteście teraz harcerzami starszymi. Mam nadzieję, że nie będziecie żałować czasu, który spędzicie razem z nami.

***

Hej!
To, co przed chwilą przeczytaliście miało być zwykłą relacją. Dodałam jednak do tej relacji troszkę podkoloryzowany wstęp oraz jeszcze kilka szczegółów i tak oto powstało coś na wzór opowiadania. Od razu wyjaśniam, że nie jest ono napisane profesjonalnie, ponieważ tak pisać po prostu nie potrafię, nie mówiąc już o wplataniu wypowiedzi. Chciałam tylko żebyście byli świadomi, iż to wszystko co opisałam wyżej wydarzyło się naprawdę.
Przeżywam to cały czas. Nie mogę przestać myśleć o Szkole Orląt. Z jednej strony bardzo się cieszę, ponieważ u harcerzy starszych drużynową jest Blada, którą bardzo lubię, ale z drugiej strony boję się, że nie dam sobie rady z tym wszystkim, co mnie jeszcze czeka. Nie prędko zapomnę o harcerzach, a w szczególności o genialnych przybocznych. Trochę mi głupio, że zostawiłam ich z tymi problemami i nie specjalnie będę mogła im pomóc. Szkoła Orląt niestety nie jest już tą Szkołą Orląt, którą była rok temu. A przede mną zupełnie nowy harcerski etap. Takich etapów jest w ZHP kilka, ale ten, który ja wczoraj przeżyłam jest jednym z najważniejszych. Mam nadzieję, że jakoś mi się to ułoży, a z Dziewiętnastką wszystko będzie dobrze.

Ta duża, pomarańczowa ikonka oznacza harcerzy, żółta zuchy, granatowa harcerzy starszych, a czerwona wędrowników.
A jak w nowej szkole? W sumie jest okej. Po pierwszym dniu uznaję, że nie jest źle. Mam naprawdę bardzo fajną klasę, więc myślę, że jakoś to będzie.
Mam za to okropny problem z planowaniem czasu. We wtorki zostaję po lekcjach na kształceniu słuchu i zespole, czyli wracam do domu o szesnastej. W środy tak samo, z tą różnicą, że potem mam jeszcze flet.  W czwartki wracam do domu jem obiad, a na szesnastą lecą a zbiórkę zuchową, za to w piątki na flet i zbiórkę (już teraz) starszoharcerską. Niżej przedstawiam Wam dwa zdjęcia (póki co udało mi się zdobyć tylko tyle) z przekazania autorstwa Michała Kopty oraz fotografie moich chust - starej i nowej (przepraszam za jakość tych ostatnich, ale nie miałam warunków).

Tutaj widzimy od lewej strony zamyślonego Szoka, prawie uśmiechniętą Gabi i płaczącą mnie. Tak...

A tu z nowymi chustami. I znowu płaczę...
Moja kochana, stara chusta Szkoły Orląt. 

I ta nowiutka Złotych Orłów. 
Jeśli chodzi o Gabi, to tak, na razie zostaje tutaj. Napisze kilka postów, a potem odeślę Was do jej własnego bloga. :)
Za tydzień jadę razem ze Złotymi Orłami na Inaugurację Roku Harcerskiego, więc wydaje mi się, że następną notką będzie relacja z tego właśnie wyjazdu. A jeśli druh Romek zmontuje film, jak najszybciej postaram się Was o tym powiadomić!

Mam nadzieję, że jakoś dotrwaliście do końca. Życzcie mi szczęścia w nowym pionie!

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola