28 sierpnia 2014

126. Wielki powrót i moje skomplikowane przemyślenia.

     Hej!
    Przepraszam Was bardzo, że mnie tak długo nie było. Pewnie większość z Was nie wie kim jestem, więc pokrótce to wyjaśnię. Na samym początku istnienia bloga razem z Olą pisałyśmy posty, lecz po pewnym czasie nie miałam już na to czasu i wreszcie przestałam pisać. Na prośbę Alokina wróciłam. Tak ja to ta Gabi co dostała Krzyż na obozie :) Dobrze to teraz trochę o poście. Dlaczego skomplikowane przemyślenia? No więc dlatego, że ja mam taki dziwny tok rozumowania, dla mnie w pewnym sensie wszystko ma głębsze znaczenie. Żeby mnie zrozumieć trzeba czasem poświęcić troszkę więcej czasu. Dla niektórych osób to co mówię jest strasznie poplątane, nawet jeśli to wytłumaczę dalej nie rozumieją o co mi chodziło. Właśnie dlatego starałam się uprościć moje przemyślenia jak najbardziej potrafię. Większość         z Was tego nie zrozumie, nie będzie wiedziało o co chodzi, ale część czyli moje "węzełki" będą wiedzieć doskonale. Jestem bardzo ciekawa kto okaże się tym "węzełkiem"...


   Pewne serduszko jest jak dwie niteczki powiązane i poprzeplatane ze sobą tworzą je... jednak dwie niteczki przetarte przez życie rozpadają się, a wraz z nimi to serduszko choć większość tego nie zauważa.   A ono stara się zacierać ślady, że coś nie tak, ale nie wiadomo ile wytrzyma... robi co może by nie dopuścić do całkowitego rozpadu. Życie trwa nadal, wreszcie serduszko ktoś zrozumiał- węzełek. Piszę to właśnie dla tego węzełka, który wydaje się tylko mnie zrozumiał, lecz tak naprawdę mnie uratował. Pragnę przekazać mu wiele, ale nie znajduję na to odpowiednich słów... Może przynajmniej na razie wystarczy jedno szczere dziękuję...



 Pozdrawiam!
~Gabi

23 sierpnia 2014

125. Nadchodzi szkoła! ^^

Hej!
Na początku chciałam przeprosić za dwie ostatnie notki. Nie wyszły mi kompletnie. Mimo tego, że na obozie prowadziłyśmy z Zuzą kronikę drużyny, zupełnie zapomniałam jak się pisze. Poza tym (nie wiedzieć czemu) bardzo spieszyłam się z tą relacją, przez co nie dodałam kilku moich ulubionych zdjęć i zapomniałam o wielu istotnych faktach. 
Co do ostatniego posta - jest on okropnie chaotyczny. Najpierw poezja śpiewana, potem jakiś pop, a następnie znowu SDM. Nie mam pojęcia czemu to tak wszystko pomieszałam, ale niech już zostanie. Kiedyś będę wspominać: Matulu! Jakie ja beznadziejne notki pisałam! W każdym razie dziękuję bardzo za 20 komentarzy pod tym wpisem! ^^ Jesteście wielcy! ^^

Dzisiaj chciałabym umilić Wam czas szkolnym TAGiem! Tak, wiem, że wszyscy nie mogą się już doczekać pierwszego września i dziesięciu miesięcy nauki! ^^ Jestem już w sumie na ten nowy rok szkolny przygotowana, pozostało mi jeszcze do kupienia tylko parę rzeczy. Idę do gimnazjum i mimo tego, że mam w klasie dość dużo znajomych osób, trochę się boję. Mam nadzieję, że nieznana mi część naszej 28-osobowej grupy okaże się fajnymi ludźmi. Zapraszam!



1. Do której klasy idziesz w tym roku?
Rozpoczynam teraz naukę w pierwszej klasie gimnazjum oraz w drugiej klasie cyklu czteroletniego szkoły muzycznej pierwszego stopnia.

2. Czym jesteś podekscytowana, a czym zdenerwowana?
Podekscytowana jestem tym, że będę w klasie z rozszerzonym językiem angielskim, że mam bardzo blisko do szkoły, że poznam nowe osoby. A zdenerwowana jestem tym, że przez więcej nauki mogę nie znaleźć czasu na szkołę muzyczną i harcerstwo. Oby tak się nie stało!

3. Jaka jest Twoja ulubiona część przygotowywania się do szkoły?
Są to oczywiście zakupy! Uwielbiam chodzić po supermarketach oraz sklepach papierniczych i kupować nowe zeszyty i przybory.

4. Kiedy wracasz do szkoły?
Tradycyjnie - pierwszego września.

5. Skąd czerpiesz inspiracje jeśli chodzi o ubrania do szkoły?
Ze swojej głowy? Ubieram to, co akurat mam w szafie.

6. W jakim sklepie kupujesz zeszyty, przybory, itp.?
Większość rzeczy kupuję w sklepie papierniczym, w tym roku mam też kilka zeszytów z Biedronki.

7. Wolisz plecak czy torbę?
Na co dzień będę nosić z pewnością plecak, jest po prostu wygodniejszy. Torbę zabiorę może czasem do szkoły muzycznej. Ale wolę plecak. :D

8. Jakie są trzy rzeczy, które musisz mieć w torbie/plecaku?
Zawsze muszę mieć coś do picia i telefon. Czasem noszę też portfel.

9. Jaką najczęściej nosisz fryzurę do szkoły?
Warkocz na prawą stronę, kucyk lub kok. Rozpuszczam włosy z reguły tylko na jakieś apele.

10. Jakie są Twoje ulubione elementy odzieży i akcesoria, które nosisz do szkoły?
Z odzieży jest to po prostu bluzka i spodnie lub getry. Jeśli chodzi o akcesoria, to zawsze muszę mieć moje kochane cztery bransoletki, z którymi mam najlepsze wspomnienia.

Zachęcam do odpowiadania na pytania w komentarzach! :)

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

18 sierpnia 2014

124. Trochę o muzyce, czyli czego właściwie słucha Ola...

Hej!
Czy tylko ja nie mogę jeszcze przyjąć do świadomości, że za dwa tygodnie idziemy do szkoły? (Tak, pomagam.) Już teraz wiem, że wrzesień będzie dla mnie okropnie męczącym miesiącem. Przyjęłam propozycję funkcji przybocznej u zuchów, więc pracy będzie dużo. W drugi weekend tego miesiąca wybieram się na Inaugurację Roku Harcerskiego razem z harcerzami starszymi. W najbliższy piątek miałam jechać na zlot hufca, ale niestety został odwołany. Tak więc do końca sierpnia siedzę u babci. :) Nie mam ostatnio pomysłów na notki, więc w komentarzach możecie podsuwać mi jakieś ciekawe TAGi czy co tam chcecie.
A dzisiaj coś tematycznego, bo z sondy, która jeszcze niedawno gościła na pasku bocznym wynika, że takie posty lubi najwięcej osób. Zapraszam!

Wolna Grupa Bukowina! Ogólnie rzecz biorąc, poezję śpiewaną poznałam przez harcerstwo, a teraz jest ona jednym z moich ulubionych gatunków muzycznych. WGB kocham. Świetne głosy, świetne instrumenty, świetne piosenki. Czego chcieć więcej?



Connie Talbot! Zgaduję, że 1/20 z osób, które to czytają nie wie kto to. Uczestniczyła w pierwszej edycji Britain's Got Talent, gdzie dostała się do finału. Później nagrywała covery na YouTube, przez co w końcu napisała kilka swoich piosenek. Wyżej widzimy ją razem z bratem. Connie ma aktualnie 14 lat i jest zdecydowanie moją ulubioną wokalistką. 


Stare Dobre Małżeństwo! I znów wróciliśmy do poezji śpiewanej! SDM nie ubóstwiam tak jak WGB, ale lubię kilka tworów tego zespołu. Jak większość z Was pewnie wie (albo nie), SDM rozpadło się kilka lat temu z przyczyn nikomu nie znanych...



Cimorelli! Jest to sześcioosobowy zespół, którego nazwa jest jednocześnie ich nazwiskiem (są siostrami). Na początku nagrywały zwykłe covery na YouTubie, a w 2008 wydały pierwszą płytę. Naprawdę warto ich sobie posłuchać.


Lenka! Jej! W końcu coś normalnego! Bardzo lubię twórczość tej pani. Ma takie śliczne, delikatne piosenki i dużo osób porównuje jej głos do... mojego. Uwielbiam słuchać jej dzieł np. podczas czytania książek. Wyżej mamy oryginalny utwór, który pokazałam wcześniej w wykonaniu Connie. :)


Ed Sheeran! Ostatnio stał się bardzo popularny przez ścieżkę dźwiękową w Hobbicie, ale ja kojarzyłam go już wcześniej właśnie z utworu wyżej - The A Team. Ed przepięknie śpiewa, kocham wszystkie jego piosenki. 

Jak widzicie nie jest tego jakoś okropnie dużo. Chciałam, żebyście się mniej - więcej zorientowali w moich gustach muzycznych. :) Wiem, że niektórzy mogą uznać, że jestem dziwna i słucham takich starych zespołów, ale po prostu je lubię i nic na to nie poradzę. 

Jakie są Wasze ulubione zespoły?
Macie jakieś pomysły na nowe notki?


Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

12 sierpnia 2014

123. Wakacje bez harcerzy? Nie, dziękuję.

Wróciłam!
Cała, zdrowa i oczywiście niewypoczęta, bo kto jest wypoczęty po genialnym obozie harcerskim, którego nigdy w świecie nie zapomni? Dalej nie mogę przyjąć do świadomości faktu, że nie jestem już w Siamoszycach z moimi kochanymi dziewuszkami z zastępu Zgubiliśmy się (tak, też Was uwielbiam)! Przed wyjazdem miałam chyba dość ciekawy pomysł na tą notkę, ale nie do końca mi wypaliło, więc mam dla Was coś innego. Na początek - sprawy organizacyjne obozu!

Wybrałam się na niego razem ze znanymi przez moich Czytelników doskonale Alokinem (Nikola), Sushi (Zuza) oraz Szokiem w Trampkach (Wiki). Do końca nie było wiadomo czy obóz jednak będzie, ponieważ wszystko zostało załatwione dosyć późno. Jako że wymienione wyżej osoby i ja jesteśmy na drodze stania się gimnazjalistami, miałyśmy prawo wybrać sobie w jakiej drużynie się znajdziemy: harcerskiej czy starszoharcerskiej. Większość osób z naszego rocznika wybrała to drugie, do tego drużynową miała tam być Blada, a przyboczną Vika, przez co od razu można było stwierdzić, że z tą drużyną będzie dużo śpiewania. My jednak wybrałyśmy drużynę harcerską. Dlaczego? Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi. Chciałyśmy poznać kogoś nowego? Jeszcze przez wakacje pobyć harcerzami? Nie ochrypnąć?
Okropnie chciałabym opisać calutki obóz, jest to nawet możliwe dzięki mojemu rozwalającemu się zeszycikowi, ale wątpię, że ktokolwiek będzie chciał to przeczytać. Z wielkim trudem wybrałam więc kilka dni, które najbardziej mi się podobały! Zapraszam!

28 lipca, poniedziałek
O ósmej byłam już pod siedzibą hufca. Odnalazłam Wiki, Nikolę oraz Gabi i w końcu poznałam Zuzę. Po apelu wpakowaliśmy plecaki do autokarów i po prostu ruszyliśmy. Dwie godzinki później byliśmy w najlepszej bazie obozowej na świecie - w Siamoszycach! Kiedy bagaże zostały zaciągnięte pod drzewa, a kwatermistrz zaczął załatwiać swoje sprawy, nasza drużyna postanowiła się trochę poznać. Próbowaliśmy ogarnąć swoje imiona, bo w końcu prawie każdy pochodził z innego środowiska. Podzieliliśmy się także na zastępy i wybraliśmy zastępowych. Oczywiście zostałam nim ja, kompletnie nie mająca doświadczenia w tej dziedzinie ja. Do mojej małej gromadki trafiła Wiki, Zuza, Nikola oraz Gabrysia, byłam więc z tego składu bardzo zadowolona. Niestety okazało się, że namioty nie stoją na właściwych miejscach, więc trzeba je przenieść, a naszą pracę będzie nadzorował druh Marcel! Może przedstawię teksty, których używał najczęściej:
- Ej! Grażynka! No jak mówię, że masz to podnieść, to to podnieś!
- Jak ja idę w prawo, to wy w lewo! Tak trudno to zrozumieć?!
- No, szybciej! Jak się z tym uwiniecie to będziecie mieć wolne, a ja sobie pojeżdżę autem!
- Dobra, jak będziemy przechodzić przez bramę, to schudzamy namiot. Ziutek, słuchasz mnie? No, a jak będziemy go stawiać to pogrubiamy na maksa.
Jeśli kiedykolwiek będziecie przenosić namioty, róbcie to z druhem Marcelem. Kiedy wszystko było na swoim miejscu, udaliśmy się na obiad. Ku naszemu pozytywnemu zdziwieniu, nie musieliśmy chodzić na stołówkę z menażkami, ponieważ na miejscu były talerze. ^^ Zaraz po posiłku dostaliśmy podwieczorek - banany. Zuza dość długo filozofowała nad tym, czy ma go zjeść. Wiki powiedziała jej w końcu, że te owoce dostarczają pozytywnej energii, więc Zuza w końcu odważyła się spróbować. Następnie przyszedł czas na wymyślanie obrzędowości zastępów i drużyny! I tu powstał problem. Tematyką obozu byli rozbitkowie na planecie (polecieliśmy w kosmos przez przypadek i się rozbiliśmy). Nasza pięcioosobowa gromadka nazwała się w końcu... Zgubiliśmy się! Dość oryginalnie, aczkolwiek przez jakiś czas nie mogłam tego zapamiętać. Nasza planeta miała kształt stopy, a jako okrzyk wybraliśmy coś bardzo dziwnego, nawiązującego do podwieczorku - Zgubiłeś się? Zjedz banana! Tak, wiem, bardzo kreatywne, nieprawdaż? Głosowaliśmy także za nazwą drużyny. Część męska była za nazwą GMO (Gwiezdni Młodzi Odkrywcy), a część żeńska za Herbą Z Cytrą. Po pogadaniu z przybocznymi, udało nam się wygrać. Nad tymi wszystkimi szczegółami myślałyśmy do kolacji. Po zjedzeniu ubraliśmy się w mundury i usiedliśmy przy ognisku. Opowiadaliśmy o swoich harcerskich marzeniach, myśleliśmy o swoich małych, obozowych celach, śpiewaliśmy. Gdy było już naprawdę ciemno, udaliśmy się do lasu, gdzie Maja rozdała nam niebieskie koszulki obozowe. Zaraz po nas przyszli harcerze starsi. Jeden z nich złożył wtedy Przyrzeczenie.

Zgubiliśmy się!
Takie tam z autokaru. ^^
2 sierpnia, sobota
Tak, wiem, przeskoczyłam prawie cały tydzień... W każdym razie wstaliśmy jak zawsze o 7;30. Po rozgrzewce w formie zumby i śniadaniu, kazano nam ubrać się w coś, co możemy wybrudzić. Ustawiliśmy się w kolumnie dwójkowej i ruszyliśmy za namioty. Czekał tam na nas tor przeszkód. Wprawdzie był to mój trzeci obóz harcerski, ale na poprzednich nie spotkałam się z czymś takim. Tor wyglądał następująco: przeskakujemy i przechodzimy pod oponami, bierzemy piłkę i rzucamy nią celnie trzy razy, przeskakujemy po pieńkach, przechodzimy po równoważni, wrzucamy trzy kółeczka na patyk, biegniemy po oponach, wsadzając stopy w dziury, przeskakujemy oponę, dziesięć razy skaczemy na skakance i podążamy do najgorszego - czołgamy się przez ciemny, ponury, pięciometrowy tunel! Nienawidzę się czołgać, po prostu nienawidzę! Do tego wywaliłam się na oponach, więc mój zastęp nie wygrał, byłyśmy wręcz na miejscu ostatnim... Za to po obiedzie zaczęli przyjeżdżać rodzice! Kadra wymyśliła, że skoro obóz jest tak blisko to czemu nie zorganizować dnia otwartego? I tak oto mój tata przemierzał kolejne punkty gry terenowej, rzucając butem, ustawiając gwoździe i robiąc mnóstwo różnych, dziwnych rzeczy. Następnie odbył się wyczekiwany przez wszystkich Festiwal Żartu, Piosenki i Niejednej Scenki. Każdy zastęp musiał się zaprezentować. Żart mojego zastępu stał się dosyć oryginalny, ponieważ był oparty na faktach, a pod koniec nikt nie załapał o co chodzi... Tak to czasem jest... Nikt nie powiedział nam, że piosenka ma być wymyślona, więc zaśpiewałyśmy Jak. Co do scenki, przedstawiała ona sytuację, w której Nikola wbiła do palca Wiktorii zszywkę (także oparte na faktach). Bawiłyśmy się przy tym świetnie! Festiwal trwał do późnego wieczora. Na koniec zawiązaliśmy krąg i pożegnaliśmy się z rodzicami. Tego dnia mieliśmy też wartę nocną, podczas której gadaliśmy z druhem Romkiem o gwiazdach. Następnego dnia okazało się, że Zgubiliśmy się nic nie zajęły, ale zostałyśmy wyróżnione za historie oparte na faktach!

Druh Romek i Blada.
5 sierpnia, wtorek
Zaraz po zjedzeniu śniadania wsiedliśmy do dwóch autokarów i ruszyliśmy do Ogrodzieńca. Najpierw odwiedziliśmy Dom Strachów, w którym jedyną rzeczą jakiej naprawdę się bałam był pająk (arachnofobia i te sprawy...). W niektórych momentach było wręcz śmiesznie. Zwiedziliśmy także park miniatur Jury Krakowsko - Częstochowskiej, ogród doświadczeń i pokręciliśmy się na genialnej karuzeli! ^^ Potem wstąpiliśmy do ruin Zamku oraz sali tortur. To chyba była najgorsza sala tortur jaką kiedykolwiek widziałam. Przeszliśmy się kawałek do grodu w Birowie, gdzie oprowadzał nas trochę dziwny pan Tomek. Do obozu wróciliśmy po osiemnastej. Zjedliśmy kolację, a na pożegnaniu dnia prezentowaliśmy swoje zielniki i podsumowaliśmy dzień. Niby nic, ale jednak bardzo mi się podobało. ^^
Kocham tą karuzelę! <3

7 sierpnia, czwartek
Na powitanie dnia Majka postanowiła sprawdzić nam porządek w namiotach. Od nas wyleciało kilka rzeczy, na szczęście nie było tak źle jak w sąsiednim zastępie. Okazało się nawet, że nasz namiot jest najczystszy z całej drużyny! Następnie odbyły się zajęcia z topografii. Musieliśmy wyznaczyć ciekawą trasę pieszą lub rowerową. Nasz zastęp miał ułatwienie, którym była Zuza. Zwiedzała z rodzicami Jurę, więc miała świetne propozycje. Siedzieliśmy nad mapami do obiadu. Na nieszczęście po posiłku zaczął padać deszcz, więc zrealizowanie zajęć było niemożliwe - musieliśmy siedzieć w namiotach. Do naszego mieszkanka wbili przyboczni. Naprawdę nie wiem co mnie wtedy pokusiło, ale otworzyłam Nutellę i wafle ryżowe. To był jeden z największych błędów mojego życia. Krzysiek i Biedron w dwie minuty spałaszowali całe wafle, a Nutellę schowali i wylecieli z nią na dwór. Razem z Wiki zaczęliśmy ich gonić w tym durnym deszczu. Miałam ochotę zabić wtedy naszych przybocznych! Na szczęście Nutella została odzyskana i do kolacji miałyśmy spokój. Ale po niej już nie. Dostałyśmy do wyboru sprzątanie stołówki lub łazienek. Genialna Wiktoria mająca w tych sprawach doświadczenie wybrała to drugie, po czym posprzątała chwilę, opuściła nas i poszła na dyskotekę. Od kolacji do dwudziestej pierwszej siedziałam z Zuzą w kiblach ogarniając czystość. Kochane druhny z Jaworzna, które sprawdzały porządek, weszły do łazienek w brudnych trepach i uznały, że jest brudno. Znienawidziłam je do końca życia! Na szczęście Wiki opamiętała się w co nas wpakowała i próbowała sama coś pomóc, a my poszłyśmy na imprezę. O dwudziestej drugiej wróciła Szok. Przez tą godzinę bawiłyśmy się naprawdę świetnie, a kiedy o dwudziestej trzeciej przyszła Blada i oświadczyła, że łazienki są czyste, radość wszystkich nie miała granic! Tego dnia nie zapomnę nigdy!
A tu widzimy Klarę, która przez dwa tygodnie dzielnie pilnowała naszego obozu!
9 sierpnia, sobota
Ech! Ostatni dzień przed wyjazdem! Spaliśmy na polu, w sensie na ziemi, znaczy się na kocach i karimatach, ale na ziemi. Gdzieś o pierwszej obudziła nas Majka, więc oczywiście udaliśmy się na grę nocną. Polegało to na tym, że w lesie były schowane różne osoby, od których musieliśmy dostać cztery żywioły - ziemię, powietrze, wodę i ogień. Osobami była kadra, która pomalowała sobie twarze na biało przez co wyglądała przerażająco. Nigdy nie zapomnę, kiedy obróciłam się, a dziesięć centymetrów od mojego nosa szczerzył zęby biały Biedron! Krzysiek był wampirem, który miał ogień, ale żeby go dostać musieliśmy przynieść mu krew. Proces znalezienia krwi był okropnie skomplikowany, ponieważ na drzewach były zaszyfrowane słowa *POD ZIEMIĄ*, tyle że nikt nie wiedział w którym miejscu pod ziemią trzeba szukać. W końcu zastęp Rozkaulatorów znalazł krew, gra się skończyła, a my wróciliśmy do obozu! Wyjątkowo pozwolili nas spać do ósmej, a po śniadaniu pojechaliśmy na rowerach do Kroczyc, nad kąpielisko. Woda była potwornie zimna, więc nie pływaliśmy zbyt długo. Do obozu wróciliśmy w sam raz na obiad. Po posiłku ubraliśmy koszulki hufcowe i udaliśmy się na grę podsumowującą. Oczywiście już na samym początku nasz kochany zastęp musiał się zgubić, więc potem wszyscy śmiali się, że Zgubiliśmy się się zgubili... Na punktach gry musieliśmy zrobić z pałatek namiot, wbić do deski jak najwięcej gwoździ, odbić piłkę dziesięć razy, opatrzyć złamaną rękę, rozszyfrować kilka zdań, poprawić umundurowanie oraz policzyć (bez patrzenia) ile namiotów liczy nasz podobóz. Czekając na resztę zastępów, rozmawiałam z Darią i Olą z sąsiedniego podobozu. Wieczorem cała baza spotkała się na wspólnym ognisku z kiełbaskami, po którym ubraliśmy się w mundury i udaliśmy się na niedzielną mszę, zorganizowaną dla harcerzy. Oczywiście Blada grała na gitarze, a Vika miała chrypę, więc kto musiał śpiewać psalm? No zgadnijcie! Oczywiście, że ja! Na szczęście pomogła mi Nikola i chociaż nie wyszło rewelacyjnie, nie było jakoś okropnie źle. Mszę odprawiał naprawdę świetny ksiądz. Na koniec, kiedy śpiewaliśmy Kantyk Symeona, wziął od Bladej gitarę i zaczął... grać. Po prostu rewelacja! Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby ksiądz grał na gitarze, a co dopiero, żeby TAK grał na gitarze! Podziękowaliśmy i udaliśmy się na ognisko obrzędowe, w trakcie którego nagle kazano nam wstać, ustawić się w dwuszeregu i iść w nieznane z harcerzami starszymi. Dotarliśmy do łąki, na której rosła okropnie wysoka trawa. Po środku stali Krzysiek, Biedron, Majka i Ola. Padły słowa: Druhna Gabrysia i druch Szymon - wystąp. Tak myślałam! Zdziwiło mnie trochę, kiedy mój brat wybrał mnie na świadka. To była piękna chwila. Gabi i Szymek złożyli Przyrzeczenie i dostali Krzyż. Wszyscy zaczęli się przytulać, gratulować, w końcu doszło do tego, że przy Pieśni Pożegnalnej się poryczałam. A potem poszliśmy spać.
Nasi kochani przyboczni ♥.

Zgubiliśmy się  + Iwona. Chyba wydrukuję sobie to zdjęcie i powieszę na ścianie.
A to na jakiejś grze terenowej.
Miałam opisywać jeszcze 10 sierpnia, dzień wyjazdu, ale nie dam rady. Do tej pory nie mogę przyjąć do świadomości faktu, że obóz już się skończył. Po przyjeździe do domu położyłam się na łóżku i płakałam. Ja chcę wrócić! Kocham Siamoszyce! Z jednej strony cieszę się, że w końcu jestem w domu, że mam czyste ubrania, dobre jedzenie, dużo miejsca, moje książki, rodziców, ale okropnie brakuje mi pani Danusi, dziurawego namiotu, trójkątnej ławeczki (kiedy zobaczyłam jak ją rozwalają, chciałam rzucić się na osoby, które się do tego przyczyniły), brudnych łazienek, flagi z napisem HUFIEC ZHP MYŚLENICE. Może tam kiedyś wrócę, może nie, ale to już na pewno nie będzie to samo. Nienawidzę ostatnich dni obozów. Niszczą się wtedy wszystkie dobre wspomnienia. Nie mam pojęcia co jeszcze napisać, a więc gratuluję nielicznym osobom, którym chciało się to przeczytać. Zaległości w komentowaniu kiedyś nadrobię, bez obaw.

Herba z cytrą + Krzysiek gdzieś po drugiej stronie Polski.
A tu wszyscy razem. Bez Krzyśka, się znaczy.
*wszystkie zdjęcia są autorstwa Katarzyny Matogi*

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola