25 lipca 2014

122. Ola jedzie na obóz! ^^

Tak, ku radości wszystkich tu obecnych Ola wyjeżdża! Oczywiście potwornie się cieszy, bo wie, że pozna mnóstwo nowych osób, zamknie w końcu Tropicielkę, może dostanie chociaż raz do ręki gitarę... Ale konkretnie! Wyjeżdża w poniedziałek, wraca dziesiątego sierpnia, czyli nie będzie jej dwa tygodnie. Zero telefonu. Zero komputera. Zero internetu. A! Właśnie! Bo to jest obóz harcerski! Jej trzeci! ^^ Jutro jedzie do babci i zostaje tam do niedzieli, więc odpada pakowanie się na ostatnią chwilę. Swój plecak zaczyna załadowywać już teraz, ale kilka rzeczy jeszcze się pierze. Nie wie co jeszcze napisać więc się z Wami żegna.

P.S. Ola dostała się do klasy z rozszerzonym językiem angielskim razem z 22 dziewczynami i 5 chłopakami... Tak.
P.S. II Zapraszam do oddawania głosów w ankiecie na pasku bocznym!

A więc rozpaczajcie!
Ola pozdrawia serdecznie!


*Nie pytajcie czemu cała notka jest napisana w trzeciej osobie. Też tego nie wiem.*

19 lipca 2014

121. Zwiedzamy zachód Polski!

Cześć!
Tak, tak, wiem. Nie pisałam 13 dni. Przeraża mnie ta liczba, jeszcze nigdy nie miałam tak długiej przerwy od blogowania. Czemu nie pisałam? Na to pytanie nie da się znaleźć wytłumaczenia. Może nie miałam czasu? Albo po prostu nie miałam o czym? A więc co działo się u mnie przez te dwa tygodnie? Byłam w Myślenicach na koncercie Hanki Wójciak, o której teraz tak głośno w Radiu Kraków. Pomogłam znajomej flecistce rozwiązać problem niedziałającego b. Pobijałam rekord świata w śpiewaniu Jedzie pociąg z daleka. Grałam w badbinktona. Jadłam lody. Malowałam pokój. Zwiedziłam kawałek Polski. I dzisiaj właśnie coś, co tak bardzo uwielbiacie (wyczuwacie ten sarkazm?) - relacja!

Na umilenie czytania będę wklejać piosenki, których miałam okazję posłuchać jadąc z moim tatą. Tu akurat mamy Andrzeja Sikorowskiego.

14 lipca, poniedziałek
Chwilę po ósmej razem z bratem i tatą wpakowałam się do samochodu. Nie mieliśmy żadnego planu. Wiedzieliśmy tylko, że wyjeżdżamy na pięć dni. Obraliśmy kierunek na zachód naszego pięknego kraju. Pierwszym punktem, o jaki zahaczyliśmy była Góra św. Anny. Przeszliśmy się po ogrodzie klasztoru franciszkańskiego, który się tam znajduje i obejrzeliśmy bardzo stary amfiteatr. Następnie ruszyliśmy w stronę Opola, gdzie odwiedziliśmy brata mojego dziadka. Podczas wyjazdu z tego miasta zaczęliśmy się kłócić o to jaki będzie następny punkt wycieczki. Tata i ja byliśmy za zamkiem w Brzegu, za to mój brat koniecznie chciał jechać na obiad do chińskiej restauracji. W końcu uznaliśmy, że w Brzegu na pewno jest jakaś chińska restauracja i pojechaliśmy właśnie do tego miasta. Na miejscu okazało się, że zamek, który chcieliśmy zwiedzić jest zamknięty, a chińskich restauracji niestety tam nie ma. Najedliśmy się więc pierogami w barze mlecznym. Po drodze do samochodu wstąpiliśmy do Empiku kupić jakąś płytę, bo nie mieliśmy czego słuchać. Padło na zespół Pod Budą, której to płyty opakowanie rozwaliło się następnego dnia. Kochamy GPS zaprowadził nas na jakieś polne drogi, na których było mnóstwo błota, więc kiedy w końcu wyjechaliśmy na główną, nasz samochód nie wyglądał jak samochód. Wstąpiliśmy na chwilę na cmentarz jeniecki w Łambinowicach, na którym było okropnie dużo komarów. Powoli zbliżał się wieczór, więc zadzwoniliśmy do kuzynki taty z Niemodlina z zapytaniem, czy moglibyśmy u nich przenocować. Oczywiście ciocia się zgodziła. W Niemodlinie umyliśmy samochód i zajechaliśmy pod dom. Po zostawieniu rzeczy, poszliśmy zwiedzać rynek. Przy okazji zjedliśmy lody. Kiedy wróciliśmy, umyliśmy się, a ciocia puściła nam Shreka, którego oglądaliśmy do północy.
Cmentarz jeńców. Te krzyże ciągną się tam bardzo daleko.

A tutaj Lady Pank. Tej piosenki w kółko słuchałam podczas malowania pokoju i stała się ona moją ulubioną piosenką tego wspaniałego zespołu!
15 lipca, wtorek
Po śniadaniu ruszyliśmy dalej. Dzisiaj postanowiliśmy dojechać do Wrocławia. Po drodze wyszliśmy na Ślężę. Nie powiem, żeby była to jakaś mała, łatwa do przejścia góra, ale wchodziłam na gorsze. Przed południem byliśmy u naszego celu. Na pierwszy ogień poszła panorama racławicka, która po prostu mnie zatkała. Sam obraz jest mistrzowsko namalowany, już  nie mówiąc o tym jakie efekty dają rekwizyty, dzięki którym zwiedzający może się znaleźć w centrum malowidła. Zbliżała się pora obiadowa. We Wrocławiu niestety są chińskie restauracje, których ja nienawidzę, za to mój brat je uwielbia. A więc właśnie do takiej restauracji się udaliśmy! Po zjedzeniu kurczaka z bambusem i innych różnych dziwnych rzeczy, zajęliśmy się główną atrakcją tego pięknego miasta - szukaniem krasnali! Są porozstawiane wszędzie i niełatwo je znaleźć. Jest ich ponad dwieście. My znaleźliśmy osiemnaście, więc wcale nie tak źle. Szukaliśmy ich przez całe popołudnie, więc w końcu o godzinie dwudziestej zapukaliśmy do drzwi mieszkania naszego kuzyna - Piotrka. Zjedliśmy kolację i wpadliśmy na pomysł oglądnięcia tańczących fontann przy hali stulecia. Najbliższy seans był o dwudziestej pierwszej, więc musieliśmy się trochę spieszyć. Na miejscu znaleźliśmy sobie ławeczkę, która była centralnie na przeciwko fontanny. Włączyli muzykę i zaczęło się! Tego nie da się opisać. To trzeba zobaczyć. To był najpiękniejszy pokaz, jaki kiedykolwiek widziałam. Wróciliśmy padnięci i pogryzieni przez komary, więc od razu poszliśmy się myć i spać.
Przebieram buty na trepy. No bo jak chodzić po górach w sandałach?
A tutaj ja robiąca zdjęcie mojemu bratu. Kochanej Nokii niestety nie da się podłączyć do komputera.
Tańczące fontanny we Wrocławiu.

Grzegorz Turnau do słów Krzysztofa Baczyńskiego.
16 lipca, środa
Wstaliśmy o siódmej, zjedliśmy śniadanie i po cichu wymknęliśmy się z mieszkania. Wróciliśmy do rynku, żeby dalej szukać krasnali. Znaleźliśmy jeszcze dwa. Wszystkie lodziarnie były jeszcze zamknięte, a na dworze panował taki skwar, iż myślałam, że nie wytrzymam. W końcu odkryliśmy czynnego McDonalda. Tata i mój brat kupili sobie shake'i, a ja oczywiście lody. Następnie chcieliśmy wyjechać na Sky Tower, ale okazało się, że wszystkie bilety na jedenastą są wykupione, więc zarezerwowaliśmy sobie je na trzynastą. Mieliśmy chwilę czasu, więc pojechaliśmy do cioci Ani, mieszkającej we Wrocławiu i poszliśmy z nią do parku karmić kaczki. O trzynastej stawiliśmy się pod Sky Tower'em. Jest to najwyższy budynek w Polsce, z którego widać prawie cały Wrocław. Widok jest naprawdę przepiękny! Po zjechaniu na dół, okropnie długo błądziliśmy po galerii szukając wyjścia. Na szczęście w końcu się udało. Naszym następnym punktem były Plewiska. Po drodze zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, gdzie zjedliśmy sobie po hot dogu. We wspomnianych wyżej Plewiskach mieszka nasza kuzynka, której nie dawno urodziła się córeczka. Wstąpiliśmy więc tam na kawę. Zauważyłam, że w Wielkopolsce są bardzo ciekawe nazwy ulic, np. Miętowa, Koperkowa, Tęczowa, a u nas tymczasem są takie zwyczajne, np. Szkolna czy Piłsudskiego. Gdzie tu sprawiedliwość?! Po herbacie u Marty, ruszyliśmy w kierunku Poznania, a nawet trochę wyżej. Pamiętacie Weronikę, Szymka i Jaśka z ferii? (klik) Oni byli u nas w zimę, a my przyjechaliśmy do nich w lato. Po wszystkich oficjalnych i trochę mniej oficjalnych przywitaniach i rozpakowaniu się, poszliśmy na lody do Biedronki! ^^ Mój oczywiście zaraz się rozwalił, ale to jest całkiem normalne, chyba źle działam na lody na patyku. Po powrocie zjedliśmy kolację i poszliśmy się myć. Postanowiłyśmy obejrzeć sobie z Weroniką Niezgodną, niestety zaraz na początku się zacięła i nie dało się dalej oglądać. Pokazałam więc mojej współlokatorce kanał Banshee na YouTubie, a ona mi FanPage'a Jamie's. Oglądałyśmy filmiki tych dziewczyn do pierwszej w nocy.
Widok ze Sky Tower'a.


Taki piękny kombajn.
Artur Andrus i piosenka, którą uwielbia Weronika i na okrągło jej słuchała.

17 lipca, czwartek
Stanęłam na nogach chwilę po dziewiątej. Byłam okropnie zmęczona. Ubrałam się i razem z innymi zjadłam śniadanie. Wujek Łukasz pojechał do pracy, ciocia Ania z Szymkiem do sklepu, a mojemu tacie zlecono opiekę nad pozostałą czwórką. Pojechaliśmy więc do rezerwatu przyrody. Kiedyś trafiło w to miejsce siedem meteorytów i zostały po nich dość duże kratery (?), które z biegiem czasu napełniły się wodą i zostały zamieszkane przez przeróżne stworzenia. My zauważyliśmy jedne z nich - bobry. Szkoda tylko, że po zrobieniu zdjęcia i przybliżeniu go okazało się, że bobry to kaczki. Kiedy wyszliśmy z rezerwatu, Jasiek zasiadł w samochodzie na miejscu pasażera i powiedział, że pokieruje nas na pyszne lody! Niestety już na pierwszym zakręcie się pomylił. Dojechaliśmy podobno bardzo daleko, a lodów nigdzie nie było. W końcu postanowiliśmy się wrócić i iść na lody do cukierni w miasteczku naszym znajomych. Kiedy przyjechała ciocia Ania zjedliśmy obiad i pojechaliśmy do Lednicy. Jak pewnie większość z Was wie, Mieszko I przyjął w tym miejscu chrzest Polski. Co roku odbywają się tam Światowe Dni Młodzieży. Wtedy na przestrzeni wokół bramy w kształcie ryby jest mnóstwo ludzi. Oczywiście kiedy przyjechaliśmy na miejsce, oprócz nas było tam może 5 osób. Jest tam także Jezioro Lednickie, w którym Jasiek znalazł... raka! Podczas powrotu zatrzymaliśmy się w pizzeri, gdzie obsługiwała nas bardzo miła pani, która myślała, że Jasiek i Szymon to bliźniacy, bo byli tak zgodni w przeczeniu swojemu tacie. Na koniec dała każdemu z nas po lizaku. Po przyjedzie do domu obejrzeliśmy sobie Hobbita i zjedliśmy kolację. Po umyciu się postanowiłyśmy w Weroniką oglądnąć Władcę Pierścieni. Oczywiście chłopaki wpakowali się do nas bez zaproszenia, co chwilę komentując przebiegającą akcję. Obejrzeliśmy film gdzieś do połowy, bo Jasiek już zasypiał.
Oto ja w zbroi rycerza!
Weronika i ja na tle bramy w kształcie ryby.
Zespół Pod Budą i jedna z jego fajniejszych piosenek. :)

18 lipca, piątek
Obudziliśmy się o dziewiątej, skończyliśmy pakować rzeczy, zjedliśmy gofry na śniadanie, pożegnaliśmy się i pojechaliśmy w stronę domu. Po drodze zatrzymaliśmy się przy jakimś jeziorku, bo mój brat okropnie chciał popływać (w końcu i tak tego nie zrobił). Zahaczyliśmy też o Pustynię Błędowską, ale byliśmy na niej tylko parę minut, bo zaczęła się burza. Przez całą reszczę drogi padał deszcz. W Krakowie za to jechała za nami dosyć znana osoba. Tata na początku myślał, że to Sikorowski, ale kiedy mój brat zobaczył włosy tej istoty, okazało się, że to Magda Gessler! Niestety nie zdążyliśmy zrobić ostrego zdjęcia, bo skręciła obok Bonarki, a my pojechaliśmy prosto. O 19 byliśmy w domu.
A tutaj w śpiworku, na podłodze. ^^
Nad jeziorkiem.
Nie zdziwcie się, jeśli następna notka ukaże się dopiero za trzy tygodnie, ponieważ za tydzień jadę na obóz harcerski, gdzie nie będę miała dostępu do telefonu, a co dopiero komputera! Mam już pomysł na notkę poobozową. Mam nadzieję, że się Wam spodoba! :D

Dziękuję za 27 komentarzy pod ostatnim postem! ^^ Naprawdę miło się zdziwiłam, kiedy to zobaczyłam! :)

A! No i zapraszam do wypełniania ankiety na pasku bocznym! :)

*wszystkie zdjęcia są autorstwa mojego taty*

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

3 lipca 2014

120. Zabijecie mnie, czyli Liebster Blog Award!

Nie wiem, który raz rozpisuję tą nominację, ale na pewno nie pierwszy. Pewnie niektórym blogerom LBA już się znudziło, więc nie obrażę się, jeśli osoby, które nominowałam nie odpowiedzą. Poza tym pytania nie chciały się formować w mojej głowie, więc nie wyszło za ciekawie. :( Tym razem wyróżniła mnie Słodka Karolina, której bardzo dziękuję. :)

1. Ulubiony kolor?
Szczerze mówiąc, nie mam ulubionego koloru. Czasem lubię fioletowy, na drugi dzień pomarańczowy, a za tydzień turkusowy. Wszystkie kolory są piękne!
2. Jaka jest wasza pasja?
Harcerstwo, muzyka, książki, góry, rowery, śpiewanie, magia i na pewno jeszcze coś, ale w tej chwili nie przychodzi mi do głowy.
3. Kto jest Tobie najbliższy?
Mam bardzo dużo bliskich osób.
4. Czy kiedyś pisałaś pamiętnik?
Oczywiście! Miałam już kilka pamiętników, teraz też prowadzę jeden. :)
5. Czy masz psa?
Nie i chyba nie chciałabym mieć.
6. Co jest dla Ciebie najdroższe?
Chodzi o coś najcenniejszego, tak? A więc są to moje wszystkie śpiewniki, szczególnie ten najstarszy, flet i moja dwu-półkowa biblioteczka.
7. Ulubiona bajka z dzieciństwa?
Najlepiej wspominam Pocahontas, Muminki, Smerfy i jeszcze kilka takich starych bajek.
9. Ulubiony sport?
Zdecydowanie badbinkton! Oczywiście kocham też jeździć na rowerze.
10. Jaka fryzura jest dla Ciebie najwygodniejsza?
Chyba najzwyczajniejszy kucyk gdzieś na czubku głowy albo warkocz.
11. Czy masz rodzeństwo? 
Tak, mam rodzeństwo.

Moje pytania:
1. Co najczęściej jadasz na obiad?
2. Jaka jest Twoja ulubiona herbata?
3. Ile masz kolczyków i ile chciałabyś jeszcze mieć?
4. Jak wygląda Twoja myszka od komputera? (opisz)
5. Wolisz siedzieć na krześle czy w fotelu?
6. Jeżeli miałabyś się wyprowadzić ze swojego mieszkania i wziąć ze sobą tylko jedną rzecz, to co by to było?
7. Do głosu jakiej sławnej osoby da się porównać Twój głos?
8. Wolisz czerwoną czy zwykłą cebulę?
9. Jakie jest Twoje ulubione ciasto?
10. Miałaś kiedyś jakąś kolekcję? Jeśli tak, to czego?
11. Jaka jest najciekawsza książka, którą dostałaś od szkoły?

Nominuję:
http://uradosnejwariatki.blogspot.com/
http://takizwyczajnyblog.blogspot.com/
http://aleeexismurphy.blogspot.com/
http://terra-feliks.blogspot.com/
http://sztukiibanialuki.blogspot.com/
http://swiat-oczami-zakreconej-nastolatki.blogspot.com/
http://minnority.blogspot.com/
http://wblaskuwolnosci.blogspot.com/
http://xwelcome-to-my-circusx.blogspot.com/
http://mandostyle.blogspot.com/
http://willbefantastic.blogspot.com/

Tak w ogóle, to zapraszam do Blogowego Klubu Książki! Zienka podsunęła mi go, zapisałam się i już kończę książkę, która jest wybrana na lipiec!


BKK to Blogowy Klub Książki, czyli klub, który zrzesza blogerów, którzy chcą przynależeć do Klubu Książki, ale nie mają takiej możliwości w swojej miejscowości, chcą dyskutować o książkach, chcą poznać nowe książki, chcą poznać kogoś nowego. W każdym miesiącu wybieramy książkę, którą czytamy przez okrągły miesiąc, dnia 26 każdego miesiąca dodaje post rozpoczynający dyskusje z informacją o tym, jaką książkę czytamy w następnym miesiącu i krótką opinią o książce, aby pierwszy komentujący miał się do czego odnieść, następna osoba odnosi się albo do mojej opinii albo do opinii poprzednika i tak dalej.


Jak lecą pierwsze dni wakacji?

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola