24 maja 2014

115. „W górach jest wszystko, co kocham"...

Witam Was serdecznie! Jak pewnie zauważyliście, Kolorowe Stworzonko razem z Alokinem i Szokiem wynieśli się na chwilę z blogosfery. W związku z tym, że jest to nasz ostatni rok w szkole podstawowej, nauczyciele postanowili zorganizować dłuższą wycieczkę dla wszystkich szóstych klas. Jej celem było zintegrowanie się, bliższe poznanie i spędzenie ze sobą jeszcze jakiejś ilości czasu. A gdzie udaliśmy się na wycieczkę? W najwspanialsze góry na świecie - Bieszczady!
Połonina Wetlińska.
19.05. - poniedziałek
Chwilę przed wyjazdem udało mi się jeszcze wziąć do ręki flet i przegrać utwory na egzamin. Nie chciało mi się myśleć, że kolejny raz będę mogła to zrobić dopiero w piątek. Usłyszałam z dołu głos taty, który nalegał, żebym w końcu zeszła. Chwyciłam czerwoną walizkę i mały plecak, po czym ruszyłam na dół. Kiedy przyjechaliśmy pod szkołę, wszyscy już tam byli. Wpakowaliśmy więc torby do bagażnika autokaru i zajęliśmy miejsca na samym tyle! ^^ Po jakiejś godzinie drogi wepchał się do nas Karol ze swoim gipsem. Zaczęliśmy grać w skojarzenia i wymyślanie zdań. W końcu rozmowa stoczyła się na biwak i różne dziwne tajemnice, które znało tylko parę osób. Gdy Alokin poruszyła tą kwestię, Korbas uznał, że wie o jaki sekret jej chodzi. Wszyscy więc zaczęli wypytywać biedną Nikolę o tajemnicę, którą w końcu wygadała. Wtedy okazało się, że Korbas żartował sobie z niej, i że wcale nie zna żadnego sekretu. Alokin była na niego strasznie zła.
Gabi bawiła się moim aparatem. Skutki widzimy na zdjęciu powyżej. Przedstawia ono zawartość mojego plecaka.
Nawet gips Karola się załapał. Ciekawe kto znajdzie mój podpis. xD
 Dojechaliśmy na miejsce około piętnastej. Zostałam przydzielona do pokoju z Szokiem, Gabrysią, Olą i Nikolą. Kluczyk dostała w swoje ręce Gabrysia. Kiedy Wiki i Alokin wyszły z pokoju, Ola postanowiła zamknąć nas od środka i nie otwierać dziewczynom. Niestety nasze drzwi zamknięte tylko na jeden spust można było otworzyć kopniakiem. Tak też zrobiła Szok. Ola nie chciała jej oddać klucza, więc aby to ukryć wrzuciła go za moją koszulę. Już nawet ja nie wiedziałam gdzie on dokładnie jest. Kiedy w końcu odzyskaliśmy klucz, postanowiliśmy że to Ola będzie go nosić. Wychowawcy zawołali nas na ogarnięcie zasad. Podali nawet hasło do WI-FI, co bardzo rzadko się zdarza. Po obiedzie i podczas niego Szok latała do wszystkich z zeszytem i prosiła o autografy. Okazało się, że jeszcze w ten sam dzień wybieramy się na lepienie garnków. Chwilę później siedzieliśmy już w autokarze. Na miejscu przywitała nas bardzo miła pani Łagata (dokładnie tak się przedstawiła), która myślała, że będziemy nocować w budynku, przy którym znajdowały się warsztaty. Każdy po kolei miał dostęp do koła garncarskiego. Ja swój piękny dzbanuszek formowałam na nim jakieś 10 minut, bo ciągle mi nie wychodził. Kiedy swoje cuda z gliny wykonywała druga grupa, poszliśmy do sklepu. Bardzo dużo osób kupowało sobie zupki chińskie i łyżeczki na sztuki. Po wróceniu do hotelu zauważyłyśmy, że osoba, która projektowała ten budynek nie przemyślała w ogóle jakie drzwi wstawić. Te do łazienki miały całkiem przeźroczyste szybki. Gabi wpadła więc na pomysł zrobienia witraży. Wyrwała kartki z mojego zeszytu, pokolorowała je i przykleiła na szybkach. Powoli nadchodziła godzina rozpoczęcia ciszy nocnej, a Alokin wyłapała w kątach kilka pająków. Żadna z nas nie miało odwagi ich wygonić lub zabić, więc zawołałyśmy Samuela. Ten wziął klapka Oli i zaczął roztrzaskiwać pająki na ścianach. Wyglądało to okropnie, ale w końcu mogłyśmy spokojnie zasnąć. Zasnąć! xD Kto by myślał o spaniu podczas szkolnej wycieczki? Wziełyśmy karty i zaczęłyśmy grać w kenta. Byłam w drużynie z Olą. Przez całą grę nikt nie skapł się jaki jest nasz znak. My wprawdzie też nie zorientowałyśmy się jak porozumiewają się Szok i Gabi. Chwilę po 23 ktoś zapukał do drzwi. Wszystkie poleciałyśmy do swoich łóżek, a Ola pobiegła otworzyć. Niestety zapomniałyśmy zgasić światło. Dostało nam się od pani, że hałasujemy, i żebyśmy już poszły spać. Tak też zrobiłyśmy.

Po lepieniu garnków z Gabi. xD
20.05. - wtorek
Wstałyśmy o 7:30. Śniadanie miało być dopiero za godzinę, więc zaczęłyśmy się cieszyć z tego, że nasze kochane młodsze rodzeństwo pewnie jest już teraz w szkole i za chwile zacznie się uczyć matematyki, a my tymczasem jesteśmy sobie w Bieszczadach! ^^ Przy śniadaniu Alokin zaczęła sobie nucić pokroimy pomidora, pokroimy pomidora, a Szok praktycznie przez cały czas się z tego śmiała. Po zjedzeniu poszliśmy na spacer po zaporze. Przy okazji kupowaliśmy pamiątki. Udało mi się zdobyć ostatni malutki kubeczek z magnesem z napisem  SOLINA. We wszystkich sklepikach można było dostać przepyszne lody włoskie lub świderki, czyli po prostu raj dla mnie. ^^ 
W tej Solinie można znaleźć wszystko...

Kreatywne podpórki na wystawie w jednym ze sklepików. :D
Po obiedzie pojechaliśmy na szkolenie bieszczadnika. Myśleliśmy, że będziemy się gdzieś czołgać, skakać itd., a tam czekało na nas coś zupełnie innego. Zostaliśmy dość brutalnie podzieleni na pięć grup przez nie za miłych panów. Pierwszą atrakcją było... wbijanie gwoździa! Zajęłam przy tym trzecie miejsce. Było też rzucanie siekierą w konstrukcje (trafiłam w kosz na śmieci), jeżdżenie na takich wózkach, jakie są np. w Bonarce (wyjechałam ze slalomu), strzelanie z łuku, bungee range, skakanie w workach, ścianka wspinaczkowa i przeciąganie liny. Byłam po tym wszystkim okropnie zmęczona. Po powrocie do hotelu córka wychowawcy klasy sportowej uczyła wszystkich tańczyć Zumbę. Ja na szczęście się w to nie mieszałam, tylko nagrywałam. Gdy wróciłyśmy do pokoju Alokin, Szok i Ola zamknęły się i powiedziały, że muszą sobie u czymś poważnie porozmawiać. Wpadłyśmy więc z Gabi na bardzo głupi pomysł, który nazwałyśmy Akcja „woda". Wzięłyśmy butelkę wody i kawałek kartki, na którym napisałyśmy:

Tu macie wodę. W końcu nie wiadomo ile będziecie tam siedzieć. Takie poważne rozmowy bardzo wyczerpują. Możliwe, że umrzecie na śmierć i wtedy wina spadnie na nas. Więc żeby nie było, że was zagłodziłyśmy.
Zawsze pamiętające
Gabriela B. i Aleksandra B.

  Oczywiście wszystko było robione dla żartu. Reakcja dziewczyn była bezcenna. Z początku w ogóle tej wody nie zauważyły, dopiero kiedy kazałyśmy się im rozejrzeć do pokoju odkryły o co chodzi.

To chyba moje ulubione zdjęcie z tej wycieczki. ^^
Od lewej widzimy tu Szoka, Gabi i Alokina.
21.05 - środa
W nocy śniło mi się, że po przyjechaniu do domu nie mogę wydobyć z fletu żadnego dźwięku. To było straszne. Na szczęście to tylko początek dnia. Po śniadaniu wsiedliśmy do autokaru i w końcu pojechaliśmy w moje kochane góry! Pan przewodnik był naprawdę bardzo miłym człowiekiem. Wzniesienia nie były jakoś wyjątkowo strome, szło się bardzo fajnie. Po godzinie marszu doszliśmy do Połoniny Wetlińskiej. Słyszałam o tym miejscu z opowiadań harcerzy oraz piosenek, ale i tak najlepiej jest zobaczyć to wszystko na własne oczy. Połoniny to coś pięknego ♥. Na zdjęciach wyglądają zupełnie inaczej. Gdy wszyscy popatrzyli sobie na śliczne widoki wyszliśmy nad schronisko. Podpisywałyśmy się z Olą i Gabi na głazach małymi kamykami. Tamta panorama też była przepiękna. ♥ W pewnym momencie zaczął padać deszcz. Wszyscy zaczęli zakładać peleryny i kurtki. Ustawiliśmy się w dwuszeregu w celu zejścia do autokaru, ale brakowało nam jednej osoby. Dopiero po jakichś piętnastu minutach przybiegł Piotrek z wytłumaczeniem, że myślał, że zostajemy jeszcze chwilę. W trakcie schodzenia przestało lać. 
Połonina Wetlińska.
A tu Aśka na tle Połoniny Wetlińskiej.
Moje przepiękne trepy. 
Po przyjeździe i zjedzeniu obiadokolacji oglądaliśmy Szpital. Przyszła tam jakaś dziewczyna, która wszczepiła sobie implanty do pośladków i nie chciała się do tego przyznać oraz facet, który złamał rękę podczas siłowania się i nie chciał ściągnąć koszuli, bo to od żony!. Czego oni teraz nie wymyślą, żeby ludzie oglądali te durne seriale! Okazało się, że wychowawca klasy sportowej i jego córka organizują dyskotekę. Nie miałyśmy w ogóle zamiaru na nią iść, ale w końcu wzięłyśmy zeszyt oraz długopisy i poszłyśmy. Zaszyłyśmy się w koncie i zaczęłyśmy grać w państwa miasta. Niestety zostałyśmy wypchane na parkiet przez Braśkę (prawie zrzuciła Alokina z ławki) i poproszone do tańca przez Majkela. Próbowałyśmy jakoś naśladować ruchy córek wychowawcy, ale raczej nam to nie wychodziło, więc wyszłyśmy z budynku. Na zewnątrz było bardzo dużo ludzi. Oczywiście nie można było się cichcem udać do hotelu, ponieważ wejścia strzegły panie. Zaczęłyśmy więc grać w państwa miasta na parapecie. Pomagało nam coraz więcej osób. Geniusz-ja nie mogłam wymyślić żadnego zwierzęcia na „D". Przychodziło mi do głowy mnóstwo nazw po angielsku, a po polsku żadnej! Zmieniłyśmy grę na tworzenie zdań i przyjęłyśmy do niej Majkela. Pisał tam różne bardzo dziwne rzeczy... Po jakimś czasie panie w końcu zebrały grupę, która chciała wrócić do pokoi. Gabi i ja także się w niej znaleźliśmy. Niestety zapomnieliśmy wziąć od Oli klucza! Włóczyłyśmy się więc po hotelu, rysując. W końcu wpadłyśmy na pomysł włamania się do pokoju za pomocą nożyczek/linijki/wsuwki. Niestety przyłapała nas na tym jedna z pań. Po jakimś czasie Ola w końcu wróciła! Po umyciu się znów grałyśmy w kenta.
Dmuchawce ^^
22.05. - czwartek
Zaraz po śniadaniu wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy pod jakiś sklepik, gdzie czekał na nas pewien pan. Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Razem z Alokinem i Olą trafiłyśmy do Folwarku. Każda grupa dostała mapo-podobne-coś i ruszyła przed siebie. Naszym celem było znalezienie pięciu skarbów, zrobienie im zdjęć i ułożenie z tego wiersza. Alokin dostała krótkofalówkę w celach porozumiewania się z przeciwną drużyną oraz panem, który to wszystko prowadził. Oczywiście przegapiliśmy pierwszy skarb. Podczas szukania drugiego Piotrek wpadł w błoto. Po kolana. Do tego jeden but wsiąkł mu pod ziemię. Antonik i Olek chcieli mu pomóc, w skutek czego sami też tam prawie wpadli. Gdy w końcu wyciągnęliśmy tego geniusza z błota miał całe spodnie brudne. No i nie miał jednego buta, więc resztę drogi przebył w skarpetce. Po odnalezieniu drugiego skarbu natrafiliśmy na rzekę, która na mapie była zaznaczona jako „BRÓD I". Ściąganie butów i podwijanie spodni odbyło się bardzo szybko. Woda była okropnie zimna i sięgała mi do kolan. Po jej przejściu uznaliśmy, że nie będziemy znów zakładać butów, bo na mapie był już zaznaczony „BRÓD II". Razem z Masłem i Alokinem zaczęliśmy śpiewać sobie różne piosenki. Nasze nogi wyglądały okropnie, ale raczej nikt się tym nie przejmował. Kolejny „bród" był jeszcze głębszy. Do tego poślizgnęłam się na jednym z kamieni i gdyby nie Masło byłabym cała mokra. W końcu postanowiliśmy ubrać buty. Skarpetki zakładało się beznadziejnie na mokre nogi, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Znaleźliśmy skarb trzeci i spotkaliśmy się z drugą grupą. Oni na swojej trasie mieli trzy razy zaznaczony „bród". W końcu doszliśmy do celu, gdzie czekał na nas pan dowodzący grą. Druga grupa była kompletnie przemoczona. Większość jej członków nie ściągało butów przechodząc przez „brody", więc wodę mieli wszędzie. Przeczytaliśmy słowa, które ułożyły się ze skarbów. My niestety nie mogliśmy podejść do skarbu czwartego, ponieważ był tam jakiś wąż. Z wyrazów ułożył się fragment pewnego wiersza:


„W górach jest wszystko, co kocham,
Wszystkie wiersze są w bukach.
Zawsze, kiedy tam wracam
Biorą mnie kolny za wnuka."
~Jerzy Harasymowicz

Na koniec dostaliśmy od prowadzącego pana po lizaku i wróciliśmy tą samą trasą. Po przejściach przez rzeki nasze buty były już nie tylko mokre, ale też brudne. Daliśmy po sobie poznać, że jesteśmy harcerzami, przerabiając piosenkę w następujący sposób:

Wejść do potoku byle jakiego,
Nie dbać o trepy, nie dbać o spodnie.
Ściskając w ręku patyk drewniany
Patrzeć jak błoto zostaje w tyle.


Moje przepiękne nogi po wyjściu z błota.
Piotrek w błocie. 
Kierowca kazał nam przed wejściem do autokaru zostawić buty w bagażniku. W hotelu szybko przebraliśmy się w coś czystego i pojechaliśmy do uzdrawiającego źródełka. Tu szło się jeszcze fajniej niż w góry. Po napełnieniu butelek wodą o właściwościach leczniczych wróciliśmy na obiad. Dzień zakończyliśmy rejsem po przepięknym Jeziorze Solińskim i szaloną dyskoteką, na której mnie nie było. A skąd wiem, że była szalona? Otóż znam Alokina od trzech lat i wiem, że jest bardzo spokojną, opanowaną i ogarniętą osobą. Chwilę po 22 wpadła ze śmiechem po pokoju. Gdy Gabi chciała ją uspokoić zaczęła wrzeszczeć coś o grzywce Biebera. Potem wzięła butelkę wody, zaczęła nią robić kółeczka po stole, odłożyła ją i powiedziała ups!. Latała po całym mieszkaniu przeraźliwie się śmiejąc. To nie była ta normalna Alokin. Na szczęście kiedy wzięła prysznic wynormalniała.
Oznakowanie szlaku po drodze nad źródełko. ^^
Jaszczurka przy źródełku. :)
Na statku podczas rejsu. xD

Jezioro Solińskie.

Te fale jakoś tak skojarzyły mi się z Posejdonem i po prostu musiałam je wstawić.
Pewnie nie możecie się już do czekać końca notki. Otóż jest on już bardzo blisko! :D

23.05. - piątek
Zaczęłyśmy się pakować już rano. Po śniadaniu poszliśmy jeszcze kupować pamiątki. Zjadłam dwa świderki i nabyłam ostatniego oscypka. Wpakowaliśmy walizki do autokarów, po czym sami do nich wsiedliśmy. W środku było okropnie duszno. Myślałam, że nie wyjdę stamtąd żywa. Gdy Alokin odkryła w swoim plecaku nawilżane chusteczki, wszyscy się na nią rzucili. Po drodze zatrzymaliśmy się w Sanoku, gdzie bardzo długo szukaliśmy wejścia na taras widokowy. Byłam wyczerpana i nie chciało mi się robić żadnych zdjęć, więc cyknęłam tylko jedną, marną focię. Dalsza droga była jeszcze bardziej męcząca. Wymusiliśmy od kierowcy zatrzymanie się na najbliższej stacji benzynowej, gdzie zjadłam dwa lody i wypiłam butelkę wody. Na dworze było dużo chłodniej niż w autokarze. Podczas dalszej jazdy temperatura sięgała zenitu. Było południe. Gdy byliśmy w Bochni i dzwoniliśmy do rodziców, Gabi powiedziała swojej mamie, że zaraz się rozpłynie, ale żeby się nie martwiła, bo ja zapakuję ją do siatki i wręczę pod szkołą. xD Apropos rozpływania się: Magda wymyśliła, że kiedy rozpłyną nam się białka oczne będziemy mogli zrobić jajecznicę na maśle, co Masło przyjął z wielką radością. O 17 dojechaliśmy do Dobczyc. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po wejściu do domu było przytulenie fletu.


Ciekawa jestem czy ktokolwiek dotrwał do końca. To chyba najdłuższa notka, napisana przeze mnie. Co do bloggerowych zaległości, których jeszcze nie nadrobiłam - zrobię to jutro.

*Wszystkie zdjęcia są zrobione przeze mnie.*

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

10 komentarzy :

  1. świetna notka ;)) w tym roku, razem z moją klasą, także byłam w Bieszczadach ;3

    Zapraszam:
    http://this-is-my-life-s.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha ha, zaraz przypominają mi się moje góry! Chyba granie w kenta jest jakąś tradycją, też to robiliśmy i prawie odgadłam hasło przeciwniczek- niestety, moje odgadli od razu, ponieważ zaczynałam się dziko śmiać, kiedy mój partner je wykonywał... Tradycyjne jest chyba tez taplanie się w błocie, aczkolwiek my byliśmy nie na tyle inteligentni by zdjąć buty i skarpetki i wykąpaliśmy się w strumieniu w pełnym stroju... Fajne miałaś te gry, szkoda tylko, że tak mało dni, jak na góry stanowczo za mało! Pewnie nawet nie zdążyłaś się porządnie nachodzić!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej nawet nie wiesz jak się uśmiałam czytając tą notkę! Wszystko odtwarzało się w mojej głowie i po prostu płakałam ze śmiechu:D Zwłaszcza czytając o szalonej Nikoli :P Kurczaki ja chcę wracać! I nawet mogłabym spać w jednym pokoju z Weberową i Kramarzową byleby tam najnormalniej w świecie być ♥ A te krajobrazy ehhh<3

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Super notka :) Aż chciałabym być tam z Wami i przeżyć te wszystkie chwile, które opisałaś... ;D Ja niestety w tym roku miałam tylko jedną, trzydniową wycieczkę. Za to już wkrótce wakacje, będzie więcej wyjazdów ^^ Pozdrawiam!
    www.lirhindur.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, Ola Ty to masz pamięć, nie mam zielonego pojęcia jak to zrobiłaś, przecież tak się nie da. Zapamiętałaś dosłownie wszystko, kiedy co jadłaś, kto co mówił - podziwiam, ja już pod koniec dnia pierwszego zapomniałabym co robiliśmy rano! Aj nie zanudziłaś nikogo, a ja dzielnie z uśmiechem dotrwałam do końca, a co! :D

    Ja nie mogę, biedny Piotr! Jejku... wyglądał tragicznie w tym błocie, jakby to były ruchome piaski! Miałam wrażenie jakby za chwile miał zaczął wirować, aż został by po nim jedynie bąbel błotny...
    Hihi! Jesteście genialne. Zostaje Waszą fanką, założę stowarzyszenie Alokinowy Szok w Kolorowych trampkach!
    Karol rządzi! :D Od razu domyśliłam się który podpis jest Oli, znaczy myślę, że się domyśliłam, nie było to trudne: Olu xD
    Tez byłam w Bieszczadach i na tej polanie nawet, tak mi się przynajmniej wydaje z nazw nie jestem najlepsza!
    Ty też nie lubisz tańczyć? A więc nie jestem jedyna, uff... Kiedyś tylko coś mnie napadło... skończyło się przetartymi do krwi nogami i mianem "Królowej Balu", nie mam pojęcia jak to zrobiłam... ja nie potrafię tańczyć!
    Ci ludziowie od wykańczania uczniów na skałkach to pewnie seryjni mordercy, robią pasztety z dzieci, radzę uważać! ^^
    Ty naprawdę kochasz ten flet! Zostaniesz znaną flecistką, to pewne!

    Pozdrawiam serdecznie :D


    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrnęłam do końca, nie bój nic! I dobrze się bawiłam podczas czytania:D Nigdy nie byłam w Bieszczadach... może to dlatego, że to tak daleko ode mnie?
    To fajne uczucie- czytać na Twoim blogu o innych blogerkach, w realnym życiu... ostatnio ciągle stwierdzam, że świat jest strasznie miały- czytam czyjegoś bloga, a tu okazuje się, że osoba go prowadząca zna blogera, którego np. bardzo lubię...
    U nas wycieczka będzie w czerwcu, ale nie jadę. Dlaczego? Cóż, po pierwsze- z mojej klasy nie jedzie żadna dziewczyna. Więc wylądowałabym pewnie w pokoju z nie wiadomo kim. Wprawdzie jedzie moja przyjaciółka, ale byłaby to jedyna osoba, którą lubię naprawdę. Po drugie- nie moje klimaty. Jedną z głównych atrakcji jest park linowy, a ja parków linowych NIENAWIDZĘ! Więc... nie jadę. Ale za to czeka mnie obóz integracyjny, organizowany przez gimnazjum, do którego idę.

    No, przygody rzeczywiście mieliście niezłe;) Biedny Piotrek, pogrążony w błocie... mi kiedyś but prawie utonął w bagnie, więc rozumiem ten ból:D
    A ja, w przeciwieństwie do Was, tańczyć uwielbiam i na dyskotekach zazwyczaj dobrze się bawię. Więc... czuję się samotna!;)
    Gratuluję niektórych zdjęć, są piękne! I w większości śmieszne:D
    Oczywiście, że poznałam Twój podpis- to ten czerwony "Ola XD", prawda???
    Pozdrawiam!
    Pola

    OdpowiedzUsuń
  7. O ja cię, nie spodziewałam się, że w Bieszczadach jest takie drapieżne błoto!
    Ale was przegonili, nie ma co!
    Też nigdy nie chodziłam na dyskoteki na wycieczkach, trochę dlatego, że automatycznie zasypiałam o 23, a głównie dlatego, że nie znoszę dyskotek...
    Dać fam kartę i długopis- nigdy nie będą się nudzić! Podziwiam milion sposobów wykorzystania tych dwóch przedmiotów!
    Nie wiedziałam, że prysznic ma właściwości unormalniające :P
    Haha, ja jadę na wycieczke za tydzień, wprawdzie jesteśmy "poważne" liceum, ale mam nadzieję, że będzie podobnie fajnie!

    PS. Prawosłąwni żegnają się w ten sposób, że najpier dotykaja dłonią człoa, serca, prawego i lewego ramienia, czyli tylko ramiona są na odwrót. Żegnają sie tak zawsze dwa razy pod rząd. Mama Perkusistki jest prawosławna, stąd wiem, ale moim zdaniem, to powinno być obowiązkowo uczone w szkole.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie bój się o nic! Co prawda notka długa, ale z chęcią czytałam o twojej wycieczce w górach. Mnie też w tym roku czeka wycieczka trzydniowa w góry (mieliśmy już odwołać, ale jednak jedziemy). A w Bieszczadach byłam na feriach. Pamiętam zaporę solińską i to,ze też wchodziliśmy na jakąś górę, ale nie wiem,czy to była ta połonina z jednego prostego względu. Byłam w zimie, wiec ta trudno mi rozpoznac po zdjęciu, czy to jest to sam miejsce.
    Karty u mnie są obowiązkową rzeczą jaka zabieram, tak, więc jesli tylko są ludzie, którzy umieją grać to zwykle razem gramy. I szczerze mówiąc ja właśnie jestem jedną z tych osób, które śpia na wycieczkach. Niestety zawsze wcześnie zasypiam i nie umiem w nocy długo wytrzymać bez snu. Ta cecha jest bardzo denerwująca, szczególnie gdy jestem na jakis wyjazdach. Inni wtedy sobie gadaja w nocy, a ja mi się oczy zamykają.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj Ola, zakochałam się w tej notce, wydrukuję ją i powieszę na ścianie ;)
    Te wszystkie wspomnienia powróciły, a każde z wydarzeń przeżywałam na nowo, KAŻDE! Ten mój hit "Kroimy pomidora" to wszystko odżyło w mej głowie! A tutaj został nam nie cały miesiąc do końca roku szkolnego - CO TO MA ZNACZYĆ?!!! Nawet moje ukochane zdjęcie się tu znalazło^^ Piszę strasznie chaotycznie, bo nie to o czym pomyślę od razu zostaje wystukiwane przez klawiaturę! Jaka długa?! Wydała mi się taka krótka - JA CHCĘ WIĘCEJ (no chodzi o tą wycieczkę)!!! Dlaczego to tak szybko minęło?! Powinniśmy tam być przez cały rok szkolny, a nie tylko 5 dni!!! Ja nie przeżyję tego, tej rozłąki, rozstania i zwykłego, normalnego, przede wszystkim nudnego życia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! JA PROTESTUJE!!! Powtórzmy tą wycieczkę!!! To koniec, to niemożliwe!!!! Te przygotowania, do tej wycieczki nam tyle zajęły, a sam gwóźdź programu minął tak szybko jakby go w ogóle nie było!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I GDZIE TU JEST TA SPRAWIEDLIWOŚĆ?!!!!
    Dobra kończę, bo chyba przesadziłam :\
    Pa Ola!
    P.S. GABI KIEDY TY TĄ NOTKĘ NAPISZESZ?! BO W DOMU ZOSTAŁO MI JESZCZE TROCHĘ TEJ MAGICZNEJ WODY, WIĘC WIESZ CO SIĘ MOŻE STAĆ...
    No to pa!

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny post! Z miłą chęcią przeczytałam notkę o twoich przygodach podczas wycieczki! Ale ty masz fajnie, tak jeździć na wycieczki... :D http://fairytaledreamcloudeen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ♥