9 marca 2014

104. Bolek 2014!

Od kilku miesięcy nazwy notek to tytuły piosenek. Teraz odchodzę od tego zwyczaju. Między innymi dlatego, że nie miałam pomysłu na jakiś 'wzniosły' tytuł dla tego posta. A więc od dzisiaj będzie normalnie. Tak, żeby każdy z góry domyślił się o co chodzi. No, może prawie każdy.

piątek
fot. Kamil Sorocki
Chwilę po 16 wyjechaliśmy z Dobczyc. Po drodze zatrzymaliśmy się w Myślenicach, gdzie wsiedli Blada i Słowik. O 16:40 byliśmy przy szkole w Bysinie. Kiedy wszyscy się już mniej - więcej ogarnęli, przydzielili do sal, wybrali patrolowych i ubrali mundury, odbył się apel. Patrolową naszego patrolu o nazwie Cielejoty (nie pytajcie...) została Ola. Po apelu odbyła się gra geograficzna o Polsce. Za szkołą było rozstawione około 20 harcerzy starszych i wędrowników. Zuchy i my dostaliśmy po 3 symbole pewnych miast. Musieliśmy określić jakiego miasta jest dany symbol i udać się do wędrownika lub harcerza starszego, który temu miastu odpowiadał. Szukając Zakopanego trafiłyśmy do Gdyni... Stał tam nasz przyboczny Krzysiek. Mieliśmy grać z nim w statki, tyle, że tylko on rozstawił sobie okręty. Trafiłyśmy już za pierwszym razem. Następnie ruszyliśmy do Warszawy, gdzie czekała Patrycja. Naszym zadaniem było zrobić z kartki papieru samolocik i trafić nim w tarczę. Udało nam się za ostatnim razem. W końcu znaleźliśmy Zakopane! Była tam druhna komendantka, która kazała nam zaśpiewać jakąś góralską piosenkę. Do szkoły wróciłyśmy jako pierwszy patrol. Kiedy Blada wszystko nam już sprawdziła (oczywiście było dobrze), udałyśmy się do naszej sali i czekałyśmy na następne patrole. Gdy wszyscy wrócili do szkoły, odbyło się podsumowanie gry. Druhna Zuza zapisywała na narysowanej na bristolu wielkiej mapie Polski miasta, które pojawiły się na grze. Po podsumowaniu zjedliśmy kolację. Zuchy i my zrobiliśmy to na stołówce, a harcerze starsi jedli na swoim korytarzu, który przydzielono im do spania. Następnie przebraliśmy się z powrotem w mundury i udaliśmy się na kominek. Każdy dostał kartonik. Harcerze (my) pisali na nich czym jest dla nich harcerstwo. Ja napisałam, że całym życiem. Jak się potem okazało tak właśnie napisała połowa harcerzy. Harcerze starsi pisali na nich jeden z dziesięciu punktów Prawa Harcerskiego. Oczywiście Krzysiek, który siedział obok mnie nie znał Prawa, więc to ja musiałam mu podyktować jeden punkt (bodajże szósty...). Wędrownicy rysowali na nich wybrany symbol skautingu. Następnie przykleiliśmy wszystkie kartoniki na bristolu, tak, żeby ułożyły się w wężyka. Każdy patol rzucał kostką. Jeśli trafił na kartonik harcerza, czytał czym dla tego harcerze jest harcerstwo. Jeśli trafił na kartonik harcerze starszego, czytał punkt Prawa, a druhna komendantka czytała interpretację tego punktu według Stefana Mirowskiego - bohatera naszego hufca. Jeśli trafił na kartonik wędrownika, musiał wymienić jeden z elementów symbolu, który był tam narysowany i go scharakteryzować.
Plakietka z tegorocznego Bolka.
 Nie obyło się też bez śpiewania. Odpowiadałam za drugie głosy, w związku z czym wszyscy patrzyli na mnie jak na jakąś wariatkę. Praktycznie cały kominek (z wyjątkiem śpiewania) przegadałam z Kamilą o II stopniu szkoły muzycznej oraz z Krzyśkiem o jego poprzedniej drużynie. Po zawiązaniu kręgu i puszczeniu iskierki przyjaźni, przebraliśmy się w piżamy i ogólnie się ogarnęliśmy. Nieliczne osoby zdecydowały się na spanie, większość poszła na śpiewogranie, które odbyło się na terenie zakazanym. I znów przypadło mi być męskim głosem w Połoninach niebieskich... Dlaczego żaden chłopak nie umie tego śpiewać?! Śpiewogranie trwało do 23:30. Potem wszyscy rozeszli się do swoich sal. Ale kto by spał! Przy zgaszonym świetle siedziałyśmy na karimacie Wiki i gadałyśmy. Asia straszyła nas śpiewając Kotek pije mleko z Rozmów w toku, a Julka świeciła na jej twarz od dołu latarką. Wyglądało to przerażająco. Nagle do pokoju weszła Majka. Automatycznie pogasiłyśmy wszystkie latarki i położyłyśmy się w tych miejscach, w których siedziałyśmy. Na nasze nieszczęście Majka zapaliła światło i zorientowała się, że chyba coś jest nie tak skoro na jednej karimacie leży 10 osób. Kazała nam wrócić do swoich śpiworów. Oczywiście kiedy tylko wyszła dalej gadałyśmy tyle, że w sich legowiskach. Jednak Asia, Emilka i Kasia postanowiły zaryzykować i z powrotem przeniosły się na karimatę Wiki. Niestety Majka wróciła. I niestety widziała jak dziewczyny skaczą przez całą salę, żeby dotrzeć do swoich śpiworów. Kazała im stać na korytarzu. Rzecz jasna po kilku minutach wpuściła je z powrotem do sali. Myślę, że około godziny drugiej wszyscy już spali.

sobota
Zdjęcie zrobione przez Sonię. Oto ja w moim śpiworze
o 6 rano. Na drugim planie Emilka...
Pobudka miała być o 7:30, ale my oczywiście wstaliśmy dużo wcześniej. Po powitaniu dnia zjedliśmy śniadanie. Harcerze starsi znowu jedli na swoim korytarzu... Następnie kazali nam się spakować. A więc składaliśmy karimaty, zwijaliśmy śpiwory i upychaliśmy to wszystko w plecakach, z którymi potem mieliśmy iść 4 kilometry. Kiedy wszyscy byli już spakowani, druhna Zuza urządziła fitness. Miało to być po to, żebyśmy się zrelaksowali i zmęczyli przed marszem. Kiedy zajęcia z gimnastyki w końcu się skończyły, pierwszy patrol ubrał się, wziął plecaki i poszedł. Plecaki zuchów pojechały samochodem (też chcę być zuchem!). Czekając na swoją kolej, pląsaliśmy, śpiewaliśmy i robiliśmy wszystko, co tylko się dało. W końcu w szkole została tylko Awangarda z Myślenic, Złote Orły od nas no i my. Awangarda wyszła pierwsza. Następnie poszliśmy my. Okazało się, że zapomniano o plecaku pewnej zuchenki, więc druh Burek przyczepił go sobie do swojego plecaka. Gdybyście widzieli jak śmiesznie wyglądał taki druh Burek z brodą i plecakiem z syrenką... Kiedy doszliśmy w miejsce, gdzie miał być pierwszy punkt okazało się, że jest do niego dość długa kolejka. Oprócz nas czekały jeszcze trzy patrole, a czwarty właśnie zaczynał punkt. Pod nieobecność druha Burka graliśmy w C4, śpiewaliśmy, pląsaliśmy, graliśmy w kiśnięcie. W końcu przyszła nasza kolej na punkt! Stała tam Blada. A raczej leżała. Leżała na karimacie. Na czole miała czerwoną plamę i wrzeszczała, że strasznie boli ją noga, oraz że jest jej bardzo zimno. Podzieliłyśmy się na dwie drużyny. Jedna opatrywała jej nogę, która jak się okazało była złamana, a druga próbowała zabandażować ranę na głowie. Wzięłyśmy też folię termiczną i przykryliśmy ją Bladą (oczywiście złotą stroną, żeby było jej ciepło). Kiedy już usztywniłyśmy nogę i opatrzyłyśmy ranę okazało się, że następnym zadaniem na tym punkcie jest przenieść ofiarę do drogi. Na pewno nie na karimacie, bo się rozerwie. W takim razie jak? Musiałyśmy wziąć Bladą, o 11 lat od nas starszą na ręce! W połowie drogi zorientowałyśmy się, że prawie wszyscy niosą nogi, głowa prawie dotyka ziemi, a Blada wrzeszczy, żeby ją już zostawić w spokoju... Jakimś cudem udało nam się zmienić pozycje i przenieść ją do drogi, ale łatwo nie było. Potem rozwiązaliśmy jej nogi i ściągnęłyśmy opatrunek. Mimo tego, że prawie ją zabiłyśmy, Blada dała nam 6,5 punktu (większość patroli miała tylko 5). Przeczytała nam notatkę o Stefanie Mirowskim. Dowiedzieliśmy się, że czytała ją z punktu widzenia matki bohatera naszego hufca - Heleny Mirowskiej. Ruszyliśmy na kolejny punkt. Szliśmy pod górę, wszyscy byliśmy strasznie zmęczeni, było nam bardzo gorąco, ale druh Burek nie chciał się zatrzymać. W końcu doszliśmy na szczyt. Kiedy odpoczęliśmy zaczęliśmy szukać łuku i strzał. Znaczy się patyków, które mogłyby służyć za łuk i strzały. Po jakichś 15 minutach w końcu znaleźliśmy coś odpowiedniego. Do łuku przywiązaliśmy sznurek. Na punkcie stała druhna Zuza. Naszym zadaniem było strzelić z tego łuku w tarczę lub jeden z 7 balonów. Gdyby nie druh Burek pewnie nie zdobylibyśmy żadnego punktu u Zuzy. Ona też czytała. Była żoną Stefana Mirowskiego - Ireną Mirowską. Poszliśmy dalej. Na szczęście już nie pod górę. Trafiliśmy do druhny Julii. Na jej punkcie trzeba było przejść przez pajęczynkę nie dotykając sznurków. Oczywiście wszyscy dotknęli pajęczynki, ale Julia zaliczyła nam ten punkt. Notatka, którą czytała była z punktu widzenia przyjaciółki bohatera naszego hufca - Anny Zawadzkiej. Ruszyliśmy z dalszą drogę.
Gdy doszliśmy na kolejny punkt, okazało się, że kolejka jest taka sama, jak przy pierwszym punkcie. I znów musieliśmy czekać. Pół godziny później w końcu byliśmy na punkcie, przy druhu Kubie. Naszym zadaniem było rozpalić kuchnię polową i ugotować w menażce wodę na herbatę. Osłoniliśmy miejsce na palenisko pałatką, nazbieraliśmy suchych gałązek i próbowaliśmy to coś rozpalić. Mieliśmy do dyspozycji tylko 5 zapałek. Nie udało się. Na szczęście druh Kuba powiedział, że wszystko było dobrze. Przeczytał nam notatkę o Stefanie z punktu widzenia Aleksandra Kamińskiego. Ruszyliśmy dalej. Doszliśmy do druha Kacpra. Musieliśmy rozłożyć namiot, włożyć do niego 3 karimaty, 3 śpiwory (rozłożone) i 3 plecaki, pokazać to druhowi Kacprowi i złożyć namiot. Na wszystko mieliśmy tylko 15 minut. Gdyby nie druh Burek, pewnie nigdy byśmy tego nie zrobili. Wkładając stelaże do namiotu, co chwilę nam się rozkładały... Ten namiot w ogóle był strasznie dziwny. W końcu jakoś to złożyliśmy, wrzuciliśmy tam plecaki, rozłożyliśmy karimaty i śpiwory, druh Kacper wszystko sprawdził, po czym wzięliśmy się za rozkładanie. Wprawdzie nie wyrobiliśmy się w 15 minut, ale wyszło w 20. Druh Kacper szybko przeczytał nam notatkę, tym razem z punktu widzenia ojca Stefana - Adama Mirowskiego. Oczywiście byliśmy już spóźnieni na autokar do Dobczyc, więc biegiem polecieliśmy na polanę, na której już czekał na nas patrol naszych chłopaków. Nie zdążyliśmy już zaliczyć punktu u druha Słowika oraz wykonać mapy myślowej, więc mieliśmy wspólną z chłopakami. Nie zostało też czasu, żeby zjeść kiełbaski z ogniska, a nie jedliśmy kompletnie nic od śniadania (to było po 16). Chłopaki założyli plecaki i pobiegliśmy! Harcerze starsi zaliczali jeszcze punkt u Kacpra i mieli wrócić na własną rękę busem. Nasz autokar czekał przy basenie w Myślenicach. Po drodze śpiewaliśmy Kotek pije mleko i inne żałosne piosenki. Chwilę po 17 byliśmy w Dobczycach.

A teraz krótkie wyjaśnienie.
Dlaczego Bolek? Jak można wywnioskować z recenzji, gra terenowa była poświęcona życiu bohatera naszego hufca - Stefana Mirowskiego. Bolek to po prostu jeden z jego licznych pseudonimów.

Tak przy okazji: nauczyłam się wiązać prawidłowy węzeł braterstwa. Okazało się, że tamten po prostu robiłam źle... A teraz nauczyłam się już go dobrze zaplatać i odpowiednio ściskać.


Prawidłowy węzeł.
Dla przypomnienia. Mój poprzedni, ten niewłaściwy węzeł wyglądał właśnie tak...
Wczoraj siedzę sobie przed telewizorem i oglądam The Voice Of Poland. Teraz staram się oglądać ten program w każdą sobotę, jakoś tak mi się spodobał. Był tam pewien 18 - letni chłopak - Artur. Pochodzi on z Ukrainy, do Polski przyjechał na studia. Nie ma tu żadnych znajomych, przyjaciół, nikogo. Wszyscy wiemy jaka jest aktualnie sytuacja na Ukrainie. Przed wejściem na scenę Artur powiedział, że jeżeli nikt się nie odwróci, po prostu pojedzie do domu i wróci do swojego życia. Odwrócili się wszyscy. Nie wiem co zrobił dalej, ale bardzo podoba mi się jego postawa. No, bo trzeba mieć odwagę. Za sceną nie czekał na niego nikt. Nie miał nikogo, kto mógłby go pocieszać, dodawać otuchy. A on wystąpił. Kiedy zaśpiewał swoją własną piosenkę, a Marek powiedział, że podczas słuchania tej piosenki wyobraził sobie te oblodzone ulice Kijowa, te samochody, tych ludzi, którzy walczą o wolność, prawie się rozpłakałam... Dzisiaj podczas Dnia Kobiet będziemy zbierać z harcerzami pieniądze na ukraińskich skautów. Fajnie jest pomagać...

Nie zdziwcie się, jeśli notka ukaże się w środę lub czwartek. Jest to bardzo możliwe.

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

4 komentarze :

  1. Też oglądam The Voice of Poland. Moim faworytem jest... Marek! Zawsze jego ludzie wygrywają ^^ no... Smutne z tym Ukraińcem, ale wiesz... Kto wie czy to cały jego kraj walczy. na pewno są, że tak powiem "strefy pokoju" :)
    Czy jak dostaniesz jakąś odznakę to ona już zawsze będzie na Twoim mundurze? Ile masz odznak 0.o
    Sami zrobiliście łuk?! Jejku... Normalnie przetrwalibyście w dziczy! Potraficie wszystko!!!
    Nie ma to jak nielegalne pogawędki - uwielbiam to! Najzabawniej jest jak opiekunowie ciągle przyłapują na gadaniu, a mimo to wszyscy gadają ^^ Zawsze jak zakazują rozmawiać... to się rozmawia :D
    Masz świetny śpiwór!
    Nie jeść przez 8 (?) godzin... współczuję...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Bułka z serem <3 *o*
    A tak na serio to bardzo miło wspomninam Bolka i było chyba lepiej niż na poprzednim:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś też byłam harcerką :((

    Zapraszamy do nas http://zuzaandmarta.blogspot.com/ :D
    Obserwacja=obserwacja :D
    Jeśli nas zaobserwujesz daj znać a na pewno się odwdzięczymy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejuuu ;( Szkoda, że nie pojechałam ;( Tak chciałam i tak się szykowałam .. ;(
    Musiało być super ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ♥