30 marca 2014

107. Bogowie olimpijscy...

Nie mam zdjęć z tej gry, więc musicie
się zadowolić obrazkami przedstawiającymi
bogów olimpijskich. :) Tutaj widzimy
Posejdona.
Znów był piątek. Gdy wyszłam z lekcji fletu Gabi czekała już na korytarzu. Po drodze do harcówki wstąpiłyśmy do mojego domu, skąd wzięłam gitarę, którą miałam pożyczyć Wiki. 20 po 17 przyszłyśmy pod małą szkołę. Większość harcerzy już tam była. Kiedy Ola zauważyła, że mam gitarę od razu wyciągnęła ją z pokrowca i zaczęła grać. Po chwili przyszła Wiki. Od tamtej chwili moja Tosia jest na nią skazana... Gdy przed szkołą zebrało się już dość dużo harcerzy, Ola kazała nam się ustawić w szeregu na placu za szkołą. Podzieliliśmy się na trzy patrole. Do mojego należała Julka, Oliwia, Michał i Kacper. Zastępowi natomiast rozproszyli się po mieście. Mój patrol wyruszył pierwszy. Dostaliśmy od Oli zaszyfrowane na karteczce dwa wyrazy, które po odszyfrowaniu ułożyły się w słowa POD MOSTEM. A więc poszliśmy pod most! Tam czekał na nas Karol. Zorientowaliśmy się od razu, że jest Posejdonem - w końcu siedział przy rzece. Naszym zadaniem było zrobić łódkę (ze styropianu), przywiązać ją do sznurka, którego drugi koniec miał być przywiązany do kamyka, który trzeba było rzucić jak najdalej na wodę. Rzuciliśmy na wodę kamyk, do którego była przywiązana łódka. Niestety sznurek zaczepił się o coś, a kamyk wylądował zaledwie 2 metry od brzegu. Na szczęście Karol po znajomościach zaliczył nam to zadanie. Dostaliśmy od niego fioletowy sznurek i karteczkę z następnym szyfrem. Rzuciliśmy na nią okiem i uznaliśmy, że pisze tam POD LOTTO. Niestety pod lotto nie było żadnego harcerza! Na szczęście spotkaliśmy Olę. Okazało się, że na karteczce nie pisało POD LOTTO, tylko POD PTTK!

Hades z Percy'ego Jacksona.
 Ruszyliśmy więc z powrotem. Pod PTTK siedział Olek. Wieniec z liści laurowych zdradzał wszystko - był Zeusem. Mieliśmy wrzucić do słoika przynajmniej 5 kamieni. Każdy miał 3 rzuty. Na pierwszy ogień poszedł Kacper, który rozbił słoik (trafił w krawędź, a słoik pękł w połowie...).  W każdym razie ułatwił nam zadanie. Olek uznał, że nie będziemy rzucać do rozbitego słoika. Od tej pory celowaliśmy w kółeczko na piasku, które było dużo większe niż średnica słoika! :D Od niego także dostaliśmy fioletowy sznureczek i karteczkę z zaszyfrowanym następnym punktem: PARK OBOK BOISKA. Czyli niedaleko. Tam czekał na nas Kamil, który kompletnie nie wiedział na czym polega jego punkt i co chwilę dzwonił do Oli, żeby dopytać się o szczegóły. Był Hadesem. Naszym zadaniem było z odległości czterech metrów rzucać strzałą w potwory narysowane na tekturach i wysłać je do Tartaru. Każdy miał 3 rzuty, w każdego potwora trzeba było trafić 4 razy. Gdybyśmy nie przypomnieli Kamilowi, że ma nam dać sznurek i karteczkę z szyfrem, pewnie by nam ich nie dał. Następny punkt znajdował się przy Janie, obok skateparku. Siedziała tam Wiktoria w pałatce i niebieskiej sukience. Zachwycała się szyszkami i gałązkami sosnowymi. To musiała być Afrodyta. Na początku każdy wylosował źdźbło trawy. Dziewczyna, która miała najkrótsze i chłopak, który miał najdłuższe musieli zainscenizować randkę. Wypadło na Oliwię i Michała. Nie powiem, żeby wyszło jakoś super, ale w końcu Wiktoria musiała nam to zaliczyć. Dała nam sznureczek i kartkę z szyfrem: SKATEPARK. Po drodze wstąpiliśmy do sklepu po czekoladę. 
Jedyna normalna Afrodyta jaką
znalazłam.

Przy skateparku znaleźliśmy Sonię. Miała łuk - była Artemidą. Najpierw Kacper i Michał musieli odbić piłkę do tenisa przynajmniej pięć razy z rzędu (każdy). Następnie w zaroślach szukaliśmy małych jajeczek wielkanocnych. Na karteczce, którą dostaliśmy od Sonii były zaszyfrowane słowa: PRZY DELIKATESACH. Udaliśmy się więc w stronę Delikatesów. Przy schodach siedziała Wiki z moją gitarą. Gdyby nie to, że wcześniej powiedziała mi, że jest Ateną pomyślałabym, że to Apollo. Kiedy czekała na jakiś patrol wyciągnęła sobie gitarę i sprawdzała czy jeszcze coś pamięta. Ludzie chcieli jej dawać pieniądze, ale wytłumaczyła im, że to tylko gra terenowa i że na nic nie zbiera. Podczas gdy mój zastęp słuchał zagadek, na które trzeba było znaleźć rozwiązanie, ja próbowałam nastroić gitarę (bo oczywiście wcześniej o tym kompletnie zapomniałam). Wiki dała nam sznureczek i karteczkę z zaszyfrowanym następnym i ostatnim punktem: MIĘDZY CHIRANĄ, A OGRODZENIEM. Chirana to mała szkoła, w której odbywają się nasze zbiórki. Tam też się udaliśmy. Gdy szliśmy na podwórko zza krzaków wyskoczyły Ola i Emila - Charybda i Skylla. Chciały nas zjeść. Wrzeszczały coś, przeraźliwie się śmiały, pierwszy raz w życiu się ich bałam (no, przynajmniej Oli), poza tym było już dość ciemno. Kazały ustawić nam się na linie. Zawiązały nam mowę i powiedziały, że mamy się ustawić od największego do najmniejszego. Oliwia nie ogarniała o co chodzi, a my nie mogliśmy jej tego wytłumaczyć z zawiązaną mową! W końcu jakimś cudem nam się udało. Ola kazała Julce i mi wystąpić. Zawiązała nam na rękach sznureczki. Od tej pory byłyśmy ślepe, musiałyśmy zamknąć oczy. Każda z nas musiała wybrać jedną osobę, która będzie nas musiała poprowadzić przez labirynt. Julka wybrała Kacpra, a ja Michała. Z zamkniętymi oczami, małymi krokami przemieszczałyśmy się po labiryncie. Nie mogłyśmy nadepnąć na linie. Przez drogę co chwilę przelatywała Ola lub Emila strasząc nas. To było okropne. W końcu po jakichś 5 minutach labirynt się skończył. Doszliśmy do Krzyśka, który był Sfinksem. On także zadał nam zagadkę. Po jej rozwiązaniu musieliśmy znaleźć w labiryncie i na podwórku skarb, który możemy zjeść. Okazało się, że jest to czekolada! Podzieliliśmy po równo kostki, a resztą poczęstowaliśmy Olę, Krzyśka, Bladą i Burka. Od teraz byliśmy złymi duchami i mieliśmy pomagać Oli i Emilii straszyć inne patrole. Genialne zadanie! ^^ Wrzeszczeliśmy im do uszu, śmialiśmy się przeraźliwie, chodziliśmy jak zombie, śpiewając Kotek pije mleko. Było nas coraz więcej. Patrole, które przeszły przez labirynt także zamieniały się w złe duchy. Kiedy wszyscy skończyli już grę, a mój tata skończył gadać z Bladą i Burkiem pojechaliśmy do domu.

Przy okazji pochwalę się. Nasze piękne, szczepowe zdjęcie z DMB trafiło to gazety gminnej, tj. Tapety. Pod zdjęciem jest zamieszczony piękny artykuł napisany przez Magdę, zapraszający na nasze zbiórki. Jest także wzmianka o tym, że podczas imprezy Być kobietą, być zebraliśmy 376,85 na rzecz Ukrainy oraz artykuł o recitalu Bladej i statuetce Magdy na TADKU (TADEK - Tradycyjna Akademia Dla Ekstra Kadry). Jesteśmy z siebie bardzo dumni!



Artykuł o Magdzie. No i Magda ze statuetką.

Artykuł o naszym szczepie i zdjęcie z DMB. Już powinę fakt, że w nagłówku powinno być 'Zmieniaj świat, zawsze bądź sprawiedliwy i odważny' (tekst jednej z najładniejszych harcerskich piosenek - 'Harcerskie Ideały'), a oni sobie to trochę skrócili...
Artykuł o recitalu Bladej i akcji Harcerze dla Ukrainy.

We wtorek piszę sprawdzian decydujący o tym, do jakiej klasy w gimnazjum się dostanę! :( Niech mnie ktoś uratuje! ;__;

Na koniec chciałabym Was zaprosić do czytania/komentowania/obserwowania bloga o harcerstwie, który prowadzi ze mną moja koleżanka Ola. Twórców było jeszcze więcej, ale stracili wenę. Możecie się stamtąd dowiedzieć wielu rzeczy na temat ZHP :)
http://zawiszaczarn.blogspot.com/

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

23 marca 2014

106. Tadeuszek 2014!

Chorągiew Krakowska, której patronem jest Tadeusz Kościuszko, co roku organizuje grę miejską po Krakowie poświęconą życiu tej ważnej osoby. W tym roku na tą grę wybrali się także harcerze z Dobczyc!



O 8:15 nasz 9 - osobowy patrol był już gotowy do wyjazdu. Czekaliśmy jeszcze na kilku harcerzy starszych i zuchów. Kiedy w końcu usiedliśmy w autobusie zauważyłam jeszcze jeden patrol. Nie był to patrol z Dobczyc. To był patrol z Poręby, czyli Orsza! Znałam stamtąd tylko jedną osobę - Natalię, którą poznałam na obozie w Przerwankach. Uzyskałam zgodę Oli na wyjście z autobusu i poleciałam się przywitać z Natalią. Okazało się, że jadą z nami do Krakowa, gdzie przejmie ich jakiś druh i będzie z nimi zdobywał kolejne punkty gry miejskiej. Chwilę po 9 byliśmy na miejscu. Ogarnęliśmy nasz kochany szczep i wrzeszcząc Idzie szczep Dobczyce! Sialalalala! ruszyliśmy na rynek. Na miejscu Ania rozdała nam naklejki z napisami Jestem harcerzem lub Jestem harcerką. Wiki wpadła na pomysł, żeby wziąć ich trochę więcej i rozdawać wszystkich harcerzom na rynku. Wszyscy bardzo chętnie brali naklejki, z resztą mi też bardzo się podobały. O 10 rozpoczął się apel. Podczas meldowania można było usłyszeć ciekawe nazwy patroli. Te, które udało mi się zapamiętać: Żółte kalosze, Brykające tygryski, Zielone ufoludki i najlepsze Rany boskie! Jestem kioskiem!. Po złożeniu wieńców rozpoczęła się gra. Dostaliśmy kopertę z zasadami i 2 zielone karteczki.
Naklejki, które rozdawaliśmy wszystkim harcerzom i harcerkom.
Gra miała polegać na tym, że na zielonych karteczkach były zadania, które trzeba było wykonać. Kiedy już się je zrobiło, szło się na Plac Szczepański, gdzie wymieniało się karteczki na 3 następne oraz dostawało się kulki (jedno zrobione zadanie = jedna kulka). Gdy miało się już dość dużo kulek, szło się do takiego... pałacyku? Tam wytyczało się trasę na mapie Europy. Za wejście do miasta płaciło się jedną kulkę. Trzeba było wytyczać trasy między miastami. Sama do końca nie ogarniałam o co w tym wszystkim dokładnie chodzi. W każdym razie lataliśmy po Krakowie rozwiązując szyfry, dzwoniąc do budek telefonicznych, mierząc odległość parokrokami i surfując po internecie w poszukiwaniu odpowiedzi na zagadki. Przy okazji wstąpiliśmy do McDonalda, gdzie kupiliśmy sobie shake'i, które były straszliwie gęste (jak to powiedział mój brat: 'Niczym lody gałkowe'). Oczywiście po drodze cały czas rozdawaliśmy naklejki. Jestem harcerzem skończyły nam się bardzo szybko (tylko i wyłącznie dlatego, że było ich bardzo mało!). Byliśmy także w siedzibie chorągwi, gdzie dostaliśmy po pączku. Chcieli nam też wcisnąć herbatę, a my próbowaliśmy im wytłumaczyć, że na gorący napój jest po prostu za ciepło! Nie obyło się też bez cudzoziemców, którzy na nasz widok wyciągali aparaty i cykali nam zdjęcia... O 14:30 skończyła się gra. Związaliśmy krąg i puściliśmy iskierkę. Druhna Olga wyczytywała miejsca za grę. Niestety nic nie zajęliśmy, ale liczy się dobra zabawa i to, z kim się spędziło czas. Jestem więc bardzo zadowolona.
Po rozdaniu nagród, ruszyliśmy do autobusu, gdzie czekały już zuchy. Podjechaliśmy jeszcze po harcerzy starszych i udaliśmy się w stronę Dobczyc. Wróciliśmy chwilę przed 17. Zawiązaliśmy jeszcze raz krąg i rozeszliśmy się do domów. Trochę bolą mnie nogi, ale mimo to uważam, że było genialnie! ^^


Najlepsze zdjęcie plakietki z Tadeuszka, jakie udało mi się zrobić. xd
Druh z zieloną chustą to Burek, który próbuje ogarnąć nasz szczep i Orszę. A szczep można poznać po żółtych elementach w umundurowaniu. :)
Wiecie jak to na żywo słodko wyglądało? ^^
Patrolowi na meldowaniu. I to nie wszyscy patrolowi.
Oczekując na swoją kolej przy wyznaczaniu tras. Od lewej: Paulina, z tyłu mój brat, Karol, Szymek, Kamil i Wiki w pozycji leżącej, Biedron oraz ja.
fot. Ola Koszut


Znaleźliśmy właściwą budkę telefoniczną! Szymek w ciemnych okularach, oparty Burek, mój brat jedzący sos słodko - kwaśny, kawałek Karola i ja wystająca zza Biedrona, który trzyma proporzec.
fot. Ola Koszut
Zaraz przed zawiązaniem kręgu. Kamil, Szymek, Ola, Biedron, mój brat, Karol, ja, Wiki i Paulina.
fot. Rafał Burkat (Burek)
W McDonaldzie. Co z tego, że nic nie widać? Ważne, że jest!

 Moje gitary dorobiły się własnych imion. Teraz trzeba tylko jakoś nazwać flet, marakasy i pianino.



Ostatnio uczyłam Wiki grać na gitarze. Następnego dnia nie pamiętała już jak się łapie e-moll, więc nie uznam tego za sukces. Instrument, który trzyma sama nazwała, pozwoliłam jej. Teraz moja stara gitarka nazywa się Tosia :) Wiki oczywiście trzyma tą gitarę odwrotnie. Sprawdzała czy da się tak grać...


Tą nazwałam sama. Jest to Hania. Kojarzy mi się z pewnym osobnikiem o tym imieniu. Może to właśnie dlatego tak ją nazwałam.

A to z hufcowego wypadu do kina na 'Kamienie na szaniec' w tamtym tygodniu.
fot. Kamil Sorocki

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

20 marca 2014

105. "Blada! Idź do Mam Talent!" czyli poezja śpiewana!

Kto to jest Blada?
fot. Kamil Sorocki
Tak naprawdę ma na imię Monika. Ma 24 lata. Studiuje Turystykę i Rekreację. Oczywiście jest zawodową harcerką (wędrownik, drużynowa dobczyckich harcerzy starszych). Kilka lat temu pojechała razem z Ziemią Myślenicką do Got To Dance, gdzie dostali się do finału. Nie znam osoby, która śpiewałaby i grała na gitarze ładniej niż Ona. Trzeba wziąć pod uwagę, że nie chodziła nigdy do żadnej szkoły muzycznej, na lekcje śpiewu czy gitary. Większość osób uważa, że powinna iść do X Factora lub The Voice Of Poland. Zawsze się uśmiecha, każdemu pomoże.

Na tegorocznym obozie w Przerwankach, na którym Blada była naszą drużynową był pewien podobóz, który produkował na zamówienie i sprzedawał przypinki. Właśnie wtedy narodził się pomysł: czemu nie zrobić przypinki z tekstem motywującym Bladą do zgłoszenia się do X Factora? Był to mój pomysł. Uznałam, że tekst Blada! Idź do Mam Talent! powinien być odpowiedni. Zapytałam więc naszej drużynowej o dwa ulubione kolory i w tajemnicy przed nią zamówiłam przypinkę. Niestety popełniłam wielki błąd - powiedziałam o pomyśle innym osobom z drużyny. Ba! Pozwoliłam nawet Karolowi zamówić taki sam tekst! A Karol, kompletnie nie myśląc, powiedział Bladej o naszym planie... I po niespodziance! Oczywiście przypinki kupiliśmy i mamy je do dzisiaj (przynajmniej ja).


I znowu się obróciło! Kolory to zielony i czerwony oczywiście.
Dnia 12 marca, roku 2014 w bibliotece publicznej w naszym miasteczku odbyło się coś, na co czekali harcerze z całego myślenickiego hufca i dobczyckiego szczepu. Był to recital. Ale nie taki zwykły recital. Jak recital może być zwykły, skoro występują na nim harcerze? A dokładniej jeden harcerz. Albo raczej harcerka.

Równo o 16:45 pani Irzyk w końcu wypuściła nas z zespołu wokalnego (na którym słuchaliśmy, jak śpiewa chór). Szkołę muzyczną mamy w jednym budynku z gimnazjum, biblioteką i innymi takimi rzeczami, więc wracając przed powrotem do domu wstąpiłam do biblioteki, żeby oddać Hobbita. W środku były już ułożone stoliki i krzesełka, a Grzela ze swoją mamą rozkładały babeczki. Przede mną Viktoria kserowała nuty. Miała zamiar jeszcze jechać po Zuzę do Myślenic, ponieważ Zuza kompletnie się w Dobczycach nie orientuje. Po oddaniu książki, wróciłam do domu. Zjadałam obiad, zrobiłam maskę papugi (na szkolne przedstawienie) i zorientowałam się, że jest już 17:45! Wrzuciłam do plecaka nuty i flet (o dziwo się zmieścił!) i poleciałam do gimnazjum. Przed biblioteką na ławeczce siedzieli już Kuba, Kasia, Ola oraz Zuza i Viktoria w mundurach. Kiedy przyszłam weszliśmy do biblioteki. Doszli też Ola i Biedron w mundurach. Zostawiliśmy kurtki na wieszakach i ją zobaczyliśmy. To był jeden z największych szoków, jakie w życiu przeżyłam. Blada w szpilkach! Nigdy w życiu nie wyobraziłabym sobie jej osoby w takich butach! Aż głupio było jej powiedzieć hej, bardziej pasowało coś w stylu dzień dobry. W końcu usiedliśmy sobie z tyłu, na sofach. Podleciałam jeszcze do Bladej po Ognika i zaczęło się. Zapalono świeczki na stolikach i zgaszono większość świateł. Widać było, że Blada się denerwuje. Już oficjalnie powiedziała, że jakby ktoś znał jakąś piosenkę, którą będzie wykonywać, zaprasza do wspólnego śpiewania, że będzie jej raźniej. Oczywiście my, jako harcerze powinniśmy znać piosenki, które śpiewała. Niestety - kojarzyliśmy tylko kilka. Zaśpiewaliśmy z Bladą Jak i Bez słów. Biedron próbował też z Majster Bieda i powiedział, żebyśmy znaleźli sobie w Ogniku tekst i śpiewali. Kto kojarzy tą piosenkę wie, że na końcu każdej zwrotki powtarza się 'Majster Bieda'. A więc genialna Zuza pod koniec ostatniej zwrotki wywrzeszczała na cały głos 'Majster Bieda!!'... Potem wszyscy ludzie patrzyli się na nas jak na jakichś nienormalnych. Blada śpiewała piosenki Starego Dobrego Małżeństwa, Ciszy Jak Ta, Wolnej Grupy Bukowiny i Domu O Zielonych Progach. Wszystkie te zespoły wykonują tak zwaną poezję śpiewaną. O 19 musiałam już iść, bo miałam lekcję fletu, ale kiedy wracałam o 19:30, harcerze siedzieli na ławeczce przy sali do teorii i oglądali filmiki na telefonie Tomka. Gdy w końcu wyszłam z gimnazjum i szłam wzdłuż niego, Burek stał przy swoim samochodzie z Bladą, która przebierała buty na trepy. Czyli jednak szpilki nie są dla niej stworzone. Nie widzieli, kiedy do nich machałam. W sumie to chyba dobrze. Oczywiście występ był genialny (chociaż nie byłam na całym, doskonale to wiem).


Na recital łącznie przyszło ponad 60 osób.
fot. Paweł Stożek
Blada podczas recitalu.
fot. Paweł Stożek

fot. Kamil Sorocki

Harcerze na koniec recitalu (mnie już tam nie ma).
fot. Paweł Stożek
A to na samym końcu, po występie i wręczeniu kwiatów :)
fot. Kamil Sorocki

Jutro wybieramy się całym hufcem do kina na "Kamienia na szaniec". Jeszcze nie przeczytałam książki i nie jestem pewna czy się wyrobię. Podobno film w porównaniu do książki jest beznadziejny, ale pojedziemy - zobaczymy. 


Pozdrawiam serdecznie!
~Ola  

9 marca 2014

104. Bolek 2014!

Od kilku miesięcy nazwy notek to tytuły piosenek. Teraz odchodzę od tego zwyczaju. Między innymi dlatego, że nie miałam pomysłu na jakiś 'wzniosły' tytuł dla tego posta. A więc od dzisiaj będzie normalnie. Tak, żeby każdy z góry domyślił się o co chodzi. No, może prawie każdy.

piątek
fot. Kamil Sorocki
Chwilę po 16 wyjechaliśmy z Dobczyc. Po drodze zatrzymaliśmy się w Myślenicach, gdzie wsiedli Blada i Słowik. O 16:40 byliśmy przy szkole w Bysinie. Kiedy wszyscy się już mniej - więcej ogarnęli, przydzielili do sal, wybrali patrolowych i ubrali mundury, odbył się apel. Patrolową naszego patrolu o nazwie Cielejoty (nie pytajcie...) została Ola. Po apelu odbyła się gra geograficzna o Polsce. Za szkołą było rozstawione około 20 harcerzy starszych i wędrowników. Zuchy i my dostaliśmy po 3 symbole pewnych miast. Musieliśmy określić jakiego miasta jest dany symbol i udać się do wędrownika lub harcerza starszego, który temu miastu odpowiadał. Szukając Zakopanego trafiłyśmy do Gdyni... Stał tam nasz przyboczny Krzysiek. Mieliśmy grać z nim w statki, tyle, że tylko on rozstawił sobie okręty. Trafiłyśmy już za pierwszym razem. Następnie ruszyliśmy do Warszawy, gdzie czekała Patrycja. Naszym zadaniem było zrobić z kartki papieru samolocik i trafić nim w tarczę. Udało nam się za ostatnim razem. W końcu znaleźliśmy Zakopane! Była tam druhna komendantka, która kazała nam zaśpiewać jakąś góralską piosenkę. Do szkoły wróciłyśmy jako pierwszy patrol. Kiedy Blada wszystko nam już sprawdziła (oczywiście było dobrze), udałyśmy się do naszej sali i czekałyśmy na następne patrole. Gdy wszyscy wrócili do szkoły, odbyło się podsumowanie gry. Druhna Zuza zapisywała na narysowanej na bristolu wielkiej mapie Polski miasta, które pojawiły się na grze. Po podsumowaniu zjedliśmy kolację. Zuchy i my zrobiliśmy to na stołówce, a harcerze starsi jedli na swoim korytarzu, który przydzielono im do spania. Następnie przebraliśmy się z powrotem w mundury i udaliśmy się na kominek. Każdy dostał kartonik. Harcerze (my) pisali na nich czym jest dla nich harcerstwo. Ja napisałam, że całym życiem. Jak się potem okazało tak właśnie napisała połowa harcerzy. Harcerze starsi pisali na nich jeden z dziesięciu punktów Prawa Harcerskiego. Oczywiście Krzysiek, który siedział obok mnie nie znał Prawa, więc to ja musiałam mu podyktować jeden punkt (bodajże szósty...). Wędrownicy rysowali na nich wybrany symbol skautingu. Następnie przykleiliśmy wszystkie kartoniki na bristolu, tak, żeby ułożyły się w wężyka. Każdy patol rzucał kostką. Jeśli trafił na kartonik harcerza, czytał czym dla tego harcerze jest harcerstwo. Jeśli trafił na kartonik harcerze starszego, czytał punkt Prawa, a druhna komendantka czytała interpretację tego punktu według Stefana Mirowskiego - bohatera naszego hufca. Jeśli trafił na kartonik wędrownika, musiał wymienić jeden z elementów symbolu, który był tam narysowany i go scharakteryzować.
Plakietka z tegorocznego Bolka.
 Nie obyło się też bez śpiewania. Odpowiadałam za drugie głosy, w związku z czym wszyscy patrzyli na mnie jak na jakąś wariatkę. Praktycznie cały kominek (z wyjątkiem śpiewania) przegadałam z Kamilą o II stopniu szkoły muzycznej oraz z Krzyśkiem o jego poprzedniej drużynie. Po zawiązaniu kręgu i puszczeniu iskierki przyjaźni, przebraliśmy się w piżamy i ogólnie się ogarnęliśmy. Nieliczne osoby zdecydowały się na spanie, większość poszła na śpiewogranie, które odbyło się na terenie zakazanym. I znów przypadło mi być męskim głosem w Połoninach niebieskich... Dlaczego żaden chłopak nie umie tego śpiewać?! Śpiewogranie trwało do 23:30. Potem wszyscy rozeszli się do swoich sal. Ale kto by spał! Przy zgaszonym świetle siedziałyśmy na karimacie Wiki i gadałyśmy. Asia straszyła nas śpiewając Kotek pije mleko z Rozmów w toku, a Julka świeciła na jej twarz od dołu latarką. Wyglądało to przerażająco. Nagle do pokoju weszła Majka. Automatycznie pogasiłyśmy wszystkie latarki i położyłyśmy się w tych miejscach, w których siedziałyśmy. Na nasze nieszczęście Majka zapaliła światło i zorientowała się, że chyba coś jest nie tak skoro na jednej karimacie leży 10 osób. Kazała nam wrócić do swoich śpiworów. Oczywiście kiedy tylko wyszła dalej gadałyśmy tyle, że w sich legowiskach. Jednak Asia, Emilka i Kasia postanowiły zaryzykować i z powrotem przeniosły się na karimatę Wiki. Niestety Majka wróciła. I niestety widziała jak dziewczyny skaczą przez całą salę, żeby dotrzeć do swoich śpiworów. Kazała im stać na korytarzu. Rzecz jasna po kilku minutach wpuściła je z powrotem do sali. Myślę, że około godziny drugiej wszyscy już spali.

sobota
Zdjęcie zrobione przez Sonię. Oto ja w moim śpiworze
o 6 rano. Na drugim planie Emilka...
Pobudka miała być o 7:30, ale my oczywiście wstaliśmy dużo wcześniej. Po powitaniu dnia zjedliśmy śniadanie. Harcerze starsi znowu jedli na swoim korytarzu... Następnie kazali nam się spakować. A więc składaliśmy karimaty, zwijaliśmy śpiwory i upychaliśmy to wszystko w plecakach, z którymi potem mieliśmy iść 4 kilometry. Kiedy wszyscy byli już spakowani, druhna Zuza urządziła fitness. Miało to być po to, żebyśmy się zrelaksowali i zmęczyli przed marszem. Kiedy zajęcia z gimnastyki w końcu się skończyły, pierwszy patrol ubrał się, wziął plecaki i poszedł. Plecaki zuchów pojechały samochodem (też chcę być zuchem!). Czekając na swoją kolej, pląsaliśmy, śpiewaliśmy i robiliśmy wszystko, co tylko się dało. W końcu w szkole została tylko Awangarda z Myślenic, Złote Orły od nas no i my. Awangarda wyszła pierwsza. Następnie poszliśmy my. Okazało się, że zapomniano o plecaku pewnej zuchenki, więc druh Burek przyczepił go sobie do swojego plecaka. Gdybyście widzieli jak śmiesznie wyglądał taki druh Burek z brodą i plecakiem z syrenką... Kiedy doszliśmy w miejsce, gdzie miał być pierwszy punkt okazało się, że jest do niego dość długa kolejka. Oprócz nas czekały jeszcze trzy patrole, a czwarty właśnie zaczynał punkt. Pod nieobecność druha Burka graliśmy w C4, śpiewaliśmy, pląsaliśmy, graliśmy w kiśnięcie. W końcu przyszła nasza kolej na punkt! Stała tam Blada. A raczej leżała. Leżała na karimacie. Na czole miała czerwoną plamę i wrzeszczała, że strasznie boli ją noga, oraz że jest jej bardzo zimno. Podzieliłyśmy się na dwie drużyny. Jedna opatrywała jej nogę, która jak się okazało była złamana, a druga próbowała zabandażować ranę na głowie. Wzięłyśmy też folię termiczną i przykryliśmy ją Bladą (oczywiście złotą stroną, żeby było jej ciepło). Kiedy już usztywniłyśmy nogę i opatrzyłyśmy ranę okazało się, że następnym zadaniem na tym punkcie jest przenieść ofiarę do drogi. Na pewno nie na karimacie, bo się rozerwie. W takim razie jak? Musiałyśmy wziąć Bladą, o 11 lat od nas starszą na ręce! W połowie drogi zorientowałyśmy się, że prawie wszyscy niosą nogi, głowa prawie dotyka ziemi, a Blada wrzeszczy, żeby ją już zostawić w spokoju... Jakimś cudem udało nam się zmienić pozycje i przenieść ją do drogi, ale łatwo nie było. Potem rozwiązaliśmy jej nogi i ściągnęłyśmy opatrunek. Mimo tego, że prawie ją zabiłyśmy, Blada dała nam 6,5 punktu (większość patroli miała tylko 5). Przeczytała nam notatkę o Stefanie Mirowskim. Dowiedzieliśmy się, że czytała ją z punktu widzenia matki bohatera naszego hufca - Heleny Mirowskiej. Ruszyliśmy na kolejny punkt. Szliśmy pod górę, wszyscy byliśmy strasznie zmęczeni, było nam bardzo gorąco, ale druh Burek nie chciał się zatrzymać. W końcu doszliśmy na szczyt. Kiedy odpoczęliśmy zaczęliśmy szukać łuku i strzał. Znaczy się patyków, które mogłyby służyć za łuk i strzały. Po jakichś 15 minutach w końcu znaleźliśmy coś odpowiedniego. Do łuku przywiązaliśmy sznurek. Na punkcie stała druhna Zuza. Naszym zadaniem było strzelić z tego łuku w tarczę lub jeden z 7 balonów. Gdyby nie druh Burek pewnie nie zdobylibyśmy żadnego punktu u Zuzy. Ona też czytała. Była żoną Stefana Mirowskiego - Ireną Mirowską. Poszliśmy dalej. Na szczęście już nie pod górę. Trafiliśmy do druhny Julii. Na jej punkcie trzeba było przejść przez pajęczynkę nie dotykając sznurków. Oczywiście wszyscy dotknęli pajęczynki, ale Julia zaliczyła nam ten punkt. Notatka, którą czytała była z punktu widzenia przyjaciółki bohatera naszego hufca - Anny Zawadzkiej. Ruszyliśmy z dalszą drogę.
Gdy doszliśmy na kolejny punkt, okazało się, że kolejka jest taka sama, jak przy pierwszym punkcie. I znów musieliśmy czekać. Pół godziny później w końcu byliśmy na punkcie, przy druhu Kubie. Naszym zadaniem było rozpalić kuchnię polową i ugotować w menażce wodę na herbatę. Osłoniliśmy miejsce na palenisko pałatką, nazbieraliśmy suchych gałązek i próbowaliśmy to coś rozpalić. Mieliśmy do dyspozycji tylko 5 zapałek. Nie udało się. Na szczęście druh Kuba powiedział, że wszystko było dobrze. Przeczytał nam notatkę o Stefanie z punktu widzenia Aleksandra Kamińskiego. Ruszyliśmy dalej. Doszliśmy do druha Kacpra. Musieliśmy rozłożyć namiot, włożyć do niego 3 karimaty, 3 śpiwory (rozłożone) i 3 plecaki, pokazać to druhowi Kacprowi i złożyć namiot. Na wszystko mieliśmy tylko 15 minut. Gdyby nie druh Burek, pewnie nigdy byśmy tego nie zrobili. Wkładając stelaże do namiotu, co chwilę nam się rozkładały... Ten namiot w ogóle był strasznie dziwny. W końcu jakoś to złożyliśmy, wrzuciliśmy tam plecaki, rozłożyliśmy karimaty i śpiwory, druh Kacper wszystko sprawdził, po czym wzięliśmy się za rozkładanie. Wprawdzie nie wyrobiliśmy się w 15 minut, ale wyszło w 20. Druh Kacper szybko przeczytał nam notatkę, tym razem z punktu widzenia ojca Stefana - Adama Mirowskiego. Oczywiście byliśmy już spóźnieni na autokar do Dobczyc, więc biegiem polecieliśmy na polanę, na której już czekał na nas patrol naszych chłopaków. Nie zdążyliśmy już zaliczyć punktu u druha Słowika oraz wykonać mapy myślowej, więc mieliśmy wspólną z chłopakami. Nie zostało też czasu, żeby zjeść kiełbaski z ogniska, a nie jedliśmy kompletnie nic od śniadania (to było po 16). Chłopaki założyli plecaki i pobiegliśmy! Harcerze starsi zaliczali jeszcze punkt u Kacpra i mieli wrócić na własną rękę busem. Nasz autokar czekał przy basenie w Myślenicach. Po drodze śpiewaliśmy Kotek pije mleko i inne żałosne piosenki. Chwilę po 17 byliśmy w Dobczycach.

A teraz krótkie wyjaśnienie.
Dlaczego Bolek? Jak można wywnioskować z recenzji, gra terenowa była poświęcona życiu bohatera naszego hufca - Stefana Mirowskiego. Bolek to po prostu jeden z jego licznych pseudonimów.

Tak przy okazji: nauczyłam się wiązać prawidłowy węzeł braterstwa. Okazało się, że tamten po prostu robiłam źle... A teraz nauczyłam się już go dobrze zaplatać i odpowiednio ściskać.


Prawidłowy węzeł.
Dla przypomnienia. Mój poprzedni, ten niewłaściwy węzeł wyglądał właśnie tak...
Wczoraj siedzę sobie przed telewizorem i oglądam The Voice Of Poland. Teraz staram się oglądać ten program w każdą sobotę, jakoś tak mi się spodobał. Był tam pewien 18 - letni chłopak - Artur. Pochodzi on z Ukrainy, do Polski przyjechał na studia. Nie ma tu żadnych znajomych, przyjaciół, nikogo. Wszyscy wiemy jaka jest aktualnie sytuacja na Ukrainie. Przed wejściem na scenę Artur powiedział, że jeżeli nikt się nie odwróci, po prostu pojedzie do domu i wróci do swojego życia. Odwrócili się wszyscy. Nie wiem co zrobił dalej, ale bardzo podoba mi się jego postawa. No, bo trzeba mieć odwagę. Za sceną nie czekał na niego nikt. Nie miał nikogo, kto mógłby go pocieszać, dodawać otuchy. A on wystąpił. Kiedy zaśpiewał swoją własną piosenkę, a Marek powiedział, że podczas słuchania tej piosenki wyobraził sobie te oblodzone ulice Kijowa, te samochody, tych ludzi, którzy walczą o wolność, prawie się rozpłakałam... Dzisiaj podczas Dnia Kobiet będziemy zbierać z harcerzami pieniądze na ukraińskich skautów. Fajnie jest pomagać...

Nie zdziwcie się, jeśli notka ukaże się w środę lub czwartek. Jest to bardzo możliwe.

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola

3 marca 2014

103. Sen o... skarbie?

Bardzo dawno nie pisałam tu o żadnym śnie. Chyba ostatni jest z sierpnia, kiedy zgubiłam śpiewnik. Od tego czasu może i pamiętałam jakieś sny, ale nie miałam czasu o nich pisać. Teraz mam taką okazję.

Siedziałam w samochodzie jako pasażer. Na miejscu kierowcy usadowiła się Gabi. Auto stało przed szkołą, w której jest nasza harcówka. Gdzieś obok przebiegł Biedron, więc postanowiliśmy do niego zawołać. Zaczął się do nas skradać, jakby przed kimś/czymś się ukrywał. Kiedy w końcu do nas doszedł, powiedział, że bardzo śpieszy mu się do szkoły i nie może z nami gadać, ale żebyśmy uważały na zmutowane kaczki chodzące po rynku. I odbiegł w kierunku policji. Gabi odpaliła samochód i pojechałyśmy na rynek. Nie było tam żadnych zmutowanych kaczek, tylko coś jakby skrzyżowanie krowy z żółwiem. Mój kierowca wysiadł z samochodu i zaczął bawić się z jednym ze zwierzątek.

Tak właśnie wygląda Ork z Władcy Pierścieni.
Potem scena się zmieniła. Byłam w jakimś podziemnym korytarzu. Postanowiłam iść przed siebie, do przodu. Co jakiś czas w ścianach korytarza znajdowały się drzwi, ale ja ich nie otwierałam. W końcu stanęłam na rozwidleniu dróg. Z jednej strony wyszedł druh Burek i zapytał co tu robię. Powiedziałam mu, że zgubiłam mamę. Poszłam za nim do drugiego korytarza. W końcu druh Burek otworzył jakieś drzwi, z których wyszła Hania z karabinem maszynowym i zapytała druha czy Orkowie (miałam wrażenie, że chodziło o tych z Władcy Pierścieni) już sobie poszli. Druh odpowiedział, że dalej siedzą w sali tronowej i jedzą pierogi ruskie. Nie miałam pojęcia o co im chodziło. Hania weszła do korytarza i udała się w kierunku tej całej sali tronowej (nie mam pojęcia skąd to wiedziałam...). Przy drzwiach do siedziby Orków stała Blada. Sprawiała wrażenie kogoś, kto jest na wszystko przygotowany, ale jednocześnie nie chce... walczyć? Bez słowa wpuściła Hanię i druha Burka do sali, ale mi kazała zostać. Zaczęła mówić coś o jakimś wielkim niebezpieczeństwie, że Wielki Skarb Krasnoludów został odnaleziony po wielu latach, że to może zniszczyć cały świat i jedyna nadzieja jest w nas, i że tego skarbu strzegą właśnie Orkowie, a druh Burek i Hania jako potomkowie Najpotężniejszego Hobbita chcą od nich wymusić gdzie ten skarb trzymają. I wtedy się obudziłam.

Tak, wieczorem czytałam Hobbita. No, ale żeby przez książkę mieć TAKIE sny?!

Odbiegając od snów mam genialną wiadomość! Znaczy się dla mnie genialną, dla Was może niekoniecznie. Dostałam nową gitarę!! Kiedy ją zobaczyłam to aż nie chciało mi się wierzyć! Klasyk. Jest wprawdzie czarna, więc będzie na niej znać kurz, ale świetnie się na niej gra! ^^ Jako nowa gitara bardzo szybko się rozstraja, ale powoli uczę się stroić ją na słuch (podaję sobie na pianinku w telefonie tylko pierwsze e, a potem już wiem jak mają brzmieć pozostałe dźwięki). Nie wiem czy nie prościej byłoby sobie kupić stroik. A teraz zdjęcia!

Ech, obróciło się! Ostatnio robię tylko czarno-białe zdjęcia, a jeśli przez przypadek zrobię kolorowe, to od razu przerabiam je na czarno-białe. Nawet nie wiem dlaczego...
A tych kołków, to już w ogóle jestem zadowolona. Zuza ma takie same przy swojej gitarze i właśnie te jej kołki strasznie mi się podobały, a teraz sama mam gitarę z takimi...
No i to też się obróciło! Jest to gitara, jeszcze w wersji niezacieniowanej. Nie umiem rysować, a to coś nabazgrałam podczas leżenia w łóżku, kiedy byłam chora. Jedyne co mi się w tej gitarze podoba, to główka. Jakoś tak wyjątkowo mi wyszła. Za to nie podoba mi się pudło rezonansowe. Tak nie ma kształtu... A przez to obrócenie się zdjęcia struny wyglądają jakby były trochę... krzywo?
I dodatkowo zdjęcia z DMB :) Wszystkie oczywiście autorstwa Kamila.

Czekając na przydział do sal. 
Zuza wiąże węzeł płaski. Nawet ręka Hani się załapała.
Meldowanie na apelu.
Ten tak ważny dla nas moment mianowania Grzeli na pierwszą szczepową w hufcu przez druhnę komendantkę. Jeej, dalej nie mogę uwierzyć, że mamy własny szczep i piosenkę! ^^
Gdybyście widzieli jak naprawdę wyglądał taniec radości Grzeli i Bladej po mianowaniu :D
Tak wyglądało szukanie swoich sznurkowych grup.
A oto piękne drzewko, które stworzyliśmy z łapek.
Druh Kuba objaśnia jak zawiązać węzeł przyjaźni.
Vika i Szymon sobie elegancko grają i śpiewają, a ja (zielona czapka) wyszłam jakby mnie torturowali czy coś ;__; Jak ja zawsze tak wyglądam, kiedy się drę, to to jest jakaś masakra...
Końcowe wiązanie kręgu.


Niech Moc będzie z Wami!
~Ola