27 stycznia 2014

97. Ciekawy był ten weekend...

Był piątek. Mieli do nas przyjechać znajomi z Podkarpacia, którzy (szczęściarze) mają już ferie. Cztery dziewczyny w przeróżnych kategoriach wiekowych ze swoimi rodzicami. Rok młodsza ode mnie Ola, która poszła do szkoły jako sześciolatek, 10-letnia Kasia, 6-letnia Weronika i 3-letnia Justynka.
O 17:04 skończyłam lekcję fletu. Poszłam do domu, gdzie po chwili przyjechali nasi kochani znajomi! Jako, że Ola jest harcerką poszła ze mną na zbiórkę. Kiedy przyszłyśmy, w harcówce byli już wszyscy, nawet Wiki, która zawsze się spóźnia. Ogarnęłam mój płaszcz, który za nic w świecie nie chciał wisieć na wieszaku i poszłam szukać Sonii. Na tej zbiórce mieliśmy robić maski. Moja zastępowa miała całą torbę wypchaną kartkami, dziurkaczami, brokatami i w ogóle wszystkim, więc od razu zabrałyśmy się do roboty. Wcześniej pożyczyłam (wątpię, że będzie chciała ją wziąć z powrotem) od Gabrysi maskę z masy papierowej. Pomalowałyśmy ją czerwonymi pastelami, a naokoło oczu poprzyczepiałyśmy jakieś motylki i zawijasy z dziurkaczy. Przez prawe oko narysowałam czarnym pastelem ranę. Dokleiłyśmy też piękny welon... Chciałyśmy jeszcze doczepić kły, ale nie chciały się przykleić. Jakby ktoś się jeszcze nie domyślił, miała to być maska związana z nazwą zastępu. Tak się złożyło, że nasza straszliiiwie przypominała Łovczynię! Potem okazało się, że maskę ma mieć każdy członek zastępu, więc zaczęłyśmy szybko robić jakieś wycinanki z papieru. Moja była fioletowa i ogółem beznadziejna, ale na szczęście wszystkie dziewczyny z zastępu zrobiły sobie już maski, więc mogłam przejąć tą z masy papierowej. Na końcu robiliśmy sobie zdjęcia. Wymusiłam u Biedrona dodatkowe punkty za przyprowadzenie koleżanki z ZHP ^^. Do domu wracaliśmy z Wiki (i to był błąd!).


Od prawej: Emilia w swojej pięknej masce z czerwoną paćką na środku, Sonia z klasycznym piórkiem i ja w welonie.
Po zbiórce Kasia przyniosła swój flet. Jest w pierwszej klasie na tym instrumencie, ale gra z zakręconą główką (ja tak nie potrafię!). Znalazłam jakieś stare utworki na dwa flety i zaczęłyśmy grać. Z początku nie mogłyśmy się dogadać z rytmem, ale w końcu przy małej pomocy metronomu jakoś udało się nam zagrać Małego Marsza, Piosenkę Szwajcarską i część Kołysanki. Potem wszyscy byli już strasznie padnięci, więc położyliśmy się spać. W sumie spać to za mało powiedziane, bo gadałyśmy z Olą gdzieś do 24.


Olcia ze swoją gitarą... Tak, była całkiem poprawnie założona...
W sobotę wstałyśmy o 9. Dowiedziałam się, że gadałam przez sen, niestety Ola nie pamiętała dokładnie co. Dostałam do rąk jej gitarę. Struny były założone na wykałaczkach :D Trzeba było więc wziąć się za to, żeby były założone normalnie. Ola kombinowała przy zawiązywaniu strun, a ja kręciłam kołkami. Kiedy założyłyśmy już wszystkie, okazało się, że e i h krzyżują się przy samym gryfie, a z doświadczenia wiedziałam, że nie będzie to pomocne w strojeniu gitary. A więc ściągnęłyśmy nieszczęśliwe dwie struny i zaczęłyśmy od początku! Jednak gitary dalej nie dało się nastroić, ponieważ kiedy brakowało jakieś pół tonu do tego dźwięku rozlegało się brzdęk! i struna zlatywała ze strunnika! Uznałyśmy, że nie ma sensu więcej się z tym spierać i zostawiłyśmy instrument w spokoju. Przed obiadem wszyscy poszli do sklepu, na sanki. Wstąpiliśmy po drodze, żeby pozwiedzać gimnazjum (nie mam pojęcia czemu wszyscy chcą to robić o.O). Po obiedzie okazało się, że nie ma ziemniaków na frytki, więc Ola i ja już miałyśmy iść na to zimno, ale na szczęście Szymek z Kubą zrobili nam straszną łaskę idąc po ziemniaki za nas! Wieczorem i tak poszliśmy jeszcze raz po mandarynki...
Kiedy Kasia zobaczyła, że ja gram z prostą główką uparła
się, że ona też będzie na takiej grać. Wątpię czy było jej z tym
łatwiej, ale przecież nie będę jej zabraniać :D 

W niedzielę oczywiście zaspaliśmy. Cały dom wstał o 9, a do kościoła mieliśmy iść na 10. Jakimś cudem udało nam się zdążyć na mszę, po której wstąpiliśmy do domu tylko po instrumenty i telefony, po czym poszliśmy na nogach na Skrzynkępobliską górkę. Ola taszczyła ze sobą klasyka, a Kasia i ja wzięłyśmy flety z nutami. Po pół godzinie drogi znalazłyśmy się przy krzyżu. Młodsze dziewczyny jechały sobie na sankach. Kawałek dalej znajdował się dom brata mojego taty. Nasza drużynowa (sąsiadka stryjka) akurat odśnieżała przed swoim domem, więc jej pomachaliśmy. Kiedy weszliśmy do domu wypiliśmy ciepłą herbatkę. Potem graliśmy w piłkarzyki. Drużyny były trochę niesprawiedliwie podzielone, ponieważ ja grałam z małą Weroniką przeciwko już doświadczonej Oli i Kasi. Mój stryjek dorwał gitarę Oli i zaczął zakładać poprawnie nasze nieszczęsne struny. On sam ma akustyka. Ja nigdy na oczy takiej gitary nie widziałam, więc kiedy wzięłam ją do ręki pierwsza myśl jaka przeszła mi przez głowę: Dlaczego ten klasyk ma 4 grube struny?. Ja to faktycznie jestem tępa. Grałyśmy też z Kasią na dwa flety. Bez metronomu wszystko nam się pomieszało... Ale chyba nie było źle.


Geniusze my zbieramy się do domu. Od lewej: Olcia z gitarą, ja z fioletową torbą z nutami, Renia w fioletowej kurtce i Kasia z sankami :D Reszta jeszcze w środku.
Po obiedzie graliśmy w urozmaicone wymyślanie historyjek. Żeby było ciekawiej kiedy powiedziałam stop, zamieniałyśmy się kartkami i pisałyśmy swoje historie dalej. Wychodzą przeróżne śmieszne rzeczy. Potem wymyśliłyśmy coś podobnego, tylko pisało się kto z kim, gdzie, kiedy, co robili i jakie były tego konsekwencje. Też zamieniałyśmy się kartkami. Jedno z najśmieszniejszych to: Wiewiórka ze zmutowaną krową wczoraj po południu w parku patatajali po tęczy wysysając krew jednorożców. Konsekwencje: nikt nie wiedział o co chodzi. My naprawdę jesteśmy genialne... Jeśli ktoś dokładnie wie o co chodzi w tej zabawie, pewnie skapł się o co mi chodziło. Po 17 nasi znajomi ogarnęli się i pojechali sobie do swojego województwa :( Może przyjadą jeszcze na wakacje? Albo na przerwę wielkanocną?

Już nie mogę się doczekać ferii! Jest tyle planów... Jak można zaobserwować z facebooka strasznie dawno nie byłam na śpiewograniu. Ola i Blada napisały, że w ferie będę mieć chrypę od śpiewania, więc czekam na Nieobozową Akcję Zimową!


Pozdrawiam serdecznie!

~Ola

12 komentarzy :

  1. bardzo fajny post ;)) i zdjęcia ;33

    http://this-is-my-life-s.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój weekend - łóżko, net i herbata..
    Zazdroszczę!

    Zajrzysz?:)
    iamfuckingcrazybutiamfreee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny, ciekawy pościk :)
    obserwujemy ? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu wracanie ze mną było błędem?:(
    Foch forever:D
    Swoją drogą mój weekend też był całkiem ciekawy...zresztą opowiadałam ci xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha ha, tu cię muszę zdziwić! Owszem, taki sposób noszenia gitary jest poprawny, ale jeżeli nie ma się pokrowca i gitarka wisi sobie po prostu na pasku :) W futerale nosi się gryfem w górę...Chyba że to jakiś regionalizm... Boże, jeszcze mi się nie zdarzyło założyć strun na krzyż :D To musi być niezła sztuka. Współczuję gitarce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Te zdjęcie z gitarą całkiem fajne:) Czasem gadam przez sen haha.

    Pozdrawiam, Zuza ♥
    http://pamietnik-zuzanny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta gitara najlepsza hihihihi pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Na początku napiszę to, co dziewczyny powyżej: zdjęcie z gitarą wygląda naprawdę fajnie:-D
    O, to miałaś świetny weekend! Musieliście się świetnie bawić. Ha, Ty już niedługo zaczynasz ferie, a ja kończę i do szkoły:(
    Ach, zabawa z historyjkami! Bardzo ją lubię. Zawsze wychodzą takie bzdury... I to jest właśnie najfajniejsze.
    Pozdrawiam,
    Pola

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy ten wujek to TEN genialny wujek? Jak tak to się nie dziwię, że potrafi grać na gitarze akustycznej. Da się założyć struny na wykałaczkach?
    Mówisz przez sen?! Ooo.. jak fajnie!!! Też tak chcę. Szkoda, że nie pamiętałyście co tam mamrotałaś, a może pamiętałyście, ale nie chcesz się przyznać, co? Mam rację??? XD Podczas tych ferii dziewczyna z obozu podobno mówiła "uciekaj, uciekaj! Ratuj się, ratuuuuuj" I co się takiej mogło śnić?
    uuu... zakręcona główka. Jak mi się flet zepsuł przygrywałam sobie na takiej- koszmar. ciągle mi się ustrojstwo kręciło 0.o
    A maski są świetne! Ta co trzymasz zwłaszcza, I o co chodzi z tym piórkiem ? ;) ja to kompletnie nie potrafię robić masek tak więc podziwiam! ^^
    Pozdrawiam serdeczniutko

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny post! Jesteś baardzo ładna *.*. Zapraszamy do siebie, miło by nam się zrobiło gdybyś kliknęła obserwuj i skomentowała paa ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Boże, gdy czytam opisy, co robiłyście z gitarą, włosy stają mi na głowie :o :o Jak to na w y k a ł a c z k i? Nie jestem pewna, czy chcę wiedziec, jak to wyglądało...
    Całe szczęście, nakłądać struny umiem już całkiem dobrze i nigdy mi nie zlatuja. Acz do nakładania potrzebuję dwóch rąk i wszystkich zębów :)
    Choć co ja mówię, ja ostatnio sprułam sobie najgrubszą strunę w gitarze, kręcąc w złą stroną przy rozstrajaniu (musiałam ją rozstroić do jednej piosenki).
    Fajnie to wygląda, dwie dziewczyny z takimi skupionymi minami grające na fletach...
    Ten ból z powodu braku metronomu :( Ja musze używać metronomu onlione, bo nie mam kasy. Ale doceniam baaardzo jego pomoc. I wredotę, gdy zawsze twierdzi, ze to JA sie myle, a nie ON i muszę przyznać mu rację :P

    OdpowiedzUsuń
  12. wiesz ty co? jestem młodsza od ciebie o 4 miesiące! hehs fajny rozdział :D i wszystko o mnie xD żarcik ^^

    pozdrawiam Olcia Olcię ;>

    mojeszalonezyciem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ♥