2 stycznia 2014

94. To już koniec?

Oczywiście chodzi o koniec roku! Żeby ktoś nie pomyślał, że kończę bloga, czy coś takiego. Te 12 miesięcy jakoś szybko minęły. Wszyscy piszą teraz podsumowania roku, a ja postanowiłam to odłożyć do lutego. Wtedy ten oto blog będzie obchodził swoje pierwsze urodzinki. A w tej notce coś o moim sylwestrze i 30 grudnia :)



A więc 30 grudnia po południu przyjechała do mnie moja kochana przyjaciółka z tamtej szkoły muzycznej. W sumie od naszego ostatniego spotkania minął miesiąc (jak na odległość i nasz czas, to całkiem mało), ale postanowiłyśmy przywitać Nowy Rok razem. Ale o tym później :) Kiedy Ania przyjechała, najpierw trochę pograłyśmy na fletach. Te utworki na dwa głosy są genialne! Z niektórymi średnio sobie radziłam, więc Ania musiała mi pokazać kilka nowych chwytów. Kiedy moja siostra zasnęła nie mogłyśmy już grać, więc robiłyśmy sobie zdjęcia na kamerce internetowej, która niestety spowalniała nasze ruchy. -.- Potem wzięłyśmy dwie kartki i każda pisała na niej jakąś historię, a kiedy któraś z nas powiedziała stop zamieniałyśmy się kartkami i kontynuowałyśmy swoje opowiadania. Wychodziły przeróżne rzeczy. Najśmieszniejsze było: Lucynka uświadomiła sobie jak wspaniale czuje się człowiek, kiedy Burek wstawił na facebooka część loga naszej drużyny. To było genialne XD
Ania i ja (w rozwalonym koku -.-)
Kiedy już się umyłyśmy itd., wymyśliłyśmy sobie, że fajnie byłoby oglądnąć jakiś film. W końcu zdecydowałyśmy się na Hobbita: Pustkowie Smouga. Niestety na samym początku okazało się, że film się zacina i po prostu nie da się go oglądać. Wpadłam na pomysł oglądnięcia Percy'ego Jacksona: Złodziej Piorunów. Nie oglądałam jeszcze tej części tego filmu, ale jest rewelacyjna. Trochę powieszali wątki, bo w książce było zupełnie inaczej niż na ekranie, ale i tak polecam :) Poszłyśmy spać gdzieś około drugiej w nocy.
Na zdjęciu główni bohaterowie filmu: Percy Jackson, Annabeth Chase oraz Grover Underwood. 
Nie mam pojęcia o której wstałyśmy, ale nie była to wczesna godzina. Po zjedzeniu śniadania postanowiłyśmy nauczyć się (a raczej zinterpretować) jakąś piosenkę na pianinie na cztery ręce. Ustaliliśmy, że będzie to Jaki był ten dzień. Piosenka znana przez większość harcerzy, można ją także usłyszeć w niektórych kościołach. Ja grałam po bachowskiemu, a Ania po chopinowskiemu. To takie sposoby gry na fortepian na postawie chwytów gitarowych. Dajmy za przykład akord d-moll. Grając po bachowskiemu uderzamy w dźwięk d po czym oktawę wyżej łapiemy trójdźwięk d-moll. Grając po chopinowskiemu po prostu gramy czterodźwięk d-moll, tyle, że nie harmonicznie, tylko melodycznie. Trochę skomplikowane - fakt... Oczywiście do tego śpiewałyśmy: ja pierwszą zwrotkę, razem z Anią refren i Ania drugą zwrotkę.

>>źródło<<

Przed obiadem rozmawialiśmy przez skypa ze Staszkiem ze szkoły muzycznej Ani (dla mnie jest to tamta szkoła muzyczna...). Było prześmieszne. Nie chciał nam zagrać na pianinie Gangnam Style, a byłam strasznie ciekawa jak to można zagrać na instrumencie klawiszowym. Niedługo po obiedzie przyjechał mój tata i zawiózł nas do domu Ani. Kiedy tylko się ogarnęłam, przygotowałyśmy sobie stół, żeby o północy już nie majstrować w kuchni. Zrobiłyśmy grecką sałatkę (oliwki i te rzeczy), postawiłyśmy na stole tradycyjnego Picolo i inne rzeczy, które miałyśmy przygotowane. Potem jeszcze ćwiczyłyśmy na fortepianie (Ania ma taki śliczny fortepian) nasz Jaki był ten dzień po bachowskiemu i chopinowskiemu. Po umyciu się postanowiłyśmy, że oglądniemy sobie jakieś filmy. Najpierw padło na October Baby. Piękny film przy którym można się nieźle poryczeć. Ania rozkleiła się dwa razy, a ja o dziwo tylko jeden, co jest bardzo dziwne, ponieważ czasem płaczę nawet przy filmach animowanych... I tak z nocy sylwestrowej zrobiła nam się noc filmowa. Następnie oglądnęłyśmy sobie Fireproof. Bardzo fajny film o strażaku, który chciał zapobiec rozwodowi ze swoją żoną w 40 dni. W połowie tego filmu zorientowałyśmy się, że za chwilę będzie północ, więc zeszłyśmy na dół, wypiłyśmy jakieś 2/3 Picolo i wróciłyśmy oglądać filmy. Próbowaliśmy jeszcze oglądać fajerwerki, ale była straszliwa mgła i nic nie było widać. Okazało się, że nasz Fireproof się zaciął i nie ma szans, żeby oglądać go dalej. Chciałyśmy obejrzeć jeszcze coś, ale uznałyśmy, że jesteśmy za bardzo śpiące, więc mniej - więcej o 2 położyłyśmy się spać.


>>źródło<<
Wstałyśmy gdzieś około 9. Ogarnęłyśmy się i zeszłyśmy na śniadanie. Po zjedzeniu ćwiczyłyśmy jeszcze chwilę piosenkę Jaki był ten dzień. Potem grałyśmy na fletach w duecie utworki z książki Ani. Jej rodzice poprosili nas, żebyśmy wzięły pulpit z nutami na dół i im coś zagrały. Wszystko wyszło nawet ok, poza tym, że nie specjalnie umiałam się zdobyć na d jednokreślne, bo po prostu nie dam rady tak nisko dmuchać. Oprócz tego wyszło nawet fajnie :) Po obiedzie, Ania i jej tata odwieźli mnie do domu. Mam nadzieję, że będę mogła jeszcze kiedyś pojechać do Ani ^^

>>źródło<<
A więc życzę wszystkim, którzy to czytają szczęśliwego nowego roku 2014! I żeby nie robili błędów w zeszytach (ja dzisiaj napisałam '2013' dwa razy...) No i ogólnie wszystkiego najlepszego!

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola  

15 komentarzy :

  1. haha, nie tylko ja miałąm muzyczny Sylwester :) Tylko ze ja chamsko-rockowo, na gitary i bębny, a Wy elegancko, na flety i pianino :) Jaka czuję się mądra, gdy rozumiem różnicę miedzy grą chopinowska a bachowską...Acz nie umiem wyobrazić sobie tego na pianino, bo rzadko mogę posłuchać sobie tego instrumentu na żywo... Jak ja to znam, te przebrzydłe filmy zacinające się w połowie! Ile arzy mi draństwa krzyżowały plany. Szczególnie te z internetu lub nielegalnie kopiowane. Już wolę pójść do kina lub poczekać na premierę w TV niż obejrzeć połowę filmu i zobaczyc, jak sie artystycznie zacina w najlepszej scenie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma to jak muzyka na żywo :) Nikt nie próbował tańczyć? Nie wierzę, nam chcieli rodzice tańczyć nawet do rocka, ale stwierdzili że musiałby to być taniec zombi...

    OdpowiedzUsuń
  3. Życzę samych sukcesów w następnym roku 2014! Wiele przyjemności związanych z Waszą cudowną pasją jaką jest harcerstwo. Dobrych ocen - szkoła nadal ważna niestety. Przyjaźni, miłości (?). Dużo uśmiechu i radości ♥
    Dziękuję za wsparcie, komentarze i rzetelne czytanie moich wypocin. To dla mnie wiele znaczy!
    ♰♰♰ ♡♡♡♡
    Pozdrawiam, Expecto.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale miałaś genialnego sylwestra!!! Ta Ania musi być naprawdę fajna ;) 3 picolo?! Czy to nie... przesada? Czy może chodziło o dwie trzecie picolo co byłoby normalne... ^^ Mieliście mgłę? U nas widać było każdą fajerwereczkę chociaż jakimś człowieczkom przekrzywiły się fajerwerki i buchały na ulice i chodnik (ale co roku ktoś strzeli taką gafę) ;) Kompletnie nic nie zrozumiałam z gry po bachowskiemu i chopinowskiemu :/ Ale to pewnie dlatego, że jestem drugo klasistką, albo dlatego, że mamy panią która nas nie uczy, albo dlatego, że nie jestem kumata ^^
    d1? No tak, też miałam z nim problem, ale to chyba każdy. Teraz jakoś ciężko mi się trafia w e2...
    Czyli Sylwester/ noc filmowa była udana?
    Pozdrawiam serdeeeeczniuuuuutko! :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie spałam przez całą noc i w ogóle nie czuje tego Nowego Roku xD
    Pozdrawiam Niki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja ide na Hobbita do kina :) W sylwester z koleżankami wytrzymałyśmy do 5 ;D
    Szczesliwego nowego roku ^^

    olqa-olqaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. ale długi ten post :) ale bardzo fajny :p

    Zapraszam: http://szarokolorowa1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny blog <3
    Obserwujemy? Jak tak do daj znać (zawsze się odwdzięczam) :)
    Zapraszam nikej-nikeej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Musiałyście świetnie się bawić! Chyba nawet troszkę Wam zazdroszczę;-)
    Mi tam się średnio podobał "Złodziej pioruna". Wydawało mi się, że był naiwny i w ogóle niepodobny do książki. Ale cóż, ja jestem z natury czepliwa:-P
    Szczęśliwego Nowego Roku!
    Pozdro,
    Pola

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj, muszę cię zmartwić, to już koniec tego opowiadania, mam już na składzie część następnego... Ale z Basią jeszcze nie skończyłam, gdzieś tam wypłynie jak znów będę miała potrzebę powygłupiać się :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozumiem róznicę pomiędzy stylami gry na pianinie, ale nigdy wcześniej o czymś takim nie słyszałam. A na Hobbicie byłam w kinie z koleżanką.
    Najważniejsze,że sylwester był udany :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jaka czuję się stara, gdy czytam, jak narzekasz na trudny test na szóstoklasisty... Ja się z niego śmiałam, bo i tak nie mogłam pójsć do innego gimnazjum. Z gimnazjalnego śmiałam się mniej, ale też się nie przykłądałam do nauki. Dopiero matury boję się naprawdę, gdy zobaczyłam, ile materiału dochodzi w gimbazie, a ile jeszcze w liceum...
    Wiesz, jak napisałaś, że spodziewałaś się, iż Mistrz ma koło pięćdziesiątki, to zorientowałam się, iż rzeczywiscie, słowo mistrz kojarzy się normalnym ludziom z kimś starym i doświadczonym :) A mi się kojarzy z kimś młodym, dlatego dałam mu trzydziestkę bez zastanowienia i dopiero ty zwróciłaś mi uwagę, że dla niektórych może to być zaskoczenie :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Wspaniały blog. Naprawdę; Nie spodziewałam się, że jakikolwiek blog może mi się tak podobać pod względem wizualnym. Masz ciekawy sposób pisania, jest taki prosty- przemawiający do czytającego, ale jest pisany bardzo łądnie. A przede wszystkim nie na odwal co bardzo mi sie podoba ;) Oczywiscie obserwuje :)
    http://rose-in-the-dark.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję :* jasne ze możesz do mnie przyjechać ;) nawet teraz hahahahaha Najlepszy sylwester <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ♥