31 stycznia 2014

98. Feerie!

Wiem, że niektórzy już kończą ten genialny czas przerwy w szkole, ale ja go dopiero zaczynam. W sumie całe ferie mam zapchane, z pojedynczymi dniami odpoczynku. Ale wiem, że będzie genialnie! Żeby tylko śnieg nie stopniał!



Żeby notka nie wyszła taka krótka umieszczam relację z naszej dzisiejszej zbiórki (tradycyjnie).
Nie miałam lekcji fletu, więc spokojnie ubrałam mundur, wrzuciłam do plecaka 3 śpiewniki i poradnik harcerski i ruszyłam z bratem na zbiórkę. W harcówce zorientowaliśmy się, że zapomnieliśmy wziąć kasę na bieg sprawnościowy! Napisałam do mamy, żeby po nas przyjechała po zbiórce i przywiozła pieniądze. Naszej drużynowej nie było, więc zbiórkę miał prowadzić Krzysiek, ale nie zdążył jej przygotować. Oglądaliśmy więc film pt. Akcja pod Arsenałem. 'Oglądaliśmy' to mało powiedziane, ponieważ oglądały tylko 4 osoby, a reszta gadała, śmiała się itd. Ja zaszyłam się w kącie z Olą, Emilką oraz Ognikiem i moim śpiewnikiem i zaczęłam przepisywać piosenki. W sumie nie mam zielonego pojęcia o czym był ten film... W połowie seansu przyszła Wiktoria i zaczęła wiązać mi ze sobą sznurówki butów. Przy okazji oglądała moje śpiewniki. Potem zorientowała się, że siedziała na mokrej podłodze... W końcu dh. Burek zatrzymał film i powiedział, że nie ma sensu go oglądać, skoro prawie nikt nie patrzy na ekran. Potem odbyło się profesionalne sprzątanie harcówki. Zmiataliśmy, wynosiliśmy śmieci, zbieraliśmy bibułę po zuchach itd. Prawie wszyscy już poszli, a my czekaliśmy na tatę, który miał przyjechać z kasą. Wyszłam na pole, gdzie Ola, Konrad i Kasia odrywali scenę rzucania puszką z mirindą w sople lodu na dachu. Udało się zrzucić kilka już za drugim razem! W końcu przyjechał nasz tata, więc polecieliśmy do harcówki zapłacić Krzyśkowi. Kiedy już to zrobiliśmy musieliśmy znowu czekać. Nasz tata wdał się w rozmowę z dh. Burkiem i Grzelą o Biegówkowej Masie Krytycznej. Kiedy w końcu wszyscy się ogarnęli, zgasiliśmy światła w harcówce w wyszliśmy na pole. Wiktoria poszła do domu, Tomek, Biedron, dh. Burek i Krzysiek pojechali do Myślenic, a Grzela i Kacper z nami na osiedle. Zbiórka może nie była jakaś najciekawsza, ale fajnie było w końcu znaleźć czas na przepisanie Zuzi!

O bohaterach filmu. Jedni z najważniejszych harcerzy...
~Ola

27 stycznia 2014

97. Ciekawy był ten weekend...

Był piątek. Mieli do nas przyjechać znajomi z Podkarpacia, którzy (szczęściarze) mają już ferie. Cztery dziewczyny w przeróżnych kategoriach wiekowych ze swoimi rodzicami. Rok młodsza ode mnie Ola, która poszła do szkoły jako sześciolatek, 10-letnia Kasia, 6-letnia Weronika i 3-letnia Justynka.
O 17:04 skończyłam lekcję fletu. Poszłam do domu, gdzie po chwili przyjechali nasi kochani znajomi! Jako, że Ola jest harcerką poszła ze mną na zbiórkę. Kiedy przyszłyśmy, w harcówce byli już wszyscy, nawet Wiki, która zawsze się spóźnia. Ogarnęłam mój płaszcz, który za nic w świecie nie chciał wisieć na wieszaku i poszłam szukać Sonii. Na tej zbiórce mieliśmy robić maski. Moja zastępowa miała całą torbę wypchaną kartkami, dziurkaczami, brokatami i w ogóle wszystkim, więc od razu zabrałyśmy się do roboty. Wcześniej pożyczyłam (wątpię, że będzie chciała ją wziąć z powrotem) od Gabrysi maskę z masy papierowej. Pomalowałyśmy ją czerwonymi pastelami, a naokoło oczu poprzyczepiałyśmy jakieś motylki i zawijasy z dziurkaczy. Przez prawe oko narysowałam czarnym pastelem ranę. Dokleiłyśmy też piękny welon... Chciałyśmy jeszcze doczepić kły, ale nie chciały się przykleić. Jakby ktoś się jeszcze nie domyślił, miała to być maska związana z nazwą zastępu. Tak się złożyło, że nasza straszliiiwie przypominała Łovczynię! Potem okazało się, że maskę ma mieć każdy członek zastępu, więc zaczęłyśmy szybko robić jakieś wycinanki z papieru. Moja była fioletowa i ogółem beznadziejna, ale na szczęście wszystkie dziewczyny z zastępu zrobiły sobie już maski, więc mogłam przejąć tą z masy papierowej. Na końcu robiliśmy sobie zdjęcia. Wymusiłam u Biedrona dodatkowe punkty za przyprowadzenie koleżanki z ZHP ^^. Do domu wracaliśmy z Wiki (i to był błąd!).


Od prawej: Emilia w swojej pięknej masce z czerwoną paćką na środku, Sonia z klasycznym piórkiem i ja w welonie.
Po zbiórce Kasia przyniosła swój flet. Jest w pierwszej klasie na tym instrumencie, ale gra z zakręconą główką (ja tak nie potrafię!). Znalazłam jakieś stare utworki na dwa flety i zaczęłyśmy grać. Z początku nie mogłyśmy się dogadać z rytmem, ale w końcu przy małej pomocy metronomu jakoś udało się nam zagrać Małego Marsza, Piosenkę Szwajcarską i część Kołysanki. Potem wszyscy byli już strasznie padnięci, więc położyliśmy się spać. W sumie spać to za mało powiedziane, bo gadałyśmy z Olą gdzieś do 24.


Olcia ze swoją gitarą... Tak, była całkiem poprawnie założona...
W sobotę wstałyśmy o 9. Dowiedziałam się, że gadałam przez sen, niestety Ola nie pamiętała dokładnie co. Dostałam do rąk jej gitarę. Struny były założone na wykałaczkach :D Trzeba było więc wziąć się za to, żeby były założone normalnie. Ola kombinowała przy zawiązywaniu strun, a ja kręciłam kołkami. Kiedy założyłyśmy już wszystkie, okazało się, że e i h krzyżują się przy samym gryfie, a z doświadczenia wiedziałam, że nie będzie to pomocne w strojeniu gitary. A więc ściągnęłyśmy nieszczęśliwe dwie struny i zaczęłyśmy od początku! Jednak gitary dalej nie dało się nastroić, ponieważ kiedy brakowało jakieś pół tonu do tego dźwięku rozlegało się brzdęk! i struna zlatywała ze strunnika! Uznałyśmy, że nie ma sensu więcej się z tym spierać i zostawiłyśmy instrument w spokoju. Przed obiadem wszyscy poszli do sklepu, na sanki. Wstąpiliśmy po drodze, żeby pozwiedzać gimnazjum (nie mam pojęcia czemu wszyscy chcą to robić o.O). Po obiedzie okazało się, że nie ma ziemniaków na frytki, więc Ola i ja już miałyśmy iść na to zimno, ale na szczęście Szymek z Kubą zrobili nam straszną łaskę idąc po ziemniaki za nas! Wieczorem i tak poszliśmy jeszcze raz po mandarynki...
Kiedy Kasia zobaczyła, że ja gram z prostą główką uparła
się, że ona też będzie na takiej grać. Wątpię czy było jej z tym
łatwiej, ale przecież nie będę jej zabraniać :D 

W niedzielę oczywiście zaspaliśmy. Cały dom wstał o 9, a do kościoła mieliśmy iść na 10. Jakimś cudem udało nam się zdążyć na mszę, po której wstąpiliśmy do domu tylko po instrumenty i telefony, po czym poszliśmy na nogach na Skrzynkępobliską górkę. Ola taszczyła ze sobą klasyka, a Kasia i ja wzięłyśmy flety z nutami. Po pół godzinie drogi znalazłyśmy się przy krzyżu. Młodsze dziewczyny jechały sobie na sankach. Kawałek dalej znajdował się dom brata mojego taty. Nasza drużynowa (sąsiadka stryjka) akurat odśnieżała przed swoim domem, więc jej pomachaliśmy. Kiedy weszliśmy do domu wypiliśmy ciepłą herbatkę. Potem graliśmy w piłkarzyki. Drużyny były trochę niesprawiedliwie podzielone, ponieważ ja grałam z małą Weroniką przeciwko już doświadczonej Oli i Kasi. Mój stryjek dorwał gitarę Oli i zaczął zakładać poprawnie nasze nieszczęsne struny. On sam ma akustyka. Ja nigdy na oczy takiej gitary nie widziałam, więc kiedy wzięłam ją do ręki pierwsza myśl jaka przeszła mi przez głowę: Dlaczego ten klasyk ma 4 grube struny?. Ja to faktycznie jestem tępa. Grałyśmy też z Kasią na dwa flety. Bez metronomu wszystko nam się pomieszało... Ale chyba nie było źle.


Geniusze my zbieramy się do domu. Od lewej: Olcia z gitarą, ja z fioletową torbą z nutami, Renia w fioletowej kurtce i Kasia z sankami :D Reszta jeszcze w środku.
Po obiedzie graliśmy w urozmaicone wymyślanie historyjek. Żeby było ciekawiej kiedy powiedziałam stop, zamieniałyśmy się kartkami i pisałyśmy swoje historie dalej. Wychodzą przeróżne śmieszne rzeczy. Potem wymyśliłyśmy coś podobnego, tylko pisało się kto z kim, gdzie, kiedy, co robili i jakie były tego konsekwencje. Też zamieniałyśmy się kartkami. Jedno z najśmieszniejszych to: Wiewiórka ze zmutowaną krową wczoraj po południu w parku patatajali po tęczy wysysając krew jednorożców. Konsekwencje: nikt nie wiedział o co chodzi. My naprawdę jesteśmy genialne... Jeśli ktoś dokładnie wie o co chodzi w tej zabawie, pewnie skapł się o co mi chodziło. Po 17 nasi znajomi ogarnęli się i pojechali sobie do swojego województwa :( Może przyjadą jeszcze na wakacje? Albo na przerwę wielkanocną?

Już nie mogę się doczekać ferii! Jest tyle planów... Jak można zaobserwować z facebooka strasznie dawno nie byłam na śpiewograniu. Ola i Blada napisały, że w ferie będę mieć chrypę od śpiewania, więc czekam na Nieobozową Akcję Zimową!


Pozdrawiam serdecznie!

~Ola

22 stycznia 2014

96. Liebster Blog Award po raz kolejny!

W sumie notkę planowałam napisać dopiero w piątek, po zbiórce, przyjeździe znajomych i tym całym zamieszaniu, ale przypomniałam sobie, że do 14 lutego mam napisać 100 post!

W sumie nie zostałam nominowana, ale pytania mi się spodobały, a Pola napisała, że nominować może się każdy, a, że ja potrzebuję pomysłu na notki postanowiłam odpowiedzieć na te pytania.


Pytania Poli i moje odpowiedzi:



1. Gdybyś mógł/mogła przenieść się w czasie, jakie czasy byś wybrał/a?
Wybrałabym epokę Oświecenia. Wtedy wszystko zaczęło nabierać sensu, wynaleziono mnóstwo ciekawych rzeczy, chemicy odkryli tlen i w ogóle tyle się działo!
2. Czy dla Ciebie świat mógłby istnieć bez szkoły?
Szczerze mówiąc, to chyba nie. Przecież to właśnie w szkole spotykam moje koleżanki, dzięki szkole mam z kim pogadać... W sumie najlepiej byłoby gdyby chodziło się na lekcje jakieś 2 razy w tygodniu.
3. Masz do wyboru: pójść do restauracji z kuchnią azjatycką albo zjeść w swojskiej, polskiej knajpie. Co wybierasz? Dlaczego?
Idę do knajpy. Nie umiałabym utrzymać tych patyczków w ręce, a poza tym po prostu wolę polskie ziemniaki i schabowego niż jakiś ryż czy coś takiego.
4. Wolisz rysować czy malować? Dlaczego?
Rysować. Nie umiem malować, z resztą rysować też nie. Farby zawsze mi się rozpływają, nie mam nad nimi władzy, a jeśli wezmę do ręki ołówek spokojnie nim steruję. Poza tym jeśli rysuję mam możliwość wymazania mojego dzieła.
5. Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie ze słowem "miłość"? (to może być obraz, kolejne słowo, wiersz, itd...)
Serce, klasycznie. Jak tylko padnie to słowo od razu kojarzy mi się z takim różowym serduszkiem.
6. Wolałbyś/ wolałabyś pójść na zajęcia kung-fu, czy raczej baletu? Dlaczego?
Baletu. Kiedyś nawet na nie chodziłam. Kung-fu nie jest dla mnie. W balecie trzeba trochę delikatności, w przeciwieństwie do wszelkich sztuk walki. Po prostu wolałabym balet.
7. Jaki jest Twój znienawidzony książkowy bohater? Uzasadnij.
Ojej! Mam mnóstwo znienawidzonych bohaterów książkowych. Do takich najmniej lubianych zaliczam te: Magdę z McDusi, po prostu nie podoba mi się jej postać, inne osoby stworzone przez panią Musierowicz mają dużo lepszy charakter niż Magda, Clarisse z Percy'ego Jacksona (wiem, dziwna jestem), bo od zawsze nienawidziła domku Posejdona i ogólnie była taka... dziwna oraz Draco z Harry'ego Pottera, w sumie tylko dlatego, że był to wróg numer 1 głównego bohatera, no i w ogóle był taki dziwny jakiś...
8. Czy kiedykolwiek byłeś/aś w kraju poza Europą? Jeśli tak, to jakim?
Niestety nie, ale chciałabym pojechać na Florydę, do Nowego Yorku i wielu innych miast i państw.
9. Jakie jest Twoje ulubione miejsce w Twoim mieście? Uzasadnij.
Zamek. Zamek w naszym miasteczku jest piękny. A szczególnie mury. Teraz, kiedy je odnowili jest z nich wspaniały widok na jezioro, a z drugiej strony na dolinę z zabudowaniami. Tam jest tak ślicznie ^^ 
10. Czy masz swoją ulubioną szkolną lekturę? Jeśli tak, to jaką?
Ja w ogóle nie lubię szkolnych lektur, ale jeśli miałabym wymienić te, które w pewnym sensie mi się podobały to tak: Spotkanie nad morzem, Szatan z siódmej klasy i Ania z Zielonego Wzgórza.
11. Jakie są Twoje ulubione lody?
Ciasteczkowe ^^ I lubię też te o smaku mango. Ale ciasteczkowe najbardziej.

Moje pytania:

1. Wolisz lepić z modeliny czy robić drobiazgi z filcu?

2. Zamawiałaś kiedyś coś przez internet? Jeśli tak, to co?
3. Na co zwracasz największą uwagę, kiedy wchodzić pierwszy raz na jakiegoś bloga?
4. Jaka jest Twoja ulubiona piosenka z bajek Disney'a? (Tak, mam na nie fazę)
5. Jaka jest w ogóle Twoja ulubiona bajka Disney'a?
6. Jesteś zadowolona ze swoich ocen na półrocze?
7. Jakie jest Twoje ulubione ciasto?
8. Masz swoje znienawidzone książki? Jakie?
9. Wolisz czytać opowiadania w książkach czy takie na blogach?
10. Co w Twoim pokoju rzuca się najbardziej w oczy?
11. Wolisz szyć czy śpiewać?

Zdałam sobie niedawno sprawę z tego, że Liebster jest dla blogów początkujących, więc wybaczcie mi wszyscy, ale nominuję dziś blogi, które dopiero zaczynają swoją karierę. A więc

blogi, które nominuję:

http://nowaania.blogspot.com/

http://myloveiscupcake.blogspot.com/
http://over-and-over-i-fall-for-you.blogspot.com/

A teraz happy wiadomość: spadł u mnie śnieeeg! ^^ Wreszcie! Tak się cieszę! ^^ U was też jest już śnieg? Kiedy macie ferie?

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola


13 stycznia 2014

95. Wielka Orkiestra... no właśnie!

Na pewno każdy słyszał o najpopularniejszej organizacji charytatywnej w Polsce - Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Oczywiście zawsze wrzuciło się coś do tej puszki, a potem obklejało się naklejkami cały dom. Ale ja sama nigdy nie miałam okazji stać z puszką w gronie harcerzy. A w tym roku udało się. Rodzice pozwolili mi rozdawać serduszka przed kościołem. Zaczynałam o 13. A więc poszłam sobie na mszę o 10, zjadłam obiad, przebrałam się w mundur i poszłam do rynku. Dowiedziałam się, że nie stoimy pod kościołem cały czas, lecz tylko kiedy zaczynają lub kończą się msze. Akurat o 13 zaczynała się msza. Czekaliśmy nawet trochę dłużej, bo wiele ludzi się spóźniło. 15 minut po poszliśmy do harcówki. Zastaliśmy tam Bladą, która uczyła się rosyjskiego na studia. Oczywiście, kiedy tylko weszliśmy, poniechała tej czynności. No, bo czy łatwo uczyć się w gronie wrzeszczących dzieciaków? Chyba nie.


>>źródło<<
A więc wypiliśmy herbatkę, po czym Ola odkryła, że w moim telefonie jest taka cudowna aplikacja jak pianino jednooktawowe! Zaczęła na nim grać i ogarniać efekty dźwiękowe. Ustawiła mi nowy, dużo ładniejszy wygląd klawiatury!
Ktoś napisał na tablicy Blada! Idź do Mam Talent! i zaczęliśmy się kłócić czyj to tekst. Nie spierałam się długo, bo wiadomo, że to ja pierwsza zrobiłam sobie taką przypinkę, a potem Karol się odgapił (co jeszcze przebaczyłam) i powiedział Bladej, że będziemy sobie robić takie plakietki (czego do tej pory nie wybaczyłam)! A to miała być niespodzianka! Kiedy zbliżała się 14 wzięliśmy puszki oraz serduszka i znowu staliśmy przy kościele. Ja trzymałam puszkę, a Nikola i Ola rozdawały serduszka. Gdy przy jednej puszce stoją dwie osoby z naklejkami robi się straszne zamieszanie, więc łatwo nie było. Nazbierałyśmy jednak dość dużo. Kiedy wszyscy wyszli z kościoła wróciliśmy do harcówki. Postanowiliśmy przećwiczyć sobie piosenki, które mieliśmy śpiewać później w zespole szkół. Padło na cztery: Jestem harcerzem, Harcerka ta, Wieczorne śpiewogranie  i Zakochaj się w harcerstwie, oczywiście przy akompaniamencie gitary Bladej. Potem próbowaliśmy się dodzwonić do Sonii, która poszła z puszką i naklejkami na miasto. Nie było to łatwe, bo Sonia cały czas się rozłączała, aż w końcu przyszła do harcówki.
Nikola założyła mi na czapkę swoją rogatywkę... Wyglądało to idiotycznie, ale przynajmniej było śmiesznie.

Sonia uznała, że niepotrzebnie wróciła do bazy i zaraz idzie z powrotem na miasto. Nikola i ja postanowiłyśmy iść z nią. Chłopaki poszli razem z nami, tyle, że w innym kierunku. Sonia wzięła puszkę, Nikola naklejki, a mi dali identyfikator naszej drużynowej, żeby ludzie się nie czepiali, że nie mamy prawa zbierać na WOŚP czy coś. Ola miała tam takie słodkie zdjęcie z podstawówki ^^. Poszłyśmy kawałek ulicą Jaggielońską i skręciłyśmy w Długosza. Zauważyłyśmy, że na ulicach nie ma już zbyt dużo ludzi, a prawie wszędzie stali nasi harcerscy wolontariusze. Przeszłyśmy na rynek, a potem pod szopkę, gdzie spotkałyśmy Olę, która szukała Kasi. 


Ola z puszką Sonii doczekała się publikacji!
Nie mając co robić wróciłyśmy do harcówki, gdzie zastałyśmy tylko Burka i Bladą. Nasza mam talentowa gwiazda znowu uczyła się rosyjskiego, a my kreśliłyśmy po tablicy. Po chwili do harcówki wpadło dość dużo harcerzy z puszkami i serduszkami. Postanowili, że pójdą na Mały Rynek i będą bawić się w chowanego. Szukać miała Wiki (nikt jej nie pytał o zdanie, ale co tam!), która była dosyć zmęczona, więc została w harcówce. Puszczaliśmy sobie piosenki z bajek i filmów, po czym próbowaliśmy zgadnąć z czego dana melodia pochodzi. Ostatnio mam fazę na piosenki z bajek Disney'a, więc było ich tam całkiem sporo. Blada okazała się świetnym znawcom piosenek z bajek. Po chwili i ona wzięła swojego laptopa i powiedziała, że coś puści. Wszyscy wyłączyli swoje melodie, a Blada odtworzyła rosyjskiego audiobooka! Wszyscy myśleli, że puści jakąś piosenkę z bajki lub filmu! Oczywiście, wszystko musi być ściśle związane z nauką... Czekając na resztę harcerzy rysowaliśmy po naszej szczepowej tablicy. Wszyscy dokumentowali zdjęciem to piękne zabazgrane dzieło.

[Część napisana na życzenie Oli]


Nagle do harcówki wleciała zgraja harcerzy. Wszyscy przekrzykiwali siebie nawzajem i byli bardzo przestraszeni. Nasza drużynowa poprosiła Olę, żeby wytłumaczyła o co chodzi. Nasi harcerze, schowali się za toaletami na Małym Rynku. Kiedy zorientowali się, że nikt nie ma zamiaru ich szukać (przecież Wiki została w harcówce), chcieli wrócić. Zauważyli, że idą za nimi jacyś chwiejący się panowie, którzy zaczęli śpiewać piosenki i wrzeszczeć: Chodźcie! Zaśpiewacie z nami!. Harcerze oczywiście pognali jak najszybciej do harcówki...



Nasza beautiful tablica. Na dole możemy zauważyć kawałek głowy Wiki. 


O 16 już prawie wszyscy byli w harcówce. Ubraliśmy się i wyszliśmy na pole. Wzięliśmy z  harcówki czapkę Biedrona i schowaliśmy ją pod rogatywkę Konrada, a potem pod komin Wiktorii. Oczywiście Biedron nie miał zielonego pojęcia gdzie może być jego czapka! Ustawiliśmy się w kolumnę dwójkową i wrzeszcząc Dziesięciu murzynków i inne harcerskie okrzyki ruszyliśmy do zespołu szkół. Nasza drużynowa oczywiście musiała pomylić drogi, przez co szliśmy trochę na około. Kiedy doszliśmy do celu, przydzielili nam salę w której zostawiliśmy kurtki. Zadzwoniła do mnie mama z wieścią, iż muszę wrócić do domu, gdyż idziemy na koncert Zespołu Pieśni i Tańca! Dlaczego akurat dzisiaj?! Oczywiście nie mogłam zostać i zaśpiewać z harcerzami. Podobno wyszło im bardzo fajnie. Do śpiewania przyłączył się nawet Burek, który nigdy tego nie robi oraz koleżanka Sonii - Maja - jedna z największych młodych muzycznych gwiazd w naszym miasteczku. Wprawdzie nie jest ona harcerką i nie znała naszych piosenek, ale kiedy ma się w ręce tekst wszystko idzie lepiej!
Nasz piękny harcerski zespół + Blada z gitarą i Ola.  Szkoda, że nie mogłam być z nimi :(
Fot. Paweł Stożek
Na koncercie Zespołu Pieśni i Tańca rzecz jasna też było fajnie. Mają przeróżne grupy wiekowe, a tańczą i śpiewają rewelacyjnie. Kiedyś nawet rozważałam zapisanie się do ich zespołu, ale na tą chwilę wystarczy, że harcerstwo i szkoła muzyczna średnio mi się pokrywają.

Na koniec zapraszam do obejrzenia filmiku z naszej Wigilii harcerskiej TUTAJ.

Oraz do wysłuchania rapu Mateusza TUTAJ, którego swoją drogą pozdrawiam!

Pozdrawiam serdecznie!

~Ola

2 stycznia 2014

94. To już koniec?

Oczywiście chodzi o koniec roku! Żeby ktoś nie pomyślał, że kończę bloga, czy coś takiego. Te 12 miesięcy jakoś szybko minęły. Wszyscy piszą teraz podsumowania roku, a ja postanowiłam to odłożyć do lutego. Wtedy ten oto blog będzie obchodził swoje pierwsze urodzinki. A w tej notce coś o moim sylwestrze i 30 grudnia :)



A więc 30 grudnia po południu przyjechała do mnie moja kochana przyjaciółka z tamtej szkoły muzycznej. W sumie od naszego ostatniego spotkania minął miesiąc (jak na odległość i nasz czas, to całkiem mało), ale postanowiłyśmy przywitać Nowy Rok razem. Ale o tym później :) Kiedy Ania przyjechała, najpierw trochę pograłyśmy na fletach. Te utworki na dwa głosy są genialne! Z niektórymi średnio sobie radziłam, więc Ania musiała mi pokazać kilka nowych chwytów. Kiedy moja siostra zasnęła nie mogłyśmy już grać, więc robiłyśmy sobie zdjęcia na kamerce internetowej, która niestety spowalniała nasze ruchy. -.- Potem wzięłyśmy dwie kartki i każda pisała na niej jakąś historię, a kiedy któraś z nas powiedziała stop zamieniałyśmy się kartkami i kontynuowałyśmy swoje opowiadania. Wychodziły przeróżne rzeczy. Najśmieszniejsze było: Lucynka uświadomiła sobie jak wspaniale czuje się człowiek, kiedy Burek wstawił na facebooka część loga naszej drużyny. To było genialne XD
Ania i ja (w rozwalonym koku -.-)
Kiedy już się umyłyśmy itd., wymyśliłyśmy sobie, że fajnie byłoby oglądnąć jakiś film. W końcu zdecydowałyśmy się na Hobbita: Pustkowie Smouga. Niestety na samym początku okazało się, że film się zacina i po prostu nie da się go oglądać. Wpadłam na pomysł oglądnięcia Percy'ego Jacksona: Złodziej Piorunów. Nie oglądałam jeszcze tej części tego filmu, ale jest rewelacyjna. Trochę powieszali wątki, bo w książce było zupełnie inaczej niż na ekranie, ale i tak polecam :) Poszłyśmy spać gdzieś około drugiej w nocy.
Na zdjęciu główni bohaterowie filmu: Percy Jackson, Annabeth Chase oraz Grover Underwood. 
Nie mam pojęcia o której wstałyśmy, ale nie była to wczesna godzina. Po zjedzeniu śniadania postanowiłyśmy nauczyć się (a raczej zinterpretować) jakąś piosenkę na pianinie na cztery ręce. Ustaliliśmy, że będzie to Jaki był ten dzień. Piosenka znana przez większość harcerzy, można ją także usłyszeć w niektórych kościołach. Ja grałam po bachowskiemu, a Ania po chopinowskiemu. To takie sposoby gry na fortepian na postawie chwytów gitarowych. Dajmy za przykład akord d-moll. Grając po bachowskiemu uderzamy w dźwięk d po czym oktawę wyżej łapiemy trójdźwięk d-moll. Grając po chopinowskiemu po prostu gramy czterodźwięk d-moll, tyle, że nie harmonicznie, tylko melodycznie. Trochę skomplikowane - fakt... Oczywiście do tego śpiewałyśmy: ja pierwszą zwrotkę, razem z Anią refren i Ania drugą zwrotkę.

>>źródło<<

Przed obiadem rozmawialiśmy przez skypa ze Staszkiem ze szkoły muzycznej Ani (dla mnie jest to tamta szkoła muzyczna...). Było prześmieszne. Nie chciał nam zagrać na pianinie Gangnam Style, a byłam strasznie ciekawa jak to można zagrać na instrumencie klawiszowym. Niedługo po obiedzie przyjechał mój tata i zawiózł nas do domu Ani. Kiedy tylko się ogarnęłam, przygotowałyśmy sobie stół, żeby o północy już nie majstrować w kuchni. Zrobiłyśmy grecką sałatkę (oliwki i te rzeczy), postawiłyśmy na stole tradycyjnego Picolo i inne rzeczy, które miałyśmy przygotowane. Potem jeszcze ćwiczyłyśmy na fortepianie (Ania ma taki śliczny fortepian) nasz Jaki był ten dzień po bachowskiemu i chopinowskiemu. Po umyciu się postanowiłyśmy, że oglądniemy sobie jakieś filmy. Najpierw padło na October Baby. Piękny film przy którym można się nieźle poryczeć. Ania rozkleiła się dwa razy, a ja o dziwo tylko jeden, co jest bardzo dziwne, ponieważ czasem płaczę nawet przy filmach animowanych... I tak z nocy sylwestrowej zrobiła nam się noc filmowa. Następnie oglądnęłyśmy sobie Fireproof. Bardzo fajny film o strażaku, który chciał zapobiec rozwodowi ze swoją żoną w 40 dni. W połowie tego filmu zorientowałyśmy się, że za chwilę będzie północ, więc zeszłyśmy na dół, wypiłyśmy jakieś 2/3 Picolo i wróciłyśmy oglądać filmy. Próbowaliśmy jeszcze oglądać fajerwerki, ale była straszliwa mgła i nic nie było widać. Okazało się, że nasz Fireproof się zaciął i nie ma szans, żeby oglądać go dalej. Chciałyśmy obejrzeć jeszcze coś, ale uznałyśmy, że jesteśmy za bardzo śpiące, więc mniej - więcej o 2 położyłyśmy się spać.


>>źródło<<
Wstałyśmy gdzieś około 9. Ogarnęłyśmy się i zeszłyśmy na śniadanie. Po zjedzeniu ćwiczyłyśmy jeszcze chwilę piosenkę Jaki był ten dzień. Potem grałyśmy na fletach w duecie utworki z książki Ani. Jej rodzice poprosili nas, żebyśmy wzięły pulpit z nutami na dół i im coś zagrały. Wszystko wyszło nawet ok, poza tym, że nie specjalnie umiałam się zdobyć na d jednokreślne, bo po prostu nie dam rady tak nisko dmuchać. Oprócz tego wyszło nawet fajnie :) Po obiedzie, Ania i jej tata odwieźli mnie do domu. Mam nadzieję, że będę mogła jeszcze kiedyś pojechać do Ani ^^

>>źródło<<
A więc życzę wszystkim, którzy to czytają szczęśliwego nowego roku 2014! I żeby nie robili błędów w zeszytach (ja dzisiaj napisałam '2013' dwa razy...) No i ogólnie wszystkiego najlepszego!

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola