16 grudnia 2013

91. Wyjdź z cienia, pokaż dobro!

Tytuł notki, to hasło tegorocznej uroczystości przekazania Betlejemskiego Światła Pokoju. Świeczka, która płonie w Grocie Narodzenia, w okresie świąt jest kolejno przekazywana przez wszystkie katolickie kraje przez harcerzy. Nasza drużyna postanowiła się wybrać na obchody tej uroczystości do Krakowa. Mieliśmy zamiar wziąć stamtąd Światło do naszego miasta, a następnie przekazać do kościołów, urzędu i szkół.

Tak naprawdę wszystko zaczęło się już w piątek, podczas zlotu w Zakopanem, na który niestety nie mogliśmy się wybrać. Nie pojechaliśmy także na sobotnie uroczystości. Za to w niedzielę rano dwa patrole harcerzy z Dobczyc stawiły się o 10 na Małym Rynku w Krakowie, gdzie miały rozpocząć się Światłowody. Zanim inne patrole dotarły na miejsce, popląsaliśmy sobie, pośpiewaliśmy itd. Zostałam akurat przydzielona do patrolu Szkoła Orląt 1, którego opiekunem była nasza dh. Ola, a patrolowym dh Krzysiek. Ze składu patrolu byłam więc bardzo zadowolona. 

Oto Sonia i ja na małym rynku :) Sonia z prawej, więc ja z lewej...
Dostałam na przechowanie lampion, który po odebraniu Światła miałam wziąć do domu, a następnego dnia rano przynieść na roraty. Ania (gwiazda PoProstu TV) uznała, że bez sensu będzie, jeśli będę musiała taszczyć ten lampion ze świeczką po całym Krakowie, więc dałam go jej. Dowiedzieliśmy się na czym będzie polegać tegoroczna gra miejska. Miały być to szyfry. Jakiś harcerz starszy pomyśli Phi! A co takiego trudnego w szyfrach?! Wystarczy mieć poradnik i już wie się wszytko! Poradników z szyframi, to w naszym patrolu nie brakowało, ale czy naprawdę łatwo jest szukać na połowie strony jaka literka odpowiada podanym przez trzymającą kartkę osobę kropkom i kreskom?! Nie, alfabet morse'a nie jest wcale prosty. Tym bardziej, że kiedy już odszyfrujesz i wychodzi Ci jakieś Szutka az szutka jesiey katrna, a po chwili okazuje się, że to coś jest zaszyfrowane jeszcze raz jakimś szyfrem typu GA-DE-RY-PO-LU-KI! Postanowiliśmy się więc połączyć z jakimiś znajomymi naszej drużynowej i działać wspólnie. Nasze patrole nazywały się Szkoła Orląt 1 i Szkoła Orląt 2, a ich Pierogi ruskie oraz I z mięsem, więc z połączonych sił wyszło nam Szkoła pierogów ruskich. W sumie nie najgorzej. A więc po 15 minutach w KFC na wspólnych obradach, ruszyliśmy w Kraków, robiąc sobie zdjęcia przy zabytkach, które wyszły z szyfrów. Lampion trafił przez Anię do chłopaków, którzy przez całą drogę go nieśli. 

Zdjęcie pod KFC z gwiazdami telewizji - Anią i Szymkiem (zielone kurtki).
Kiedy w końcu popstrykaliśmy wszystkie zdjęcia, udaliśmy się do siedziby chorągwi, żeby zjeść pączka i napić się herbaty. Napój był strasznie gorzki (nie mieli cukru!) i do tego parzył w język, ale dało się wypić. Pączki rozdawał druh, którego na pewno już gdzieś widziałam, byłam tego po prostu pewna! Reszta drużyny wdała się w rozmowę z druhem Kowalikiem, znanym jako harcerz żeglujący, który był kiedyś drużynowym starszych harcerzy w naszym mieście, a ja obmyślałam kto może być tym druhem z pączkami! W końcu do niego podeszłam i wypaliłam: A ja druha widziałam w PoProstu! Zdałam sobie bowiem sprawę z tego, że to właśnie TEN druh prowadził program przed gwiazdami naszego hufca! Odpowiedział coś w stylu: To było dawno i nieprawda. Kiedy wszyscy w końcu zdołali wypić swoje herbaty ruszyliśmy na obiad! W połowie drogi chłopaki zorientowali się, że zostawili w siedzibie chorągwi nasz lampion Grzeli! Dzwoniliśmy więc do druha Kowalika, który powiedział, że przyniesie nam go na mszę do Kościoła Mariackiego. Spokojni o nasze Światełko, poszliśmy coś zjeść!

Wszystkie Potterhads'y z naszej drużyny (a trochę ich jest) zaczęły nawiązywać kontakt, z chłopakiem od Pierogów, który miał świetny plecak z logiem Harry'ego Pottera *o*
Ruszyliśmy w kierunku ulicy Gołębiej. Doszliśmy do baro - restauracji, w której z zapewnień Oli wynikało mogliśmy zjeść dużo, a tanio. Faktycznie nie było źle - za dość dużego kotleta schabowego, cały talerz frytek i mirindę zapłaciłam 15 zł. Nie mogłam zjeść wszystkiego - byłam już kompletnie napchana, a został mi jeszcze kawałek mięsa i kilka frytek (które chwilę później zjadł Biedron). Sonia miała jeszcze pomysł, żeby iść na lody, bo w końcu była dopiero 14:30, a my mieliśmy być na Wawelu o 16:00, ale Oli nie specjalnie spodobał się ten pomysł. Kiedy wszyscy zjedli, to co mieli zjeść poszliśmy na sukiennice, gdzie kadra dała nam 15 minut wolnego czasu, podczas którego trzeba było chodzić czwórkami. Sonia i ja chodziłyśmy z Emilką i Wiki. Chociaż chodziłyśmy to za mało powiedziane. Przeszłyśmy się raz tam i z powrotem, po czym przyklapnęłyśmy sobie przy wejściu i czekałyśmy na resztę. Po chwili nadeszła nasza kadra w składzie: Biedron, Krzysiek, dh Słowik i Ola. resztę czasu spędziliśmy na robieniu sobie głupich zdjęć, a co poniektórzy osobnicy wpadli na pomysł podejścia do Myszki Miki i poproszenia o fotkę. Oczywiście część chłopaków się zgubiła, dlatego musieliśmy spóźnić się na apel na Wawelu.

Obiad naszego stolika. Dziwnym zbiegiem okoliczności wszyscy zamówili kotleta schabowego z frytkami o.O 

Weszliśmy na plac, akurat kiedy komendant powiedział baczność! No i chcąc czy nie, musieliśmy stać pośrodku tego placu aż do spocznij! Usunęliśmy się gdzieś na bok do jakiegoś innego hufca. Na szczęście druh Burek nas zauważył i kazał się ustawić z naszym hufcem w kolumnie piątkowej. Spotkałam Julkę, Bladą, Ulę, Wiktora, Zuzę, Iwonę, Viktorię i dużo by jeszcze było tego wymieniania! Każdy z nas dostał pałatkę (takie okropne, zielone coś, w czym wygląda się jak dementor). Prawie każdy, bo ja dostałam ją dopiero, kiedy całą chorągwią ruszyliśmy do Kościoła Mariackiego, a w trakcie marszu nie za wygodnie ubiera się pałatkę. Kiedy wychodziliśmy z placu nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Zobaczyłam drużynę z Gdowa, w której na końcu kolumny z pomarańczową chustą stała Ania! Ania, która cztery lata chodziła ze mną do klasy! Ania, z którą nie widziałam się... ponad rok! Nie zdążyłam jej nawet pomachać. Ale to było niczym w porównaniu z tym co zobaczyłam chwilę później. Na boku stał sobie chór. Taki zwyczajny chór, śpiewający kolędy na kilka głosów (swoją drogą bardzo ładnie). Zauważyłam panią Dajcz - jedną z nauczycielek teorii w naszej szkole muzycznej. A obok niej stała... pani Kieres! Najlepsza nauczycielka teorii z jaką kiedykolwiek się spotkałam! Nie widziałam jej dwa lata! Stała tam i śpiewała w jednym z wyższych głosów! To był piękny widok! Podczas marszu do kościoła nie odbyło się bez okrzyków typu Komolama, Przypłynąłem do portu (...) czy Siała baba mak!.  Kiedy doszliśmy na miejsce nasz hufiec udał się do zarezerwowanych wcześniej ławek w nawie bocznej. Na mszy także śpiewał chór z panią Kieres. Za to psalm był zaśpiewany... dość oryginalnie. Ci, którzy byli tam ze mną, wiedzą jak to było. A więc psalm śpiewała kobieta o głosie operowym, tak wysoko, że nie wiem czy jakakolwiek dyrygentka chóru potrafiłaby tak zaśpiewać. Olek chamsko zapytał mnie czy też tak potrafię. Na mszy raczył pojawić się także ksiądz kapelan naszego hufca. Kiedy wyszliśmy z kościoła (a trochę to trwało...) miało się odbyć przekazanie Światełka. Uświadomiliśmy sobie, że nie mamy w końcu tego lampionu Grzeli. Krzysiek twierdził, że widział go w kościele, więc się po niego wróciliśmy. Niestety - lampionu nigdzie nie było. Na szczęście zostały jeszcze inne, ale jeden straciliśmy. Kiedy już mieliśmy Betlejemskie Światło, zawiązaliśmy krąg (aaa! z 3 tysiącami harcerzy! ^^) i udaliśmy się do autobusu!

Lampiony ze Światłem.
>>źródło<<
Wracaliśmy całym hufcem, więc dużo miejsc siedzących nie było. Musiałam się upchać gdzieś z przodu i siąść z przypadkową osobą, którą na szczęście okazała się Weronika! Przede mną siedziały puste lampiony i Kasia, a za mną Szymon i jakiś druh z Myślenic, który w połowie drogi zaczął mnie wypytywać o moją dalszą kuzynkę - Magdę (którą ostatnio widziałam jak byłam strasznie mała!). Droga zleciała nam głównie na gadaniu z Weroniką i Kasią, czasem z Wiki, Emilką, Bladą i Burkiem oraz kilkoma nowymi HS'ami z drużyny Bladej siedzącymi z przodu. Kilka osób wysiadało w Głogoczowie, kilka następnych w Myślenicach, a pozostali pojechali do Dobczyc! Po tych naborach jest nas jednak strasznie dużo! Każdy z nas wrócił do domu kompletnie padnięty po całym dniu na nogach!
Pozdrawiam serdecznie!
~Ola  
*Prawie wszystkie zdjęcia są autorstwa Oli Koszut*

*Więcej można znaleźć na facebooku oraz już niedługo na stronie Chorągwi Krakowskiej*



8 komentarzy :

  1. Zadroszczę Ci z całej głębi swojej szarej bezsensowności! Aż mam ochotę ruszyć gdzieś, pójsć pieszo na koniec świata- odzywa sie we mnie natura Włóczykija i wraz z zimą coraz bardziej marzę o podróżach :) Stanowczo, po lekturze Twojego bloga jestem przekonana, że wszystkie swoje dzieciaki kiedyś wyslę do harcerstwa, niech wyrosną na ludzi. A nie na roboty wpatrzone w ekran komórki. Zdrówko

    OdpowiedzUsuń
  2. Musiało być w takim razie naprawdę świetnie!
    Ech, nigdy nie byłam dobra w szyfrach... Ale może, gdybym poćwiczyła...
    Hm, chyba trochę żałuję, że nie jestem harcerką. Ale z drugiej strony i tak mam tabuny zajęć dodatkowych...
    Pozdrawiam!
    Pola

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne zdjęcia, musiało być świetnie!

    Zajrzysz?:)
    iamfuckingcrazybutiamfreee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nazywaliśmy się szkoła pierogów ruskich Z MIĘSEM!Ile razy mam ci to powtarzać?x
    A dh.Konrad Kowalik nie był drużynowym w Dobczycach tylko pomagał Bladej prowadzić drużynę! On był drużynowym Orszy,geniuszu!xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile razy mam Ci powtarzać, że w naszym OKRZYKU było bez tego Twojego mięsa i taka właśnie wersja dotarła do mnie.
      No to w takim razie Sonia musiała coś sobie pomylić. Ona wprawdzie była w Złotych Orłach, ale była mała i może myślała, że dh Konrad jest drużynowym? W każdym razie ona podała mi taką właśnie teorię. Może było inaczej - ja nie wiem.

      Usuń
  5. Bardzo zabiegane te twoje zbiegi okoliczności! Ale kiedy sobie porozmawiałaś z Anią? Przywitałaś się z nią czy nie zdążyłaś? Fajna ta akcja! I... Ty Ola zjadłaś tyle frytek?! :D
    Pozdrawiam serdeczniuuuuutko

    OdpowiedzUsuń
  6. Musiało być super >.< Szkoda, że nie pojechałam :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ♥