27 grudnia 2013

93. I po świętach!

Pomyśleć, że zaledwie kilka dni temu tak strasznie oczekiwaliśmy świąt. A więc nadeszły. Nadeszły i odeszły. Wczoraj było św. Szczepana, a teraz czekamy tylko na nowy rok!
Mój bałwanek - wypychanka z filcu. Z takiego kompletu filcowych zabawek z empiku. Miałam świetną zabawę z tym zszywaniem i klejeniem oczu i innych części, które co chwilę odpadały. W tle zaświadczenie, że brałam udział w warsztatach fletowych. Akurat powiesiłam bałwanka tak, że nie dało się inaczej ładnie uchwycić zdjęcia.
Moja rodzina, jak zwykle jadła kolację wigilijną w domu. Na wieczerzę nigdy nie jeździmy do żadnej rodziny, bo przeważnie wszyscy przyjeżdżają do nas. Do moich ulubionych potraw wigilijnych należy barszcz z uszkami i makaron z makiem. Za to nigdy nie jem grochu z kapustą. Znaczy w sumie jem, bo nakładam sobie jeden groszek, bez żadnej kapusty. Nie lubię jeszcze kompotu z suszek, a szczególnie jego zapachu. Podczas Wigilii pijemy tylko to, więc nie mam wyboru: zatykam nos, żeby nie czuć zapachu i piję jakiś łyczek. Pozostaje jeszcze ryba. Chyba jeszcze nigdy nie jadłam karpia. W tym roku był u nas dorsz.
>>źródło<<
Po kolacji śpiewamy kolędy. Kiedy już zaśpiewamy jedną, czy dwie wszystkie dzieci chcą wejść do pokoju z choinką i rozpakować prezenty od Aniołka (od Mikołaja dostają 6 grudnia). Następuje rozdzielanie prezentów. Ja w tym roku pod domową choinką znalazłam dwie książki z serii Percy'ego Jacksona: 'Morze Potworów' i 'Klątwa Tytana' oraz czapkę uszatkę. Po rozpakowaniu prezentów jeszcze chwilę pośpiewaliśmy kolędy, a potem pojechaliśmy do babci!

Moje prezenty... tylko troszkę się obróciły xd
Do babci przyjechała z Austrii ciocia Asia z wujkiem Mario, pięcioletnią Mają oraz półtorarocznym Olkiem. Po Wigilii w domu zawsze jeździmy do babci rozpakować następne prezenty. A więc pod choinką babci znalazłam trzecią część z serii Magiczne Drzewo tj. Olbrzym, rękawiczki, bluzę i mały, czerwony termos, taki żeby zmieścił mi się do plecaka. No i rzecz jasna słodycze! M&M'sy, żelki, czekolady. Moja siostra dostała klocki lego friends czy coś takiego i przez cały wieczór budowałam z nich scenę!

U babci zostaliśmy do czwartkowego wieczoru. Pech sprawił, że akurat po południu harcerze chodzili po kolędzie, a więc ja nie mogłam chodzić z nimi. A miałam grać na flecie...

Macie jakieś plany na sylwestra? Ja mam zamiar jechać do Ani. Nie wiem jeszcze czy do końca wypali, ale raczej tak :D Coś krótka mi ta notka wyszła, ale nie będę już przedłużać, bo Was śmiertelnie zanudzę.
Pozdrawiam serdecznie!
~Ola   

22 grudnia 2013

92. Te mniejsze wigilie

Oczywiście wszystkie wigilie są bardzo ważne! W tytule notki chodziło mi o te mniejsze, znaczy o te, które spędzamy ze znajomymi, bo przecież tą prawdziwą kolację poprzedzającą narodziny Chrystusa spożywamy przeważnie w gronie rodziny.

>>źródło<<
We wtorek dowiedziałam się, że zostałam zaproszona na wigilię mojej klasy z tamtej szkoły muzycznej. Pech sprawił, że akurat wtedy, kiedy miała się ona odbyć w mojej SM był koncert kolęd, na którym występowałam, więc trochę głupio było nie przyjść. Śpiewaliśmy z zespołem 'Przybieżeli do Betlejem', a ja grałam do tego na takim wspaniałym instrumencie jak trójkąt! Występy nie odbyły się jak zawsze na auli koncertowej, tylko na hallu przy kawiarence, ale za to była prześliczna atmosfera z lampkami i tymi innymi rzeczami. Występy strasznie mi się podobały, szczególnie Pada Śnieg w wykonaniu trio gitarowego. Po koncercie po hallu chodził św. Mikołaj (tj. Szymon z samorządu naszej SM) i rozdawał cukierki. Ogólnie to cały koncert był przepiękny, ale szkoda, że nie mogłam jechać na wigilię do Gdowa :(


Czwartek minął bez większych emocji. Miałam iść na wigilię zuchową, do gimnazjum, ale jednak nie poszłam. A podobno było tak fajnie...


Ale piątek, jak zawsze był najlepszy! Rano i tak musiałam wstać na roraty, ale do szkoły mieliśmy na 8:15 z okazji wigilii klasowych. Oczywiście nasza klasa zebrała się dopiero gdzieś o 8:45 i o tej też godzinie zaczęliśmy jeść nasz barszcz z uszkami. Rzesz jasna nie obyło się także bez śpiewania kolęd i walki kto ładniej: chłopaki czy dziewczyny. Gabi, Paweł i ja graliśmy też na swoich instrumentach tyle, że każdy osobno. Przyszedł do nas nawet pan od niemieckiego. Połamaliśmy się opłatkiem z członkami naszej i innych klas, po czym ruszyliśmy na apel. Byliśmy trochę za wcześnie, ale przynajmniej zajęliśmy sobie fajne miejsca na widowni. Jasełka przedstawiała II i III klasa. Żeby jakieś strasznie ładne to było, to nie powiem. Kilka razy zapomnieli kto po kim mówi lub po prostu swoich własnych kwestii. Ale są przecież młodsi! Trzeba im wybaczyć.



Przyszłam ze szkoły, ogarnęłam się i poleciałam na flet, który kończył mi się o 17, a o tej samej godzinie miałam się stawić po drugiej stronie miasta na wigilii harcerskiej! Oczywiście zapomniałam pójść po panią do sekretariatu, bo akurat miała okienko i nie było jej w sali... Jak ja czasami nie myślę! Z okazji, że lekcja zaczęła się później, to i później się skończyła! A więc wyszłam z sali 5 po 17, po czym musiałam iść jeszcze skserować nuty! A więc szłam dosyć szybkim krokiem i w małej szkole, w której mieliśmy mieć wigilię byłam 20 do 17, czyli nie najgorzej. Przy wejściu spotkałam Bladą i jakiegoś druha z kamerą, którego skądś kojarzyłam (co ja mam z tym nie pamiętaniem druhów?!). W tym wypadku akurat nie byłam pewna czy to harcerz. Do Bladej padło krótkie hej, a do "druha" czuwaj!.  Poszłam po schodach (z góry dobiegały krzyki - to musieli być harcerze). Weszłam do sali nr. 6, gdzie było strasznie dużo ludzi w mundurach, nie tylko z naszej drużyny, bo jak można się było domyślić po spotkaniu Bladej razem z nami wigilię obchodzili jej HS'i. Po naborze faktycznie ich przybyło. Usiadłam między Nikolą (pewnie czytającą to teraz) i Weroniką. Potem okazało się, że miejsce obok Niki jest zajęte przez Wiki, która wcześniej pomagała roznosić ciasteczka. Dowiedziałam się, że wcale się nie spóźniłam i że cały czas jeszcze coś ktoś robi. W końcu, kiedy Blada i ten druh przyszli, drużynowa naszych HS'ów kazała wszystkim usiąść i zaczęła tłumaczyć, jak wygląda dzielenie się opłatkiem po harcersku. Dla niewtajemniczonych może opowiem jak się to odbywa. A więc nie jest to takie normalne łamanie opłatka i składanie sobie życzeń, bo przecież harcerze musieli wymyślić swój sposób!

1. Upewniamy się, że każdy harcerz lub zuch ma już chociaż kawałek opłatka. Jeśli nie ma, to użyczamy mu kawałek swojego lub jakiegoś innego.
2. Kiedy wszyscy mają opłatki w rękach i siedzą na swoich miejscach, osoba rozpoczynająca (w naszym wypadku Blada) wstaje i mówi życzenia. Może życzyć tylko jednej rzeczy.
3. Każdy odłamuje ze swojego opłatka kawałeczek i podaje go osobie po lewej stronie. W naszej sytuacji nie do końca wypaliło, bo po środku podkowy ułożonej ze stołów stała jeszcze jedna ławka przy której siedziało kilka osób. Biedna Emilka, co tylko dostała opłatek musiała lecieć z nim do środkowego stolika, żeby dać go następnej osobie.
4. Wstaje osoba po lewej stronie Bladej i także składa wszystkim naraz życzenia. Warunek jest jeden: nie mogą się one powtarzać!
5. W sumie to dalej wszystko się powtarza, aż do końca. Każdy musi powiedzieć jakieś życzenia.


Życzenia najwspanialszych drużyn pod słońcem były przeróżne! Niektórzy życzyli po prostu wesołych świąt (Blada), inni spędzenia tej właściwej wigilii w gronie rodzinnym i pięknej atmosferze (ja), inni, żeby w końcu na te święta spadł jakiś śnieg (Dominika), a jeszcze inni, życzyli wszystkim tego wszystkiego, co życzyli wszyscy (Szymon). Oczywiście nie obyło się bez śpiewania kolęd! Blada przygrywała nam na gitarze, a my śpiewaliśmy! Rzecz jasna Viktoria także miała swoją solówkę w Gdy śliczna panna! Jejciu, ona tak ślicznie śpiewa ^^ Po zakończeniu pierwszej zwrotki wszyscy zaczęli wrzeszczeć Ona jest najlepsza! Sialalalala!. Jeśli oprócz Bladej ktoś miałby iść do Mam Talent, to byłaby to właśnie Vika. I jak to na każdej wigilii, nie obyło się bez kłócenia o kolędy!
- Eeej! Blada! Miałaś zagrać Gdy się Chrystus rodzi!
- Ale przecież nie było jeszcze Cicha noc!
- A co z Dzisiaj w Betlejem?!
- Ej no weźcie! Dzisiaj w Betlejem było! Śpiewamy Wśród nocnej ciszy!
- No to zaśpiewamy Dzisiaj w Betlejem jeszcze raz!
- Blada, czemu nic nie grasz?
Takie to te nasze kochane drużyny są 



Z tego co dobrze pamiętam później było odzyskiwanie chust przez harcerzy z 6c. Ola odebrała wszystkim z tej klasy chusty, ponieważ zrobili... no... coś nie do końca zgodnego z Prawem Harcerskim. Nie będę może pisać co, bo jeszcze wywołałoby to straszne zgorszenie. Żeby odzyskać barwy swojej drużyny musieli zorganizować coś o braterstwie. A więc Wiktoria wymyśliła to coś. W misce były karteczki. Z jednej strony karteczki była jakaś literka, a z drugiem połowa cytatu o braterstwie. Trzeba było odnaleźć swoją drugą część oznaczoną taką samą literką i drugą częścią zdania. Ja wylosowałam karteczkę z literką o i początkiem zdania: Przyjaciele są jak kwiaty... Okazało się, że drugą część ma Ala. Na jej karteczce pisało: ..., doniczkowe wymagają szczególnej pielęgnacji. Każda para odczytywała swoje zdanie. Okazało się, że zdania się powtarzają, ale i tak była świetna zabawa :D


Po cytatach harcerzy z 6c i po rozdaniu chust, nastąpiło rzucanie miśkiem. W sumie to trudno to coś było nazwać miśkiem, bo przypominało... w sumie nie wiem co to było, ale w każdym razie odpadały temu czemuś uszy. Ale jaki jest sens w rzucaniu miśkiem? Z okazji, iż harcerze zawsze znajdą jakiś sens, kto złapał miśka musiał opowiedzieć jakieś swoje harcerskie wspomnienie. Każdy opowiadał o czymś innym: o przyrzeczeniach, inauguracjach, biwakach, zbiórkach, grach terenowych i innych przeróżnych rzeczach! Ja opowiadałam o przyrzeczeniu w Trzemeśni ♥  To był naprawdę piękny moment, który wysilając się może ktoś znajdzie tu, na blogu. Kiedy prawie wszyscy opowiedzieli o swoich przeżyciach okazało się, że zaczyna się robić 19:30, a o tej właśnie godzinie miała się skończyć wigilia. Wyszliśmy na korytarz, zawiązaliśmy krąg i zaczęliśmy się rozchodzić. Niektórzy zostali jeszcze posprzątać, ale na nas czekała już pewnie mama. Oczywiście Szymkowi i Kubie umyślało się iść do toalety. Szymkowi Hubert przez przypadek zgasił światło (ja się nawet nie skapnęłam xd), a Kubie Szymek, także przez przypadek. A więc mniejsze wigilie uważam za skończone! Teraz czekam na tą właściwą 


A! I oczywiście zapomniałam wyjaśnić, kto był panem z kamerą! Okazało się, że jest to tata naszego przybocznego Krzyśka, z którym pierwszy raz miałam okazję spotkać się na zimowisku w Trzemeśni. Druh ten już wtedy miał ze sobą kamerę i nagrał cały nasz biwak, który niedawno znalazłam na yt (>>TUTAJ<<). Na filmie możemy zauważyć (w pierwszej połowie) Bladą i Burka broniącego się przed naszą bandą rzucającą w nich śnieżkami lub próbującą ich przewrócić XD, druga połowa przedstawia nasz piękny kulig, a trzecia jest poświęcona kominkowi, pięknemu wokalowi Bladej i zdjęciom. (W ogóle wie ktoś jak mogą być trzy połowy...?) Niedługo powinien się także pojawić film z wigilii, ponieważ druh nagrywał ją prawie calutką! Aaa! No i najważniejsze! Ten oto druh, kiedyś, kiedy jeszcze działał w harcerstwie, podczas jakiejś wędrówki w Bieszczadach spotkał autora wszystkim znanej piosenki pt. Pieski małe dwa! :D

Dziękuję ludziom, którzy zdołali przeczytać moje długaśne wypociny 

Pozdrawiam serdecznie i życzę wesołych świąt! A blogi odwiedzę jutro ;)
~Ola

16 grudnia 2013

91. Wyjdź z cienia, pokaż dobro!

Tytuł notki, to hasło tegorocznej uroczystości przekazania Betlejemskiego Światła Pokoju. Świeczka, która płonie w Grocie Narodzenia, w okresie świąt jest kolejno przekazywana przez wszystkie katolickie kraje przez harcerzy. Nasza drużyna postanowiła się wybrać na obchody tej uroczystości do Krakowa. Mieliśmy zamiar wziąć stamtąd Światło do naszego miasta, a następnie przekazać do kościołów, urzędu i szkół.

Tak naprawdę wszystko zaczęło się już w piątek, podczas zlotu w Zakopanem, na który niestety nie mogliśmy się wybrać. Nie pojechaliśmy także na sobotnie uroczystości. Za to w niedzielę rano dwa patrole harcerzy z Dobczyc stawiły się o 10 na Małym Rynku w Krakowie, gdzie miały rozpocząć się Światłowody. Zanim inne patrole dotarły na miejsce, popląsaliśmy sobie, pośpiewaliśmy itd. Zostałam akurat przydzielona do patrolu Szkoła Orląt 1, którego opiekunem była nasza dh. Ola, a patrolowym dh Krzysiek. Ze składu patrolu byłam więc bardzo zadowolona. 

Oto Sonia i ja na małym rynku :) Sonia z prawej, więc ja z lewej...
Dostałam na przechowanie lampion, który po odebraniu Światła miałam wziąć do domu, a następnego dnia rano przynieść na roraty. Ania (gwiazda PoProstu TV) uznała, że bez sensu będzie, jeśli będę musiała taszczyć ten lampion ze świeczką po całym Krakowie, więc dałam go jej. Dowiedzieliśmy się na czym będzie polegać tegoroczna gra miejska. Miały być to szyfry. Jakiś harcerz starszy pomyśli Phi! A co takiego trudnego w szyfrach?! Wystarczy mieć poradnik i już wie się wszytko! Poradników z szyframi, to w naszym patrolu nie brakowało, ale czy naprawdę łatwo jest szukać na połowie strony jaka literka odpowiada podanym przez trzymającą kartkę osobę kropkom i kreskom?! Nie, alfabet morse'a nie jest wcale prosty. Tym bardziej, że kiedy już odszyfrujesz i wychodzi Ci jakieś Szutka az szutka jesiey katrna, a po chwili okazuje się, że to coś jest zaszyfrowane jeszcze raz jakimś szyfrem typu GA-DE-RY-PO-LU-KI! Postanowiliśmy się więc połączyć z jakimiś znajomymi naszej drużynowej i działać wspólnie. Nasze patrole nazywały się Szkoła Orląt 1 i Szkoła Orląt 2, a ich Pierogi ruskie oraz I z mięsem, więc z połączonych sił wyszło nam Szkoła pierogów ruskich. W sumie nie najgorzej. A więc po 15 minutach w KFC na wspólnych obradach, ruszyliśmy w Kraków, robiąc sobie zdjęcia przy zabytkach, które wyszły z szyfrów. Lampion trafił przez Anię do chłopaków, którzy przez całą drogę go nieśli. 

Zdjęcie pod KFC z gwiazdami telewizji - Anią i Szymkiem (zielone kurtki).
Kiedy w końcu popstrykaliśmy wszystkie zdjęcia, udaliśmy się do siedziby chorągwi, żeby zjeść pączka i napić się herbaty. Napój był strasznie gorzki (nie mieli cukru!) i do tego parzył w język, ale dało się wypić. Pączki rozdawał druh, którego na pewno już gdzieś widziałam, byłam tego po prostu pewna! Reszta drużyny wdała się w rozmowę z druhem Kowalikiem, znanym jako harcerz żeglujący, który był kiedyś drużynowym starszych harcerzy w naszym mieście, a ja obmyślałam kto może być tym druhem z pączkami! W końcu do niego podeszłam i wypaliłam: A ja druha widziałam w PoProstu! Zdałam sobie bowiem sprawę z tego, że to właśnie TEN druh prowadził program przed gwiazdami naszego hufca! Odpowiedział coś w stylu: To było dawno i nieprawda. Kiedy wszyscy w końcu zdołali wypić swoje herbaty ruszyliśmy na obiad! W połowie drogi chłopaki zorientowali się, że zostawili w siedzibie chorągwi nasz lampion Grzeli! Dzwoniliśmy więc do druha Kowalika, który powiedział, że przyniesie nam go na mszę do Kościoła Mariackiego. Spokojni o nasze Światełko, poszliśmy coś zjeść!

Wszystkie Potterhads'y z naszej drużyny (a trochę ich jest) zaczęły nawiązywać kontakt, z chłopakiem od Pierogów, który miał świetny plecak z logiem Harry'ego Pottera *o*
Ruszyliśmy w kierunku ulicy Gołębiej. Doszliśmy do baro - restauracji, w której z zapewnień Oli wynikało mogliśmy zjeść dużo, a tanio. Faktycznie nie było źle - za dość dużego kotleta schabowego, cały talerz frytek i mirindę zapłaciłam 15 zł. Nie mogłam zjeść wszystkiego - byłam już kompletnie napchana, a został mi jeszcze kawałek mięsa i kilka frytek (które chwilę później zjadł Biedron). Sonia miała jeszcze pomysł, żeby iść na lody, bo w końcu była dopiero 14:30, a my mieliśmy być na Wawelu o 16:00, ale Oli nie specjalnie spodobał się ten pomysł. Kiedy wszyscy zjedli, to co mieli zjeść poszliśmy na sukiennice, gdzie kadra dała nam 15 minut wolnego czasu, podczas którego trzeba było chodzić czwórkami. Sonia i ja chodziłyśmy z Emilką i Wiki. Chociaż chodziłyśmy to za mało powiedziane. Przeszłyśmy się raz tam i z powrotem, po czym przyklapnęłyśmy sobie przy wejściu i czekałyśmy na resztę. Po chwili nadeszła nasza kadra w składzie: Biedron, Krzysiek, dh Słowik i Ola. resztę czasu spędziliśmy na robieniu sobie głupich zdjęć, a co poniektórzy osobnicy wpadli na pomysł podejścia do Myszki Miki i poproszenia o fotkę. Oczywiście część chłopaków się zgubiła, dlatego musieliśmy spóźnić się na apel na Wawelu.

Obiad naszego stolika. Dziwnym zbiegiem okoliczności wszyscy zamówili kotleta schabowego z frytkami o.O 

Weszliśmy na plac, akurat kiedy komendant powiedział baczność! No i chcąc czy nie, musieliśmy stać pośrodku tego placu aż do spocznij! Usunęliśmy się gdzieś na bok do jakiegoś innego hufca. Na szczęście druh Burek nas zauważył i kazał się ustawić z naszym hufcem w kolumnie piątkowej. Spotkałam Julkę, Bladą, Ulę, Wiktora, Zuzę, Iwonę, Viktorię i dużo by jeszcze było tego wymieniania! Każdy z nas dostał pałatkę (takie okropne, zielone coś, w czym wygląda się jak dementor). Prawie każdy, bo ja dostałam ją dopiero, kiedy całą chorągwią ruszyliśmy do Kościoła Mariackiego, a w trakcie marszu nie za wygodnie ubiera się pałatkę. Kiedy wychodziliśmy z placu nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Zobaczyłam drużynę z Gdowa, w której na końcu kolumny z pomarańczową chustą stała Ania! Ania, która cztery lata chodziła ze mną do klasy! Ania, z którą nie widziałam się... ponad rok! Nie zdążyłam jej nawet pomachać. Ale to było niczym w porównaniu z tym co zobaczyłam chwilę później. Na boku stał sobie chór. Taki zwyczajny chór, śpiewający kolędy na kilka głosów (swoją drogą bardzo ładnie). Zauważyłam panią Dajcz - jedną z nauczycielek teorii w naszej szkole muzycznej. A obok niej stała... pani Kieres! Najlepsza nauczycielka teorii z jaką kiedykolwiek się spotkałam! Nie widziałam jej dwa lata! Stała tam i śpiewała w jednym z wyższych głosów! To był piękny widok! Podczas marszu do kościoła nie odbyło się bez okrzyków typu Komolama, Przypłynąłem do portu (...) czy Siała baba mak!.  Kiedy doszliśmy na miejsce nasz hufiec udał się do zarezerwowanych wcześniej ławek w nawie bocznej. Na mszy także śpiewał chór z panią Kieres. Za to psalm był zaśpiewany... dość oryginalnie. Ci, którzy byli tam ze mną, wiedzą jak to było. A więc psalm śpiewała kobieta o głosie operowym, tak wysoko, że nie wiem czy jakakolwiek dyrygentka chóru potrafiłaby tak zaśpiewać. Olek chamsko zapytał mnie czy też tak potrafię. Na mszy raczył pojawić się także ksiądz kapelan naszego hufca. Kiedy wyszliśmy z kościoła (a trochę to trwało...) miało się odbyć przekazanie Światełka. Uświadomiliśmy sobie, że nie mamy w końcu tego lampionu Grzeli. Krzysiek twierdził, że widział go w kościele, więc się po niego wróciliśmy. Niestety - lampionu nigdzie nie było. Na szczęście zostały jeszcze inne, ale jeden straciliśmy. Kiedy już mieliśmy Betlejemskie Światło, zawiązaliśmy krąg (aaa! z 3 tysiącami harcerzy! ^^) i udaliśmy się do autobusu!

Lampiony ze Światłem.
>>źródło<<
Wracaliśmy całym hufcem, więc dużo miejsc siedzących nie było. Musiałam się upchać gdzieś z przodu i siąść z przypadkową osobą, którą na szczęście okazała się Weronika! Przede mną siedziały puste lampiony i Kasia, a za mną Szymon i jakiś druh z Myślenic, który w połowie drogi zaczął mnie wypytywać o moją dalszą kuzynkę - Magdę (którą ostatnio widziałam jak byłam strasznie mała!). Droga zleciała nam głównie na gadaniu z Weroniką i Kasią, czasem z Wiki, Emilką, Bladą i Burkiem oraz kilkoma nowymi HS'ami z drużyny Bladej siedzącymi z przodu. Kilka osób wysiadało w Głogoczowie, kilka następnych w Myślenicach, a pozostali pojechali do Dobczyc! Po tych naborach jest nas jednak strasznie dużo! Każdy z nas wrócił do domu kompletnie padnięty po całym dniu na nogach!
Pozdrawiam serdecznie!
~Ola  
*Prawie wszystkie zdjęcia są autorstwa Oli Koszut*

*Więcej można znaleźć na facebooku oraz już niedługo na stronie Chorągwi Krakowskiej*



9 grudnia 2013

90. I znowu mamy zimę!

A teraz proszę wyłączyć muzykę, która znajduje się na górze bloga i włączyć TO :)

I pomyśleć, że właśnie teraz piszę 90 notkę. W życiu nie pomyślałabym, że dojdę do takiej liczby postów. Za chwilę będzie stówka. Ten fakt mnie dosłownie przeraża... Ale myślę, że jeszcze poczekamy.

Ale dzisiaj nie do końca o tym. Chyba już w całej Polsce pojawiły się ślady zimy. U nas jest tak pośrednio. Czasem za oknami widać tylko biały puch, a czasem nie ma go ani trochę. Za to zawsze jest to samo: deszcz! Deszcz i wiatr! W niektóre wieczory, kiedy przyjrzymy się lampom, które stoją przy drodze, możemy zauważyć, że deszcz leci z nieba dosłownie poziomo! Ten wiatr mnie przeraża... Czasami ledwo dochodzę do szkoły muzycznej, którą mam naprzeciwko.

> źródło <
A tak poza tym to jestem chora. Zaczęło się wczoraj. W kościele bolał mnie brzuch i nie mogłam ustać. Kiedy tylko wróciliśmy położyłam się do łóżka. Okazało się, że mam stan podgorączkowy. Wieczorem miałam już 38 stopni. Dzisiaj jestem tylko osłabiona. Może to przez to, że jeszcze nie zjadłam śniadania... tylko, że ja wcale nie jestem głodna!

Odbiegając od tych smutniejszych tematów, to jak chyba każdy wie, 6 grudnia był uczczony jako Mikołajki. Ja od "Mikołaja" dostałam I tom z serii Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy to jest Złodziej Pioruna. Oprócz tego rękawiczki (hmm... ciekawe czemu moja mama ma takie same...) i książkę z nutami do kolęd na flet, bo te, które dostałam na zespole i miałam się z nich uczyć do występu gdzieś mi się zgubiły. A Wy co dostaliście od "Świętego Mikołaja"? :D



W niedzielę zamierzam wybrać się z moimi harcerzami do Krakowa na obchody Betlejemskiego Światełka Pokoju, ale nie wiem czy zdrowie mi pozwoli. Wyjazd mamy o 8:30, o 10:00 na Rynku w Krakowie rozpoczynają się Światłowody, czyli taka gra miejska. Potem na Wawelu odbędzie się uroczyste przekazanie Światełka i apel, a następnie msza w Kościele Mariackim. Bardzo chciałabym pojechać. W tamtym roku z naszej drużyny pojechało tylko kilka osób. Najbardziej pamiętam to siedzenie w KFC i wcinanie skrzydełek oraz latanie po dolewki (w końcu po co każdy ma kupować kubek, skoro można kupić jeden i dolewać?) To były te pamiętne czasy, kiedy jeszcze Blada była opiekunką naszej drużyny. W tym roku nasza drużyna dzieli się na dwa patrole. Opiekunką naszego jest Ola, a patrolowym Krzysiek. Jestem też zadowolona ze składu naszego patrolu :D



I na koniec krótka reklama kilku blogów, które mnie o to poprosiły i... w sumie dopiero zaczynają :) Liczę na Was ^^

http://over-and-over-i-fall-for-you.blogspot.com/


Opowiadanie potterowskie, w którym główną bohaterką jest Luna. Występuję także wątek z Fredem i Hermioną :) Naprawdę bardzo fajna historia, godna polecenia ;)


http://ilovelollipop123.blogspot.com/


Blog mojej koleżanki :) W sumie, to o wszystkim. Ma trochę mało wyświetleń i komentarzy, więc byłabym wdzięczna, jakby ktoś mógł coś napisać i zaobserwować ;)


http://myloveiscupcake.blogspot.com/


Także strona mojej koleżanki :D Trochę już istnieje, ale wyświetleń i komentarzy oraz obserwatorów dalej nie jest za dużo :) No to chyba wiadomo co robić :D



Pozdrawiam serdecznie!
~Ola  

3 grudnia 2013

89. I kolejna nominacja!


1. Kto Cię zainspirował do założenia bloga?
Ach! Od razu kto zainspirował! Nikt specjalnie mnie nie zainspirował :D Przed założeniem bloga, raczej nie odwiedzałam innych takich społeczeństw. Nie miałam takiej potrzeby.

2. Ulubiona pora dnia?
Wieczór i noc :) Wieczór, ponieważ wtedy najlepiej mi się czyta, a noc, ponieważ się śpi ^^ A spanie to najwspanialsza czynność po śpiewaniu ^^

3. Ulubiony przedmiot w szkole?
Nie mam ulubionego przedmiotu, ale gdybym już miała wybrać najfajniejszy, to informatyka :) uczymy się średnio dużo, za to większość czasu spędzamy na robieniu sobie zdjęć z efektami, które są w komputerach z kamerkami XD

4. Wymarzona praca?
Kiedyś była to nauczycielka, ale do tej pory nie rozumiem jak mogłam chcieć zostać nauczycielką... Ja przecież nie potrafiłabym ogarnąć tego tłumu dzieciaków. A skoro nie mam serca do wrzeszczenia na zastęp, kiedy nikt nie chce się ustawić, to jak miałabym wrzeszczeć na te niewinne stworzenia... O! Już wiem! Zostanę harcerką ^^

5. Twoje hobby?
Lubię śpiewać. Bardzo lubię śpiewać. No i lubię harcować, w sensie być harcerką, ale to raczej pasja lub styl życia, a nie hobby :D

6. Plany na weekend?
Ten weekend... W piątek wieczorem zbiórka mikołajkowa, a w sobotę i niedzielę pewnie pojadę do babci.

7. Ostatnia przeczytana książka?
Z serii Topaz: "Ryzykantka" i jestem w trakcie "W światłach rampy".

8. Masz jakieś zwierzęta? Jeśli tak to jakie?
Ja osobiście nie mam żadnego zwierzątka, ale mój brat ma żółwia, a babcia kota :)

9. Co najbardziej lubisz w świętach?
To, że jest taka świetna atmosfera, nawet to, że śmierdzi tym kompotem z suszek, którego tak nienawidzę, to, że dostaje się prezenty, to, że śpiewa się kolędy i oczywiście to, że w ogóle są!

10. Ulubiony blog?
Oj, jednego to ja nie mam! Ale tu niektóre: TU TU TU TU i TU.

11. Wklej swoją ulubioną piosenkę.
Jednej ulubionej piosenki też nie mam :D TO TO i TO

Nominowała mnie Paulina za co serdecznie jej dziękuję ^^ Liebster Blog Award to zabawa, która nigdy mi się nie znudzi :D Nie nominuję już żadnych blogów, może kiedy indziej. Wybaczcie.


Nie mogę uwierzyć, że już niedługo święta ^^ I w ogóle nie mieści mi się w głowie, że już mamy grudzień! Wydaje mi się, że wczoraj był sylwester, podczas którego z powodu braku fajerwerków, wzięliśmy petardy tortowe, wtykaliśmy do śniegu i zapalaliśmy XD Nasze sztuczne ognie były najwięęększe! Może w tym roku uda nam się zdobyć normalne fajerwerki... I znowu będzie luty. 22 luty ♥ Pierwsza rocznica złożenia mojego Przyrzeczenia Harcerskiego ♥ I znowu pójdziemy w mundurach do szkoły. W sumie już dzisiaj byliśmy, ale tylko w ramach projektu Myślenice 100+.  Pani od historii powiedziała, że fajnie byłoby gdybyśmy codziennie tak przychodzili XD 


Od lewej: Wiki, ja, Gabi, Ola, Karol, Wiktoria i Kasia. na rękach mamy napisane We love ZHP :)


Zjarani my XD Geniusz ja na coś pokazująca, Wiki w swoich glassach, Wiktoria z zamkniętymi oczami, Gabi dziwnie się uśmiechająca, Ola patrząca na Gabi i Karol robiący Oli różki XD
Ostatnio bardzo często pamiętam swoje sny. Nigdy tak nie miałam. Może to przez to, że wstaje się wcześniej na roraty? Swój sen z soboty pamiętam teraz bardzo dokładnie. A więc to było tak...

Był poniedziałek. Tak, na pewno był poniedziałek. Szliśmy sobie ze szkoły - Edyta, Szymon i ja. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się. Przedszkole? Tak, staliśmy przed przedszkolem. Przed nami coś wyrastało z ziemi. Była to pokrzywa. Zaczęliśmy walkę, a raczej kłótnię, która przypominała walkę. Edyta i Szymon próbowali mi uświadomić, że ta oto roślina to 'pokrzywa azjatycka', za to ja trwała przy swoim przekonaniu, iź jest to "pokrzywa amerykańska". Kłócąc się tak poszliśmy dalej. Na drugije stronie jezdni, po chodniku szła Blada. Była ubrana w czerwony podkoszulek i czarne spodnie. Oczywiście nieodłącznie ze swoim plecakiem. Patrzyła w ziemię. Nie zauważyła nas, chociaż wołaliśmy do niej. Doszliśmy do mojego domu. Edyta i Szymon gdzieś zniknęli. Pojawiły się za to Gabi i Wiki. Były strasznie wystrojone, umalowane i w ogóle dziwnie wyglądały. Zaczęły narzekać, że jeżeli się z kimś umawiam, to raczej mam się zjawić o umówionej porze i w danym miejscu. 'Przenieśliśmy' się do mojej szkoły. Na sali gimnastycznej był koncert kolęd. Siedzieliśmy przed samą sceną. Weszła jakaś dziewczyna z saksofonem na szyi i fletem poprzecznym w ręce. Potem wzięła jeszcze gitarę. Nie wiem jakim cudem, ale grała na tych trzech instrumentach naraz! Nagle ktoś mnie zawołał i powiedział, że harcerze starsi zostawili sobie żelki i mam do nich iść, żeby te żelki oddać. Poszłam do jakiegoś bloku. Zapukałam do mieszkania numer 26. Otworzył mi jakiś chłopak, którego kompletnie nie kojarzyłam z widzenia. Zapytałam czy to na pewno HS'i, on odpowiedział, że jak najbardziej. Weszłam do środka. Panował tam straszliwy chaos. Nic nie było na swoim miejscu, a ludzie nie mieścili się w pokojach. Położyłam żelki (które zamieniły się w sprężyny o.O) na jakiejś szafce i wyszłam.

Warkocz Oli. A właściwie, to Kamili, ale Ola jest jego twórcą :D

Pozdrawiam serdecznie!
~Ola